piątek, 6 maja 2016

Rozdział 92 + ponad 250tys. wyświetleń!!

Po powrocie do hotelu Magda została zaatakowana przez resztę rodzinki. Śpiewali jej piosenkę "Sto lat" na środku holu, lekceważąc resztę gości. Podarowali jej drobne prezenty. Emma wręczyła jej ramkę ze zdjęciami, a Rydel z chłopakami zrzucili się na tygodniową wycieczkę dla niej i Rikera do Indonezji na wyspę Lombok. Gdy nastolatka zobaczyła co znajduje się właśnie w kopercie z podpisem "Dla dwojga", aż zapiszczała z radości. Riker z wielkimi oczami spojrzał na rodzeństwo, a potem na rodziców. Wszyscy roześmiali się, widząc ich reakcję. Nie obyło się bez sprzeciwu w kwestii daty wyjazdu. Rydel załatwiła im lot z Los Angeles dwa dni po ostatnim egzaminie Magdy, czyli 14 marca. Riker przez chwilę kłócił się, bo w tym samym czasie planowali nagranie nowych piosenek, ale Mark zapewnił go, że taki wypad we dwoje na wyspy Indonezji bardzo im się przyda. Dziewczyna aż do późnej nocy nie mogła przestać dziękować Rydel za tak niesamowity prezent. Blondynka przyznała się, że wpadła na niego w ostatnim momencie i szybko, z pomocą chłopaków i Emmy wszystko załatwiła. 
Brunetka siedziała w pokoju Delly i Ella aż do pierwszej w nocy. Nie chciała ich aż tak męczyć przed koncertem. Zamknąwszy za sobą drzwi, postanowiła, że pójdzie jeszcze na chwilę do swojej przyjaciółki. Długo nie rozmawiały tak we dwie, szczerze, przy szklance herbaty z mlekiem tak, jak po szkole w Polsce. Gdy podeszła do drzwi od pokoju Emmy i Rossa, usłyszała krzyki. 
- Czy ty dasz sobie z nim kiedyś spokój?! Jesteś moją narzeczoną! Moją! Nie jego! - Wykrzyczał Ross. 
- Boże! Daj sobie siana! Jesteśmy tylko przyjaciółmi! Jesteś zazdrosny o byle gówno! Skoro przyjęłam twoje oświadczyny, to znaczy, że chcę spędzić z tobą resztę mojego życia, do cholery! Nie pojmujesz tego, Lynch?! - Uniosła się Emma.
- Oho! Teraz "Lynch", tak?! - Wydarł się. Gdyby Magda stała tam w środku, pewnie widziałaby, jak bardzo poczerwieniał ze złości. Tak tylko stała po drugiej stronie, prawie pół metra od drewnianych drzwi. Nagle ktoś położył jej rękę na ramieniu. Odwróciła się. Był to zaspany Riker. 
- O co nasze kochane papużki nierozłączki się kłócą tym razem? - Ziewnął i przeciągnął się. Brunetka spojrzała na niego z żalem. 
- Chyba Ross znów jest zazdrosny. - westchnęła. Blondyn tylko przewrócił oczami i podszedł do dziewczyny jeszcze bliżej. Złożył delikatnie pocałunek na jej czole, szepcząc: "Zajmę się tym". 
Tak jak powiedział, tak zrobił. Zapukał dwa razy w drzwi i je otworzył. Zobaczył czerwonego na twarzy Rossa, który trzymał się za głowę i Emmę, która siedziała na łóżku zaraz przed nim. 
- Co tutaj się dzieje? Jest środek nocy, więc dajcie ludziom spać. - powiedział Riker tonem niczym oazy spokoju. Ross spojrzał na brata, potem na Magdę stojącą za nim. 
- Możesz powiedzieć jej, że nie pasuje mi, iż spotyka się z Gavinem? - fuknął i założył ręce na piersi. Emma, na jego słowa gwałtownie wstała.
- "Jej"? - Zacytowała zezłoszczona. - Mam chyba imię, Lynch. - syknęła wściekła. - Nie spotykam się z Gavinem...
- Jak to nie?! - wykrzyczał blondyn z wyraźnym lamentem w głosie. Załamał ręce i oparł się o komodę. - A co było dzisiaj? Nie poszłaś z nim? Nie spędziłaś z nim prawie całego dnia? Nie?! Do chuja pana, Emma! Nie rozumiesz, że nie chcę, abyś nie widywała się z nim w ogóle?! W ogóle!! I tak jestem zazdrosny! Jestem kurewsko zazdrosny o ciebie! Zrób choć raz coś dla mnie i nie spotykaj się z nim! Choć raz! - wykrzyczał na całe swoje gardło. 
- Choć raz?! - oburzyła się. - Uważasz, że nic dla ciebie nigdy nie zrobiłam? Ah tak? - Spojrzała na niego z wyrzutem. On zaniemówił. - Wiesz co? Wal się, Lynch! - I wyszła. Pozostała trójka stała na środku pokoju. Magda kiwnęła do Rikera i wybiegła z pokoju za dziewczyną. Bracia pozostali w środku. 
- Co to było? - zapytał starszy blondyn. - Naprawdę poszło tylko o Gavina? - Ross zacisnął usta. - Czyli tak. - Załamał się Riker. 
- No ale... - zawahał się osiemnastolatek.
- Jakie ale? Nie ma żadnego ale. Robisz z igły widły, bracie. - rzekł spokojnie i podszedł do brata. Ten zamknął oczy i osunął się po komodzie na ziemię. Basista patrzyła na niego przez chwilę z góry, ale i tak usiadł naprzeciwko niego, opierając się o łóżko. 
- Spieprzyłem to... Znowu. - jęknął, zakrywając twarz dłońmi. - Ja pierdole... - wybełkotał. Riker czuł się jak w jakiejś taniej, hiszpańskiej telenoweli, gdzie wszystkie akcje się powtarzają w każdym sezonie. Tą właśnie akcją była kłótnia jego brata ze swoją narzeczoną. Niby wszystko między nimi dobrze i nagle coś się dzieje. Krzyczą na siebie i dochodzi do tego, że potem nie rozmawiają ze sobą przez kilka dni. Reszta rodziny interweniuje i znów ich związek wraca do normy. 
- Tak. Spieprzyłeś to. - odpowiedział, nie odwracając od niego wzroku ani na chwilę.
- Ja po prostu nie chcę, żeby kręcił się koło niej. Nie chcę i tyle. - Chwycił się za włosy z desperacji. 
- Zachowujesz się niedojrzale. - stwierdził starszy. Ross podniósł głowę i przyciągnął nogi do siebie. - niczym małe dziecko. Jak coś nie idzie po twojej myśli, to wściekasz się. Emmę traktujesz jak przedmiot. Gdy jest przy tobie i interesuje się tylko i wyłącznie tobą, wszystko idzie dobrze, ale gdy wyjdzie gdzieś, z kimś na miasto, a szczególnie z jakimś chłopakiem, denerwujesz się. Jestem o nią za bardzo zazdrosny. Wygląda to tak, jakbyś jej nie ufał...
- To nieprawda! Ufam jej! - odpowiedział szybko.
- To pozwól jej spotykać się z Gavinem. Są przyjaciółmi. Sama ci to powtarza, już nie wiem, który raz z kolei. Tym bardziej on ma dziewczynę, na której mu zależy. Wyluzuj trochę i przestań traktować Emmy jak przedmiot.
- Naprawdę tak ją traktuję? - szepnął, skulając się jeszcze bardziej. W jego oczach było widać, że jest załamany. Słowa brata dotarły do niego i uderzyły z podwójną siłą. Poczuł mocne ukłucie w klatce piersiowej.
- Można by tak powiedzieć. - rzekł, przysuwając się do brata. Usiadł koło niego i objął go ramieniem. 
- Riker... ja po prostu się boję... - Basista szeroko otworzył oczy.
- Co? Czego i dlaczego? - spytał.
- Emma jest dla mnie cudowna pod każdym względem i... Mówiłem to już kiedyś. Nawet jej w twarz. - Przerwał na chwilę. - Obawiam się, że znajdzie sobie lepszego faceta ode mnie i no, zerwie ze mną...
- Młody, pleciesz bzdury. Ona kocha cię. Ty kochasz ją. - Zaśmiał się. - Nie bądź ogrodnikiem i nie przesadzaj. - dodał z uśmiechem. Ross spojrzał na niego i również jego kąciki ust się uniosły. - Tak jak mówiła Emma, daj sobie siana ale z Gavinem. Jeżeli jej sprawia radość spotykanie się z nim od czasu do czasu, to ja nie widzę w tym przeszkód. 
- Masz rację. - powiedział i szybko wstał z podłogi. 
- Zawsze mam rację. - szepnął pod nosem Riker i wyciągnął telefon, który zawibrował. 
- Muszę do niej iść i ją przeprosić. Teraz! - krzyknął podekscytowany. - Riker? - Chwycił brata za ramię i potrząsnął energicznie.
- Teraz to ty do niej nie pójdziesz. Magda mi napisała, że Emma chce spać u nas w pokoju. Także ja zostaję z tobą. Rano coś wymyślisz, a teraz idź do łóżka spać. Za kilka godzin rozpoczynamy próbę do koncertu. Jeszcze tylko ten występ i ten w Dublinie i lecimy do domu. - Odetchnął z ulgą Riker. 
- Stęskniłem się za Los Angeles - westchnął, kładąc się na łóżku. Riker usiadł po drugiej stronie i spojrzał się na młodszego brata. - Co? - zapytał osiemnastolatek.
- Jak to możliwe, że załatwiliście nam wczesne wakacje na Lombok'u? Jak? - Uniósł brwi ze zdziwienia. Ross oparł się na łokciach i szeroko uśmiechnął.
- Zaskoczony? Mamy swoje sposoby. Poza tym ten wyjazd wam się należy. Oboje musicie odpocząć i zrelaksować się. - Wywnioskował z szarmanckim uśmieszkiem. Okrył się kołdrą i padł na poduszkę. - Stary, idziemy spać...
- Powiedz mi chociaż w jakim hotelu będziemy spali! - nalegał Riker. 
- Oj bracie, to niespodzianka. Obiecałem Delly, że nic ci nie pokażę. - Zachichotał i wygodnie się ułożył. Riker spiorunował go wzrokiem, ale i tak sam położył się po drugiej stronie łóżka. 
- Myśl nad tym, w jaki sposób przeprosić Emmę, leszczu.
- Muszę opracować cały scenariusz. - Westchnął i zgasił lampkę nocną po swojej stronie.

Rano Emma unikała Rossa jak ognia. Starała się ciągle wychodzić gdzieś z Magdą, która namawiała ja, aby porozmawiała z osiemnastolatkiem. Po tym jak Riker powiedział jej całą rozmowę z Rossem, brunetka już zupełnie inaczej patrzyła na tę sprawę. Emma była jednak nieugięta. Szybko zmieniała temat, kiedy ktokolwiek wspominał coś o Rossie. Trwało to do ich wywiadu, który udzielili zaraz przed koncertem, kiedy to reporterka zaprosiła Polki do udziału w rozmowie. Blondynka usiadła koło Rossa i starała się skupić na słowach kobiety. Momentem kulminacyjnym było jedno pytanie, które brzmiało "Jak układa się między tobą i Emmą?". Oboje wyprostowali się, jakby ktoś nagle przystawił im pistolet do głowy. 
- Wiesz jak to czasami bywa w związkach. - odpowiedział w końcu blondyn. Emma spojrzała na niego zirytowana.
- Masz na myśli wzloty, czy upadki? - Dociekała reporterka.
- Przeważają wzloty... - Zawahał się w swojej odpowiedzi.
- Czyli rozumiem, że aktualnie przechodzicie kryzys? - Kolejne pytanie. Dziewczyna zacisnęła usta ze złości. Nie chciała rozmawiać na temat jej życia prywatnego.
- Można by tak powiedzieć. - rzekł. Nastolatka nie wierzyła, że przyznał się do tego. Myślała, że jak zwykle będzie się wymigiwał i sprytnie zmieni temat. Roznosiło ją w środku. Denerwowało też dosłownie wszystko. Ta wścibska baba, to że jej narzeczony przyznał się do kryzysu w ich związku, fakt że rano się nie wyspała, bo Rydel wyciągnęła ją na szybkie zakupy ze swoją mamą. Czuła, jak podskoczyło jej ciśnienie. Miała dość. 
Trasy i tego ciągłego pisku fanek, który słyszała nawet wtedy podczas wywiadu.
Nieustannego prześladowania przez faneczki swojego narzeczonego, które na każdym kroku życzyły jej śmierci.
Stresu, zabiegania i tego ciągłego bałaganu, który był związany z koncertami, wywiadami i tego typu rzeczami. 
Życie w samolocie i na walizkach? To nie dla niej. 
Tęskniła za swoim bratem. Kochanym, starszym braciszkiem, z którym spędzała każdy wieczór, pijąc jego cudowne kakao. Który pomagał jej za każdym razem, gdy tej pomocy potrzebowała. 
Brakowało jej mamy. Pomimo tego, że przez ostatnie miesiące przed jej śmiercią rozmawiały coraz mniej, to tęskniła za nią cholernie. 
Teraz gdy siedziała na tej szarej kanapie w studio, między swoim narzeczonym, z którym była pokłócona i swoją przyjaciółką, to poczuła nagły smutek i zmęczenie. Zamknęła na chwilę oczy i położyła dłoń na nadgarstku Rossa. Ten zdziwił się jej gestem, ale przełożył rękę tak, że ich palce się splotły. Uśmiechnął się do siebie pod nosem i odetchnął z ulgą. Reporterka zadała jeszcze kilka pytań odnośnie płyty i trasy, po czym zespół opuścił studio,  wszedł do autokaru, czekającego przed budynkiem. 
- Emma? - spytał Ross, chwytając dziewczynę za ramię. Odwróciła się do niego. - Możemy porozmawiać? - Zaproponował - We dwoje. - dodał, zerkając na resztę, która stała i wpatrywała się w parę. Po tych słowach, jak jeden mąż, wszyscy zajęli się sobą. Para została sama. Usiedli na kanapie. 
- Ross... - zaczęła Emma, ale ten położył palce na jej ustach. 
- Ćśśś - szepnął - Przepraszam ciebie za to, co wtedy powiedziałem. Dotarło do mnie, że muszę przystopować i dać ci więcej luzu. Kocham cię. Szaleńczo ciebie kocham, Em. Zrobię wszystko, ale to wszystko, abyś była szczęśliwa. - powiedział, trzymając ją za rękę. Miał wrażenie, że motyle rozsadzą go od środka. Zależało mu na tym, aby kobieta jego życia wybaczyła mu. Ona tylko milczała chwilę, ale nie traciła z nim kontaktu wzrokowego.
- Zrobisz wszystko bym była szczęśliwa? - powtórzyła po nim. - Hmmm... - Zastanowiła się, zerkając w górę. Ross przewrócił teatralnie oczami, ale tak, by ona nie widziała. - Skoro tak, to mnie pocałuj. - powiedziała, co wywołało szeroki uśmiech na twarzy osiemnastolatka. Przysunął się do niej bliżej. Ona zarzuciła mu ręce za szyję i przyciągnęła do siebie. Ich usta się spotkały i zaraz przemieniło się to w namiętny pocałunek. Ona pociągnęła go tak, że leżał na niej. Chwyciła go trochę mocniej za włosy, co on uwielbiał. Mruknął z zadowolenia.
- Widzę, że ci się podoba, przystojniaczku. - Zaśmiała się w momencie, gdy Ross zaczął całować jej szyję. Nagle sapnęła dość głośno. 
- Ćśśśś. - uciszył ją rozbawiony jej reakcją. 
- Obiecaj mi, że jak wrócimy do Los Angeles, to spędzimy cały, jeden dzień tylko we dwoje. - szepnęła i wplotła palce we włosy blondyna. Lubiła się nimi bawić za każdym razem, gdy on całował jej szyję. Zawsze czuła, że go to nakręca. 
- Obiecuję, Księżniczko. - rzekł, chwytając ją za biodra. Zawisł nad nią tak, że ich spojrzenia się spotkały. Po chwili oboje się do siebie uśmiechnęli. Dziewczyna podniosła się i cmoknęła go delikatnie w usta. 
- Awww, jakie to słodkie!! - pisnęła nagle Rydel, która wyjrzała zza kotary, która odgradzała pomieszczenia w autokarze. Za nią zaraz pojawiły sie głowy zaciekawionych chłopaków.
- Siostra, przeszkadzasz nam troszkę. - powiedział rozbawiony Ross. Emma cicho zachichotała. 
- Właśnie ona ma świetne wyczucie. Obawiam się, że jeżeli byśmy tutaj nie zajrzeli, to nasz autokar by tego nie wytrzymał. - Dowalił Rocky. Riker przybił mu za ten tekst żółwika. Rydel natomiast skarciła go samym, swoim spojrzeniem. Brunet zamilkł. W tym samym momencie do pojazdu wszedł Mark i Ryland. 
- No to zbierajcie się. Za półtorej godziny zaczynamy koncert. Ross, Emma po koncercie będzie czas na wasze miłostki. Teraz praca wzywa! - rozkazał mężczyzna. Blondyn pokręcił tylko nosem i z niechęcią wstał, by pójść i wyciągnąć ze swojej walizki ubrania na przebranie.

Koncert w Londynie jak i ten finałowy w Dublinie wypadły świetnie. Zespół epicko bawił się na scenie. Nie zabrakło wygłupów, konfetti i mnóstwa balonów. Zakończenie trasy świętowali małą, imprezką w autokarze z szampanem. Humor wszystkim dopisywał do samego końca. Rano 9 marca już zapakowani w busa jechali na lotnisko w Dublinie. Od momentu, gdy pożegnali się z fanami, każdy z nich marzył o ich cudownym domku w LA oraz o wygodnym łóżku i głębokim śnie. Byli zmęczeni, ale i szczęśliwi. Każda trasa gwarantowała im sporą dawkę zabawy oraz adrenaliny, nie wspominając o towarzyszących także stresie i obawami, czy aby na pewno wszystko pójdzie według planów, czy nagle nie wyłączą prądu, albo czy sprzęt będzie dobrze działał i najważniejsza kwestia, czy ktoś z zespołu nagle nie zachoruje i nie będzie mógł występować. 
Wracając teraz do domu, Lynchowie byli bogatsi o nowe wspomnienia i doświadczenia. Dokonali wyboru, zaryzykowali i skorzystali z szansy...szczególnie Ross, który podczas oświadczyn w Paryżu, mimo swoich obaw postawił wszystko na jedną kartę. Podczas tej trasy związki jego i Emmy oraz Rikera i Magdy przeszły kolejną próbę i zdały ją. Teraz już nic nie mogło im zagrozić... chyba że narastająca z dnia na dzień presja, związana ze ślubem Rydel i Ellingtona. To wielkie wydarzenie, nadchodzące już wielkimi krokami mogło wywołać dość spore zmiany w życiu Lynchów... Został miesiąc do tej niezwykłej uroczystości.


~*~
Ojej, ta końcówka...
Nie wiedziałam, jak to dobrze zakończyć, także macie oto takie coś. A'la refleksja? Coś w ten deseń. 
Jak widzicie trasa dobiegła końca. Nasi bohaterowie wracają już do domu. Boże, ja też się cieszę. Nawet mnie ta trasa już męczyła, HAHA :D Teraz tylko została do opisania wycieczka Rikera i Magdy do Indonezji, jakiś wątek z Rockym i Alexą no i wielki ślub Rydellington. Muszę już sobie zakreślić w głowie, jak ma on wyglądać. Jezu, muszę sobie kupić jakiś zeszyt, żeby to pięknie zaplanować i opisać...
92 rozdział... Opowiadanie dobiega powoli ku końcowi. Zdecydowałam. Nie ma sensu ciągnąć go dalej. Piszę już długo i przydałoby się coś świeżego XD Już mam nawet kilka pomysłów co do fabuły ^-^ 
Dziękuję też za ponad 250 tys wyświetleń!! Jesteście kochani! Nigdy nie sądziłam, że moje opowiadanie będzie ich aż tak dużo miało. Jestem zaskoczona i dalej nie mogę w to uwierzyć! To jakaś magia i czysty fart, że spodobało się tylu osobom, bo jak już wcześniej pisałam, założyłam je na spontana! XD
Co sądzicie o tym rozdziale? Sporo Rommy <33 Uwielbiam tę parkę. Dajcie znać, który z parringów jest wasz ulubiony!
Trzymajcie się i do napisania! :**
~Wasza Julia
Ps. W zakładkach (menu) macie link do mojego instagrama. Także wchodźcie i obserwujcie. <3

niedziela, 24 kwietnia 2016

Rozdział 91

- Po sygnale zostaw wiadomość... *pip*
- Siostra! Dzwonie do ciebie i dzwonię! Na co ci ten telefon, skoro nie odbierasz?! No na chu jest ci on! Gavin napisał do mnie na fejsie, że ty i Ross zaręczyliście się. Nawet sam Ross to potwierdził, gdy potem do niego zadzwoniłem. O! Jeden porządny, który odbiera. Weź ty ten telefon schowaj sobie do kieszeni w spodniach i noś wszędzie ze sobą, bo twój starszy brat aka ja chce się z tobą skontaktować! Jezu no, ile można?! Ja się pytam ile można?! Oddzwoń do mnie błagam! Musimy porozmawiać! A i jeszcze jedno. Przylatuję do Los Angeles 9 marca. Tego samego dnia, gdy wy wracacie z trasy. Muszę załatwić pewne formalności związane z testamentem mamy, z czym idzie także rozmowa z tobą. Trzymaj się i oddzwoń do mnie jak tylko będziesz mogła!
- Grrr, czy mój brat choć na chwilę może wyluzować?! - oburzyła się Emma, odsłuchując wiadomość od Sebastiana. Wyłączyła telefon, rzuciła go na łóżko, a sama oparła się o komodę. 
- Wydaje mi się, że ty też powinnaś wyluzować, kochanie. - rzekł Ross, wychodząc z łazienki z mokrymi włosami, ubrany w ciemne dżinsy i bluzę z Hollister'a. - Ostatnio jesteś taka... jakby to ująć delikatnie tak, żebyś się na mnie nie obraziła - pomyślał - Taka przewrażliwiona i naburmuszona dwadzieścia cztery godziny na dobę.
- To miało być, przepraszam bardzo, delikatnie? To się kurde postarałeś. - fuknęła i założyła ręce na klatce piersiowej. - I o co ci chodzi do jasnej anielki? Przewrażliwiona? Ja? Pff... Nie.
- Yhym. - mruknął pod nosem i sięgnął po ręcznik, by wytrzeć włosy. - Właśnie widzę, że nie. Co się dzieje?
- Ale nic się nie dzieje. Wydaje ci się. - odpowiedziała i sięgnęła po telefon. Znów go włączyła. Zawibrował kilkanaście razy i dziewczyna znów go wyłączyła. 
- Aha, czyli coś się dzieje, bo tak bez powodu nie wyłączyłabyś telefonu. - stwierdził i podszedł do dziewczyny. Nachylił się za nią i wziął do ręki komórkę. - Włącz i pokaż mi co się dzieje. - Dziewczyna bez żadnego "ale" wykonała polecenie swojego chłopaka. Gdy ekran znów się zaświecił, Ross ujrzał mnóstwo powiadomień z różnych aplikacji typu: Facebook, Instagram i Twitter. - Ło kurka, jesteś bardziej oblegana niż ja, gdy dodam nowego posta gdziekolwiek.  - Zaśmiał się.
- Ah tak?! - krzyknęła wściekła. Blondyn wytrzeszczył szeroko oczy ze zdziwienia. - Patrz na to co oni wszyscy o mnie piszą. - szepnęła i kliknęła w pierwsze lepsze powiadomienie. - Wredna suka i tyle. Odpierdol się od Rossa. On zasługuje na kogoś lepszego niż ty. Ździra. - przeczytała i jej oczy momentalnie się zaszkliły. - Nie mogę spokojnie przeglądać sobie moich ulubionych aplikacji na telefonie, bo na każdym kroku widzę te podłe komentarze twoich psychofanek. Na cholerę im powiedziałeś?! Wiedziałeś przecież jak to się skończy, ale nie! Ty wolałeś się pochwalić. Gratuluję ci bardzo. - syknęła zła i wyrwała z ręki chłopaka swój telefon, po czym cisnęła nim w łóżko tak, że ten odbił się i spadł na panele hotelowego pokoju. 
- Naprawdę tylko o to chodzi? - zdziwił się. - Przez ostatni tydzień byłaś po prostu nie do przyjęcia. Od koncertu w Paryżu miałem wrażenie, że zaraz się spakujesz i wrócisz do LA. Byłaś zła na wszystko i wszystkich. Zostało tylko kilka koncertów, a do tego dzisiaj są urodziny Magdy i... Jezu, tobie naprawdę tylko o to chodziło? - Zaśmiał się i przeczesał ręką włosy.
- Tylko?! Ross to jest przecież... - Nie dokończyła, bo chłopak mocno ją przytulił.
- Wiedziałem, że tak będzie - szepnął, mocniej ściskając ją w pasie. - Chciałem im powiedzieć, bo jakby nie patrzeć, to fani są i byli częścią naszej rodziny. Musisz olewać to co piszą o tobie, bo przemawia przez nich tylko zazdrość. Przejdzie im. Uwierz mi. - Chwycił palcami jej podbródek i musnął ustami jej wargi. - Napiszę gdzieś posta, żeby przystopowali. 
- Dziękuję. - Odetchnęła z ulgą i wtuliła się mocniej w chłopaka.
- A teraz chodź, mała. Musimy iść kupić jakiś prezent dla twojej przyjaciółki, a dla mojej przyszłej szwagierki. - powiedział i chwycił ją za rękę, ciągnąc do wyjścia z pokoju. Objął ją ramieniem i skierował do recepcji. Po drodze na korytarzu spotkali wychodzących z pokoju Rydel i Ellingtona. Oboje głośno się śmiali i gdy tylko zobaczyli Rossa i Emmę, jeszcze głośniej wybuchli.
- A wam co? - spytał blondyn, marszcząc brwi. Jego siostra wzięła głęboki wdech i poprawiła włosy. 
- Umm... Po prostu mamy dobry humor i właśnie idziemy na kawkę do Starbucksa za rogiem. Chcecie dołączyć? - Uderzyła bruneta w przedramię, na co ten zachichotał.
- Okeeej, to jest co najmniej dziwne, no ale z chęcią pójdziemy z wami. - odpowiedział, zerkając na swoją narzeczoną. Ona pokiwała tylko głową i puściła oczko Rydel. Starsza blondynka nałożyła na ramiona bluzę Ellingtona i skierowała się do wyjścia, trzymając perkusistę za rękę. Po opuszczeniu hotelu uderzyło ich zimne i wilgotne powietrze Londynu. Chaos i gwar jaki panował na ulicach miasta był nie do zniesienia. Dochodziła dopiero godzina jedenasta, a ludzi było od groma na chodnikach i sklepach. Zabiegani, zapracowani, zestresowani i spóźnieni. Zarówno turyści, jak i mieszkańcy. Ta czwórka szła spokojnie, do pobliskiego Starbucksa na kawę, rozglądając się naokoło. Chłopcy jak prawdziwi dżentelmeni otworzyli drzwi przed dziewczynami, po czym wszyscy usiedli przy stole. 
- To co chcecie? Pójdę zamówić. - powiedział Ross, przyglądając się na przemian swojej siostrze, narzeczonej i kumplowi, który siedział obok niego. 
- Ja poproszę tradycyjne Cappuccino, a ty Rydel? - spytała Emma, odciągając wzrok od rozwieszonego nad kasami menu.
- To samo. Nie chce mi się dzisiaj zastanawiać. - Zaśmiała się i poprawiła włosy za ucho.
- Stary, mi kopsnij to samo. - odparł Ell. Rozłożył się na krześle, kładąc lewą rękę na oparciu Rydel.  
- Jak miło, że dzisiaj nie wydziwiacie. - Przewrócił oczami i ustawił się w kolejce do kasy. Wrócił po niecałych dziesięciu minutach z czterema Cappuccino. Podał każdemu, po czym usiadł przy Emmie. 
- Ej, co kupujecie Magdzie? - zapytała Rydel, popijając kawę. Chłopaki spojrzeli się na siebie, a potem na osiemnastolatkę. - Czyli widzę, że wszystko w twoich rękach. - Zwróciła się do blondynki.
- Ty myślisz, że ja mam jakikolwiek pomysł? Właśnie nie mam. Przejrzałam chyba już wszystkie strony internetowe i nic. Nie ma nic ciekawego... Mam nadzieję, że Riker jest bardziej kreatywny od nas i coś boskiego dla niej przygotuje. - rzekła osiemnastolatka.
- A my się pod tym podpiszemy. - powiedział dumnie Ross, na co Ellington zareagował wielkim uśmiechem.
- Ależ ty jesteś sprytny. - pochwalił go perkusista. Dziewczyny tylko przewróciły oczami. - Ej, albo mi się tylko wydaje, albo tam idzie Gavin? - powiedział z wytrzeszczonymi oczami. Ross gwałtownie się wyprostował, otworzył szeroko oczy, po czym odwrócił się do okna. Faktycznie zauważył chłopaka, który właśnie wychodził z banku po drugiej stronie ulicy i pisał coś na swojej komórce. Blondyn spojrzał się na Emmę, która szeroko się uśmiechała, zerkając na swój telefon.
- Zaraz do was wrócę. - rzekła i już chciała wstawać, ale Ross powstrzymał ją od tego. Chwycił ją za rękę i spiorunował groźnym spojrzeniem.
- Nigdzie nie idziesz, a na pewno nie do niego. Co on tutaj w ogóle robi? - oburzył się osiemnastolatek, spoglądając na siostrę i Ella. - Z tego co wiem, mieszka w Los Angeles.
- Ale pamiętasz jak ci mówiła, że poznałam go właśnie tutaj, w Londynie na wymianie? Mieszkał tutaj i może przyleciał, bo musiał coś załatwić. Wybaczcie, ale wyjdę na chwilę. - powiedziała pewna siebie i wstała. Ross załamał ręce i z zaciśniętymi ustami patrzył, jak jego narzeczona wybiega ze Starbucks'a i idzie na drugą stronę ulicy do Gavina. 
- Ross, wyluzuj trochę. - szepnął Ellington. - Z tego co mi wiadomo jesteście zaręczeni i myślę, że waszemu związkowi już nic nigdy nie grozi. - Spojrzał na kumpla z politowaniem.
- Nigdy nie mów nigdy, Ell. Nie wiadomo co się może wydarzyć. - westchnął i wziął łyk kawy. Rydel, która siedziała naprzeciwko swojego brata, tylko co chwilę zerkała na swoją przyjaciółkę i Anglika. W przeciwieństwie do Rossa jakoś szczególnie się tym spotkaniem nie przejmowała. Gdy widziała uśmiech na twarzy Emmy, nie snuła tak, jak osiemnastolek czarnych scenariuszy.

- Co ty tutaj robisz?! - krzyknęła blondynka , rzucając się na szyję Gavinowi. Naprawdę cieszyła się, że go zobaczyła, ale wiedziała, iż Rossa to zdenerwowało.
- Musiałem przylecieć by załatwić pewne formalności. - odpowiedział i ścisnął ją w pasie. - Gdzie jest ten Jak Mu Tam? - Zaśmiał się. - Nie pilnuje swojej narzeczonej przed podłym i chciwym Gavinem Walshem?
- Bardzo zabawne - fuknęła - Siedzi z Rydel i Ellem w Starbucks'ie i zapewne nas obserwuje, obgryzając sobie paznokcie ze złości. 
- Aż tak bardzo jest zazdrosny? - Uśmiechnął się. - Przecież przed waszym wyjazdem wydawało mi się, że jest już dobrze... - Podrapał się po karku.
- Najwidoczniej było do teraz. Wtedy byłeś z dziewczyną, dlatego się uspokoił. Teraz przyleciałeś sam. Rozumiesz? - zapytała, a on tylko kiwnął głową. Zerknął na okna kawiarni i dojrzał w nich blond włosy Rossa. Zaśmiał się pod nosem. 
- Rozumiem, rozumiem. Mam pytanie - Zawahał się - Mogłabyś pójść gdzieś ze mną? Właśnie teraz? - Spojrzał w jej oczy, a ona otworzyła je szeroko. Poczuła jak jej serce mocniej zabiło. Nie powinno tak być.
- Umm.. Raczej tak. - odpowiedziała nieśmiało. - A gdzie dokładnie?
- Nie mogę powiedzieć, bo to w pewnym sensie niespodzianka. Jak powiem, to już nią nie będzie. - Uśmiechnął się, znów patrząc na Rossa, u którego wściekłość była widoczna z ponad pół kilometra. 
- Co ty kombinujesz? - zapytała i zmrużyła oczy. Gavin tylko zagryzł wargi w uśmiechu i pokiwał głową.
- Planuję zabrać się do pub'u, upić mocnymi drinkami, a potem przelecieć w hotelowym pokoju. To oczywiste. - powiedział, patrząc na nią poważnym wzrokiem. Później się roześmiał.
- Sarkastyczny Gavin wrócił. Super. - burknęła pod nosem. - A tak serio?
- Już ci powiedziałem, że nie mogę powiedzieć...
- Oho, masło maślane, idioto! - Uniosła się i udała wielce obrażoną. Na niego to nie zadziałało. Szturchnął ją delikatnie w ramię po przyjacielsku, a potem chwycił za nadgarstek. Drugą rękę włożył do kieszeni jej kurtki i wyciągnął telefon. - Napisz do Tego Jak Mu Tam, że idziesz ze mną pozwiedzać Londyn i że odwiozę cię pod sam hotel przed dziesiątą... - Rozkazał.
- Przed ósmą, bo Madzia ma dzisiaj urodziny i przydałoby się, żebym spędziła trochę czasu z moją przyjacióką, prawda? - zapytała, patrząc na niego spod kosmyków włosów. Gavin pokiwał głową.
Emma wykonała jego polecenie i gdy tylko nacisnęła przycisk "Wyślij", chłopak pociągnął ją za rękę w kierunku autobusu. Wbiegli na piętro pojazdu, aby podziwiać miasto z nieco wyższej perspektywy. Nagle gdy ruszył sprzed przystanku, Emma zobaczyła, że ze Starbucks'a wybiega naprawdę zdenerwowany Ross, a za nim Rydel z Ellingtonem. Na twarzy tej dwójki również nie malował się już uśmiech, a raczej zdziwienie. Emma wyciągnęła szybko telefon i napisała:
"Wiedz, że kocham Ciebie Rossy ponad wszystko i wszystkich. Nie martw się tak o mnie. Będę wieczorem"
- Jak dla mnie to, zbyt często on jest od ciebie zazdrosny. Znaczy... Okej to normalne, że chłopak jest zazdrosny o swoją narzeczoną, ale on jest w tobie tak zakochany, że to się robi naprawdę chore. - powiedział Anglik, kładąc rękę na poręczy. 
- Próbuję ogarnąć, czy to co powiedziałeś, rzeczywiście ma sens. Aczkolwiek wiem, co chciałeś przez to powiedzieć. - Uśmiechnęła się do niego, podziwiając w blasku słońca pierścionek zaręczynowy od Rossa.
- Ten zazdrosny głąb ma oko jeśli chodzi o biżuterię. - pochwalił i wziął do ręki dłoń dziewczyny. - Wydał na to fortunę. - bąknął. - Chwali się forsą. - stwierdził po chwili oschło, puszczając dłoń. Oparł się i założył ręce na piersi. 
- Oj tam. Nie o to chodzi. - Zaśmiała się. - To tak zmieniając temat, gdzie wysiadamy? - Zapytała rozglądając się dookoła.
- Zaraz przy London Eye. - odpowiedział z uśmiechem. Emma zerknęła na niego i również kąciki jej ust się uniosły. Nagle do głowy wróciły jej wspomnienia, kiedy to po raz pierwszy tutaj przyleciała. Miasto wydawało się być takie ogromne i nie do ogarnięcia dla niej. Teraz, gdy pół roku spędziła w Los Angeles, spoglądała na zabudowania i ulice z mniejszym przerażeniem niż wtedy. 
Jechali tak autobusem kilka przystanków. Gavin pokazywał jej niektóre budynki i tłumaczył. Wiele z nich wiązało się z jego dzieciństwem. Gdy z dachu pojazdu dojrzeli już London Eye, chłopak wstał i podał rękę dziewczynie. Zeszli po schodach na dół. Anglik zapłacił, po czym poszli w kierunku Tamizy. Gdy stanęli na moście, z którego można było podziwiać słynnego Big Ben'a i ogromne "koło młyńskie", Gavin wyciągnął z wewnętrznej kieszeni kurtki zdjęcie. Podał je Emmie. Zobaczyła na nim siebie i jego, na moście, na którym właśnie stali. W rogu zdjęcia była napisana data. Zostało zrobione przez jednego z opiekunów wymiany. 
- Tego dnia poznaliśmy się. Staliśmy dokładnie w tym miejscu. - Wskazał na ogrodzenie mostu, a potem na obiekty dookoła. Data też prawie się zgadza - Zaśmiał się.
- To ta niespodzianka? - Zdziwiła się. 
- Wiem, szału nie ma, ale.. - Przerwał, sięgając do kieszeni. Wręczył Emmie bordowy pojemniczek. - Otwórz. - powiedział z szerokim uśmiechem.
- To dla mnie? Oj, nie musiałeś. - rzekła z politowaniem i odwiązała wstążkę. Otworzyła i zobaczyła srebrną bransoletkę z puzzlem o napisie "Friends". Spojrzała na Gavina, a ten wyciągnął swoje klucze od samochodu, przy których zawieszony był drugi puzzel o napisie "Best". Gdy je połączył, okazało się, że pasują do siebie. 
- O Chryste. - szepnęła i zakryła usta dłonią. - To świetna niespodzianka, Gavin. Naprawdę. - Podeszła bliżej niego i mocno się do niego przytuliła. - Twoja przyszła dziewczyna będzie szczęściarą. - powiedziała cicho i poczuła, że chłopak zaczął się śmiać.
- Oj ona już to wie. - Zagryzł ponownie usta, by powstrzymać w pewien sposób uśmiech.
- Słucham? - Spojrzała na niego zdziwiona.
- Pamiętasz tę rudą dziewczynę? Lydię? Tą, którą wam przedstawiłem przed waszym wyjazdem w trasę? - Dziewczyna kiwnęła głowa. - No... To ja i ona jesteśmy razem.
- Chwila... Co?! - krzyknęła zaskoczona. Widać było w jej oczach, że cieszy się. 
- Jesteśmy razem. Gavin i Lydia są razem. Możesz już zrobić parring, czy jak to się tam nazywa. - Poprawił sobie grzywkę i westchnął. 
- Skoro tak, to świętujmy! - wydarła się nagle. Chłopak otworzył szeroko oczy. - No co? Chodź, idziemy się napić czegoś z okazji tego, że masz dziewczynę! - Zaśmiała się i pociągnęła za sobą. 

- Riker do jasnej cholery! - krzyknęła Magda, gdy jej narzeczony prowadził ją, zakrywając jej oczy. - Powiedz, gdzie ty mnie prowadzisz! - Oburzyła się. Chłopak wyciągnął ją siłą z hotelowego łóżka, kazał ciepło ubrać i wywiózł wypożyczonym samochodem nie wiadomo gdzie. Gdy wyszła z auta, wyglądało to jak jedno, wielkie zadupie. Nie dość, że w okolicy nie dojrzała ani jednego budynku, to było jej zimno oraz czuła ogromny głód. Kochany Riker przecież nie pozwolił jej zjeść śniadanie, tak bardzo się spieszył. 
- Zaraz się dowiesz. Spokojnie. - Zachichotał jak mała dziewczynka i dalej prowadził swoją ukochaną. - Mam jednak nadzieję, że ci się spodoba. 
- A to z jakiej niby okazji? - Zapytała, mając wyciągnięte ręce przed siebie, aby w nic nie wejść. Riker pomyślał, że ona chyba zapomniała o swoich urodzinach. W końcu tyle się dzieje. Ona w ciąży. Trasa. Jeszcze niedawno była awantura z jej rodzicami. 
Nagle przystanął i nachylił się do nastolatki. 
- Wszystkiego najlepszego, skarbie. - szepnął jej do ucha. Ona otworzyła oczy i zrobiła głośny wdech. To co zobaczyła, przewyższało jej oczekiwania. Znajdowali się na wzgórzu, z którego świetnie można było podziwiać panoramę Londynu. Na dodatek na trawie leżał koc z ogromnym koszem. 
- Riker... - szepnęła naprawdę cicho.
- Zainspirowałem się naszą oficjalną randką w Chicago, kiedy to jedliśmy romantyczną kolację, podziwiając panoramę tamtego miasta. - powiedział, spoglądając na dziewczynę.
- To cudowne. Dziękuję. - Odwróciła się do niego i wpiła w jego usta. On objął ją mocno w pasie i przycisnął do siebie. Czuł jak Magda wczuwa się w pocałunek i nagle zacisnęła palce w jego włosach, przyciągając go do siebie jeszcze mocniej. Wróciło do niego uczucie, które dawno już mu nie towarzyszyło. Ich pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny.
- Mogę być z tobą szczery? - wyszeptał nagle, między pocałunkami.
- No dawaj. - wysapała dziewczyna.
- Chyba mi stanął. - powiedział i ugryzł dolną wargę dziewczyny, która uśmiechnęła się mimo swojej woli. 
- Riker, kocham cię bardzo, ale...
- Ej! Mówiłaś, że mogę być szczery. To byłem. Teraz nie miej do mnie pretensji. - Wyraźnie się oburzył. Brunetka tylko pokiwała głową z dezaprobatą i stanęła na palcach, by zbliżyć się do jego ucha.
- Jak chcesz, to mogę się nim zająć. - szepnęła ponętnym tonem, przez co Rikerowi przeszły ciarki po plecach.
- Grr... - warknął. - Koniec! Ko-niec! Koniec! - wykrzyczał rozbawiony. - Chodźmy jeść. Potem się zobaczy, co trzeba będzie z nim zrobić. - Pociągnął nastolatkę na koc, po czym rozpakował koszyk i zapalił świeczki, które zabrał ze sobą z samochodu. Przyznał się jej, że to nie on gotował, a hotelowi kucharze. Nastolatkę rozbawił fakt, że aż tak się zawstydził, gdy to mówił. Ośmieliła go, popychając go na plecy i siadając na nim. On wpatrywał się w nią, jak w najpiękniejsze dzieło sztuki. Próbowali spokojnie jeść, ale co chwilę któreś z nich żartowało, przez co śmiali się naprawdę głośno. Mogli sobie pozwolić na to, ponieważ jedyne zabudowania były w promieniu ponad sześciu kilometrów. Spędzili razem cudowny czas. Riker wręczył jeszcze Magdzie dość nietypowy prezent. Był nim bon na zakupy o naprawdę pokaźnej sumie. Dziewczyna szczerze się z niego ucieszyła i w podziękowaniu pocałowała chłopaka, któremu w głowie krążyła czasem jedna myśl "Gdyby ona nie była w ciąży...". Już dawno nie czuł się aż tak podniecony. Musiał jednak przymykać oko na to silne uczucie. 
- Toczysz walkę sam ze sobą, co? - zapytała dziewczyna, opierając swoją głowę na klatce piersiowej chłopaka. Leżeli na kocu we własnych objęciach i chłopak bawił się włosami Magdy, delikatnie nawijając je sobie na palec. 
- To walka między dwoma głowami, jeśli wiesz, co mam na myśli. - powiedział śmiertelnie poważnie. Dziewczyna tak się roześmiała, że nie potrafiła przez chwilę złapać porządnie powietrza. Usiadła i trzymała się za brzuch. Riker tylko leżał z założonymi pod głowa rękoma i z wielkim uśmiechem na twarzy. Magda odwróciła się do niego i miała aż łzy w oczach. 
- Jesteś głupkiem. Wielkim głupkiem, Riker. - powiedziała, między głębokimi wdechami. 
- Ale i tak mnie kochasz. - rzekł dumny, jak paw.
- Tak, kocham cię. - szepnęła i pocałowała go. On ujął jej twarz w dłonie, po czym rękami zjechał na jej talie i przyciągnął do siebie. 


~*~
WIELKI POWRÓT!!
A więc tak... Długo mnie nie było. Oj bardzo długo. Czas mija mi teraz tak szybko, że nie potrafię się w nim odnaleźć (?)... Tak czy inaczej, rozdział w końcu jest. Pisałam go długo, ale w końcu dzisiaj usiadłam i go skończyłam. Miałam niezłą fazę na R5. Ciągle słuchałam ich piosenek. Od samego rana i w końcu czuję się wolna. Moje problemy się rozwiązały. Platoniczna miłość? Nie dla mnie. Dostałam prawdą w twarz. Zabolało, ale dotarło do mnie w końcu. Teraz czekam na Tego Jedynego <3 
Teraz to ja rozpoczynam nowym rozdział w moim zyciu :D
Mówcie, co sądzicie o tym rozdziale! Mamy chyba wszystko, co mój rozdział powinien mieć. Ross i Emma, trochę Gavina, który o dziwo nic nie spieprzył oraz kochani Riker z Madzią <3. Trochę akcentu zboczonego musiałam dodać, bo nie byłabym sobą, gdybym tego nie zrobiła. Na tyle już mnie znacie, haha. 
Bardzo za Wami tęskniłam. postaram się już pisać systematycznie!! <3 <3
Na fejsie piszecie mi, abym nie kończyła tego bloga na 100 rozdziałach... Nie wiem, czy jest sens ciągnąć to dalej. Trochę już go piszę i myślę, że niektórym osobom już się znudził i potrzebowali by jakiejś nowej historii, chociaż... Dajcie znać. 
Co wolelibyście?
Nowe opowiadanie, nowi w pewnym sensie bohaterowi (ale dalej R5)? 
Czy...
Dalej to opowiadanie? 
Może wymyślę jakieś kreatywne wątki, ale wiecie też, że ja lubię psuć życie naszym bohaterom, buahahah XD
Trzymajcie się kochani i do napisania :*
~Wasza kochana Julia
Ps. W maju mam wolny caaaały pierwszy tydzień (piszą maturki) także możliwe, możliwe jest to, że będą rozdziały!! <3
Ps 2. Teraz dzięki Wam i Waszym komentarzom szeroko i szczerze się uśmiecham. Jesteście najlepszymi czytelnikami, jakich można mieć. Kocham Was z całego serca <3 

niedziela, 31 stycznia 2016

Rozdział 90

18+ (hihi xD)
- To jak pani Lynch, gdzie idziemy? - zapytał Ross, obejmując Emmę. Stali przed restauracją L'Atelier Rodier, w której zjedli wspólną kolację. Zegar znajdujący się przy budynku wskazywał dziewiątą dwanaście wieczorem, ale mimo tego na ulicach dalej znajdowały się tłumy. Ludzie spacerowali ze swoimi drugimi połówkami, albo biegli na przystanki, by złapać autobus, czy gromadzili się przed klubami, w których chcieli się zabawić tej nocy. 
- Może się przejdziemy? Tak po prostu. - odpowiedziała dziewczyna, naciągając kurtkę na ramiona. Blondyn uśmiechnął się do niej i poprawił jej włosy, po czym chwycił za rękę. Gdy poczuł, że jest ona zimna, wziął też drugą i przyłożył do swoich ust. Zaczął chuchać, by je rozgrzać.
- Nie jestem w stanie ci pokazać, jak bardzo cię kocham. - rzekł, nie tracąc kontaktu wzrokowego ze swoją narzeczoną, której serce z sekundy na sekundę coraz bardziej miękło. Nagle objął ją mocno i przysunął do siebie, po czym oparł brodę na jej głowie. 
- Ale tobie szybko bije serce. - szepnęła i uśmiechnęła się do siebie.
- Dlatego że jest przy mnie kobieta mojego życia. - odpowiedział, patrząc się w rozgwieżdżone niebo. Usłyszał delikatny śmiech nastolatki, po czym odsunął się od niej i wziął jej rękę i ruszył w dół ulicy. Pomimo późnej pory wszędzie, ale to wszędzie znajdowali się ludzie. Paryż nigdy nie spał, w szczególnie w tak ciepłą noc lutego. Para skierowała się na główną ulicę, gdzie było jeszcze głośniej. Uliczni muzycy dawali z siebie wszystko by zadowolić zarówno mieszkańców jak i turystów. Emma z Rossem z uśmiechami na twarzy bujali się w rytm muzyki, która zmieniała swoje brzmienie co kilkanaście metrów. W końcu blondyn zamówił taksówkę i wrócili do hotelu, w którego holu nikogo z rodziny nie zastali. Trochę zdziwieni odebrali klucz z recepcji i windą wjechali na jedenaste piętro, na którym to znajdował się ich apartament. 
- Aaa! Ross! - krzyknęła Emma, gdy ten gwałtownie wziął ją na ręce po otwarciu drzwi pokoju. - Co ty wyrabiasz, głupku tleniony? - Zaśmiała się głośno.
- Wnoszę moją narzeczoną na rękach. - odpowiedział uśmiechnięty, zamykając kopniakiem drzwi. - No i pięknie. - rzekł kładąc nastolatkę na łóżko. Założył ręce na piersi i wbił w nią swój wesoły wzrok. Ona podsunęła się do oparcia i również patrzyła na niego. 
- To co? Teraz będziemy się tak na siebie lampić? - Zaśmiała się. Chłopak westchnął, obrócił się w stronę okna, z którego pięknie było widać wieżę Eiffla, po czym zaczął rozpinać swoją koszulę. 
- Nasze zaręczyny można by przypieczętować... - rzekł, odwracając się z powrotem do nastolatki, której wzrok utkwiony był w klatce piersiowej osiemnastolatka. 
- Mówisz. - szepnęła cicho. Blondyn pokiwał tylko głową na boki i wszedł na łóżko. Pociągnął dziewczynę za nogi tak, że leżała pod nim. Nachylił się i zaczął składać pocałunki na jej szyi, by potem wpić się w jej usta. Podłożył pod nią ręce, aby dostać się do zamka od sukienki. Szybko go odnalazł i już po chwili dziewczyna leżała pod nim jedynie w bieliźnie i pończochach.
- Cholera, jak ty gorąco teraz wyglądasz. - wychrypiał w usta dziewczynie, delikatnie strzelając gumką od jej pończoch. Przybliżył się do niej jeszcze bardziej i otarł się o nią swoim nabrzmiałym przyrodzeniem, przez co nastolatka poczuła przyjemne skurcze w podbrzuszu. - Zaraz będę cię pieprzył. - mruknął.
- To zrób to. - Wydyszała. Jej oddech z sekundy na sekundę coraz bardziej przyspieszał, a podniecenie rosło. Zarzuciła ręce za szyję chłopkowi i przeturlała go tak, że teraz ona była nad nim. Chwyciła jego pasek i szybko go rozpięła. W ułamku sekundy to samo stało się z guzikiem i rozporkiem. Ściągnęła z niego jednym ruchem spodni. 
- Powoli maleńka. - Zaśmiał się. - Te są moje ulubione.
- Zamknij się. - odpowiedziała ostro i wpiła się w jego usta, przygryzając dolną wargę. Podciągnęła go do siebie i zrzuciła z niego koszulę. Pozostali w samej bieliźnie, a Rossowi aż ślina ciekła, gdy widział swoją kobietę prawie nagą. Biustonosz, który miała na sobie, idealnie podkreślał wielkość jej piersi, co bardzo, ale to bardzo podobało się blondynowi. Aczkolwiek odsunął się od niej i oparł plecami o ścianę za łóżkiem, leżąc z rozchylonymi nogami. Dziewczyna kocimi ruchami przysunęła się do niego i delikatnie przejechała dłonią po jego klatce piersiowej, schodząc niżej do różowych bokserek. Chłopak głośno sapnął, gdy dotknęła w nich dość sporej wypukłości. Widząc jego reakcję, zagryzła usta i posłała blondynowi pewny siebie uśmiech. 
- Dobra mała, koniec tego. - powiedział nagle, wybijając tym nastolatkę z rytmu. Gwałtownie się podniósł i powalił na plecy swoją narzeczoną. - Ja i mój kolega już nie wytrzymujemy. - wychrypiał jej do ucha, przez co poczuła przyjemne dreszcze na plecach. Jej oddech znów przyspieszył, gdy Ross szybko i stanowczo ściągnął z niej dół bielizny. Jego oczy pociemniały jeszcze bardziej. Tak samo prędko pozbył się jej biustonosza, pozostawiając ją w pończochach. 
- Gdzie ty idziesz? - Wysapała Emma, gdy zobaczyła jak Ross wstaje i kieruje się do drzwi wyjściowych. - Jak zaraz we mnie nie wejdziesz...
- Już idę, już idę. - Zaśmiał się, sięgając do wyłącznika światła. - Jeszcze będziesz mnie błagała, żebym wyszedł. Zobaczysz. - Posłał jej szarmancki uśmiech. W tym momencie w pokoju zapadła ciemność. Jedyne światło padało zza okna i oświetlało łóżko. Emma poczuła, jak ugina się pod nią materac i zobaczyła nachylającego się na nią Rossa już bez bokserek, którego ciało w tym słabym świetle wyglądało jeszcze lepiej. Jego umięśnione ramiona oparł po obu stronach głowy dziewczyny. Poczuła jego ciepły i miętowy oddech tuż nad sobą. Jego gorące usta zaczęły stykać się z jej skórą na twarzy, potem ramionach, obojczykach, piersiach. Wygięła się w łuk, gdy poczuła go w sobie. Odchyliła do tyłu głowę tak, a on wtulił się w zagłębienie między szyją a ramieniem.
- Tak... bardzo... cię... kocham. - wysapał i jedną rękę przeniósł na jej biodro.
- Ja... ciebie też. - szepnęła, zarzucając mu ręce za szyję.

Emma obudziła się równo z wybiciem godziny jedenastej. Przewróciła się na drugi bok w celu przytulenia się do Rossa. Ku jej zaskoczeniu jej ręka zamiast napotkać ciało blondyna, opadła na materac. Otworzyła oczy i rozejrzała się po ich pokoju. Światło słoneczne wpadało centralnie z okna na bukiet białych róż, które stały w wazonie przy łóżku. Uwagę Emmy przykuła karteczka, która leżała na etażerce po jej stronie. Pociągnąwszy białe prześcieradło do siebie, usiadła na krawędzi łóżka i sięgnęła po papierek. Rozwinęła go i ujrzawszy charakterystyczne pismo Rossa, od razu na jej twarzy zagościł szeroki uśmiech.
"Droga Mrs Lynch
Wieczór był idealny, ale noc... nie ma przymiotnika, który by ją opisał, ale dziękuję Ci za nią z całego mojego serduszka. Przepraszam, ale musiałem jechać na próbę do klubu. Nie chciałem Ciebie budzić, bo tak słodko spałaś <3 (wcale Ci się nie przyglądałem przez pół godziny, przez co się spóźniłem. Wcaaale). Raczej przed koncertem nie będę wolny, ale po nim jestem cały do Twojej dyspozycji, Skarbie. 
Kwiatki są dla Ciebie od moich braci o dziwo. Tak, od moich braci. gdy dowiedzieli się o naszych zaręczynach, chcieli wykupić pół kwiaciarni. Gdybyś Ty widziała ich reakcję... Właśnie, przygotuj się na nią, bo po koncercie oni wszyscy nie dadzą Ci spokoju.
Miłego dnia, Słońce.
Twój Ross."
- Dzięki Ross. - Zaśmiała się do siebie i odłożyła karteczkę z powrotem na szafkę nocną. Wstała z łóżka i zawinąwszy prześcieradło wokół siebie, sięgnęła po bukiet i przeniosła go na stoliczek pod oknem. Spojrzała przy okazji za okno i aż westchnęła ze wzruszenia. Widok wieży Eiffla z tak bliska zapierał dech w piersiach. Wzrokiem zerknęła na ulicę przed hotelem, na której panował istny harmider. Uchyliła okno i zaraz do jej uszu dobiegły dźwięki charakterystyczne raczej do Nowego Jorku niż Paryża. Pokręciła głową na boki i owinięta tym prześcieradłem poszła do łazienki. 
- Emma! Emma! Emma do cholery! - Do drzwi wejściowych zaczęła dobijać się Magda. - Otwórz no!
- Chwila! - wydarła się blondynka i wyszła z łazienki. Gdy tylko przekręciła zamek, drzwi jakby same się otworzyły. - Ciebie też miło widzieć. - odparła osiemnastolatka, widząc poważny wyraz twarzy brunetki.
- Kiedy miałaś zamiar mi powiedzieć? - zapytała, zakładając ręce na biodrach. 
- No nie wiem, może wtedy, gdybym na przykład zeszła na dół na śniadanie? Dopiero wstałam Madzia. - odpowiedziała, odwracając się do niej i kierując się do łazienki. 
- Czekaj! - uniosła się i zatrzymała ją w połowie drogi, przytulając ją mocno do siebie. - Gratuluję ci kochanie. - szepnęła, a jej słowa wywołały szeroki uśmiech na twarzy blondynki. - Jestem dumna z Rossa, że w końcu oświadczył ci się. Gdybyś ty widziała, jak długo on to planował...
- I tak spieniał. Nie zrobił tego na wieży. - Zaśmiała się.
- A gdzie? - spytała zaskoczona brunetka. - W restauracji?
- Tak. - odpowiedziała i pokazała ruchem dłoni bukiet kwiatów, stojący na stoliczku. - To prezent od chłopaków. 
- Serio? - Zdziwiła się siedemnastolatka i podbiegła do okna. - Uuu...liścik. - Zaśmiała się. - Droga Emmo, szczęścia, zdrowia, cierpliwości! Masz pozwolenie na przypieprzenie Rossowi w czasie złości! Życzą Riker, Rocky, Ryland i ten dodatkowy czyli Ell. - przeczytała na kartce.
- Jakież to kreatywne. - Zachichotała z łazienki Emma. - Ej laska! Idziemy gdzieś dzisiaj?
- W sumie dlaczego nie. - rzekła, przeglądając walizkę swojej przyjaciółki. - Musimy uczcić twoje zaręczyny. 
- Czy ja wiem... - westchnęła z uśmiechem, czesząc włosy. Wychyliła się zza półprzymkniętych drzwi ze szczotka w ręku. - Czego tam szukasz? Nie mam nic ładnego ze sobą. - odchrząknęła, podchodząc do przyjaciółki tylko w bieliźnie. 
- Nie wcale. A to? - spytała z wyrzutem, wyciągnąwszy z walizki top w kwiaty i parę dżinsów z American Eagle. - Wciskaj się w to i idziemy na śniadanie. Ruchy, ruchy, ruchy!
- Już idę mamo. - Zaśmiała się blondynka, a Magda rzuciła w nią ubraniami i wypchnęła za drzwi łazienki. 

Do: blackgirl96@gmail.com 
Od: gavin.thebestest@gmail.com
Re: Jak tam Mrs Lynch?
Coś czuję, że noc po zaręczynach była cudowna i upojna, co nie? Mam rację? HAHA xD Opowiadaj, jak tam Paryż. Jak koncert i ogólnie, jak atmosfera! Chcę wszystko wiedzieć!

Do: gavin.thebestest@gmail.com
Od: blackgirl96@gmail.com
Re: Brak tematu
Właśnie szykuję się na koncert. Pół dnia łaziłam dzisiaj z Madzią po mieście. Nogi mi odpadają :( No ale cóż. Co do nocy to masz rację, przystojniaczku xD Działo się, oj działo. Atmosfera? Hmm... Bardzo ślubna że tak powiem. Rydel dzwoniła do mnie chyba już tysiąc razy i przedstawiała mi swoje wizje ślubu mojego i Rossa. To troszkę przerażające. Riker natomiast podsunął jej pomysł, aby był to podwójny ślub. Wiesz... Riker, Magda, Ross i ja. Według mnie to by było combo. Może i fajne combo, ale co jak co, ja o ślubie jeszcze nie myślę. Może dlatego, że nie przyjęłam sobie do wiadomości tego, iż Ross mi się oświadczył. Muszę do tego przywyknąć jak najszybciej, HAHA xD
Na razie muszę kończyć. Madzia mnie pogania, bo taksówka już przyjechała. 
Widzimy się 9 marca, bo wtedy przylecimy z powrotem do LA. Dam Ci jeszcze nie raz znać co i jak.
Trzymaj się :D

Do klubu dziewczyny dotarły chwilę przed rozpoczęciem koncertu. Ochroniarze bez problemu wpuścili je na backstage, gdzie siedzieli wszyscy. Wpadły do garderoby zdyszane i gdy tylko Emma spojrzała na Lynchów, ci zerwali się z miejsca i rzucili się na nią. Gratulowali, ściskali, całowali i się radowali. To dosłownie. Ross siedział na kanapie w tym samym miejscu co wcześniej, ale z wielkim uśmiechem na twarzy. W końcu, gdy wszyscy dali już jej spokój, podeszła do dziewczyny Stormie i mocno ją przytuliła. 
- No, to tylko kwestia czasu, aż będziesz oficjalnie członkiem naszej rodziny. - szepnęła jej do ucha, na co Rydel zareagowała głośnym piskiem.
- Będziemy siostrami! Będziemy siostrami! Siostrami! Jej! - krzyczała, skacząc wokół nich. - Będziemy siostrami! - wydarła się, po czym rzuciła na Ella i namiętnie go pocałowała.
- Wohoah! - krzyknęli chłopcy, widząc własną siostrę, która tak gwałtownie wpiła się w Ellingtona. Aczkolwiek zaatakowany perkusista nie miał nic przeciwko temu. 
- Nasza rodzina naprawdę gwałtownie się powiększa. - stwierdził Mark, obejmując jednym ramieniem swoją żonę, a drugim Emmę, która patrzyła na Rossa. Chłopak nie odwracał od niej swojego wzroku. Przyglądał się kobiecie, której oświadczył się zaledwie dwadzieścia cztery godziny temu, lecz do tego momentu przygotowywał się psychicznie i fizycznie ponad dwa tygodnie. 
- Ej ludzie! Koncert trzeba zacząć! Na scenę! - wykrzyczał menadżer zespołu, który zajrzał do garderoby tylko na kilka sekund, a potem zniknął.
- Ma rację. Dawajcie dzieciaki! - Ponaglał ich Mark. Rydel wykonała ostatnie poprawki swojej fryzury i wybiegła z pomieszczenia za chłopakami. Emma i Magda stanęły za kulisami i zerknęły tylko na zespół, który wykonał swoje "Ready, Set, Rock". Chłopaki podnosili poziom adrenaliny, wygłupiając się i krzycząc. W końcu wbiegli na schody, a potem na scenę, drąc się do publiczności. 
Występ trwał ponad godzinę. R5Family domagali się aż dwóch bisów piosenki Loud, na co zespół z chęcią się zgodził. Kiedy to już odłożyli instrumenty i ustawili się, aby ukłonić się przed fanami, Riker podbiegł do statywu i wziął mikrofon do ręki. Członkowie zespołu wiedzieli co to oznacza w przeciwieństwie do publiczności oraz dziewczyn stojących za kotarami. 
- R5Family... - rzekł Riker i już to wywołało falę pisków i wrzasków. Ruchem dłoni nakazał im, aby się uspokoili. - Musimy wam coś powiedzieć. Coś bardzo ważnego, ale najpierw musicie poznać dwie, cudowne dziewczyny - Przerwał na chwilę, zerkając na Polki. - Emma, Madzia chodźcie do nas! - krzyknął. Dziewczyny zamarły, ale po chwili niepewnym krokiem ruszyły na scenę. Riker pociągnął brunetkę do siebie i objął ramieniem, a Ross przytulił do siebie Emmę. Cała czwórka stanęła przed resztą, blisko publiczności.
- Przedstawiam wam kochani Magdę... - przerwał, spoglądając na dziewczynę. - Moją narzeczoną. - Reakcja fanów na tę wiadomość zmiękczyła serce brunetki. Wszyscy zaczęli piszczeć i klaskać. Dziewczynie aż łzy poleciały ze wzruszenia. - To nie wszystko - dodał Riker.
- Jak to nie? - odezwała się jakaś fanka z pierwszego rzędu.
- A no nie. - Zaśmiał się. - Ja i Madzia spodziewamy się dzieci, a konkretnie to dwójkę. - powiedział, na co fani wybuchli euforią. Niektórzy byli oczywiście w wielkim szoku, ale i tak klaskali i gratulowali basiście. 
- To teraz moja kolei. - odchrząknął Ross, rozglądając się po zgromadzonej publiczności. - Ta blond Wenus, która stoi koło mnie, ma na imię Emma i od wczoraj jest już moją narzeczoną. - rzekł do mikrofonu i pocałował dziewczynę w usta. Reakcja była taka sama. Fala oklasków, pisków i krzyków, aczkolwiek Ross wiedział, że za takimi brawami stoi złość, smutek i zazdrość. Nie raz spotkał się z negatywnym nastawieniem fanek do dziewczyn, z którymi się spotykał lub po prostu pokazywał się po pracy. Miał jednak nadzieję, że wkrótce wszyscy się do tego przyzwyczają.

Do: blackgirl96@gmail.com 
Od: gavin.thebestest@gmail.com
Re: Brukowce wariują!
Dziewczyno, gdybyś ty widziała nagłówki tych wszystkich gazet "Ross Lynch ma narzeczoną, a jego starszy brat spodziewa się dwójki dzieci", albo "Ross Lynch planuje ślub. Kiedy będą dzieci?" lub "Narzeczona Rikera Lynch'a jest w ciąży, czy jego młodszy brat pójdzie w jego ślady?". Relacja z tamtego koncertu w Paryżu jest w każdej plotkarskiej gazecie. Się dzieje mała. Się dzieje... Czy Ty dasz sobie z tym radę?

Do: gavin.thebestest@gmail.com
Od: blackgirl96@gmail.com
Re: Dam radę, ZIOM! 
Ross już mi przedstawił nasz plan działania i przedstawił, jak to wszystko działa. Według tego, to ta afera ucichnie za kilka tygodni i znów będzie wszystko po staremu. Przyznał, że wraz z Rikerem musieli powiedzieć fanom o tak ważnych sprawach. Dodał, że o ślubie Rydellington także poinformują R5Family, także będzie jeszcze goręcej. Już zaczynam się bać, HAHA. Ale jak już pisałam Ci na początku, to dam sobie radę! 
Teraz wybacz, muszę wracać do nauki. 10 marca mam kolejne egzaminy, a 22 marca piszę już oficjalną maturę wraz z Magdą, także trzymaj się :D


~*~*~*~
Hej, Hi, Hello!
To już naprawdę jest Rozdział 90?! Raaaany, jak to szybko zleciało! O.o
Jak minął Wam weekend? Mi bardzo szybko, ale przyjemnie. Praktycznie nie miałam nic zadane, ale ubolewałam nad tym, że mój nauczyciel od matmy wziął urlop zdrowotny na rok... Tak, niektórzy to by się z tego cieszyli, ale nie ja i moja klasa. Ten nauczyciel to postrach mojego liceum, a także całego miasta, w którym mieszkam. Gdy powiedziałam kiedyś, że idę to tego ogólniaka, to wszyscy mi współczuli, że będę miała matmę własnie z nim. Fakt był on wymagający, surowy i miał swoje zasady, ale był sprawiedliwy. Wszyscy się go bali, ale umieli matmę... Teraz sobie nie wyobrażam pisania matury rozszerzonej z matmy. Mam wielką nadzieję, że on wróci.
No, a co do rozdziału... Taki nijaki według mnie. Nie sprawdziłam go już przed opublikowaniem, także za błędy bardzo Was przepraszam Misiaki <3 
Kolejny pewnie będzie za tydzień w weekend, ale jeszcze nie wiem, co w nim napiszę. Jakieś propozycje macie? Piszcie w komentarzach xD 
Buziaczki :**
~Wasza Julia
Ps. Polubiłam dodawanie linków do zdjęć HAHA :D
Ps2. Obejrzałam właśnie finałowy odcinek Austin&Ally i po prostu ryczę :(

niedziela, 24 stycznia 2016

Rozdział 89

Do: blackgirl96@gmail.com 
Od: gavin.thebestest@gmail.com
Re: Wszystkiego najlepszego moja hot 18!!!!
No to tak jak w temacie życzę Ci mała wszystkiego najlepszego z okazji Twoich 18-stych urodzin! Czego to ja bym ci jeszcze chciał życzyć? Na pewno cierpliwości do tego swojego Jak Mu Tam oraz reszty jego szalonej rodzinki, uśmiechu na twarzy i abyś nigdy więcej nie płakała z powodu Jak Mu Tama, spełnienia marzeń i rozwijania swoich pasji, które wydaje mi się, że ostatnio zaniedbałaś oczywiście przez Jak Mu Tama i przede wszystkim życzę Ci abyś była szczęśliwa z tym Jak Mu Tam... Tak, dalej go nie lubię. 
Mimo, że są to Twoje 18-ste urodziny i tak musisz dostać opierdnicz! Jesteś już 20 dni w trasie i nie odezwałaś się ani razu! Co to ma być? W trybie NOW masz mi się pięknie wyspowiadać z tego co ty tam wyrabiasz. Oczywiście śledzę wszystkie filmiki i zdjęcia, które Lynchowie wrzucają do neta, ale to nie to samo. Ja to jestem ciekaw, co się tam dzieje za kulisami xD If you know what I mean ^-^
Pozdrów ode mnie wszystkich bardzo serdecznie (tego Jak Mu Tam też możesz). Czekam na maila od Ciebie. 
Twój Gavin
Ps. Swój prezent dostaniesz jak wrócisz do LA <3
Ps2. Mam nadzieję, że z życzeniami jestem pierwszy hehe

Od: blackgirl96@gmail.com  
Do: gavin.thebestest@gmail.com
Re: Tak jesteś pierwszy!
Gavin! Dziękuję Ci za te wspaniałe życzenia. Cierpliwość do Rossa na pewno się przyda, bo ostatnio znów mnie zdenerwował, ale już aż tak nad tym nie rozpaczałam. Gdy byliśmy jeszcze w Warszawie chciałam iść na grób mamy właśnie z nim, ale przed wyjściem nie chciałam mu mówić, gdzie dokładnie idziemy. On jednak wolał zostać z braćmi i oglądać mecz football'a. Świetnie co nie? W każdym bądź razie poszłam tam z Rydel, przy której mogłam się spokojnie wypłakać. Powiem Ci, że brakuje mi mojej mamy. To fakt przed jej śmiercią nie było między nami idealnego kontaktu, no ale kurde... No cóż. To się tak fachowo nazywa "życie". Nienawidzę go, tyle powiem. Oczywiście gdy wróciłam, to powiedziałam mu, gdzie byłam. No i wtedy się zaczęło. Zaczął mnie tak przepraszać, że myślałam, iż on się zaraz przede mną rozpłacze. Poważnie xD Gdy go zobaczyłam takiego załamanego, to mu wybaczyłam, a on kilka godzin później dał mi wielkiego misia i kwiaty, których zdjęcie ci załączyłam. Tego samego dnia był pierwszy koncert LOUDERtour. Dali czadu zarówno zespół, jak i R5Family. To było coś niesamowitego. Wzruszyłam się zaraz na początku, kiedy na M&G fani przedstawili w skrócie całą karierę R5. W tle leciała piosenka Look At Us Know. Stormie się popłakała, tak samo jak Rydel. Ja i Madzia stałyśmy zaraz za nimi i również wycierałyśmy łzy. Ross co chwilę się do mnie obracał, gdy na filmiku robił coś głupiego. To był zdecydowanie najcudowniejsza niespodzianka. Koncert był tak samo udany, jak właśnie ta niespodzianka dla zespołu. Praktycznie cały czas stałam z Madzią za kulisami i przyglądałyśmy się jak szaleją na scenie. Co jak co, ale oni to mają zajebistą pracę :D
Po koncercie wróciliśmy do hotelu, by się spakować i następnego dnia już lecieliśmy do Tel Aviv w Izreaelu.  Tam to się działo. Wielbłądy i te sprawy. Riker zabrał wieczorem Magdę na romantyczny spacer. Z jej opowiadań wnioskuję, że świetnie się bawili. Pokazała mi zdjęcia miasta nocą i żałuję, że nie wyciągnęłam Rossa na taki spacerek. Wyślę Ci kilka fotek, które zrobiła Madzia. Koniecznie muszę wrócić do Tel Aviv. To niesamowite miasto i ludzie też. Koncert wypadł jak zwykle świetnie i chłopcy byli wręcz wymęczeni w przeciwieństwie do Delly.
Nie będę Ci opisywała gdzie były późniejsze koncerty, bo napisałeś mi, że śledzisz wszystkie posty... Ale muszę Ci powiedzieć, że gdy byliśmy w Amsterdamie, Ross zaprosił mnie na bardzo, ale to bardzo romantyczną randkę. Jezu, to było tak cudowne. Jak o tym pomyślę teraz, to aż mam takie przyjemne dreszcze. Najpierw zabrał mnie do holenderskiej restauracji, gdzie jedzenie było nieziemskie. Zamówił szampana... nie wiedziałam, że istnieje tak dobry szampan. Gavin, tematów jak zwykle nam nie brakowało. Ostatnio mam wrażenie, że on jest jeszcze bardziej romantyczny niż wcześniej. On coś planuje, ale jeszcze nie wyczaiłam co.  Po tej kolacji przeszliśmy się po Amsterdamie i płynęliśmy po kanale. So romantic. Kilka zdjęć też zrobiłam także wyślę Ci
Wczoraj był koncert w  Madrycie, a jutro jest w Paryżu. Wyobraź sobie, że właśnie siedzę w samolocie, a obok śpi Ross, który mam wrażenie, że zaraz mnie oślini! Jezus xD W sumie to wszyscy śpią, tylko ja taka dziwna jestem, że w środku nocy odpisuję ludziom na maila HAHA
Wiesz co, jeszcze jakiś czas temu nie pomyślałabym o 18-stych urodzinach w Paryżu. Jak widać, wszystko jest możliwe. Ale wiesz co jeszcze? Lynchowie jakoś wgl nie wspominali o moich urodzinach. Zwykle to się o tym rozmawia... Myślisz, że zapomnieli? Myślisz, że Ross zapomniał? No bo w końcu tyle się dzieje. Ciągle latamy po Europie, codziennie praktycznie koncert. Jest trochę zamieszania...
No ale dziękuję Ci z całego serca za te życzenia. Jesteś cudowny <3
Twoja Emi 
PS. Już się boję co od Ciebie dostanę xD 
  
Do: blackgirl96@gmail.com  
Od: seba.gamer.0393@gmail.com
Re: Czyli znowu jesteś w samolocie...
Siostra! Próbowałem się do Ciebie dodzwonić, ale masz wyłączony telefon... lub włączony  tryb samolotowy. Whatever, chcę Ci złożyć serdeczne życzenia z okazji Twojej 18-stki! Kurczaczki, jesteś już dorosła. Moja mała Emma jest już dorosła. Chyba zaraz się rozkleję! :( *Sebastian ogarnij dupę* 
Dobra, już. Na czym to ja, a tak! Życzę Ci spełnienia marzeń, wspaniałych dni podczas trasy koncertowej ze swoim chłopakiem, powodzenia w związku oraz z resztą Lynchów. Oni są zdolni do wszystkiego, a szczególnie kochany Rocky. Pozdrów ich wszystkich ode mnie :D
Oczywiście życzę Ci też szalonej imprezy urodzinowej w Paryżu. Ciekawe co Ross wymyślił, ale na 100% się nie zawiedziesz. Daj znać, gdy już wylądujesz. Chcę Ci jeszcze złożyć życzenia przez telefon, bo osobiście to za bardzo nie mogę, a bardzo chciałbym usłyszeć głos mojej kochanej siostrzyczki. 
Trzymaj się mała! 
Twój kochany i najlepszy braciszek :* 

Do: blackgirl96@gmail.com 
Od: gavin.thebestest@gmail.com
Re: Wątpię, że zapomnieli! To przecież Lynchowie!
Dziewczyno, dlaczego Ty tak wgl myślisz?! Ja się pytam dlaczego?! Oni coś na pewno planują... Coś tak zajebistego, że Ci normalnie gacie spadną. Zobaczysz! Tak będzie, bo ja tam mówię! HA! 
Zafunduj temu Jak Mu Tam jakiś śliniak, bo zaraz cały pokład samolotu zatonie w jego ślinie i nie dolecicie do Paryża xD Albo wiem, podłóż póki co jakąś miskę. Powinna być w kiblu... No albo go obudź. Taka taktyka też jest dostępna
Nie tylko ty jesteś na tyle dziwna, HAHA. No wiesz, ja zamiast pracować wysyłam do Ciebie maile. Mam do naprawienia chyba z trzy jednostki centralne na jutro, a jeszcze nic nie zrobiłem. Porażka. Mam wrażenie, że mnie zaraz wyleją, ale tam yolo ;p 
Ile zostało Wam jeszcze koncertów? 

Do: gavin.thebestest@gmail.com
Od: blackgirl96@gmail.com 
Re: Z Lynchami to nigdy nic nie wiadomo...
Z tego co wiem to ten jutrzejszy w Paryżu i jeszcze pięć w Anglii, jeden w Szkocji i jeden w Irlandii. Potem wracamy do LA i szykujemy się na ślub Rydellington, który jest zaplanowany na 16 marca (miał być innego dnia, ale przełożyli, bo coś tam nie pasowało). Teoretycznie już wszystko jest gotowa. Tylko Rydel musi odebrać swoją suknię ślubną i umówić się do fryzjera. No i ja z dziewczynami musimy kupić sukienki dla siebie, a chłopaki nowe garnitury. Nie mogę się doczekać wesela. Będzie się działo!
  
Do: blackgirl96@gmail.com 
Od: gavin.thebestest@gmail.com
Re: Oj będzie się działo!
Zwłaszcza, że dostałem zaproszenie na ten ślub. Rydel pozwoliła mi zabrać ze sobą osobę towarzyszącą, także idzie ze mną Lydia. Powiem Ci, że to cudowna dziewczyna. I to moja dziewczyna <3 

Do: gavin.thebestest@gmail.com
Od: blackgirl96@gmail.com  
Re: Się rozkręcasz ZIOM.
Czyli to już oficjalne? Jesteście razem? Nawet nie wiesz, jak się cieszę. W końcu Ross wyluzuje, wiedząc że masz dziewczynę i będziemy mogli na luzie ze sobą gadać. Same pozytywy widzę! HAHA :D
 ~*~*~*~
- Dzień doberek mój urodzinowy skarbie. - szepnął Ross, przeciągając się na fotelu. Spojrzał na Emmę, która siedziała ze słuchawką w uchu i wpatrywała się w widok za oknem, który składał się z tysiąca miejskich lamp we francuskich miastach. 
- Cześć. - odpowiedziała i zerknęła na niego. Był taki zaspany, a jego włosy były w istnym nieładzie. Oczywiście artystycznym nieładzie.
- Coś się stało? - zapytał, podciągając rękaw bluzy, by zobaczyć na zegarku, która godzina. 1:03.
- Co? Nie. - zaśmiała się. - Wszystko jest super. - Posłała mu szeroki uśmiech. - Zaraz będziemy lądować.
- Tak? - zdziwił się. - Szybko nawet, bo ile lecieliśmy? Dwie godziny?
- Półtorej tak dokładniej. - rzekła, naciągając na siebie koc i wtulając się w Rossa. 
- Mam nadzieję, że jesteś gotowa na dzisiejszą imprezkę. - szepnął jej do ucha, co spowodowało uśmiech na jej twarzy. Zagryzła wargę, by się nie roześmiać.
- A co zaplanowałeś? - zapytała po chwili. On objął ją mocniej i pocałował w policzek.
- Zobaczysz. Myślę, że ci się spodoba... Znaczy oby ci się to spodobało. - poprawił się i oparł podbródek na głowie dziewczyny. 
- Ej zakochańce! - Wydarł się nagle Rocky za nimi. - Zapinać pasy. Będziemy lądować! 
- Byłaś już kiedyś w Paryżu? - Zapytał Ross zaciągając pas bezpieczeństwa. Dziewczyna pokiwała głową na boki. - No to masz okazję być w mieście miłości ze swoją miłością. - Zaśmiał się pod nosem.
- No spełniło się moje marzenie. - Pisnęła podekscytowana. Blondyn spojrzał na nią,unosząc brwi.
- Serio? 
- Nie. - zaśmiała się głośno i oparła się o okno, cały czas mając wzrok wbity w swojego chłopaka, który udał obrażonego. - Oj no Rossy... Bardzo się cieszę, że będę tam właśnie z tobą. - Dodała po chwili. Ross zmierzył ją poważnym wzrokiem. 
- Tylko jak macie zamiar się ruchać w hotelu, to zaraz was wyrzucę z tego samolotu. - wysyczał Rocky, mając głowę między siedzeniami Rossa - Wiesz co bracie? - Zaczął Ross, nachylając się do bruneta. 
- O co chodzi bro? - Zapytał uśmiechnięty.
- Czasami mam ochotę przybić ci piątkę... w twarz... krzesłem! - krzyknął ostatnie słowo i uderzył gitarzystę w czoło, przez co cofnął się do siebie na siedzenia. 
- Ale po co tyle agresji, Rossy? - Odezwał się Ryland, który siedział obok masującego się po czole Rocky'ego. - Ale jestem takiego samego zdania co on. - Nachylił się do blondyna.
- Czy wy się możecie ode mnie odwalić? Pogadamy jak ty będziesz miał dziewczynę. Zobaczysz, odwdzięczę się za te wszystkie docinki, a o całych gumkach nawet nie myśl. Wszystkie ci poprzebijam igłą... - Wysyczał wściekły.
- Z tego co pamiętam, to Rocky miał tak zrobić tobie, ale chyba zapomniał. - Wtrącił się nagle Riker, który siedział w rzędzie foteli obok. Ryland przybił mu piątkę.
- Rik, nie pomagasz mi. - zajęczał Ross.
- Dobra, Rocky daj mu spokój. Będziesz miał tak samo z Alex, zobaczysz. - zaśmiał się basista. 
- Ej chłopaki! - krzyknęła Emma. - Gdzie jest Rydel? 
- Śpi. - odpowiedział Ellington, który nagle się wychylił z siedzeń przed nimi. - I jak słodko chrapie. Ahh.
- Stary, uspokój się, bo... Nie sorry, nie powiem tego. - westchnął Rocky. - Nie powiem, co może ci się stać, ale jak pomyślę, że to dotyczy mojej starszej siostry... Nieeeee.
- Mdli co nie? - Zaśmiała się Emma.
- Oj i to jak bardzo. - Brunet pokiwał głową na boki i zacisnął powieki. 
- Teraz sobie wyobraź bro, co oni będą robili w nocy poślubnej. - zachichotał Ryland. Rocky od razu chwycił się za głowę, a reszta zaczęła się śmiać.
- Wiesz co, ja chyba jednak nie chce sobie tego wyobrażać. - jęknął i oparł głowę o fotel. - Idę spać. Obudźcie mnie, jak już będziemy na ziemi. 
- Ja mu naprawdę kiedyś coś zrobię. - burknął Ross, obejmując Emmę ramieniem.
- Już się boję. - zachichotała dziewczyna i wtuliła się w niego.

- Takiego stresa to ja jeszcze nigdy nie miałam. - westchnęła siedemnastolatka,  wciskając się w czarną sukienkę z odkrytymi plecami. Rydel, która zapinała jej  zamek zaśmiała się głośno. Tak samo Magda, która wybierała jej biżuterię.
- Ale dlaczego aż tak się stresujesz? To randka z Rossem. Twoim Rossem. - Zachichotała brunetka.
- Niby tak, ale to nie jest zwykła randka. To wyjście z okazji osiemnastych urodzin i to jeszcze w Paryżu. Oby on nie zafundował kolacji w jakiejś mega drogiej restauracji, bo wtedy nie ma szans, żebym się mu odwdzięczyła. - Westchnęła. - Auć. - jęknęła, gdy Delly wbiła paznokieć w w jej plecy. 
- Chyba trochę przytyłaś. - powiedziała rozbawiona. 
- Super. Jeszcze tego brakowało. - stęknęła. - Ale bardzo przytyłam? 
- Tak jakby ci brzuch trochę urósł, jak Madzi. - odpowiedziała blondynka i nagle spojrzała się na siedemnastolatkę. - Nie mów, że ty też.
- Co ja też? - spytała zdziwiona i zerknęła na przyjaciółkę, która jakby zastygła w miejscu. - Nie, to niemożliwe. - Chwyciła się za głowę.
- Czy ty jesteś w... - Zacięła się Magda.
- Nie! Nie jestem! Nie mogę być! - krzyczała załamana.
- To teraz zadam ci proste pytanie. Czy ty i mój brat zabezpieczaliście się ostatnim razem? - Delly spojrzała na nią i chwyciła za ramiona. Blondynka chwilę się zastanawiała. Próbowała sobie przypomnieć gdzie, jak i kiedy.
- Tak. Pamiętam, że tak. Miał gumki. - Odetchnęła z ulgą. - No chyba, że Rocky jednak nie zapomniał i wszystkie mu poprzebijał. - Zaśmiała się nerwowo. 
- Wątpię, że to zrobił. - Zachichotała Magda. - Myślę, że nie jesteś w ciąży, ale jak wrócisz z tej randki to przyjdź do mnie i zrób sobie test. Tak dla pewności. 
- Pewnie, że przyjdę. - odpowiedziała i poprawiła swoje włosy. Brunetka podała jej biżuterię, którą nałożyła i w tym samym momencie do drzwi pokoju ktoś zapukał. Delly w podskokach pobiegła otworzyć i wpuściła do środka Rossa ubranego w ciemną koszulę i ciemne podarte na kolanach spodnie. Miał też na sobie czarną, skórzaną kurtkę z Diesel'a. 
- Wow... Kochanie, wyglądasz po prostu... Wow. - rzekł na wdechu z wytrzeszczonymi oczami. Emma na jego słowa się delikatnie zarumieniła i podeszła do niego. 
- Życzę udanej randki gołąbeczki. -  Zaświergotała Rydel, a Emma posłała jej zażenowane spojrzenie. Ross tylko się uśmiechnął i wyprowadził swoją dziewczynę. 
- Od razu ci mówię, że ciebie zabiję, jeżeli idziemy do jakieś luksusowej restauracji. - powiedziała pewna siebie i zarzuciła kurtkę na swoje ramiona. Ross znów tylko się uśmiechnął i otworzył przed blondynką drzwi hotelu, a potem do taksówki. Wysiedli po kilku minutach zaraz przed święcącą się Wieżą Eiffla. Chłopak wykupił bilety i we dwójkę wjechali windą na samą górę. Widok jaki zastał parę zaskoczył dziewczynę. Wpatrywała się w miasto z zapartym tchem w piersiach
- Okay, czyli pierwszy element się podoba. - Wywnioskował osiemnastolatek po chwili wpatrywania się w dziewczynę.
- Tak! Bardzo się podoba! - krzyknęła i przytuliła się do chłopaka.  - Czekaj, to jeszcze nie wszystko? - Zdziwiła się.
- Nie, no coś ty. Co to za randka bez jedzenia. - Zaśmiał się i mocniej objął w pasie. Chwilę stali przy barierce i podziwili Paryż teoretycznie z lotu ptaka, a potem wrócili windą na sam dół i przeszli się wzdłuż  Sekwany trzymając się za rękę. Zatrzymali się przy grupce ludzi, którzy grali na instrumentach. Blondyn nachylił się i do futerału od gitary wrzucił dziesięć dolarów. Mężczyzna, grający na na akordeonie kiwnął w jego stronę głową. Po drodze Ross jeszcze zahaczył o kwiaciarnię i kupił Emmie bukiet róż. Na końcu ich wycieczki znajdowała się mała restauracja L'Atelier Rodier. 
- Jak tu pięknie. - Westchnęła siedemnastolatka, wchodząc do restauracji. Od razu na progu przywitał ich kelner, który zaprowadził do stoliczka przy ścianie z dwiema zapalonymi świecami. 
- Czyli drugi element też ci się podoba. - Powiedział zadowolony Ross i usiadł naprzeciwko swojej dziewczyny. - Ciekawe co powiesz na trzeci.
- Co? Jeszcze trzeci?! - pisnęła zaskoczona. Blondyn posłał jej nieśmiały uśmiech i sięgnął do kieszeni kurtki. Wyciągnął z niej małe, czerwone pudełeczko. Emma zakryła usta ręką. 
- To taki prezent ode mnie z okazji twoich osiemnastych urodzin skarbie. - Spojrzał się w jej oczy i otworzył pudełeczko. Oczom Emmy ukazał się przepiękny srebrny pierścionek. Zacisnęła jeszcze mocniej usta. - Moje zamiary były oczywiste. Chciałem ci się oświadczyć na wieży Eiflla...
- Dlaczego tego nie zrobiłeś? - Zdziwiła się, a on spuścił głowę. 
- Kocham ciebie i to bardzo, ale bałem się, że mimo tego wszystkiego, to za szybko i obawiałem się, że znów to spieprzę. Nie chcę ciebie stracić, bo jesteś dla mnie wszystkim - Spojrzał znów na dziewczynę. 
- Ross, ja ciebie też kocham i to bardzo. - Wyszeptała ze łzami w oczach. - Zaskoczyłeś mnie tym. - Pociągnęła nosem. 
- Boję s, ale życie mamy tylko jedno, co nie mała? - rzekł i odchrząknął, odsuwając krzesło i podchodząc do dziewczyny. 
- Jezu, Ross... - szepnęła, zakrywając ponownie usta ręką.
- Emmo Ashley Black wiem, że miało to być na Wieży Eiffla, bo to właśnie o takich oświadczynach marzyłaś, ale tam u góry byłoby za zimno. - Zaśmiał się. Ludzie w restauracji przyglądali się całemu wydarzeniu, tak samo jak kelnerzy i kucharze. - Jesteś najcudowniejszą rzeczą, jaka przydarzyła mi się w życiu. Nie wyobrażam sobie dnia bez ciebie. Jestem szczęśliwym facetem, bo mam ciebie i... Czy uczynisz mnie jeszcze szczęśliwszym facetem i zostaniesz moją żoną? - Jego wzrok wbił się w niebiesko-zielone, załzawione oczy osiemnastolatki. Emma miała wrażenie, że czas się zatrzymał. Przed nią klęczał jej chłopak z wyciągniętym pudełeczkiem zawierającym srebrny pierścionek zaręczynowy. W jej głowie nagle pojawiły się urywki z jej związku z tym właśnie blondynem. Momenty, gdy byli we dwoje, gdy się całowali, przytulali, wygłupiali... a także momenty, gdy się kłócili i krzyczeli na siebie, a potem odchodzili. Patrzyła na mężczyznę, który wybrał ją jako swoją żonę. Jako kobietę, z którą chce być do końca swojego życia, z którą chce założyć rodzinę. On natomiast wyczekiwał jej odpowiedzi. Wszystko zaplanował tak, aby było jak z marzeń jego dziewczyny. Paryż. Wieża Eiffla.Romantyczny spacer. Niedroga, ale niesamowita restauracja. Jedynie miejsce oświadczyn się nie zgadzało, bo po prostu spieniał i nie dał rady... ale teraz się odważył, bo to właśnie ją kocha i z nią chce być do końca życia. 
- Ross. - szepnęła nagle Emma. Wszyscy ludzie w restauracji wzięli głęboki wdech. - Tak. - odpowiedziała cicho, a blondyn zerwał się z ziemi i przytulił ją do siebie, po czym złączył ich usta w pocałunku. 
- Powiedziała "TAK"!! - wydarł się, odwracając do reszty klientów, którzy bili im brawo. - Powiedziałaś "tak" - zwrócił się półszeptem do osiemnastolatki i nałożył jej pierścionek na palec serdeczny.
- Powiedziałam "tak", bo ciebie kocham Ross. - rzekła i przytuliła go mocno.
- A ja ciebie jeszcze bardziej. - odpowiedział, całując blondynkę w czoło.

Do: gavin.thebestest@gmail.com
Od: blackgirl96@gmail.com  
Re: Oświadczył się!
Ross oświadczył mi się w Paryżu! Rozumiesz?! Oświadczył mi się! Jesteśmy zaręczeni.

Do: blackgirl96@gmail.com
Od: gavin.thebestest@gmail.com
Re: OMFG!! 
No to do tego prezetu dokupię szampana! Jezus, on ci się oświadczył!? Kurwa, niezły jest. Cieszę się Twoim szczęściem Mrs. Lynch <3

Hej, hej, hej!
Tak, tak... ja też tego nie planowałam, ale jakoś tak wyszło. A więc jak widzicie Ross oświadczył się Emmie. Zadowoleni?! ROMMA FOREVER!!
Rozdział tez wyszedł mi meeeega długi. i' jeszcze te maile... Trochę jak w Love Rosie xD
Piszcie, czy te moje wypocinki Wam się spodobały.
Nie no, ale ja się cieszę, że oni są zaręczeni. Jak pisałamn to tak się jarałam, że ja pierdziele <3
Trzymajcie się i do napsania Misiaczki :*
~Wasza Julia
PS. Sorki za błędy. Postaram się je później poprawić! :D