sobota, 16 stycznia 2016

Rozdział 88

- Kurwa, takiego kaca to ja miałem ostatnio... Nie pamiętam. - Jęknął Ross, chowając głowę pod poduszkę.
- Stary, to już jedenasta! Rusz kuper i jazda na dół! - Krzyknął Rocky i ściągnął z niego kołdrę.
- Nie drzyj tak mordy, bo ci zaraz wpierdolę. - Wybełkotał i spojrzał na niego z półprzymkniętych oczu.
- Twoja dziewczyna jakoś potrafiła się ogarnąć po wczorajszej imprezie, a ty co? Leżysz jak ta księżniczka, która nieco za bardzo zabalowała ze swoją żabą, która wcale nie była księciem.
- Przepraszam? Co? - Zapytała Emma, która właśnie wyszła z łazienki gotowa na kolejny szalony dzień z Lynchami.
- Ah nic, nic Królewno. Twój przydupas nie chce się ruszyć. - Wytłumaczył zażenowany brunet i pokiwał głową na boki. 
- A to już żadna nowość. - Zaśmiała się i podeszła do Rocky'ego, zerkając na Rossa, który wyglądał na zdrowo przyćmionego po urodzinach jej brata. Usiadła koło niego.
- Jak sprowadzisz go na dół, dam ci pięćdziesiąt dolców. - Powiedział brunet i kiwnął znacząco w jej stronę. Spojrzał jeszcze raz na brata i wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami tak głośno, jak tylko potrafił.
- Ja. Pierdole. Nie. Wyrobię. - Powiedział załamany Ross. - Czy nie mogę w spokoju i ciszy umierać z bólu?
- Nie. - Odpowiedziała stanowczo i zabrała mu poduszkę. - Wstawaj, ale to w tej chwili. Dzisiaj idziemy podbijać Warszawę, a jutro po koncercie od razu wylatujemy, także rusz się.
- Głowa mnie boli. - Syknął załamany.
- Poczekaj, powinnam mieć gdzieś Paracetamol. - Szepnęła jakby do siebie i wstała z łóżka, by sięgnąć do walizki i wygrzebać z niej kartonik tabletek. - Proszę. - Podała mu jedną z nich oraz butelkę wody.
- Dziękuję kochanie. - Spojrzał na nią swoimi wciąż zmrużonymi oczami. Szybko połknął lekarstwo, popił wodą i padł jak kłoda na łóżko. Dziewczyna nachyliła się nad nim i delikatnie muskała opuszkami palców jego klatkę piersiową i mięśnie brzucha, które zaczęły się stopniowo napinać. Widząc to, zagryzła wargę i pociągnęła za gumkę od bokserek blondyna.
- Hej! - Krzyknął zdziwiony i zerwał się do pozycji siedzącej, czego po chwili zaczął żałować. W głowie aż mu zadźwięczało. - Nie starczyło ci po dzisiejszej nocy mała?- Zapytał uśmiechając się zadziornie
- Chyba nie. - Szepnęła i objęła chłopaka za szyję, po czym wpiła się w jego usta. Ross nagle poczuł, jak jej język pieści jego wargi.
- Naprawdę odczuwasz niedosyt. - Zaśmiał się, wpatrując się w nią rozbawionym spojrzeniem. Ona podniosła wzrok na niego i cicho zachichotała. 

- Byłbyś tak miły i wziął swoje ręce z mojego tyłka? - Zlustrowała go piorunującym spojrzeniem. 
- Kto? Ja? - Zapytał z miną zbitego psa. Emma tylko pokiwała głową na boki i z impetem zrzuciła ręce swojego chłopaka. Ten udał obrażonego i zacisnął usta, przez co wyglądał komicznie. - W nocy podobało ci się, gdy trzymałem ręce tam, gdzie zwykle ich nie trzymam. - prychnął, aczkolwiek w głębi śmiał się z tego. Dziewczyna zmrużyła oczy i energicznie go popchnęła, po czym wstała i rzuciła w niego ubraniami.
- Co jak co, ale chcę wygrać te pięćdziesiąt dolców, także rusz się do jasnej ciasnej! - krzyknęła roześmiana, a on wzruszył ramionami.
- A co ja będę z tego miał? - Założył dumnie ręce za głowę i uśmiechnął się zadziornie.
- Nic nie dostaniesz pantoflarzu! - Spojrzała na niego, a potem wyszła z pokoju. Na korytarzu wpadła na swoją przyjaciółkę, która siłowała się ze swoim narzeczonym. Blondynka westchnęła cicho i podeszła do nastolatki, pp czym uderzyła ją w ramię. 
- Ughr czego?! - Warknęła nastolatka, gwałtownie się odwracając. - A to ty. - Rzekła beznamiętnie. 
- Ciebie też miło widzieć. Dzień dobry. - Zachichotała blondynka. - Cześć Riker. - Zwróciła się do basisty, który trzymał w ręku swoją ulubioną koszulę.
- Mogłabyś powiedzieć swojej przyjaciółce, że ta koszula jest czysta i odpowiednia na nasze wyjście na miasto? - Burknął, wbijając rozbawiony wzrok w brunetkę. 
- Madziu, ta koszula jest czysta i odpowiednia na nasze dzisiejsze wyjście. - Odpowiedziała, tłumiąc w sobie śmiech. Riker pokiwał głową i przyjął zwycięski wyraz twarzy.
- Nie! Ona jest brudna! Nie widzisz tego głupku?! - Wydarła się, wyrywając materiał z rąk chłopaka. 
- Ale Madziu, co i tak zależy? Ubierze kurtkę i nie będzie widać, czy jest brudna, czy nie. - Emma stanęła po stronie przyjaciela. 
- Dzisiaj moi rodzice chcą się z nami wszystkimi widzieć. - Wyszeptała, spuszczając głowę w dół.
- Że kto?! - Krzyknęli jednocześnie Riker i Emma. Blondynowi skoczyło ciśnienie. Nienawidził rodziców swojej narzeczonej za to, jak ją potraktowali. Nie chciał się z nimi spotykać twarzą w twarz po tym wszystkim. Po ty jak wyrzucili ją z domu i wyzwali od najgorszych. Emma również nie darzyła ich szczególną sympatią od tamtego momentu. Zawsze myślała, że są oni porządnymi, wykształconymi ludźmi, ale jednak się przeliczyła.
- Moi rodzice. - Powtórzyła brunetka.

Na śniadaniu zjawiła się cała rodzinka Lynch. Usiedli przy wielkim stole w jadalni i czekali aż kelnerzy rozłożą im wszystkie przygotowane potrawy. Ross dalej wyglądał na mocno skacowanego, Ellington który również nieco zabalował, nie był do końca obecny, ale kontaktował o wiele lepiej od blondyna. Rydel co chwilę musiała go szturchać, by nie zasnął. Emma nawet nie ruszała swojego chłopaka, który przytulił się do dzbanka z wodą i to dosłownie. Stormie tylko spojrzała na syna i przyszłego zięcia, ale nic nie powiedziała. Pokiwała tylko zrezygnowanie głową i nalała sobie z dzbaneczka kawy. 
- Riker, coś się stało? - Zapytał nagle Mark, widząc jak najstarszy z jego dzieci siedzi nie ruchomo i patrzy się w jeden punkt na stole. Jajka z bekonem. - Skoro tak bardzo chcesz je zjeść to nałóż sobie. - Zaśmiał się, sięgając po masło.
- Rodzice Magdy chcą się dzisiaj z nami spotkać. - Odpowiedział. Jego słowa wywołały reakcję niczym skopiowaną z amerykańskiej komedii. Wszyscy jakby zamarli. Widelce, łyżki czy inne sztućce zatrzymały się w powietrzu. Woda w dzbanku Rossa jakby nagle przestała lecieć, gdy nalewał sobie kolejną szklankę. Gdyby jakaś szynka spadała, również by się zatrzymała. 
- Chwila... Co? - Rydel przeniosła przerażony wzrok na starszego brata.
- Jestem w takim samym szoku, jak ty sister. - Rzekł beznamiętnie, uderzając palcami o stół.
- Magda, to prawda? - Zwróciła się do brunetki. - Ale dlaczego? Czego oni chcą od ciebie? Tak nagle sobie o tobie przypomnieli...
- Nie tak nagle. Pisali do mnie listy, gdy byliśmy jeszcze w Los Angeles. Namawiali mnie na spotkanie, gdy będę w Warszawie. Przepraszali mnie, prosili o przebaczenie i tłumaczyli się, dlaczego postąpili tak, a nie inaczej. 
- Ty im wierzysz? - Odezwał się Rocky, który do tej pory siedział cicho i przysłuchiwał się całemu dialogowi, trawiąc to, co powiedział im Riker.
- W końcu są moimi rodzicami. Muszę im wierzyć. - Szepnęła - Poza tym jesteśmy tylko ludźmi i popełniamy błędy.
- Ale nie takie! - Uniosła się Emma. - Dziewczyno, oni wyrzucili cię z domu, bo jesteś w ciąży. Gdyby nie Riker i jego rodzice to nie miałabyś co z sobą zrobić. Nie pomyśleli o tym wtedy. Twoi rodzice to para zarozumiałych, sztywnych i egoistycznych ludzi. Wyrzucili cię, bo nie chcieli utrzymywać tego dziecka. Są zachłanni i nie myślą nawet o tym, by wydawać kasę na dziecko. A nawet dwójkę, bo z tego co pamiętam jesteś w ciąży bliźniaczej.
- Chcę chociaż z nimi porozmawiać. Spojrzeć im w twarz. Tak dawno się nie widzieliśmy. - Odparła i wyraźnie posmutniała. Mimo tego co się stało, pragnęła wyjaśnień. Riker widząc zachowanie swojej narzeczonej, objął ją ramieniem i delikatnie masował jej rękę. 
- Powiedzieli ci kiedy i gdzie macie się spotkać? - Zapytała troskliwie Stormie. Jej mąż spojrzał na Rikera porozumiewawczo. 
- Wczoraj napisali mi, że dzisiaj przyślą po mnie i Rikera limuzynę o dziewiętnastej. Nie wspomnieli jednak gdzie mamy się spotkać. Podobno kierowca będzie wiedział gdzie jechać. 
- Co oni kombinują... - Powiedziała jakby do siebie Emma.
- O co ci chodzi, kochanie? - Odezwał się Ross, któremu nagle przeszedł kac. Chwycił swoją dziewczynę za rękę i spojrzał się w jej oczy. 
- Nie wiem, ale po prostu coś mi nie pasuje w ich zachowaniu. Tak nagle i w ogóle...
- Madzia mówiła, że pisali do niej w Los Angeles i prosili o spotkanie. Z resztą, ja też nie wiem, ale co jak co ona powinna jechać do nich i porozmawiać. Riker też musi, chociaż nie jestem pewien, czy jego nerwy wytrzymają. 
- Też się nad tym zastanawiam. - Zamyślił się. - Ej, skoro Magda i Riker jadą na dziewięćdziesiąt pięć procent do restauracji, to może my też pójdziemy?  - Szepnął jej na ucho, delikatnie je całując. Po plecach dziewczyny przeszły dreszcze.
- Zapraszasz mnie na randkę? - Zapytała zdziwiona, ale i zadowolona.
- Tak, właśnie to robię. - Posłał jej szeroki uśmiech i musnął nosem jej policzek. 
- Dobra kochani, a więc mamy takie plany! - Powiedział głośno Mark, wycierając usta w serwetkę. - Macie piętnaście minut i jedziemy do centrum miasta. Emma z Magdą trochę nas oprowadzą, a potem wracamy do hotelu. Ja i Ryland ogarniamy klub na jutrzejszy koncert, Riker i Magda jadą na spotkanie z jej rodzicami, a Ross i Emma widzę, że również mają już jakieś zajęcie na wieczór. Jutro po śniadaniu jedziemy do klubu i zostajemy tam aż do koncertu. Po występie pakujemy manatki i wylatujemy do Izraela. Pasuje? - Rozejrzał się po twarzach. - Jakby nie pasowało, to i tak mam to gdzieś. Wszystko już ustalone także raz, raz, raz i jedziemy.
- Tak jest panie kapitanie! - Krzyknęli jednocześnie Ellington i Rocky. 
- Mam nadzieję , że nie będziemy musieli na was czekać wiewióry. - Zaśmiał się mężczyzna. Jego słowa również rozbawiły dziewczyny. Przypomniała im się akcja-biwak z krwiożerczymi wiewiórkami w namiocie chłopaków. 

My girl <3: Cześć przystojniaczku! Jak tam w Warszawie? Dobrze się bawisz?
Rocky: Oj tak. Tutejsze laski są takie atrakcyjne... *-*
My girl <3: Chcesz wpierdol?! 
Rocky: Jesteś słodka, gdy się wpieniasz. Nie martw się z żadną taką laską nie flirtuje. 
My girl <3: No ja mam kurde nadzieję...
Rocky: Oj tam xD A wracając do Warszawy, to właśnie łazimy drugą godzinę i zwiedzamy. Byliśmy w Pałacu Kultury i w Zamku Królewskim. Wiesz co, też bym chciał mieć takie Łazienki.
My girl <3: Zajebiste są nie? Przyznaj się, że naprawdę myślałeś, że to są łazienki.
Rocky: Tak. Tak myślałem, ale już tak nie myślę. 
My girl <3: Gdzie tera idziecie?
Rocky: Do centrum handlowego. Złote Tarasy czy coś w tym stylu. Już widzę Rydel biegającą po sklepach, a za nią Ellingtona, który targa jej torby. HAHA xD
My girl <3:  O też bym poszła na zakupy i chyba zaraz to zrobię.
Rocky: Widzę, że bardzo się za mną stęskniłaś ;(
My girl <3: Tęsknię za tobą Misiu. Oj bardzo tęsknię <3
Rocky: Też za tobą tęsknię, ale zobaczymy się za dwa miesiące i będziemy szaleć na weselu mojej siostrzyczki.
My girl <3: Właśnie ślub! Jeszcze nie mam sukienki! Jezu...
Rocky: Masz jeszcze mnóstwo czasu babe. Nie stresuj się :*
My girl <3: Muszę chociaż zdecydować się co ubrać. Nie mam pomysłu.
Rocky: Powtórzę... masz jeszcze mnóstwo czasu :P
My girl <3: Dobra, a jak tam Magda i Riker?
Rocky: Usiądź lepiej.
My girl <3: OKI siedzę. To coś strasznego?
Rocky: Raczej zaskakującego. Dzisiaj jadą na spotkanie z rodzicami Magdy, którzy prosili o to już bardzo dawno.
My girl <3: Co?! Musisz mi koniecznie napisać jak to się potoczyło. Koniecznie!!
Rocky: Jasne, jasne. A teraz wybacz ojciec mnie woła. Zadzwonię do Ciebie na Skype i pogadamy :*
My girl <3: Będę czekała :*

- Riker, otwórz proszę drzwi. - Do pokoju basisty zapukała Stormie. Chłopak uchylił drzwi i kobieta weszła do środka. Ujrzała swojego syna w pięknym, czarnym garniturze. Poprawiał właśnie włosy przy lustrze. - Wyglądasz tak przystojnie. - Westchnęła kobieta i podeszła do niego, by poprawić mu marynarkę. - Limuzyna już czeka przed hotelem. Madzia jest już gotowa? 
- Nie wiem. Jest jeszcze w łazience. - Odpowiedział. W tym samym momencie wyszła Magda. Na jej wygląd Stormie aż westchnęła. Dziewczyna miała ubraną pudrową sukienkę oraz beżowe buty. Włosy miała delikatnie podkręcone.
- Najdroższa Madziu, wyglądasz prześlicznie, a brzuszka jeszcze nie widać. - Zaśmiała się kobieta.
- I dobrze, że jeszcze aż tak nie widać. Aczkolwiek gdy patrzę na siebie w samej bieliźnie to niestety ale jest już widoczny. - Jęknęła i wtuliła się w swojego narzeczonego.
- Gotowi? - Zapytała z uśmiechem Stormie. Oboje kiwnęli głowami i wyszli z pokoju, trzymając się za rękę. Szybko zapakowali się do limuzyny i zdali się na wiedzę kierowcy. Zatrzymali się po dwudziestu minutach przed włoską restauracją. Riker pomógł wyjść swojej narzeczonej i weszli do środka. Magda widząc cały wystrój aż cofnęła się o krok. Blondyn rozejrzał się po stolikach i zobaczył, że klienci to naprawdę bogaci ludzie. 
- Pomóc w czymś państwu? - Nagle do pary podeszła kelnerka. Magdą wymieniła się z nią spojrzeniami.
- Rezerwacja na nazwisko Wolff. - odpowiedziała.
- Ah tak. Proszę tędy. - Rzekła kobieta i poprowadziła ich do stolika na końcu restauracji, teoretycznie w osobnym pomieszczeniu. - Oto pański stolik.
- Dziękujemy. - Odpowiedział po polsku Riker, a kelnerka zostawiła ich samych. 
- Rodzice mówili, że będą o dziewiętnastej. Zostało jeszcze pięć minut. - Westchnęła Magda.
- Wiesz co mnie przeraża? - Dziewczyna zaprzeczyła. - To że jesteśmy tu sami z twoimi rodzicami. - Zaśmiał się.
- Oj Riker nie będzie tak źle. - Uśmiechnęła się Magda i nalała sobie wody do szklanki.
- Myślę, że nie. - Szepnął do siebie Riker i nagle do pomieszczenia weszli państwo Wolff. Riker uniósł się pomału z krzesła i wbił w nich surowe spojrzenie.
- Cześć mamo, tato. - Przywitała się niepewnie brunetka.
- Córeczko, jak dobrze ciebie w końcu widzieć. - Ucieszyła się kobieta. - Witaj Riker.
- Dzień dobry. - Odpowiedział ostro i mimo, że później jego przyszły teść wyciągnął ku niemu dłoń, nie uścisnął jej, tylko z powrotem usiadł na krześle.
- To dlaczego państwo aż tak naciskali na Magdę, abyśmy się spotkali właśnie teraz i właśnie tutaj? - Zapytał blondyn, wciąż z poważnym wyrazem twarzy. Nie cieszył się specjalnie z tego wspólnego posiłku.
- Chcieliśmy w końcu porozmawiać z naszą córką, która wyjechała do Stanów do swojego narzeczonego. - Burknął ojciec nastolatki.
- Przepraszam bardzo, niech pan z łaski swojej przypomni sobie, dlaczego to ona wyjechała do USA. Pańska reakcja była nie do przyjęcia... - Oburzył się basista.
- Uważaj na słowa młodzieńcze. - Zwróciła mu uwagę mama Magdy. - Nasza reakcja była...
- Typowa dla egoistów i popierdolonych osób. Przepraszam, ale taka jest prawda! - Uniósł się już wyraźnie. Położył rękę na stole, aby ją kontrolować.
- Riker! - krzyknęła Magda. 
- Co kurwa?! Taka jest ta pieprzona prawda! Zostawili ciebie, bo powiedziałaś im, że jesteś w ciąży! Co to za rodzice do cholery?! Jesteście pierdolonymi egoistami! Nie liczcie na to, że będziecie mogli mieć jakikolwiek kontakt z naszymi dziećmi!
- Nie możecie nam tego zabronić! - Krzyknęła matka. 
- Aha! Tutaj was mam! O to wam chodziło! Chcieliście się spotkać tylko po to, aby w przyszłości móc się spotykać z wnukami. Co? Sumienie dało wam o sobie znać? Chuj wam w dupę, bo ja wam na to nie pozwalam i myślę, że moja narzeczona jest tego samego zdania. Madzia? - Zwrócił się do brunetki, która starała się jakoś ułożyć to wszystko w spójną całość.
- Riker ma rację. Na dzień dzisiejszy nie chcę. Może w dalekiej przyszłości i nas ruszy sumienie i będziecie mogli się z nimi spotkać, ale teraz nie. - Powiedziała pewna siebie i wstała od stołu. Riker uczynił to samo co ona.
- Dziękujemy za spotkanie. - Burknął i uśmiechnął się sztucznie, po czym wyszedł ze swoją narzeczoną, pozostawiając jej rodziców w totalnym osłupieniu. 
- Ale im powiedziałeś. - Zaśmiała się Magda i wtuliła się w niego, gdy stali przed restauracją.
- Powiedziałem im prawdę i tyle. - Westchnął i objął ją jeszcze mocniej. - Dzwonimy do Rossa i idziemy na podwójną randkę, gdzieś do tańszej restauracji? - Zaproponował.
- Jestem za! - krzyknęła zadowolona i ucałowała chłopaka w policzek.

Okay... To witam wszystkich bardzo serdecznie w 2k16!! YAY! 
Rozdział 88 pisałam ponad dwa miesiące. Jak to możliwe ja się pytam? Gdybyście wiedzieli co to się działo. Mój ty Panie... Ale wiem teraz, że chłopak mi do szczęścia nie jest potrzebny. Przez te 2 miechy totalnie odsunęłam się od R5 i R5Family. Jedyne co robiłam to przeglądałam instagrama, snapa i fejsa. Jakoś głębiej nie ingerowałam, ale wczoraj obiłam się o dno emocjonalne... Chłopak z którym chodzę do klasy (i który mi się podobał) jeszcze tydzień temu powiedział mi, że nie chce i nie szuka dziewczyny, gdzie wczoraj napisał mi, że z taką jedną z chęcią by był. Super... Wcześniej niejednokrotnie mi mówił czy pisał, że nie szuka i nie chce... Także wczoraj sięgnęłam dna. Dzisiaj jest już lepiej i to tylko dzięki R5. Mówię poważnie. Słuchałam wczoraj przez 2h ich piosenek i spojrzałam na moje dwa kolaże, które są w moim pokoju i doszłam do wniosku, że mi ich bardzo brakuje i że brakuje mi mojego opowiadania, które zaniedbałam od momentu, gdy zaczęłam pisać dużo (bardzo dużo) z tym chłopakiem z mojej klasy. Teraz mam nadzieję, że będę miała czas na opowiadanie...
W nowym roku życzę wam szczęścia, spełnienia noworocznych postanowień, uśmiechu na twarzy i świetnych ocen w szkole, bo bez tego to ani rusz.
Jest jeszcze jedna sprawa, a mianowicie 16 grudnia 2015 minęła kolejna rocznica Baby I think I've lost my mind. To już 2 urodzinki!! <3 Dziękuję Wam za to, że wciąż ze mną jesteście i czytacie te moje wypociny. 
Dziękuję Wam za te liczne wyświetlenia, które na chwilę obecną wynoszą: 228 700. To jest kolosalna liczba. Naprawdę. 
Dziękuję za tak liczne komentarze. Jest ich dokładnie:  3 282. To też niezły wynik. Jestem Wam bardzo wdzięczna za to wszystko. 
Kocham Was. Nawet nie wiecie jak bardzo <3
Do napisania Misiaki!
~Wasza Julia 

niedziela, 22 listopada 2015

Ojejku... Znowu to samo ;(

Znowu to samo. Mija już któryś z kolei weekend, a rozdziału jak nie było, tak nie ma. Mam teraz na głowie mnóstwo spraw, w tym szkołę, która po prostu rozwala moją psychikę. A niech cię licho bierze Liceum. Niby miało być tak dobrze w słynnym High School, a tu lipa.
Do tego oczywiście dochodzi jeszcze kwestia kolegi, który troszeczkę namieszał i naruszył mój codzienny spokój... O ile tak to mogę nazwać.
Nie wiem, kiedy będzie nowy rozdział. W przyszłym tygodniu w szkole piszą próbne matury i mam tylko 4 lekcje (tzw. Bloki tematyczne) no i mam nadzieję, że uda mi się coś wtedy napisać i dodać w ostatni weekend listopada.
Jezu, to już zaraz koniec tego miesiąca. Potem tylko grudzień - kolejna rocznica bloga, Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok. Ten czas jednak szybko leci. Mam nadzieję, że nim się obejrzę, będzie już lato i moje kochane wakacje <3
Naprawdę Was przepraszam za ciągły brak Rozdziału 88. Jest mi z tego powodu naprawdę przykro, bo chcę usiąść i go napisać, ale nie mam na to czasu.
Wybaczcie mi to ;)
Trzymajcie się kochani!
Do napisania
Buziaczki xoxoxo
~Wasza Julia <3

niedziela, 1 listopada 2015

Rozdział 87

18+
Dwa dni później
- Na pewno macie wszystko spakowane?! - krzyknęła Stormie z salonu, gdzie zapakowywała swoją torbę podręczną. Spojrzała na zegarek, który wskazywał dokładnie wpół do szóstą wieczorem. Bus, który zawoził ich na lotnisko, stał już przed domem od dobrych piętnastu minut. 
- My już wszystko mamy! - odezwał się Rocky, schodząc z dwiema walizkami. Za nim szedł Riker z kolejnymi trzema torbami. - Jezus, jakie to ciężkie. - sapnął brunet, stawiając swój bagaż na podłogę.
- Teraz wyobraź sobie ile walizek będą miały dziewczyny. - Zaśmiał się Riker, przecierając czoło. - Idę do mojej laski po jej toboły. - jęknął i wbiegł na górę po schodach.
- Mamo!... Mamo! - wydarła się Rydel, gdzieś z pietra wyżej. - Widziałaś moją szczęśliwą bransoletkę? Tą, którą dostałam od cioci Pelly?! 
- Szukałaś w łazience? - Kobieta podeszła do schodów, by nie musieć podnosić głosu.
- Tak! Nigdzie go nie ma! - Blondynka wyjrzała zza drzwi i spojrzała na mamę załzawionymi oczami. - Zawsze miałam ją przy sobie i akurat teraz, kiedy jadę w trasę, gdzieś się zapodziała. Powiedz mamo, że gdzieś ją widziałaś.
- Przykro mi Delly, ale nie. - odpowiedziała smutna i podeszła do córki, po czym mocno ją przytuliła. - To tylko bransoletka, kochanie.
- Ale mamo, ja ją miałam na każdym koncercie, wywiadzie, po prostu codziennie. Jest moją szczęśliwą bransoletką i potrzebuje jej na naszej pierwszej światowej trasie! - krzyknęła załamana. 
- Skarbie, po pierwsze nie potrzebujesz jakieś tam srebrnej bransoletki, aby świetnie wystąpić na scenie. Jesteś niesamowita bez tej błyskotki. Po drugie napisz może do Ellingtona. Spałaś ostatnio u niego i może jest gdzieś u niego w domu. - Posłała jej szeroki uśmiech i założyła jej kosmyk włosów za ucho.
- Właśnie! Ellington! - pisnęła zadowolona. - Dzięki mamo! - Pocałowała kobietę w policzek i pobiegła do siebie. 
- Tylko szybko to załatw. Już musimy jechać! - Odwróciła się w stronę schodów, gdy nagle z drzwi obok niej, wyszła Emma, która taszczyła dwie ogromne walizki. - Poczekaj, pomogę ci. - powiedziała kobieta i pociągnęła jedną z nich w swoją stronę. Blondynka podziękowała jej za to szerokim uśmiechem. 
- To już chyba wszystko. - powiedziała dziewczyna, przecierając czoło. - Widziała pani Rossa? - spytała i przygryzła policzek od wewnątrz.
- Przecież powinien być u siebie...znaczy u was w pokoju. - Zaniepokoiła się kobieta. Spojrzała na zegarek na swojej ręce. - Mamy mało czasu. Powinniśmy już pakować się do busa i jechać na lotnisko. Kiedy widziałaś go po raz ostatni? 
- Jakieś piętnaście minut temu powiedział mi, że musi coś załatwić. Myślałam, że chodzi o coś z rodzeństwem, ale pytałam się chłopaków i oni też nie wiedzą, gdzie on jest. - westchnęła dziewczyna. Blondyn wybiegł z pokoju w tamtym momencie jak poparzony. Zostawił swoją walizkę w połowie pakowania i po prostu się rozpłynął. 
- To niedobrze... - szepnęła kobieta. - Wiesz może, czy wziął ze sobą komórkę?
Emma zmarszczyła brwi i szybko zerknęła do pokoju. Musiała zapalić główne światło, by cokolwiek zobaczyć. Przeanalizowała wszystkie meble w pokoju i nigdzie nie znalazła telefonu swojego chłopaka. Sięgnęła za to po swój do kieszeni i wystukała numer do blondyna. Odebrał dopiero po trzech sygnałach, co od razu poważnie zaniepokoiło nastolatkę.
- Gdzie ty się podziewasz, Ross?! - wydarła się na niego.
- Musiałem coś załatwić. Przepraszam...
- Niby co?! - krzyknęła poirytowana.
- Na razie nie mogę ci powiedzieć. Wybacz.
- Super. - fuknęła. - Masz być w domu za minutę.
- Em... - Nie pozwoliła mu dokończyć i szybko się rozłączyła.
- I co? Gdzie on się podziewa? - Stormie dotknęła ramienia nastolatki. Dziewczyna wypuściła głośno powietrze, ale po chwili uśmiechnęła się szeroko, próbując ukryć swoje poirytowanie zachowaniem Rossa.
- Już...już jedzie. - Odchrząknęła i chwyciła rączkę od swojej walizki, którą zniosła bez problemu po schodach. Wchodzący przez drzwi wejściowe Rocky od razu spojrzał na nią i bagaż, który trzymała w ręku. Bez zastanowienia przejął go od niej i zaniósł do samochodu, po czym wrócił się po drugi. W tym samym momencie przed garaż podjechało czarne BMW Rossa. Nastolatek wyskoczył z niego, niechcący wpadając na starszego brata. Mruknął tylko "Sorry" i pobiegł do domu.
- Już jestem! - krzyknął. Emma zmierzyła go groźnym spojrzeniem od góry do dołu. Wykrzywiła usta w grymasie. - Ej, kochanie... - szepnął, podchodząc do niej. - Przepraszam. - Dotknął jej policzka i ręką zjechał na szyję, a potem na ramię.
- Idź się spakuj. Czekamy tylko na ciebie. - bąknęła i wyminęła go. Wzięła do ręki torbę podręczną i wyszła z domu. Przed busem stali już Rocky, Riker, Ryland i obejmujące się Rydellington. Magda grzebała w bagażniku w poszukiwaniu swojej książki, którą spakowała nie do tej torby co chciała. Wszyscy ubrani byli w luźne ubrania typu dresy, bluzy i praktycznie każdy miał na nogach Converse'y. Czekała ich długa podróż do Polski na ich pierwszy koncert z LOUDERtour.
- Mogę was o coś poprosić? - odezwał się nagle Rocky, drapiąc się po karku. Zgromadzeni przenieśli na niego wzrok. - Dostałem sms'a od Alex, gdzie napisała, że zaraz tu przyjedzie, by się ze mną pożegnać...
- I co w związku z tym? - Zaśmiał się Ryland. 
- Możecie nie zrobić mi siary przy niej? Błagam. - jęknął, spoglądając na każdego po kolei. 
- Czy my kiedykolwiek zrobiliśmy ci przy niej siarę? - Wtrącił się Ross, który właśnie wychodził z domu ze swoimi dwiema walizkami.
- To jest pytanie retoryczne? - Zachichotał nerwowo brunet i posłał bratu tak jakby zmęczone spojrzenie. Młodszy tylko zmarszczył noc i wrzucił swoje walizki do bagażnika, po czym oparł się o drzwi auta. Emma, która stała przy swojej przyjaciółce, nagle zamarła. W oddali zobaczyła znajomy samochód. Na jej twarzy malowała się panika, ale w głębi skakała z radości, jak mała dziewczynka. Poczuła na sobie czyiś wzrok. Obróciła się i zobaczyła Rossa, który stał w założonymi rękoma i posyłał jej zaciekawione spojrzenie. Po chwili utraciła z nim kontakt wzrokowy, a na podjazd, zaraz przed BMW stanął srebrny Volkswagen Tiguan, który należał do nikogo innego, jak to wysokiego Anglika z ciemnymi, jak węgiel oczami i słodkim zadartym nosem. Wspomniany chłopak wysiadł z pojazdu i rozłożył ręce.
- Nie chciałaś się ze mną pożegnać, mała jędzo?! - krzyknął z uśmiechem na twarzy. Gdy tylko to zrobił drzwi po drugiej stronie się otworzyły i wysiadła z nich dość wysoka dziewczyna o rudych włosach. Podeszła do Gavina i pocałowała go w policzek. Emma przełknęła ślinę i delikatnie przytuliła się do chłopaka. Szybko jednak odsunęła się od niego.
- Kto to? - Wskazała na jego towarzyszkę.
- A, no tak. - Podrapał się po głowie. - Emma to moja dziewczyna Lydia, Lydia to moja przyjaciółka Emma. - Posłał obu swój piękny uśmiech.
- Twoja dziewczyna? - Zdziwiła się blondynka i otworzyła szeroko oczy. Wtem poczuła, jak ktoś obejmuje ją w talii i poczuła dość mocny zapach perfum Hugo Boss'a Bottled Sport, których w domu Lynchów używał tylko Ross. Wzięła głęboki wdech i zagryzła dolną wargę.
- Tak, moja dziewczyna. - odpowiedział uśmiechnięty Gavin. - Cześć Ross. - Zwrócił się do blondyna i wyciągnął ku niemu otwartą dłoń. Ku zdziwieniu siedemnastolatki blondyn uścisnął ją z widocznym entuzjazmem na twarzy. 
- Co tam? - zapytał osiemnastolatek, co jeszcze bardziej wyprowadziło dziewczynę z równowagi. Jeszcze tak niedawno Ross był w stanie gołymi rękoma zabić Gavina, a teraz jakby nigdy nic wita się z nim przyjaźnie.
- To raczej ja powinienem spytać się ciebie. Jedziecie w trasę. Zdenerwowany? - Zaśmiał się.
- No coś ty. - Szturchnął go w ramię. - Pierwszy raz od ponad dwóch tygodni wyśpię się. Ile się leci do Polski? - Pytanie skierował do swojej dziewczyny, która toczyła walkę spojrzeń z Lydią. - Emi? - Poruszył nią.
- Co? - fuknęła. - Znaczy... Co się stało? - poprawiła się i zmieniła ton na łagodniejszy.
- Ile będziemy lecieć do Warszawy? - powtórzył.
- Koło dziewiętnastu godzin. - odpowiedziała beznamiętnie.
- Dzieciaki! Jedziemy! - Mark wydarł się prawie na całe osiedle. Emma z Rossem odwrócili się w jego stronę, ale ich uwagę przykuł Rocky, który całował się z Alex. Brunet opierał się o drzwi busa, a dziewczyna znajdowała się między jego nogami. Nie zwrócili uwagi na rozkaz, co wywołało falę śmiechu. 
- Dobra, zbieramy się. - rzekł Ross i przybił sztamę z Gavinem. - Nara. - dorzucił w połowie drogi do pojazdu. 
- Pisz do mnie czasami. Wyślę ci sms'em mojego maila, abyś nie musiała płacić kolosalnych cen za połączenia telefoniczne ze mną. - Gavin chwycił Emmę za przedramię. - Okay?
- Okay? - Uśmiechnęła się do niego i pobiegła do reszty. Przed wejściem do środka, zerknęła jeszcze w stronę przyjaciela, który stał już sam przed domem. Pomachała mu ręką, a on odwzajemnił ten gest, po czym wyciągnął komórkę i coś na niej wystukał. Dziewczyna otrzymała po chwili wiadomość:
Gavin: Pamiętaj o zabezpieczeniu! 
Wywróciła oczami i odpisała mu: "Gavinie Walsh. Jesteś idiotą!"

- Święty Panie! Nareszcie! Ziemia! Cudowna Ziemia! - wydarł się Ellington całując asfalt pasa startowego na lotnisku Chopin'a w Warszawie. Swoim zachowaniem przykuł uwagę pasażerów wysiadających z samolotu. Rydel uderzyła go, dając mu znać, aby się uspokoił. Brunet z powrotem stanął na nogi i objął jedną ręką swoją narzeczoną, a drugą Emmę. - To co dziewczynki. Jest dopiero druga po południu, więc mamy jeszcze mnóstwo czasu, aby przygotować się na dzisiejszą imprezkę. - powiedział zadowolony i obrócił się do reszty. 
- Co? Jaka impreza? - Zdziwił się Ross i ruszył w kierunku wejścia do budynku lotniska. 
- Sebastian urządza dzisiaj swoje urodziny i wysłał mi maila, że wszyscy mamy przyjść. Tak właściwie to dlatego jesteśmy w Polsce tak wcześnie. - odpowiedział Riker, chwytając Magdę za rękę. 
- Dlaczego nic mi o tym nie wiadomo? - oburzył się i założył ręce na klatce piersiowej. Idąca koło niego Emma, objęła go tylko w pasie i wychyliła się do Rydel, która cicho się śmiała.
- Byłeś tak zapracowany, że nie miałem kiedy ci tego przekazać. - tłumaczył się, na co Ross tylko wywrócił oczami i mruczał coś pod nosem, wytykając przy tym język. 
- Jesteś słodki. - szepnęła mu na ucho Emma i pocałowała go w policzek. Wyraźnie poprawiła mu tym humor.
Po wejściu do środka czekali przy taśmie na swoje bagaże, po czym zapakowali się do autokaru, który zawiózł ich prosto do hotelu. Stormie z Markiem rozdali karty do pokoi, które rozdzielili sprawiedliwie. Każdy był ze swoją drugą połówką, oprócz Rocky'ego i Rylanda, którzy dzielili razem pokój, a niekoniecznie łóżko. Zdążyli tylko wejść do pokoju i wziąć prysznic, bo musieli stawić się na obiedzie o wpół do czwartej. 
- Ale tu przepięknie pachnie! - Ekscytował się Ellington, siadając do wielkiego stołu w  jadalni zaraz koło Delly. Nim się obejrzeli przyniesiono im przystawki, dania główne, a na końcu deser. Chłopacy wyglądali na obżartych do granic możliwości. Posiedzieli jeszcze chwilę przy stole, a potem wstali, wymigując się tekstem, że trzeba przygotować się na imprezkę. Dziewczyny porozmawiały jeszcze chwilę między sobą i ustaliły plan działania na wieczór. W co się ubierają i w jaki makijaż się "uzbrajają". Umówiły się, że o siódmej spotykają się w recepcji i pierwsza, która tam przyjdzie zamawia transport. 
Magda wpadła do pokoju niczym wicher i dopadła swoją walizkę. Z impetem rozpięła zamek i zaczęła w niej grzebać. Wychodzący z łazienki Riker, oparł się o ścianę i głośno się śmiał. Nastolatka odwróciła się do niego i aż wstrzymała powietrze z wrażenia. Blondyn stał w samych ciemno-niebieskich bokserkach z American Eagle, a jego włosy były mokre od wody. 
- Wygląda, jak grecki bóg. - szepnęła nieświadoma tego, co właśnie powiedziała. Basista zagryzł wargę, wciągając powietrze nosem.
- Dziękuję. - odpowiedział, poprawiając swoją mokrą grzywkę.
- Czekaj. Powiedziałam to na głos? - pisnęła przerażona.
- Tak jakby. - Zachichotał. - Ale mnie to nie przeszkadza. To naprawdę miłe, że tak uważasz. - Podszedł do niej, przez co ona wstała z kolan i stanęła przed nim. Nachylił się i pocałował ją w czoło. - Już wiesz, w co się wciśniesz? - zapytał, zakładając jej kosmyk włosów za ucho.
- Może małą czarną? - mruknęła, zmysłowo przejeżdżając palcami po mięśniach na brzuchu chłopaka. Słyszała, jak głośno przełyka ślinę. 
- Jeszcze jakiś czas temu, błagałbym, żebyś ją ubrała, ale teraz nie. Proszę, nie rób mi tego. - jęknął, patrząc na niego oczami szczeniaczka.
- Dlaczego? - szepnęła, całując go po szyi i schodząc na jego obojczyki. Jego klatka piersiowa zaczęła szybciej się unosić. 
- Ponieważ... - zaciął się na chwilę i oblizał swoje wargi. - Wiesz dobrze, jak działa na facetów krótka sukienka na ciele dziewczyny, którą na dodatek bardzo kochają. Nieuchronnie prowadzi to do łóżka i wtedy PUF... A ja nie mogę. Znaczy my nie możemy...
- Wiem, wiem. Tak się tylko z tobą droczę, skarbie. - Uśmiechnęła się i nachyliła do walizki, po czym wyciągnęła z niej jeansy i kolorowy top. Wyminęła go i w podskokach poszła do łazienki. Po ubraniu się wykonała ku swojemu zdziwieniu idealnie równe kreski eyelinerem i podkreśliła swoje usta czerwoną szminką. 
- Wyglądasz prze-przepięknie. - rzekł Riker. Stał w drzwiach od łazienki i wpatrywał się w swoją narzeczoną rozmarzonym spojrzeniem. Był dumny z tego, że to właśnie taka dziewczyna, jak Magda zajęła miejsce w jego sercu. Nastolatka podeszła do niego, stanęła na palcach i musnęła usta chłopaka.
- Idziemy? - zapytała, puszczając mu oko.
- Oczywiście. - odparł zadowolony i chwycił dziewczynę za rękę.

Rodzinka Lynchów dojechali na miejsce imprezy po niecałych dwudziestu minutach. Sebastian urządzał urodziny u siebie w domu, co według niego było lepsze, niż na przykład w jednej z knajp. Atmosfera jaka panowała, była taka sama jak w klubie. Pełno świecących lamp, barman, który zajmował się drinkami i ogólnym alkoholem, mnóstwo przekąsek oraz tańczących ludzi na około. Nie brakowało także głośnej muzyki. Sebastian wywijał na parkiecie z jakąś dziewczyną, która wydała się Emmie znajoma, ale jakoś nie drążyła tego tematu. Siedemnastolatka wręczyła prezent bratu w imieniu swoim i paczki z USA. Nim się obejrzała wszyscy znaleźli dla siebie zajęcie. Rocky i Ryland majstrowali z muzyką, Riker, Magda, Ellington i Rydel świetnie bawili się na parkiecie, a Ross gdzieś zapodział się w tłumie. Usiadła przy stoliczku i wpatrywała się we wszystko dookoła. Wsłuchiwała się w krzyki Polaków. Już dawno ich nie słyszała. Była skazana tylko na język angielski. Zdała sobie sprawę, że stęskniła się zarówno za swoim bratem, jak i za całą Warszawą. 
- Emma! - nagle ktoś krzyknął. Gwałtownie się odwróciła i nie wierzyła własnym oczom, kogo widzi. 
-  Damian! Jak super cię widzieć! - Uśmiechnęła się szeroko i rzuciła się chłopakowi na szyję. Bardzo się ucieszyła, że go spotkała. Nie widziała się z nim od momentu, gdy wyjechała do Stanów. W sumie nie pisała z nim ani razu, co wydało się naprawdę dziwne, ponieważ znali się już ponad pięć lat.
- Co tam słychać w wielkim świecie? - zapytał, nie puszczając ani na chwilę dziewczyny. 
- Ah, normalnie ci powiem. - Zaśmiała się.
- Normalnie? - Zdziwił się. - Od kiedy to umawianie się z aktorem jest czymś normalnym? 
- Skąd to wiesz? - Wykrzywiła usta w grymasie. 
- Cała szkoła o tym gada. Naprawdę. Wszyscy są tym tak podnieceni, że ja pierdole. - Na słowa chłopaka wywróciła oczami i spojrzała się w bok, gdzie nagle przeleciała jej w tłumie blond głowa. Zobaczyła Rossa przy barmanie. Przejmował od niego dwie szklanki i zaczął iść w ich stronę.
- Hej. - przywitał się od razu i podał napój swojej dziewczynie.
- Cześć. Damian jestem. - odparł Polak i wyciągnął ku chłopakowi dłoń.
- A ja Ross! - Nachylił się do niego, aby odpowiedzieć. Ryland nieco podgłośnił muzykę i nie można już było normalnie rozmawiać. 
- Miło mi cię poznać, Ross! 
Emma zachichotała pod nosem i wzięła dość spory łyk procentowego napoju. Od razu poczuła, że temperatura jej ciała się podniosła. Porozmawiali jeszcze chwilę we trójkę, ale potem Emma posłała Damianowi szeroki uśmiech i porwała swojego chłopaka na parkiet, gdzie oboje dokończyli swoje drinki. Jednak na jednym się nie skończyło. Po czterech zgubili już rachubę. Tańczyli praktycznie cały czas, a do nich dołączyła się reszta Lynchów oraz Sebastian. Dopiero koło pierwszej w nocy nieco wstawieni pożegnali się z resztą i solenizantem, po czym opuścili dom we dwójkę. Szli tak ulicami Warszawy w kierunku hotelu. Chłopak obejmował ją ramieniem, ale jego nogi odmawiały mu posłuszeństwa i nie prowadziły go idealnie prosto. Nastolatka też nie trzymała szczególnej równowagi. 
- Ross... - szepnęła półprzytomnie.
- Tak, skarbeczku ty mój. - wybełkotał, spoglądając na nią.
- Jak wrócimy do pokoju to, czy... - Zacięła się na chwilę i zatrzymała. Blondyn zrobił to samo. Przyłożyła dłoń do jego policzka, a potem wspięła się na palcach i pocałowała go w usta. 
- Tak mała. Jak wrócimy do hotelu, zrobimy to. - stęknął między pocałunkami. Czuł, że już jego podniecenie wzrasta. Pociągnął dziewczynę i ruszyli z powrotem w drogę. Na miejsce dotarli bez większych przeszkód. Odebrali kartę z recepcji i windą wjechali na piąte piętro, gdzie znajdował się ich pokój. Gdy tylko Ross zamknął za sobą drzwi, został do nich przyszpilony przez siedemnastolatkę. Wpiła się w jego usta i trzęsącymi się rękoma zaczęła rozpinać jego koszulę. Szybko się jej pozbyła. Blondyn ściągnął z siebie spodnie i chwycił dziewczynę w pasie. Oparł ją o ścianę, zdejmując z niej wcześniej spodnie i bluzkę na ramiączkach. Zarówno on jak i ona zostali tylko w bieliźnie. 
- Je-jezu. - wyjąkał blondy, gdy lustrował ciało dziewczyny. - Jesteś ta-aka pie-ękna.
- Przestań. - Zaśmiała się i zarzuciła mu ręce za szyję. On zaczął ją nachalnie całować i nie wiadomo kiedy znaleźli się na łóżku. W mgnieniu oka ściągnęli z siebie bieliznę i znów złączyli swoje usta. Alkohol przejął całkowitą kontrolę nad nimi i nad ich czynnościami. Emma głośno jęknęła, gdy Ross gwałtownie w nią wszedł i zaczął się w niej poruszać. 
- Jak...ja... wyt-trzymałem mie-esiąc bez kochania się z tobą? - Zaśmiał się, opierając się nad nią. Wbił w nią swój wzrok i delikatnie masował jej ramiona. 
- To był miesiąc? - Zapytała zdziwiona, ale wciąż uśmiechnięta.
- To był cud, a nie miesiąc. - Zachichotał jak mała dziewczynka i przerzucił dziewczynę tak, że teraz znajdowała się nad nim. Dalej znajdował się w niej, co wywoływało  u niego przyjemne dreszcze. 
- Kocham cię Ross. Bardzo cie kocham. Najbardziej na tym cholernym świecie kocham tylko i wyłącznie ciebie. - Wyszeptała mu do ucha, a on objął ją mocno rekoma.
- A ja kocham najbardziej ciebie. - Dziewczyna nachyliła się i wtuliła się w niego. Znów poczuła, jak zaczął poruszać biodrami. Głośno zajeczała, co spowodowało uśmiech na jego twarzy. Oboje doszli kilkukrotnie i ułożyli się wtuleni w siebie. Nagle do Rossa przyszedł SMS. O niechcecia sięgnął po komórkę do spodni które leżały na podłodze przy łóżku. Na wyświetlaczu widniała wiadomość od Rikera.
"Wiemy co robiliście. Cały hotel wie. Jesteście porąbani ;p"
Blondyn zaśmiał się głośno i znów położył się koło Emmy. Nie miał siły, aby odpisać cokolwiek bratu. Zasnął wtulony w swoją dziewczynę
~*~
Hej! Hi! Helloł! Jak tam?! Co tam?! HAHA XD 
Na.początek chce Was przeprosić, że nie było rozdziału tydzień temu. Byłam tak zabiegana i do tego spotkałam się w końcu z moim przyjacielem z gimnazjum i nie miałam kompletnie głowy do bloga. Aczkolwiek udało mi się  napisać dzisiaj. Z czego jestem w sumie dumna, bo obawiałam się, że nic nie wyjdzie z tego... A tu proszę :D 
W ogóle kochani! Czy Wy zdajecie sobie sprawę z tego, że jeszcze dwa miesiące i będziemy mieli rok 2016?! Dżizas. Jak ten czas szybko leci...
Propo czasu. Jeszcze miesiąc i 16 dni do kolejnej rocznicy tego opowiadania. Będą to już dwa latka... Kumacie moje skarby?! DWA LATA! Nie wiem, czy jest na blogspotcie opowiadanie prowadzone tak długo, jak to moje ;) Już czuję te moje głębsze przemyślenia w poście 16 grudnia Haha xD 
Wracając do rozdziału... Co ja tu mogę w sumie jeszcze powiedzieć (a tak właściwie to napisać)? Chyba już nic... Mogę się Was ostatecznie zapytać.
Podoba Wam się ten bardzo dziwny Rozdział 87? Swoją drogą jeszcze tylko 14 i Epilog </3  a ja dalej nie mam pojęcia jak skończyć to ff. Macie jakieś propozycje? Z chęcią je poznam.
Właśnie! Propo tego. 
W menu macie link do mojego aska. Także wbijajcie śmiało i zadawajcie pytania. Na wszystkie z przyjemnością odpowiem.
No, to chyba tyle w tej notce. Jeju, długą nawet wyszła :D
Trzymajcie się kochani i do napisania! <33
Buziaczki xoxoxo 
~Wasza Julia 

niedziela, 18 października 2015

Rozdział 86

Ellington z Rockym stali na poboczu obwodnicy i rozmawiali o tym, skąd wziąć kasę na naprawę samochodu i o przebiegu całego wypadku. Kłócili się czyja to wina. Perkusista krzyczał, że to tylko i wyłącznie przez dziewiętnastolatka, który przeszkadzał mu w prowadzeniu pojazdu. Gitarzysta natomiast był zdania, że to narzeczony jego siostry jest tak nierozgarnięty, że nie potrafi jechać po zakręcie tak, aby nie uderzyć w cokolwiek.  Gdy tak zawzięcie gestykulowali, zatrzymało się przed nimi ciemne Audi i z przodu została opuszczona szyba. - Emma! - krzyknęli oboje jednocześnie. - Gavin? - warknął gitarzysta, nachyliwszy się do blondynki. - Co wy kombinujecie? Rossowi nie spodoba się to. - szepnął do nastolatki.
- Myślisz, że o tym nie wiem? - zapytała z wyrzutem i kiwnęła głową, dając im znak, aby wsiedli do samochodu. Zrobili to z wielkim grymasem na twarzy. Żaden z nich nie przepadał za Anglikiem. Ratliff usiadł na środku między Rockym a Magdą i mierzył spojrzeniem Gavina. Brunetka również siedziała jak na szpilkach. Pomimo że to ona zgodziła się, aby jechały z nim, nadal mu nie ufała i miała ochotę wydłubać mu oczy za to, że namącił z głowie jej przyjaciółce. 
- Ej, co tam tak cicho? - zapytała Emma, odwracając się do tyłu. Chłopcy chrząknęli i oparli się o fotele z założonymi rękoma. - Ale się dąsacie. Skoro nie chcecie jechać, zaraz możemy was wysadzić i będziecie pieszo zapylać do domu. - Gavin na słowa nastolatki zaśmiał się głośno. 
- Jesteśmy cicho, ponieważ myślimy, jak doszło do tego wypadku i tyle. - odpowiedział naburmuszony Ellington i wbił znaczący wzrok w gitarzystę.
- To wy myślicie? - Zaśmiała się Emma. Anglik siedzący za kierownicą zakrył usta, by stłumić śmiech. 
- Oho, nie bądź taka hop do przodu, młoda. - fuknął poważnie Rocky i spojrzał na Ellingtona, którego to wszystko bawiło na tyle, by płakać i kulić się na fotelu ze śmiechu. Blondynka tylko wywróciła oczami na słowa gitarzysty i spojrzała kątem oka na Gavina, który w skupieniu wpatrywał się w drogę. 
- Umm... Gavin - jęknęła nagle Magda i kurczowo złapała się za brzuch. Przyjaciółka odwróciła się gwałtownie do niej. 
- Nie mów, że to już. - stęknął Ellington i zaraz dostał po głowie od zdenerwowanej Emmy.
- Co się dzieje? - zapytał Anglik, zerkając w lusterko, by widzieć brunetkę siedzącą za nim. - Mam się zatrzymać? - dodał. Magda tylko kiwnęła głową i chłopak zatrzymał się na poboczu, włączając światła awaryjne. Dziewczyna otworzyła gwałtownie drzwi i wyszła z samochodu. Emma zrobiła to samo i stanęła zaraz przy niej. 
- Niedobrze mi. - szepnęła brunetka, opierając się o balustradę na poboczu. 
- Chcesz jechać do szpitala? - Blondynka objęła ją ramieniem i delikatnie przytuliła do siebie. Czuła jak jej przyjaciółka płytko oddycha. 
- Chyba nie ma takiej potrzeby... - odpowiedziała dopiero po chwili, kiedy zapanowała nad nagłym zakręceniem w głowie. Oparła się o balustradę. Z samochodu wyszedł Gavin, który wyglądał na naprawdę zmartwionego. 
- Jak się czujesz? - spytał i podał jej butelkę wody mineralnej. Nastolatka wzięła ją od niego i napiła się. 
- Jest na pewno lepiej. - Odetchnęła z ulgą i spojrzała na dwudziestodwulatka z niemrawym uśmiechem. 
- Emma, zadzwoń proszę do Rikera i powiedz mu, co się dzieje z Magdą. - rozkazał Anglik i dziewczyna bez żadnych zbędnych pytań wykonała jego polecenie. Szybko wyciągnęła swoją komórkę z kieszeni i gdy miała wybierać numer do blondyna, jej telefon został wyrwany z rąk. 
- Ej! - krzyknęła i zobaczyła, że to była Magda. Zablokowała urządzenie i włożyła z powrotem do kieszeni blondynki. 
- Nie dzwoń do niego. Jest zajęty i nie chcę, aby się niepotrzebnie martwił. Nic mi nie jest. To tylko chwilowe i przejdzie mi... Możemy już jechać. - odpowiedziała i ruszyła w kierunku auta. Niestety zrobiła tylko kilka kroków i zachwiała się. Gavin na szczęście ją podtrzymał i objął ramieniem. 
- Jesteś tego pewna? - zapytał, prowadząc ją do pojazdu. 
- Yhym. - mruknęła, siadając na miejscu pasażera. - Przyjadę do domu, zaparzę sobie miętową herbatkę i położę się spać. - dodała, zapinając pasy bezpieczeństwa. Gavin, który opierał się ręką o dach samochodu, spoglądał na nią z wysoko uniesionymi brwiami. Zerknął na dwóch brunetów, a potem na blondynkę stojącą za nią. 
- Trzeba ją zawieść do domu. - rozkazała Emma i kiwnęła znacząco głową do szatyna. Ten zamknął drzwi od strony Magdy i migiem znalazł się z powrotem za kierownicą.
Dotarli pod dom Lynchów po niecałej godzinie. Magda zdążyła usnąć po drodze i Rocky był zmuszony do zaniesienia jej do pokoju Rikera wraz z Ellingtonem. W samochodzie zostali jeszcze Gavin i Emma. Chłopak wyłączył silnik i westchnął. 
- Umówiłem się dzisiaj z dziewczyną. - powiedział nieśmiało. Blondynka uśmiechnęła się i odwróciła w jego stronę. 
- Uhuhu no nieźle. - Zaśmiała się. - Gdzie idziecie? - zapytała. On spojrzał na nią i odgarnął grzywkę jak bad boy.
- Zabieram ją do restauracji na kolację i potem wiesz, idziemy do mnie...
- Szalejesz, kumplu. - Zachichotała. - Tylko nie zapomnij gumek. - dodała zgryźliwie i uderzyła go w przedramię. Gavin przez chwilę wpatrywał się w nastolatkę, ale potem chwycił dwoma rękoma kierownicę. 
- Przepraszam cię. - szepnął, ściskając palce. 
- Za co? - Obróciła głowę, niczym mały piesek.
- Za wszystko. Przeze mnie kłóciłaś się z Tym Jak Mu Tam. - Spojrzał na nią przepraszająco.
- Było minęło, Gavin. Naprawdę. Wszystko jest już dobrze. - powiedziała rozpromieniona i dotknęła jego ramienia.
- Mam pytanie... - Zawahał się przez chwilę. 
- Dajesz. - odpowiedziała pewnie. Zauważyła, że jego kąciki ust unoszą się i po chwili patrzył się na nią z wielkim uśmiechem na twarzy. Uwielbiała go. 
- Zostaniemy przyjaciółmi? - powiedział na wydechu. 
- Najlepszymi. - odpowiedziała i wyciągnęła w jego kierunku otwartą dłoń. Chłopak uścisnął ją bez wahania. 
- Na zawsze? - zapytał, zrobiwszy oczy kotka ze Shreka.
- Na zawsze. 
- Będziesz do mnie pisała, gdy będziesz w trasie z zespołem Tego Jak Mu Tam?
- Tak. - rzekła roześmiana, wciąż zaciskając dłoń z Gavinem. - To już wszystko? - zapytała, nie odrywając od niego wzroku. 
- Napisz do mnie od razu, jak wrócisz do LA. Musimy się spotkać. - szepnął i rozluźnił ucisk. Położył z powrotem ręce na kierownicy, wcześniej przekręcając kluczyk w stacyjce.
- Jasne, że napiszę! - krzyknęła, wysiadłszy z pojazdu. - Daj znać, jak poszła twoja randka z Tą Jak Jej Tam.  - Zachichotała pod nosem, zamykając drzwi. 
- Ona ma na imię Angela! - oburzył się.
- I tak zapomnę. - powiedziała. - Trzymaj się! - krzyknęła będąc już w połowie drogi do drzwi wejściowych. 
- Powodzenia podczas trasy! Nie zapomnij o gumkach! - wydarł się, uśmiechając się szarmancko.
- Bardzo śmieszne! - Odwróciła się do niego.
- Noo! Bardzo! - Dziewczyna prychnęła pod nosem na słowa chłopaka i weszła do domu.

Magda tak, jak mówiła, zaparzyła sobie herbatę miętową i położyła się w pokoju Rikera. Aczkolwiek nie usnęła od razu. Leżała i wpatrywała się w sufit. Zastanawiała się, dlaczego tak nagle zrobiło jej się niedobrze w samochodzie Gavina. Myślała, że to może przez ten mdły zapach lasu świerkowego, albo częste zakręty, ale przez głowę przeszła jej jeszcze opcja, która dotyczyła stanu, w jakim była. Uniosła rękę i położyła ją na swoim brzuchu, który był już nieco większy niż wcześniej. 
- Eh, tyle się dzieje, dzięki Wam. - szepnęła i delikatnie się uśmiechnęła. - Specjalnie powiedziałam, że dzięki Wam, a nie przez Was, bo nie chcę wyjść na zołzę. - Zaśmiała się i zdała sobie sprawę, że to musiało wyglądać dziwnie. Leży sama w pokoju, dotyka się po brzuchu i rozmawia, jakby sama do siebie. Nie mogła uwierzyć, ile się zmieniło podczas tych ostatnich miesięcy. Ile ta ciąża zmieniła w jej dotychczasowym życiu. Czuła się jak w jednym z tych tandetnych odcinków Ukrytej Prawdy, albo Trudnych Spraw. Polka zakochuje się w bracie chłopaka swojej przyjaciółki, który jest Amerykaninem i Rockman'em w jednym. Zachodzi z nim w ciążę i on oświadcza się jej. Ląduje w szpitalu.  Dziewczyna wyznaje rodzicom prawdę o ciąży i oni wyrzucają ją z domu. Przylatuje ona do Stanów do swojego narzeczonego i rusza z nim w trasę koncertową...
- To są jakieś jaja! - krzyknęła do siebie i zakryła twarz dłońmi. Z jej oczu wbrew jej woli spłynęły łzy. Płakała długo. Słońce, które wpadało do pokoju, zaczęło chylić się ku zachodowi, a zza otwartego na oścież okna dobiegało skrzypienie świerszczy. Dziewczyna usnęła w końcu ze zmęczenia, ale krótko. Do pokoju wszedł Riker i rzucił swoją torbę na fotel obok biurka, czym obudził nastolatkę.
- Kochanie, mama mi powiedziała, że odkąd wróciłaś z egzaminów, nie wyszłaś z mojego pokoju ani na chwilę. Co się dzieje? Aż tak źle poszły ci te testy? - Zalał ją falą pytań i usiadł koło niej na łóżku. Nachylił się nad nią i ucałował w usta. 
- Poszły mi dobrze, tylko źle się poczułam, gdy wracałam do domu...
- Właśnie! Jak wróciłyście? Słyszałem o tej kraksie Ella i Rocky'ego na obwodnicy. 
- Na przystanek obok szkoły podjechał Gavin i nas podrzucił. - odpowiedziała uśmiechnięta.
- Kto? - zapytał niedowierzanie. - Gavin?!
- Tak, ale spokojnie. Przed tym, jak tu przyszłam się położyć, gadałam z Emmą. Ustaliła, że są tylko przyjaciółmi, a Gavin idzie dzisiaj na randkę z jakąś dziewczyną. Wszystko będzie już dobrze. Najwyraźniej przeszło mu co do Em...
- Albo tylko tak udaje. - burknął blondyn. Magda westchnęła.
- Dlaczego miałby okłamywać Em? Znają się długo, poza tym z tego co wiem, on sam zaproponował jej przyjaźń i to na zawsze. - powiedziała pewna swojego zdania. Riker spojrzał na nią, a potem na swoje dłonie, które były splecione z jej. 
- A jak ci poszły testy? Co dalej? - zapytał, zmieniając temat. Brunetka uniosła się do pozycji siedzącej i ucałowała chłopaka w policzek.
- Dzisiaj miałam  pisemny z angielskiego i polskiego. Po powrocie z trasy muszę zadawać egzamin ustny z tych dwóch języków oraz matematykę na poziomie podstawowym. Muszę jeszcze ustalić termin na rozszerzoną matematykę i język francuski.... Nie wiem, czy dam radę.
- Dasz, dasz. Wierzę w ciebie. - Objął ją mocno ramieniem. - A Emma co zdaje? - dodał zamyślony.
- Zamiast matmy rozszerzonej ma historię muzyki i wzięła sobie jeszcze angielski rozszerzony. - odpowiedziała i tak samo jak Riker, zamyśliła się. 
- Co chcesz robić później? - Ciszę przerwało pytanie blondyna, który wstał z łóżka i zaczął chodzić po pokoju. Stanął przy oknie i odwrócił się do dziewczyny.
- Nie mam zielonego pojęcia, Rik.  - westchnęła załamana. - Adam proponował mi kiedyś kierunek architektury, ale nie jestem do tego przekonana. Aby studiować ten kierunek, muszę mieć świadectwo ukończenia liceum z moimi ocenami. 
- A Emma? Co ona planuje? - Dalej brnął w ten temat. Magda przewróciła oczami, co spowodowało uśmiech na twarzy basisty.
- Nie wiem. Nie rozmawiałyśmy jeszcze na ten temat, ale czuję, że ona planuje coś, co jest związane z muzyką. Wiesz, jak ona potrafi pięknie grać na pianinie... - rozmarzyła się, przypominając sobie momenty, w których odwiedzała Emmę w domu, a ta siedziała przy pianinie i wczuwała się w graną przez siebie muzykę. Często miała gdzieś prace domowe, gdy miała wenę na nowy utwór. Rzucała dosłownie wszystko i spędzała całe popołudnie przy instrumencie. 
- Pomysłowe. - Riker odchrząknął. - A wiesz, gdzie dokładnie chciałaby studiować? 
- Nie wiem. Nawet nie jestem pewna, czy aby na pewno pójdzie na ten kierunek. - Poprawiła włosy za ucho i podciągnęła kolana pod brodę. Riker chwilę jeszcze stał przy otwartym oknie, po czym zamknął je, spuścił rolety, przez co w pokoju zrobiło się ciemno. Odwrócił się do dziewczyny i zaraz znalazł się obok niej. Położył się na łóżku i pociągnął ją do siebie. Otoczył ramionami i wtulił twarz w jej szyję. 
- Kocham cię Madzia. - wyszeptał po polsku, co spowodowało wielki uśmiech na jej twarzy i ciarki na plecach. Jego amerykański akcent podczas wymowy polskich słów wywoływał u niej przyjemne motylki w brzuchu. Czuła się dość dziwnie, kiedy bez problemu mogła go zrozumieć. Znaczy biegle mówiła po angielsku, ale to zupełnie coś innego, gdy słyszy się od Rikera Lyncha jakieś polskie wyrażenie. 
- Kocham cię Riker. - odpowiedziała i wplątała swoje palce w blond włosy chłopaka. Delikatnie smyrała go po karku, na co on reagował cichym mruczeniem. Jego ręce powoli zjeżdżały z jej pleców na biodra, za które chwycił i położył dziewczynę na sobie. Objął ją znowu ramionami i musnął jej usta, przejeżdżając językiem po wargach. Gdy brunetka lekko je rozchyliła, poczuła, że Riker wtargnął do środka i zaraz ich języki poruszały się niczym jak w romantycznym tańcu. 
- Jesteś...taka... - sapnął, ale Magda przerwała mu, ujmując jego twarz w dłonie. - cudowna. - dokończył na wydechu. Otworzył oczy i spotkał się z przeszywającym go wzrokiem nastolatki.
- Tak uważasz? - Uniosła brwi ze zdziwienia i przygryzła wargę. 
- Tak. - stęknął i przewrócił dziewczynę tak, że leżała pod nim. Składał na jej ustach namiętne pocałunki, a ona trzymała obie ręce za karkiem chłopaka.

Rocky: Hej maj lajdi! Jak tam lekcje? Odrobione?
My girl <3: Prawie, a co?
Rocky: Tak się zastanawiałem czy... No wiesz...
My girl <3: Nie, nie wiem ;* 
Rocky: Chciałabyś się teraz spotkać? Moglibyśmy skoczyć do kina, albo na spacer? Co ty na to, mała? ;* ;*
My girl <3: Spacer mi odpowiada! <3
Rocky: Liczyłem, że jednak wybierzesz kino ;-;
My girl <3: To po co proponowałeś mi spacer? ;P
Rocky: Chciałem być romantyczny u_u
My girl <3: Awww <3 To urocze Rocky!
Rocky: Dziękuję ^-^ To co? Idziemy?
My girl <3: Skoro tak bardzo chcesz iść do tego kina, to w sumie dlaczego nie? Na jaki film?
Rocky: Dzisiaj leci Paranormal Activity...
My girl <3: No fucking way! Nie pójdę na to! 
Rocky: Oj no proszę...
Rocky: Proszę
Rocky: Proszę
Rocky: Proszę
My girl <3: Nie szkoda ci kasy? 
Rocky: Walić kasę, jeżeli mam przekonać moją dziewczynę, by poszła ze mną do kina.
My girl <3: Możemy najpierw iść na spacer, a potem na film? 
Rocky: No ja nie wiem...
My girl <3: Nie to nie. Cześć.
Rocky: Uuuu. Kropka nienawiści... 
(trzy minuty później)
Rocky: Alex? 
(minuta później)
Rocky: Lexy no!
Rocky: Przepraszam! Bardzo przepraszam! 
Rocky: Weź no! Obraziłaś się na mnie? Za takie coś? Drażniłem się tylko!
(pół minuty później)
Rocky: Alex Rooney! Odpisz mi! W trybie NOW!
Rocky: Ej!
(dwie minuty później)
Rocky: Koniec tego! Jadę do ciebie! Będę za dziesięć minut i idziemy na spacer. Zabieram cię potem na festyn i watę cukrową.
My gilr <3: No i o to mi chodziło ^-^ 
Rocky: Tyyy...
My gilr <3: Też Cię kocham Rockuś! Buziaczki ;* 
My girl <3: I czekam na ciebie!
Chłopak schował telefon do tylnej kieszeni, wyciągnął z szafy swoją skórzaną kurtkę i wybiegł z pokoju, naciągając ją na ramiona. Wpadł do przedpokoju, gdzie z szafki wyciągnął swoje czarne Conversy i w biegu do kuchni, próbował je zawiązać. W pomieszczeniu przy otwartej lodówce spotkał myszkującego Rossa, który grzebał w czeluściach w poszukiwaniu czegoś dobrego.
- Już nic nie ma. Wszystko żem zjadł. - Zaśmiał się brunet, a jego brat odwrócił się do niego z mordem w oczach. - No co? Trzeba było szybciej wrócić, to może coś zostałoby dla ciebie z obiadu. - prychnął. Ross podszedł do stołu i wziął ze stojącej na nim miski dwa banany i gruszkę.
- Przez ciebie jestem teraz skazany na owoce. - oburzył się i sięgnął jeszcze po swoją herbatę zaparzoną wcześniej przez jego mamę.
- Z tego co wiem, nie zaszkodzi ci to ani trochę. - Posłał bratu głupi uśmieszek i wybiegł z kuchni. Wrócił jednak do niej, by zabrać swój plecak, który leżał na siedzeniach przy oknie. Machnął do Rossa kluczykami od jego auta, informując, że pożycza. O dziwo młodszy kiwnął tylko głową i poszedł do swojego pokoju. W salonie brunet krzyknął tylko "Wychodzę!" i gdy Rydel chciała mu coś powiedzieć, go już nie było. Wsiadł pędem za kierownicę i z piskiem opon ruszył spod garażu. Pod domem Alex był dokładnie po dziesięciu minutach, od momentu gdy wysłał jej wiadomość o przyjeździe. Szybko znalazł się pod drzwiami i wcisnął dzwonek.
- Ja otworzę! - usłyszał krzyk Mike'a, ale nagle był huk i otworzyła mu Alex. 
- Rocky! - pisnęła podekscytowana i rzuciła się chłopakowi na szyję. - Długo się nie widzieliśmy. Tęskniłam gamioniu! - Pocałowała go w usta, a on objął ją jeszcze mocniej w pasie.
- Ja też tęskniłem. - wyszeptał i gdy stanęła na swoich nogach, zamknął za nią drzwi i chwycił ją za dłoń. - Najpierw podjedziemy na miejsce, gdzie chcę cię zabrać na spacer, a stamtąd pójdziemy na ten festyn. - Posłał jej szeroki uśmiech i ścisnął mocniej jej dłoń.
- Już mi się podoba. - odpowiedziała i musnęła ustami policzek chłopaka. 
~*~
Witam wszystkich bardzo serdecznie! 
Jak minął Wam weekend? Mi bardzo dobrze. Spędziłam w sumie tylko piątkowe popołudnie nad książkami, a wczoraj i dzisiaj odpoczywam przed tygodniem pełnym roboty. Mam sprawdzian z matmy i geografii, kartkówkę z historii, angielskiego i polskiego oraz referat z fizyki. Dżizas. Czy ja się wyrobię? (Póki co cieszę się weekendem xD)
Jak widzicie regularność dodawania postów się utrzymuje, co mnie też bardzo cieszy. W tym rozdziale pojawiło się coś, co nie pojawiało się wcześniej, a mam na myśli tę konwersację SMS'ową między Rockym i Alexą. Mi się to podoba :)
Piszcie co sądzicie o tym rozdziale? Jest wystarczająco długi? (mam nadzieję, że tak, HAHA)
Trzymajcie się ciepło!
Buziaczki xoxox
~Wasza Julia
Ps. Za błędy przepraszam. Poprawię jak znajdę chwilę wolnego ^-^

niedziela, 11 października 2015

Rozdział 85

- Ross, skup się do jasnej cholery! - wydarł się Riker, kiedy osiemnastolatek po raz setny pomylił akordy, grając na gitarze. Wyglądał na naprawdę zmęczonego i zdezorientowanego. Tak też się czuł. Zbliżała się godzina dziesiąta wieczorem, a on nadal nie zmrużył oka od piątej rano, tylko siedział w pokoju z braćmi i Ellem, którzy chcieli przećwiczyć jeszcze jedną piosenkę. Rydel poszła do swojego pokoju niecałe pięć minut wcześniej, a oni nadal siedzieli.
- Nie drzyj się tak na mnie! Staram się! - krzyknął zdenerwowany, poprawiając pas od gitary na swoim ramieniu. Oczy same mu się zamykały, nawet gdy stał. Miał wrażenie, że w każdej chwili może po prostu usnąć.
- Nie widać, żebyś się starał! Człowieku, ćwiczymy ten utwór już któryś raz, a ty dalej się mylisz! - starszy gotował się ze złości. - We wtorek już wylatujemy do Europy. Mamy mało czasu, a wszystko musi być dopięte na ostatni guzik.
- Jakbyś nie zauważył, na początku szło mi dobrze! Jestem zmęczony i śpiący, dlatego mi nie wychodzi! Poza tym, co ty jest taki spięty? To tylko koncert. Nie raz myliliśmy się podczas występów, zapominaliśmy tekst, czy któryś z nas wyglebał się na kablach. Nic strasznego się wtedy nie działo. Weź wyluzuj i kończmy to. Mam dość. - powiedział wkurzony i odłożył instrument na stojak. Spojrzał na Rocky'ego i Ella. - Zostajecie?
- Nie, ja też mam dosyć. - jęknął gitarzysta i dotknął ramienia Rikera. - Stary, wyluzuj. Wszystko jest przygotowane. Teraz musimy odpocząć i będzie jeszcze lepiej. - Posłał mu szeroki uśmiech. - Tobie też przyda się sen. Dobranoc. - Objął brata i odstawił gitarę. Wychodząc, przybił piątkę z Ellem i wraz z młodszym blondynem opuścił pomieszczenie. Zobaczyli, że w salonie siedzi ich ojciec i przegląda jakieś papiery. Przysiedli się do niego.
- Gotowi? - zapytał Mark, zdejmując okulary z nosa. 
- Chyba tak. - odpowiedział Ross i przyjrzał się dokumentom, które znajdowały się na stoliku. - Co jeszcze robisz? Nie chcesz iść spać? 
- Drukuję nasze bilety lotnicze i sprawdzam wszystkie rezerwacje. - rzekł mężczyzna. - To samo powinienem was zapytać. - Zaśmiał się.
- Już idziemy spać. Skończyliśmy właśnie próbę i chcieliśmy iść na górę. - odezwał się Rocky, ziewając. Wstał z kanapy i przeciągnął się. - Młody, idziesz? - zwrócił się do Rossa, któremu oczy same się zamykały.
- Mhm. - mruknął półprzytomnie i ruszył w stronę schodów. 
- Tylko się nie wywal, ciamajdo! - krzyknął na brata, gdy ten nieudolnie stąpał po schodkach. 
- Tak, tak Rocky... - Pokiwał głową i zniknął za drzwiami od swojego pokoju. Brunet idąc do siebie, zajrzał jak tam Rydel. Gdy zapukał i usłyszał ciche "proszę", wszedł niepewnie do środka. W pokoju paliła się tylko lampka na szafce nocnej, także na pierwszy rzut oka nie było za wiele widać. Dopiero po chwili dojrzał sylwetkę swojej siostry, która siedziała na łóżku z Emmą.
- Nie śpicie? - Podszedł do dziewczyn i zobaczył, że nastolatka była wtulona w Rydel, a ta ją mocno obejmowała i delikatnie bujała na boki.  Przysiadł się do nich i dotknął pleców dziewczyny. - Co się stało? - zapytał. Podniosła na niego wzrok, ale nic nie powiedziała. 
- Rocky, zostaw nas same. Musimy pogadać, jak dziewczyna z dziewczyną. - powiedziała Rydel. Chłopak kiwnął głową i skierował się do wyjścia.
- Dobranoc księżniczki. - Odwrócił się do nich i posłał szeroki uśmiech. Rydel kiwnęła do niego głową. Zamknął za sobą drzwi i Emma w tym momencie odsunęła się od przyjaciółki.
- Co ja mam zrobić? - zapytała załamana. Dwudziestolatka westchnęła i złożyła nogi po turecku.
- Lecisz z nami i tyle. Ross będzie miał więcej czasu dla ciebie, zobaczysz. Teraz jest rozdarty między pracą nad serialem a zespołem.  Podczas trasy skupi się tylko na koncertach, które odbędą się wieczorami. W ciągu dnia będzie cały twój. Mógłby pomagać ci w nauce i na przykład spyta cię z materiału, który będziesz musiała umieć. Nie musisz się zamartwiać tym, że nie spędzicie czasu razem, bo do tego nie dojdzie. Nie wiesz nawet, jak on się cieszy, że rodzice wyrazili zgodę, abyś leciała z nami. Musisz po prostu przeczekać te cztery dni. Od wtorku będzie już inaczej. - powiedziała z uśmiechem na ustach. Wiedziała, że związek jej brata i przyjaciółki będzie wyglądał zupełnie inaczej niż w ostatnich dniach. Przytuliła blondynkę do siebie.
- Jesteś pew...
- Tak, jestem pewna, skarbie. - odpowiedziała, gdzie Emma nawet nie dokończyła swojego pytania. - Przestań się martwić. Będzie dobrze! - krzyknęła i szturchnęła nastolatkę w ramię. W tym momencie do pokoju wszedł Ross ubrany tylko w granatowe bokserki i zapalił główne światło.
- Tutaj jesteś! - krzyknął, podchodząc do łóżka. - Dlaczego jeszcze nie śpisz? Coś się stało? - Usiadł koło dziewczyn. Spojrzał na swoją dziewczynę, a potem na siostrę. - O co chodzi? - zwrócił się do starszej blondynki. Po głowie Emmy chodziły słowa Delly "Musisz po prostu przeczekać te cztery dni. Od wtorku będzie już inaczej."
- Wszystko jest okey, Ross. - odezwała się siedemnastolatka i przesunęła się na brzeg łóżka, aby wstać. - Musiałyśmy porozmawiać i tyle. - Uśmiechnęła się do niego i przytuliła przyjaciółkę, szepcząc "Dobranoc". Nagle drzwi od pokoju się szerzej się otworzyły i stanął w nich Ellington. 
- Dobry wieczór. Witaj Ross, fajne gacie. - powiedział na wejściu i zaczął iść w kierunku Rydel. Nachylił się do niej i pocałował w czoło. - Już jadę do domu. Widzimy się jutro, tak Słońce? 
- Mhmm. - mruknęła, wtulając się w bruneta. - Nie chcesz zostać na noc? - zapytała po chwili. 
- Nie mogę. Muszę jutro rano ogarnąć sprawy w domu i zacząć prać ubrania na trasę. - Zaśmiał się, ponownie całując swoją narzeczoną w czoło. 
- Jezu, jak ja kocham Rydellington! - pisnęła podekscytowana Emma. - Myślę, że chyba bardziej niż ciebie. - powiedziała do Rossa i zacisnęła usta, by powstrzymać śmiech. 
- Co?! - krzyknął blondyn i odwrócił się do dziewczyny. Wyglądał na zdziwionego i złego jednocześnie.
- Żartowałam, głupku! - krzyknęła i minęła go, by wyjść z pokoju. - Dobranoc Delly. Dobranoc Ell! 
- Dobranoc! - odkrzyknęli we dwoje. 
Dziewczyna zamknęła za sobą drzwi i zderzyła się z Rossem, a tak właściwie z jego nagą klatką piersiową po gwałtownym odwróceniu się. Uniosła na niego wzrok. Patrzył się na nią swoimi czekoladowymi oczami, przez które Emma rozpływała się. Miała wrażenie, że ma nogi z waty i nie ma szans, by się poruszyła. Chłopak chwycił ją nagle w talii i przycisnął swoje usta do warg nastolatki. Wepchnął zaraz swój język, a pocałunki zaczynały być coraz bardziej chaotyczne. Jego dłonie powoli zniżały się, by po chwili chwycić za jej tyłek.
- Przepraszam, że nic nie wyszło z naszą przejażdżką, ale musieliśmy przedłużyć próbę. - szepnął jej do ucha.
- Nic się nie stało. - Pocałowała go w policzek, ale blondyn nie pozwolił jej na takie mizianie. Klepnął ją mocno po pośladkach.
- Ross! - krzyknęła. Nie wyglądała jednak na oburzoną wręcz przeciwnie, uśmiechała się.
- Mówiłem ci, że dzisiaj będziesz głośno krzyczała moje imię. - wyszeptał i gwałtownie podniósł dziewczynę, po czym zaniósł do swojego pokoju. Bez owijania w bawełnę rzucił nastolatkę na łóżko i wszedł nad nią. Nabuzowane hormony przejęły nad nim kontrolę i Emma to zauważyła. Nachalnie całował jej usta, potem szyję i dekolt.
- Zdejmij koszulkę. - szepnął. Dziewczyna zdziwiła się, bo to zwykle on ją rozbierał. Wykonała jednak jego polecenie. 
- Nie byłeś zmęczony? - zapytała, a Ross zaczął się śmiać.
- Byłem, ale teraz już jestem pobudzony. - odpowiedział, rozpinając guzik od spodni nastolatki. Chwycił za nogawki i szybko ściągnął materiał z jej nóg, rzucając na podłogę.
- Ja bym powiedziała, że napalony. - Zachichotała i zarzuciła ręce za szyję chłopaka. Ten tylko prychnął i podciągnął bluzkę. Dziewczyna napinała mięśnie, gdy czuła usta osiemnastolatka na swoim brzuchu. 
- Kocham cię. - wyszeptał nagle, spoglądając w jej oczy. Nachylił się do niej i połączył ich usta w delikatnym pocałunku. - Kocham cię jak wariat i bardzo chcę się z tobą kochać...
- Ale? - zdziwiła się dziewczyna. Ross spojrzał na nią z zażenowaniem. 
- Nie wiem, czy to aby na pewno jest dobry pomysł. Jutro muszę wcześnie wstać, do tego w domu jest cała rodzina. Kurde. - Podrapał się po karku, a Emma zachichotała cicho. Była zaskoczona reakcją swojego chłopaka, zwłaszcza że jeszcze przed chwilą z impetem zdarł z niej spodnie i był nieźle nakręcony. 
- Nie rozumiem ciebie. - Powiedziała dziewczyna. On spojrzał na nią wyczekująco. - Najpierw zachowujesz się tak, jakbyś naoglądał się pornosów i musiał się jak najszybciej gdzieś spuścić, a teraz? Masz jakieś wątpliwości?! - Oburzyła się. 
- Ktoś tutaj się podniecił. - Zaśpiewał pod nosem z wielkim, dumnym uśmieszkiem na twarzy.
- Słuchaj, całujesz mnie po szyi i brzuchu, schodząc coraz niżej. Jak mam się nie podniecać, przepraszam bardzo?! - Krzyknęła zła i schyliła się po swoją bluzkę, którą musiała zdjąć zgodnie z poleceniem osiemnastolatka.
- Ej no! Przepraszam! - Uniósł się, gdy dziewczyna wstała z łóżka. - Słyszysz? Przepraszam! - Zerwał się na nogi i zagrodził drogę nastolatce. Gdy zobaczył jej wyraz twarzy, założył z dezaprobatą ręce.
- Powtórzę to jeszcze raz. Jesteś głupi i łatwo cię wkręcić. - Zaśmiała się, wymijając go i kierując się do łazienki.
- Ty znowu... Aa! - krzyknął i w ramach odpowiedzi usłyszał śmiech Emmy. Pokręcił głową na boki i rzucił się na łóżko. 

*Dwa dni później*
Magda przebudziła się i przewróciła na drugi bok. Chciała przytulić się do Rikera, ale zdała sobie sprawę, że nie ma go koło niej. Rozejrzała się po pokoju, który również był pusty i ciemny. Promienie słońca ledwo przedzierały się przez dziurki w żaluzji antywłamaniowej, a przez uchylone okno docierało trochę świeżego powietrza z dworu. Dziwnie chłodnego powietrza. 
Brunetka odrzuciła kołdrę i wzięła swoje ubrania z krzesła przy biurku, gdzie trzymała ciuchy noszone, ale jeszcze do ubrania. No bo gdzie takie trzymać? W szafie są poukładane czyste, a w koszu na pranie wrzucone brudne. Krzesło przy biurku to idealne miejsce. Leginsy, dłuższa tunika i włosy związane w luźny kok to stylizacja idealna na sobotę, kiedy trzeba jechać na egzamin. Nawet nie wchodziła do łazienki, by się ubrać. Wrzuciła wszystko szybko na siebie i wyszła z pokoju, otworzywszy wcześniej żaluzje i okno. Na dole w salonie ku swojemu zdziwieniu nie spotkała nikogo. Spojrzała na zegarek: ósma dwadzieścia trzy. Skierowała się do kuchni, skąd dobiegały jakieś szmery. Uchyliła drzwi i zobaczyła Rocky'ego i Rikera przy kuchence. Nucili piosenkę AC/DC - highway to hell, śpiewając do chochli jak do mikrofonu i wyginając się.
- Cześć chłopaki! - powitała ich entuzjastycznie dziewczyna. Oboje energicznie odwrócili się w jej stronę i zamarli. 
- Jak długo tu stoisz? - zapytał Rocky z oczami wielkimi jak guziki.
- Na tyle długo by zobaczyć, jak robicie z siebie totalnych idiotów. - odpowiedziała z uśmiechem i podeszła do Rikera, by go pocałować. Ten objął ją mocno w talii i podał jej po chwili kubek ze świeżą kawą.
- Wyspana? - spytał, opierając się o blat. Brunetka wzięła łyk i usiała przy wysepce kuchennej. 
- Nie do końca. Wczoraj siedziałam na późna nad książkami... - jęknęła, a Rocky podszedł do niej i pogłaskał ją po głowie. Spojrzała na niego zaskoczona. Riker również.
- Dasz radę, Wolf. Wierzę w ciebie. - Rocky posłał jej uśmiech i wrócił do smażenia bekonu na śniadanie.  
- Okey... To było co najmniej dziwne. - odparła zmieszana, przyglądając się odwróconemu brunetowi. Z tej strony to go jeszcze nie znała, a gdyby nie patrzeć trochę czasu już razem spędzili i zdążyli dowiedzieć się o sobie dużo dziwnych i zaskakujących rzeczy.
- Czasami ma takie przebłyski. - powiedział ze śmiechem Riker. - Na którą masz te dzisiejsze egzaminy?
- Na jedenastą, ale muszę być piętnaście minut wcześniej. - odpowiedziała z niechęcią. Blondyn spojrzał na zegarek. - Nie musisz mnie zawozić. Pojadę z Emmą autobusem. 
- Chyba żartujesz! - oburzył się. - Chcę cię tam zawieść i na dodatek jeszcze odwieść z powrotem do domu. - dodał. Brunetka przewróciła oczami. - No co? - zapytał zdziwiony.
- Nic, nic. - zachichotała.
- Podano do stołu! - krzyknął Rocky, stawiając na blacie talerz ze smażonym bekonem i jajkiem sadzonym. 
- Wow Rocky. Postarałeś się. - rzekł blondyn, obracając talerz z jedzeniem. - Nawet nie jest spalone. - Brunet wypiął dumnie pierś do przodu i spojrzał na brata wzrokiem, mówiącym "Widzisz? Jestem geniuszem!"
- Co tak pachnie?! - krzyknął Mark, wchodząc z hukiem do kuchni. - Zapach jest w całym domu. - dodał i nachylił się nad talerzem. - Czyja to robota? - Rozejrzał się po wszystkich.
- Tato, nie uwierzysz, ale to Rocky. - odpowiedział Riker, wskazując na bruneta, który tańczył swój taniec szczęścia ze ścierką w ręce. Magda zakryła twarz dłonią z załamania. Niby to co się działo u nich było na porządku dziennym, ale ona jeszcze nie przyzwyczaiła się do tego. 
- Kochanie, podczas trasy będzie jeszcze fajniej! - Riker klepnął ją po plecach, a ona uniosła na niego wzrok. Swój przepełniony załamaniem wzrok. 
- Błagam nie... - szepnęła.
- Oj tak! - krzyknął podekscytowany. - A teraz wyobraź sobie naszą trasę koncertową od kwietnia, gdzie będziemy jeździć po Stanach. Jeden autokar, jedna łazienka, dziesięć osób, w tym cztery dziewczyny i sześciu chłopaków oraz fasolowa na obiad zjedzona w jakieś knajpce zjazdowej. - Rocky na wyobrażenia swojego brata głośno się zaśmiał. 
- Naprawdę tak jest? - zapytała, spoglądając na Marka. 
- Niestety tak. - odpowiedział mężczyzna. - Przyzwyczaisz się do tych ekstremalnych warunków.
- Ej, ej, ej! - Do trójki rozmawiających podbiegł Rocky i nachylił się do nich. - Nie mówmy Emmie, jak wygląda u nas życie w trasie. Będzie z niej niezły ubaw. - Zachichotał szyderczo.
- Jesteś okropny! - Magda próbowała być na niego obrażona, ale tak naprawdę ten pomysł jej się spodobał. Riker spojrzał na swoją dziewczynę i mocno ją objął. Cieszył się, że dziewczyny nie zostają w LA, tylko lecą z nimi do Europy na pierwszą cześć LOUDERtour.

- Co zaznaczyłaś w pytaniu piątym? - zapytała Emma, gdy siedziały na ławce w parku obok szkoły, w której pisały egzaminy. Zajęło im to niecałą godzinę. Piszących też nie było za wielu, także nie można było ściągać. Nauczyciel, który ich pilnował zamiast wyluzować i odpalić laptopa, to siedział i gapił się na wszystkich, niczym monitoring. Emma raz podniosła wzrok i spotkała spojrzenie tego gościa. Po tym już więcej nie rozglądała się. 
- A co to było piąte? - Magda spojrzała na przyjaciółkę i wzięła łyk swojego frappuccino, które kupiła w Starbucksie po drugiej stronie ulicy. 
- Nie pamiętam co dokładnie, ale tylko z tym miałam problem. - jęknęła załamana, zapinając zamek od skórzanej kurtki, którą pożyczyła od Rossa. - Gdzie oni są? Mówili, że przyjadą piętnaście po, a jest już po w pół do pierwszej. Zimno mi. 
- To Ellington i Rocky. Oni zawsze coś pomieszają. - odparła Magda i w tym momencie zawibrował jej telefon. Wyciągnęła go i spojrzała na wyświetlacz. - O wilku mowa. Rat dzwoni. - Zaśmiała się. - Co się stało? Gdzie jesteście?
- Umm... Mamy mały problem. 
- Mały, czyli jaki?
- Mieliśmy wypadek...
- Że co proszę?! - krzyknęła. - Co? Jak?!
- Nie wyhamowałem na zakręcie i moje autko znalazło się na lawecie. Nie możemy po was pojechać, bo sami musimy jakoś dotrzeć do domu. Macie kasę na taxi?
- Miałabym kasę, gdyby ktoś nie pośpieszał mnie. - Spojrzała z pogardą na blondynkę, która przyczepiła się do jej frappucino. - Nic nie da się zrobić?
- Nope. - jęknął.
- A Riker gdzie jest? - zapytała z nadzieją.
- Chyba w domu, ale nie jestem pewien. Zadzwoń do niego i przy okazji, jak będziecie jechać, zabierzcie też nas. 
- Chyba śnisz, jełopie. - Zaśmiała się.
- Proszę, proszę, proszę, proszę, proooooooszę... - zaczął jęczeć do słuchawki.
- Oj no, dobrze. Oddzwonię później. Pa.
- Nara.
- Co tym razem zrobili? - zapytała Emma, sięgając do swojej torebki, po telefon. Magda głośno westchnęła.
- Ell po prostu nie umie skręcać i teraz nie mają samochodu. Zadzwonię do Rikera, może on po nas przyjedzie. - Wykręciła numer i już po dwóch sygnałach usłyszała głos swojego chłopaka.
- Kochanie, nie mogę teraz rozmawiać. Jestem na planie Rossa z ojcem. Zadzwonię później, okey? 
- A, no dobrze. - szepnęła i skinęła głową do przyjaciółki. - W takim razie nie przeszkadzam. 
- Potem powiesz mi, jak ci poszło na teście. Kocham cię.
- Ja ciebie też. - odpowiedziała i rozłączyła się. Spojrzała na blondynkę. - Musimy iść pieszo do domu, albo w jakiś sposób zdobyć kasę na taxi...
- Wybieram opcję numer jeden. - odparła siedemnastolatka i wstała z ławki. Wyszły z parku i kierowały się pod najbliższy przystanek autobusowy, gdzie znajdowała się mapa osiedla. Żadna z nich nie wiedziała, którędy dokładnie do domu. 
- Dobra. Musimy iść prosto i skręcić w trzecią ulicę w prawo, potem w drugą w lewo i jesteśmy.
- Weź może zrób zdjęcie, co? - zaproponowała Emma. Brunetka pokiwała głową i wyciągnęła komórkę z torebki. 
- Podwieźć was? - Do uszu dziewczyn doszedł znajomy głos. Odwróciły się równocześnie i dosłownie zamarły. Za kierownicą ciemnego Audi siedział Gavin. Uśmiechał się do nich, podpierając się ręką. - To co? - Wcisnął klakson.
- W sumie lepsze to, niż iść pieszo. - powiedziała szeptem Magda. Emma spojrzała się na nią z niedowierzaniem. Jeszcze trzy tygodnie temu mówiła, żeby Gavina wymazać z pamięci i nie spotykać się z nim, a teraz jest chętna, aby wsiadać do jego samochodu. 
- Dziwię się, że to mówię, ale masz rację. - przytaknęła i podeszła do przednich drzwiczek pasażera. Gavin nachylił się i otworzył je. - Dziękuję. - odpowiedziała z delikatnym uśmiechem.
- Ależ proszę bardzo. - odparł. - Cześć Magda. - Zwrócił się do brunetki, która wsiadała na tylne siedzenie. 
- Witaj, Gavin. - powitała go z nutką irytacji w głosie. - Znów się widzimy. - warknęła.
- Też się cieszę, że cię widzę. - Zaśmiał się i poprawił przednie lusterko. - Do Lynchów? - zapytał, odwracając się do Emmy.
- Nie, do chatki gumisiów, bo musimy pozbierać jabłka dla Roszpunki. - rzekła zgryźliwie Magda. Gavin spojrzał na nią przez lusterko i potrząsnął głową, marszcząc brwi.
- Chyba bajki ci się pomyliły - Zaśmiał się. - i to chyba nieładnie jest mówić o swojej rodzinie, jak o bandzie grubych, popieprzonych misiów, zbierających dziwne jagody. - Emma na słowa Gavina wybuchła śmiechem, za co dostała po głowie od Magdy.
- Możemy już jechać? - fuknęła zła brunetka. Jej nienawiść do Gavina można było wyczuć na kilometr, a kiedy siedziała zaledwie pół metra od niego, raziła po prostu po oczach.
- Do chatki gumisiów na jabłka dla Roszpunki! - krzyknął roześmiany i ruszył spod przystanku autobusowego.
~*~
Pewnie zabijecie mnie za to, że w tym rozdziale pojawił się nasz przystojny Gavin (Boże, Dylan O'Brien to niezłe ciasteczko *-*). Przecież nie byłabym sobą, gdybym pisała same "sielankowe" posty. Miłość, zgoda, tęcza, jednorożce i tak dalej. Czasami musi być jakiś zgrzyt, by akcja się dalej kręciła ;) Aczkolwiek nie wiem jeszcze co zrobię dalej z wątkiem Gavina. Muszę coś wymyślić. Coś czuję, że będzie ciekawie :* 
A jak tam u Was? Jak mija rok szkolny? Czy tylko mi ten czas tak zajebiście szybko płynie? to już będzie zaraz połowa października, a wydawałoby się, że rok szkolny się dopiero zaczął.
Rozdziały jak widzicie staram się dodawać co tydzień w weekendy. Nie wiem, jak długo to się utrzyma, ale mam nadzieję, że jak najdłużej. 
Trzymajcie się ciepło i do napisania :)
Buziaczki
xoxoxo
~Wasza Julia <3
Ps. Za wszelkie błędy przepraszam. Postaram się je poprawić w najbliższym czasie.