niedziela, 16 sierpnia 2015

Rozdział 82

- I jak kazanie? - zapytała Alex, gdy Rocky po godzinnej rozmowie z ojcem wrócił w końcu do swojego pokoju. Miał na sobie wciąż resztki tortu i kiedy chciał usiąść koło swojej dziewczyny na łóżku, ta go zepchnęła. 
- Kazanie? W sumie przez sześćdziesiąt minut pieprzył o wszystkim i o niczym. Kary jako takiej nie dostałem, bo to nie była moja wina, tylko śliskich butów od ciotki Pely. Tata na koniec tylko ostrzegł mnie, żebym nie otwierał kolejnej paczki od niej i takie tam. - odpowiedział, wstając z podłogi, na którą został brutalnie zrzucony. 
- Serio? Przez godzinę siedziałam w tym pokoju i czekałam na ciebie tylko po to, by się dowiedzieć, że twój tata tak naprawdę niczego nie powiedział?! - uniosła się wyraźnie poirytowana. Chłopak chwycił ją za rękę i pocałował w jej wierzch. 
- Dziękuję, że na mnie czekałaś, skarbie... - szepnął.
- Poczekałam, ale już się zbieram. Na razie, Rocky. - odpowiedziała i skierowała się w stronę drzwi. Gdy jej palce dotknęły zimnej klamki, poczuła ramiona bruneta, które zmysłowo objęły ją w talii. - Czego... chcesz... tym... razem? - wyszeptała w momentach, gdy usta Rocky'ego akurat nie muskały skóry jej szyi. Z jej ust wydostał się niekontrolowany jęk. Dziewiętnastolatek zachichotał zadowolony i odwrócił ku sobie dziewczynę, mocno przyciskając swoje wargi do jej. - Przestań! - Zaśmiała się, odpychając go od siebie. Chłopak wyglądał na niezadowolonego, ale wyraźnie rozbawionego jednocześnie. 
- To już nie mogę cię całować? - Uniósł brwi ze zdziwienia. Dziewczyna przewróciła oczami.
- Możesz, ale bez przesady. - Odpowiedziała i znów sięgnęła po klamkę od drzwi. Chłopak powstrzymał ja. Pociągnął w swoją stronę, chwycił pod tyłek i podniósł do góry. Spojrzała na niego zaskoczona. 
- No co? Tego też nie mogę robić? - Zaśmiała się.
- Może najpierw umyłbyś się, co? Jesteś cały w torcie i teraz ja też jestem tym ubrudzona. - Jękneła i powoli zsunęła się z rąk bruneta. 
- A pójdziesz ze mną do łazienki? - Zapytał zniżonym tonem. Po plecach dziewczyny przeszły dreszcze, ale zachowała samokontrolę.
- Sam nie dasz rady? - Powiedziała, a chłopak pokręcił tylko głową na boki i ściągnął z siebie białą koszulę, pozostając w spodniach od garnituru i bokserkach, których gumka widniała ponad czarnym materiałem. Dziewczyna chrząknęła, widząc mięśnie na ciele dziewiętnastolatka.
- Przyznaj się, podoba Ci się to, co teraz widzisz. - Mruknął, przybliżając się do niej. Założył delikatnie kosmyk jej włosów za ucho. Ona zatrzymała go, kładąc ręce na jego klatce piersiowej. Zaczęła się śmiać. On nie ukrywał swojego zdziwienia jej reakcją. 
- Zabawny jesteś, wiesz? - Poprawiła swoje włosy. - Idź się teraz umyj, a ja jadę do domu.
- Podwiozę cię! - krzyknął jej prawie do ucha. Pokiwała głową na boki.
- Naprawdę nie musisz tego robić, Rocky. - Posłała mu szeroki uśmiech.
- Nie muszę, ale chcę. Także poczekaj na mnie w moim pokoju, albo w salonie i zaraz pojedziemy. - Odpowiedział. Przysunął się znów do niej, ujął jej twarz w dłonie i złożył delikatny pocałunek na jej czole. Ten gest spowodował uśmiech na jej twarzy. Przytaknęła i wyszła z pokoju. Na korytarzu spotkała Rydel, która właśnie wychodziła ze swojej łazienki w szlafroku i z wielkim turbanem na głowie. Gdy tylko zauważyła siedemnastolatkę, podbiegła do niej.
- Hej, laska! - krzyknęła blondynka i przytuliła dziewczynę. - Zostajesz może dzisiaj u nas na noc? Z Magdą i Emmą planujemy babski wieczorek. Filmy, ciastka, lody czekoladowe, ploteczki i pogadamy o naszych chłopakach. Co ty na to? - Świergotała jak najęta.
- Przepraszam Delly, ale muszę tym razem jechać do domu. - Odpowiedziała.
- Eh, no szkoda. - Westchnęła i poprawiła turban na swojej głowie, który lada moment miał się rozwalić. 
- A Emma nie jedzie dzisiaj nigdzie z Rossem? - Zapytała, opierając się o ścianę korytarza.
- Niby dlaczego? - Zdziwiła się blondynka.
- Ross jakiś czas temu wspominał o kinie samochodowym, na które zabierze Emmę. Odbywa się dzisiaj wieczorem...
- Kurdę, Ellington i Riker również o tym rozmawiali.
- Widzę, że potrójna randka się szykuje. - Zaśmiała się nastolatka. - Ale raczej w jednym samochodzie nie wytrzymacie z Emmą i Rossem. Broń boże będzie jakaś scena seksu, Ross nie wytrzyma. - Rydel Zakryła swoje usta dłonią, by nie wybuchnąć głośnym śmiechem.
- Trzeba pojechać trzema samochodami, aby każdy miał trochę przestrzeni osobistej.
- Najlepiej będzie, jeżeli staniecie na różnych końcach parkingu. - Dodała Alex. Delly posłała jej rozbawione spojrzenie. Nastolatka kiwnęła ręką i skierowała się ku schodom. Rydel chwyciła ją za ramię. 
- Nie zostajesz u nas na kolację? Tata znowu robi tacosy. - Uśmiechnęła się.
- Niestety nie. Rodzice kazali mi być dzisiaj w domu, bo przyjeżdżają do nas dziadkowie z San Francisco i mamy rodzinną kolację. Także jak tylko Rocky wyjdzie spod prysznica, jadę do domu. 
- No dobrze. W takim razie do zobaczenia. - Odparła Delly i przytuliła dziewczynę do siebie. Ta zeszła po schodach do salonu, gdzie na kanapie leżeli Riker, Ross, Ryland oraz Emma. Magdę zobaczyła dopiero po chwili, bo ta siedziała na fotelu z magazynem w rękach. Emma leżała między nogami Rossa, które były ugięte w kolanie, a jego ręce spoczywały na jej brzuchu. Riker miał nogi na stoliku do kawy, tak samo jak Ryland. Wszyscy zapatrzeni byli w ekran telewizora. Alex dojrzała PAD'a w rękach chłopaków. Chrząknęła i zaraz gra została zatrzymana. 
- Idziesz już? - Zapytała Magda. - Mark robi dzisiaj tacosy na kolację i...
- Wiem, ale muszę być już w domu. - Spojrzała na zegarek nad telewizorem. - Rocky długo siedzi pod tym prysznicem. - Jęknęła.
- On potrafi tam siedzieć godzinami, naprawdę. - Zaśmiał się Riker. - Obiecał ciebie podwieźć do domu? - Zapytał.
- Tak, ale coś czuję, że pojadę taksówką...
- Żadną mi taksówką nie pojedziesz! - krzyknął ze schodów brunet. W pośpiechu zapinał pasek od dżinsów i o mały włos nie zleciał ze schodka. - Już jestem gotowy i możemy jechać. 
- Na pewno? - Dopytywała się dziewczyna.
- Na pewno to Kopernik nie żyje. - Odpowiedział jej, a dziewczyny zaczęły się śmiać. 
- Kurwa stary, ty i te twoje teksty... - Westchnął niedowierzanie Ross, kręcąc głową na boki. Ryland siedzący po jego lewej stronie cały czas chichotał i w końcu nie wytrzymał. Zaczął się tak śmiać, że zrobił się czerwony na twarzy i po chwili prawie by się usmarkał. Chłopaki spojrzeli na niego. Riker klepnął się dość mocno otwartą dłonią w czoło i zerknął na Magdę, która siedziała na fotelu naprzeciwko niego. Dziewczyna patrzyła to na Rylanda, to na Rocky'ego zrezygnowana. Nie wiedziała co robić, płakać, czy się śmiać. 
- Ten tu o Koperniku gada, ten się kurde posmarkał ze śmiechu, a ten wygląda jakby miał się zaraz opluć. - Riker wskazał na Ellingtona, który stał w drzwiach od kuchni z ustami pełnymi Coca Coli. W ręce trzymał do połowy pustą szklankę. 
- Tylko błagam nie na dywan, Rat. - westchnął Ross i zaśmiał się, gdy rozbawienie perkusisty jeszcze bardziej wzrosło. - To mu zaraz przez nos wyjdzie! -  krzyknął, nie wierząc, że to się dzieje naprawdę. - Mieszkam w wariatkowie! - Dodał załamany. Emma tylko zachichotała.
- Jak on nam tym dywan zawafluni, to ja mu jaja wykręcę. - Warknął Rocky, ale z uśmiechem na twarzy. Alex chwyciła go za tył bluzy. 
- Jedziemy? - Zapytała. 
- Tak, jedziemy. - odpowiedział. - Panie przodem. - Wskazał na otwarte drzwi. Wyszedł zaraz za nią.
- Boże, ja z wami kiedyś nie wyrobię! - krzyknęła roześmiana Emma. Ellington dopiero po chwili opanował się i spokojnie przełknął napój, który usiłował opuścić jego usta. Odstawił drżącą ręką szklankę na szafkę i padł na kanapę koło Rikera. 
- Nie zawafluniłem wam dywanu! - wydarł się chyba na całe Northridge. 
- Dzięki stary! - krzyknął Rocky sprzed domu. Reszta zaczęła się śmiać. 
- Widzę, że u was system komunikowania się jest na poziomie prehistorii. - powiedziała Emma. Pomimo tego, że nie widziała Rossa, tylko jego nogi i PAD'a, którego trzymał w rękach na jej brzuchu, poczuła, że się zaśmiał. Jego klatka piersiowa dość mocno podskakiwała.
- A'propo zawafluniania czegokolwiek - Zaczął Riker, zatrzymując grę. Został automatycznie obrzucony przez oburzonych braci chrupkami, które leżały w misce. - Spokój, lamusy. - Posłał im groźne spojrzenie. - Dzisiaj o szóstej wyjeżdżamy do klubu na plaży Venice. Organizują tam wieczorem kino samochodowe i kupiłem dla nas bilety tak, jak prosiliście. 
- A co to ma wspólnego do zawafluniania? - Zapytał Ryland. Riker wziął głęboki wdech.
- Będzie popcorn, cola, chrupki i założę się, że któreś z was nabrudzi w swoim aucie. Ostrzegam, że sami będziecie to sprzątać. - Odpowiedział poważnie i wznowił grę. 

- Gotowa? Ile to można siedzieć w tej łazience?! - Wydarł się Riker, waląc pięściami o drzwi. Magda szykowała się dobre pół godziny. Było dokładnie za dziesięć szósta, a mieli wyjechać dokładnie o szóstej, by zdążyć na najlepsze miejsca.
- Jeszcze chwila! - krzyknęła dziewczyna. 
- Ta twoja chwila trwa już dziesięć minut! - odkrzyknął i rzucił się na swoje łóżko. Wyciągnął z kieszeni spodni komórkę i przeglądał Twittera, Instagrama. W końcu doczekał się otwarcia drzwi. Podniósł się i zobaczył swoją narzeczoną. Ubrana była w szorty, białą koszulkę na ramiączkach, a w pasie miała zawiązaną koszulę w niebiesko-czarną kratę. Włosy miała spięte w wysoki kucyk. 
- I jak? - zapytała, okręcając się wokół własnej osi. 
- Wow. - wydukał Riker, drapiąc się po karku. - Ej, to nie jest przypadkiem moja koszula?
- Jest. Nie gniewasz się, że ją pożyczyłam? - Podeszła do niego i zarzuciła mu ręce za szyję. Jego dłonie od razu spoczęły na jej biodrach. 
- Nie gniewam się. - odpowiedział. - Nawet się cieszę, bo w końcu wylazłaś z łazienki i możemy już iść na dół! - krzyknął zadowolony. Chwycił swój portfel, dokumenty i kopertę z zamówionymi wcześniej biletami, włożył do kieszeni i wziął swoją dziewczynę za rękę. 
W salonie już wszyscy czekali na nich. Ubrani byli bardzo podobnie, bo na luzie. Nawet żadna z dziewczyn się nie umalowała. Dwudziestodwulatek rozdał każdemu po bilecie wstępu i wszyscy przeszli do garażu, gdzie rozsiedli się do swoich samochodów. 
- Jak się czujesz? - Ciszę w samochodzie przerwało pytanie Rikera. Chłopak odpalił silnik i wycofał z garażu. Ruszył w stronę plaży. 
- Dobrze. - odpowiedziała. - Powiem ci, że od kiedy przyjechałam tutaj do Los Angeles, czuję się o niebo lepiej.
- Dlatego, że ja tu jestem, mała. - Spojrzał na nią ukosem i uniósł kilkakrotnie brwi. Nastolatka się zaśmiała i uniosła dłoń, by włączyć radio. Riker jednak ją zatrzymał, przejeżdżając opuszkami, po jej palcu serdecznym, na którym tkwił pierścionek zaręczynowy od niego. Mienił się w ulicznych lampach, które mijali. 
- Coś się stało, Rik? - Dziewczyna uniosła się na fotelu i wbiła wzrok w blondyna. Pokiwał głową na boki. 
- Cieszę się, że go nosisz. - Odpowiedział, zmieniając bieg silnika. - Naprawdę się cieszę. - dodał, nie odrywając wzroku od jezdni i tego co się na niej dzieje. 
- To słodkie Riker. - odparła i nachyliła się, by pocałować go w policzek. - Kocham ciebie. Najbardziej na świecie. - Dodała, kładąc swoją dłoń na dłoni chłopaka, która trzymała wajchę od zmiany biegów.
- A ja kocham ciebie. - Odwrócił spojrzenie na nią i obdarował ją wielkim uśmiechem. Odwzajemniła go. - To co bejb, bierzemy jeden duży popcorn i dwie małe cole? - Zmienił gwałtownie temat, gdy zjeżdżał z autostrady do klubu. Już stamtąd para dojrzała, że najlepsze miejsca są już zajęte. Nagle ni stąd ni zowąd podbiegł do ich auta Ellington i zapukał w szybę. 
- Zjedźcie na sam tył tego parkingu, a potem drogą na tę górkę. - Wskazał na wzniesienie za nimi. - Tam są dodatkowe miejsca z lepszym widokiem na cały ekran. Trzeba tylko dopłacić dziesięć dolców. Reszta już tam jest i zajęliśmy wam miejsce. Także ruchy, ruchy, ruchy! - krzyczał, wskakując na tylne siedzenia ich samochodu.
- A ty czego tutaj szukasz, co? - Zapytał zdziwiony, gdy starał się zawrócić samochodem na dróżkę prowadzącą na wzniesienie. 
- Byłem w sklepie po pianki. Jest tam rozpalone ognisko i Rydel chciała upiec tego trochę. - odpowiedział. 
- Też chcesz pianki? - Riker zwrócił się do swojej dziewczyny. - Zawsze mogę skoczyć po jeszcze jedną paczkę, albo poprosić o to Ratliffa. - Wskazał kciukiem na bruneta siedzącego na fotelu za nim. 
- Ej! To twoja laska i ty zapierniczasz dla niej po pianki! - oburzył się i przyłożył mu ręką w głowę. 
- Nie, Riker nie jestem aż tak głodna. - Zaśmiała się siedemnastolatka. Chłopak zatrzymał jadący już po drodze samochód. 
- Jesteś pewna? - Dopytywał.
- Tak, jestem. - Wywróciła rozbawiona oczami. Po niecałych trzech minutach wjeżdżali już do bramy parkingu. Uwagę Rikera przykuła postać dość wysokiego szatyna, który stał przy budce w stroju jednego z pracowników klubu. Gdy się odwrócił i oświetliło go światło z lampy, dwudziestodwulatek zatrzymał z wrażenia samochód.
- Czy... - Zaczął blondyn.
- To jest... - Przerwał mu Ellington, którego głowa nagle znalazła się pomiędzy siedzeniami kierowcy, a pasażera z przodu.
- Gavin? - szepnęła przerażona Magda. Chłopaki spojrzeli najpierw na siebie, a potem na nastolatkę. - Ell, gdzie jest reszta? Widzieli go? Emma go widziała? Ross go widział?! - Zadawała pytania jedno po drugim, a szybkość ich wypowiadania zwiększała się z sekundy na sekundę.
- Gdy my tutaj wjeżdżaliśmy nie było go. Możliwe, że się zmienił... - Przerwał, gdy chłopak podszedł do okna kierowcy. 
- Witamy na nocy samochodowego kina. Wjazd na ten parking kosztuje dziesięć dolarów... Riker? - Zakończył, gdy zobaczył kto kieruje samochodem. - Emma przyjechała z wami? - Zapytał.
- Tak, ale jeżeli się do niej zbliżysz cała nasza piątka skopie ci dupę, obiecuję. - warknął i rzucił w niego dziesięciodolarówką.. Odjechał tak szybko, jak mógł. Zaparkował w miejscu, gdzie stał Ross i Rocky. Zajmowali miejsce dla niego. Riker zaciągnął ręczny hamulec i wręcz wyleciał z pojazdu, tak samo jak jego narzeczona.
- Gdzie Emma?! - krzyknęła Magda. Zaskoczony Ross wskazał na swoje BWM, gdzie nastolatka dojrzała swoją przyjaciółkę. Podbiegła szybko do przedniego okna. Emma siedziała na fotelu z nogami na ramie z otwartego okna. Pod głową miała już poduszkę, a na fotelu kierowcy leżał duży koc i wielki kubek popcornu. Pomiędzy dwoma siedzeniami stały dwie duże Coca Cole. 
- Hej, coś się stało, Madziu? - zapytała blondynka, gdy ta podbiegła do niej. 
- Widziałaś go? - Jej oczy były wielkie jak guziki.
- Kogo? - spytała zdziwiona, ale i zaniepokojona. 
- Gavina. - wyszeptała Magda. Emma zrzuciła nogi z drzwi. 
- Gdzie on jest?! - pisnęła przerażona. - Ja muszę z nim pogadać. 
- Jest przy bramie i... oszalałaś już do reszty? Jeśli Ross się dowie, że on tutaj jest, powyrywa mu nogi z dupy. - wyszeptała. 
- Ja muszę z nim porozmawiać. Ostatnim razem Ross nie dał mu nawet dojść do słowa! - krzyknęła i otworzyła siłą drzwi. Odepchnęła tym Magdę.
- Nie rób tego! - Brunetka chwyciła ją za rękę. - Nie idź do niego. To szaleństwo. 
- Pilnuj Rossa, żeby nie szedł w stronę bramy wjazdowej. Muszę porozmawiać z Gavinem. - odpowiedziała. Magda westchnęła zrezygnowana i puściła swoją przyjaciółkę.
- W co ty się znowu pakujesz, blondi? - szepnęła. - Gdyby Ross ciebie szukał, to go nie powstrzymam od tego. Jak znajdzie ciebie z Gavinem, zabije go na miejscu i pójdzie do pierdla. Nie chcesz tego prawda?
- Twoje gdybanie nic tutaj nie pomoże. Muszę znaleźć Gavina. A twoim zadaniem jest pilnowanie Rossa. Nic więcej. - Odpowiedziała i pocałowała przyjaciółkę w policzek. - Dziękuję ci. 
- Dziękować to mi będziesz później. - Zaśmiała się.
- Jakby Ross pytał, poszłam do toalety. Okey? - Dodała, zamykając drzwi samochodu. Magda kiwnęła głową na znak zgody. Emma posłała jej szeroki uśmiech i szybko pobiegła w stronę bramy. Zobaczyła znajomego szatyna przy kolejnym wjeżdżającym na teren parkingu samochodzie. Odbierał opłatę. Poczekała, aż skończył i podeszła do niego. 
- Cześć Gavin. - odezwała się. Chłopak znieruchomiał, ale po chwili odwrócił się do niej. Koło budki znajdowała się lampa, która oświetlała sporą część parkingu. Emma zakryła usta, gdy zobaczyła rany na twarzy jej przyjaciela. Podeszła do niego bliżej. 
- Najlepiej będzie, jeżeli sobie pójdziesz. - odchrząknął szatyn i odsunął się od nastolatki. - Nie chcę oberwać od twoich przyjaciół. 
- Nie oberwiesz. - rzekła. - Gavin, przeczytałam list i... - Znów się do niego zbliżyła. - Kto ci to zrobił? - zapytała przerażona. Dotknęła opuszkami palców jego rany na lewym policzku, ciągnącej aż po skroń, a potem rozciętej, dolnej wargi. Jego ręce objęły ją w talii.
- Twój chłopak. - szepnął. - To co z tym listem? 
- Chciałam ci powiedzieć, że to co w nim napisałeś było niesamowite, ale...
- Nie czujesz tego samego co ja, prawda? - zapytał. Emma nie chciała tego potwierdzić. Z nim bardzo dobrze się bawiła, momentami nawet lepiej niż z Rossem, ale to właśnie blondyna kochała i to z nim była. A Gavin był tylko jej przyjacielem. Co prawda bardzo przystojnym, ale tylko przyjacielem. 
- Gavin, ja po prostu...
- Rozumiem. - Delikatnie się uśmiechnął i kiwnął głową. Przeniósł ręce na jej ramiona, a potem delikatnie pogładził jej prawy policzek czubkiem kciuka. - Leć do niego. - odpowiedział po chwili. - Życzę udanej randki. - dodał bezuczuciowo, wręczając jej kupon na orzechy w karmelu. 
- Gavin, ja...
- Wracaj do niego...  - warknął z zaszklonymi oczami, ale potem znów złagodniał, a jego dolna warga zaczęła drżeć. - Proszę, idź stąd. 
Dziewczyna spojrzała na niego i wycofała się w kierunku samochodów Lynchów. Gdy wchodziła w zakręt odwróciła się jeszcze raz do Gavina. Cały czas na nią patrzył, ale po chwili odwrócił się do kolejnego wjeżdżającego auta. Emma zacisnęła usta i przetarła sobie oczy. Miała wrażenie, że zaraz się rozpłacze. 
~*~
Hej! Hi! Hello!
Jak tam moje Misiaki się czują? Dawno mnie nie było, oj dawno. Ale obiecałam rozdział w tym tygodniu i go dodaję. Co prawda na koniec tego tygodnia (została mi jakaś godzina i 20 minut xD) ale jest. HAHA :P
W rozdziale nic się nie dzieje, tak rzecz biorąc. Powiem Wam, że cały czas go męczyłam. Nie mogłam jakoś usiąść dłużej i go napisać. Nie wiem czy to przez pogodę, czy przez to, co się dzieje na około mnie... No ale w końcu jest! Ja też się cieszę, że go skończyłam! <3
Rozdział 83 w następnym tygodniu. :D
Trzymajcie się i do napisania! ;**
~Julia

sobota, 8 sierpnia 2015

Kiedy będzie rozdział? & Relacje z obozu we Włoszech

Rozdział 81 --> 22 lipca 2014
Rozdział 82 --> ??
Witam, cześć i czołem! Wróciłam, haha ;)
Chciałabym Was wszystkich bardzo przeprosić za taką długą nieobecność na blogu, ale nie miałam czasu, by usiąść tak dłużej przy laptopie i coś napisać. 
Wróciłam tydzień temu z obozu we Włoszech i powiem Wam, że było niesamowicie. Poznałam świetnych ludzi, zobaczyłam przepiękne miasta (Rimini, Rzym, Wenecja i Republika San Marino), opaliłam się, i co jak co najadłam się makaronu. Mam go póki co dosyć! xD Dopiero 7 dnia obozu zjadłam włoską pizzę w Wenecji... Myślałam, że będzie to naprawdę "szał-ciał", a wyszło z tego nie wiadomo co. Na szczęście tego kawałka pizzy nie kupiłam (tylko moje koleżanki i jadłam od nich), bo kosztował aż 4,5 euro. Był strasznie słony i według mnie było tam za dużo sosu pomidorowego :( Stwierdzam, że polska pizza jest o wiele lepsza. Oczywiście gdy tylko wróciłam do domu, zamówiłam sobie dużą pizzę :)
Jak już wspomniałam, opaliłam się. Ciężko było się nie opalić przy 38 stopniu w cieniu i ponad 50 na słońcu. Przez ten cały czas, gdy byłam na obozie w mieście Rimini nie padało ani razu (dopiero coś pokropiło, gdy wyjeżdżaliśmy). Niebo codziennie było błękitne, bez żadnej, najmniejszej chmurki. Zdecydowanie przydawał się krem z filtrem 50 i krem po opalaniu, gdy spędzało się prawie całe dnie na plaży. Nawet woda w morzu była ciepła i wbrew pozorom, że to był Adriatyk, woda była brudna, a nie przeźroczysta. Ze względu na taką pogodę nawet taka woda dawała ukojenie :) 
W Rzymie było jeszcze cieplej, gdy tam pojechałam. Wypiłam hektolitry wody i chowałam się w każdym cieniu, który był dostępny w okolicy. W mieście były dostępne tzw. "źródełka", w których można było nalać bardzo zimną wodę do swoich butelek. Pomysłowe :)
Ogólnie obóz uważam, za udany. Co prawda na początku były komplikacje związane z pokojami i wyszło w końcu tak, że miałam aż 3 pokoje (ale nie jednocześnie xd), ale bardzo mi się podobało... Szczególnie 31 godzinna podróż, podczas której świetnie się bawiłam z nowo poznanymi ludźmi <3
Teraz co do rozdziału... Pojawi się na pewno w przyszłym tygodniu.
Łapcie zdjęcia! 



Plaża w Rimini nocą :)




 Włoskie lody <3 Coś przepysznego 




Plac Św. Piotra w Watykanie i Bazylika Św. Piotra




Ulice w Rzymie 



Panteon


Fontanna di Trevi (niestety była akurat w remoncie)



Forum Romanum




Rzym <3



Słynne Colosseum 




Wenecja <3




Weneckie gondole




Najwyższa wieża w Wenecji. Ratusz. 



Bazylika Św. Marka






Weneckie kanały <3




Najszerszy kanał tzw. "Wenecka autostrada"



Ta "słynna" pizza, o której pisałam xD



Wzgórze San Marino


Widok ze wzgórza San Marino





Widok na jedną z czterech wież strażniczych San Marino


Już za tym tęsknię :( <3

Dla zainteresowanych: Zdjęcia zostały zrobione telefonem komórkowym Sony Xperia Z3.

Trzymajcie się. Do napisania ;**
~Julia
*Zdjęcia są objęte prawami autorskimi. Zakaz rozpowszechniania, bądź kopiowania ich bez mojej zgody!*

środa, 22 lipca 2015

Rozdział 81

Przez następne kolejne dwa dni całe Northridge musiało słuchać ciągłego walenia w perkusję i solówek na gitarach. Dziwne, że żaden z sąsiadów nie przyszedł ze skargami do Stormie i Marka, którzy już tak samo ledwo wytrzymali. R5 ćwiczyło przed wieczorną imprezą Disneya, na której mieli zagrać jedna z nowych piosenek. Po wszelkiego rodzaju głosowaniach, losowaniach, graniu w "Papier, Kamień, Nożyce" wybrali w końcu Ain't No Way We're Going Home. Również dziewczyny muzyków nie były zadowolone z faktu, że ich partnerzy przez pół dnia siedzieli zamknięci w pokoju i nie wychodzili z niego, oprócz tego razu, kiedy przyjechały Tacosy i wszyscy zebrali się w kuchni na pół godzinnym posiłku.
W czasie, gdy zespół już ostatni raz ćwiczył piosenkę, Emma i Magda szykowały swoje kreacje i czym prędzej zajmowały jeszcze wolne dotąd łazienki. Brunetka pozwoliła sobie na użycie toalety Rydel, gdzie jej przyjaciółka skorzystała z prysznica chłopaków. Po odświeżeniu się Magda wróciła do pokoju, owinięta ręcznikiem i z tak zwanym turbanem na głowie. Zastała w nim Rikera, który grzebał w swojej szafie w poszukiwaniu garnituru. Gdy tylko zobaczył, że jego narzeczona stanęła koło niego, jego ręce wręcz automatycznie znalazły się na jej talii.
- Ładnie to tak paradować w samym ręczniku po domu, gdzie mieszka aż pięciu facetów? - Zapytał, śmiejąc się i jednocześnie oblizując prawy kącik ust.
- Nikogo nie spotkałam na korytarzu,  także nie masz się o co martwić. - Odpowiedziała, odsuwając się od blondyna i kierując się do swojej walizki, której jeszcze dotąd nie rozpakowała. Usłyszała jak blondyn wychodzi z pokoju, a po chwili włączyła się woda w łazience. Przewertowała wszystkie swoje ubrania i dopiero na samym dnie znalazła sukienkę, która według niej byłaby odpowiednią. Tylko trzeba ją wypracować, pomyślała, gdy położyła ją na łóżku. Póki Riker siedział pod prysznicem, szybko przebrała się w bieliznę i naciągnęła na siebie jego pierwsza, lepszą bluzkę.
Z sukienką pod ręką przeszła do garderoby Lynchów, gdzie stała prasowalnica i żelazko oraz Emma, która siłowała się z białą koszulą Rossa.
- Dajesz radę? - Zapytała brunetka z uśmiechem. Siedemnastolatka zmierzyła ją spojrzeniem.
- Muszę kochana. Mój chłoptaś sobie beze mnie nie poradzi. Założę się o to, że nie będzie umiał sobie krawata zawiązać...
- Jest niewielu facetów, którzy to potrafią. - Odchrząknęła i wzrokiem przeanalizowała ubiór swojej przyjaciółki. Emma ubrana była w śliczną czarną, długą sukienkę z dość sporym wycięciem na plecach. Włosy miała rozpuszczone i lekko podkręcone. - Jak ty to robisz Em, że tak szybko się ubierasz, stylizujesz? - Zapytała.
- Już od trzech miesięcy mieszkam z tymi przygłupami. Jest nas ósemka czasami dziewiątka i tylko dwie łazienki. Trzeba się nauczyć szybko z niej korzystać, bo za jej drzwiami stoi kolejka. Nie raz było tak, że ja albo Rydel korzystałyśmy z łazienki chłopaków, a oni z naszej. Rano przeważnie są korki na korytarzach i łatwo jest kogoś potrącić, gdy ten biegnie do łazienki. Wieczorami jest już luźniej, bo każdy idzie się myć o innej porze. Jeżeli chcesz dłużej zabawić w tym domu, radzę ci, abyś że tak powiem, górowała nad facetami, bo inaczej nie dostaniesz się do łazienki. Taka moja rada. - Powiedziała i odłożyła na bok żelazko. Koszulę delikatnie przełożyła sobie przez rękę i puściła do prasowalnicy Magdę z sukienką. - Gdzie ją kupiłaś? - Zapytała blondynka, dotykając miękkiego materiału ubrania.
- Już nie pamiętam. - Zaśmiała się. - Ale to było naprawdę dawno. - Dodała.
- Pasuje jeszcze na ciebie? - Emma uderzyła ją z łokcia w bok. Zachichotała.
- Skarbie, ja jestem dopiero w pierwszym trymestrze ciąży. Daj ty mi spokój, co? - Odpowiedziała uśmiechnięta i zaczęła pracować sukienkę.
Emma z koszulą Rossa w ręku weszła do jego pokoju. To co zobaczyła, zawaliło ją z nóg. Jej chłopak stał na środku pokoju i próbował zapiąć guzik od eleganckich spodni od garnituru. Nie szło mu to najlepiej.
- Komuś się przytyło... - Zaśpiewała pod nosem dziewczyna. - Ciekawe, czy zapniesz się w tę koszulę. - Wskazała na biały materiał.
- Ja nie przytyłem. - Fuknął Ross. - Po prostu spodnie się skurczyły.
- Jasne, jasne. Wmawiaj sobie. Ja i tak jestem zdania, że przytyłeś. - Powiedziała rozbawiona. Wybuchła śmiechem, kiedy Ross w końcu zapiął guzik, a ten wyleciał mu ze spodni prosto w okno, od którego się odbił i uderzył w komodę.
- Dobra, przytyłem. - Rzekł zażenowany. - Albo... - Zaczął i posłał swojej dziewczynie zadziorny uśmieszek. - Albo to Wacuś urósł i teraz spodnie są za małe.
- Wacusia w to nie mieszaj. Gdyby on urósł, to rozporek by się nie zapinał, a to w pasie masz problem. - Odparła i skierowała się do szafy blondyna, z której po chwili wyciągnęła parę dżinsów. - Te ubierz. Będą dobrze wyglądały z tą koszulą i marynarką. - Rzuciła w niego spodniami. - Swoja drogą, kiedy ty ostatnim razem ubierałeś ten garnitur?
- Chyba z rok temu. - Odpowiedział, naciągając dżinsy, które bez problemu zapiął. Odetchnął z ulgą.
- Teraz sprawdźmy, czy koszula jest na ciebie dobra. - Zaśmiała się nastolatka.
- Bo to jest takie zabawne. - Wymruczał pod nosem.
- Żebyś wiedział, że jest. - Odparła i czekała, aż blondyn ubierze górna część. Załamała się już do końca, kiedy zobaczyła, że Ross krzywo zapiął guziki. - Facet, weź ty się ogarnij, co? - Uderzyła go po głowie. Ten wysunął dolną wargę do przodu, pokazując jak bardzo jest smutny. Dziewczyna pokiwała tylko głową na boki i rozpięła mu ją z powrotem, po to aby znów ją zapiąć. Ross przygryzł wargę, gdy poczuł zimne palce Emmy na swojej odsłoniętej klatce piersiowej. Zaczął ciężko oddychać.
- Em... - Jęknął. - Chyba powinienem zmienić spodnie. - Poprawił swoje włosy wyraźnie zdenerwowany.
- Dlaczego? - Zapytała i poprawiła mu kołnierzyk od koszuli. Blondynowi przeszedł dreszcz po plecach.
- Wacuś krzyczy, że jest mu ciasno. - Wyszeptał jej do ucha i przyciągnął ją w talii do siebie.  Poczuła wypukłość w okolicach rozporka, ale i tak się zaśmiała.
- To idź do łazienki i tam uspokój swojego kolegę. - Posłała mu zadziorny uśmieszek. Otworzył szeroko oczy.
- Nie pomożesz mu?... Znaczy mi? Jemu... Nam? - Podrapał się po głowie.
- Ty znasz go najlepiej... - Zaczęła dziewczyna i odwróciła się do niego tyłem, by schylić się po parę czarnych butów na obcasie.
- Ale ty też możesz go lepiej poznać. - Mruknął tuż przy jej szyi, która po chwili pocałował. Emma poczuła jego zęby na swojej skórze. Szybko go od siebie odepchnęła.
- Daruj sobie robienie malinek na mojej szyi dwie godziny przed imprezą. - odrzekła i rzuciła mu rozbawione spojrzenie. 

Na miejsce imprezy dotarli pół godziny przed zaplanowanym rozpoczęciem. Wszyscy byli cudownie ubrani. Rydel miała na sobie malinową sukienkę z zasłoniętym dekoltem, która sięgała jej do kolan. Ellington ubrany był w garnitur z dopasowanym do sukienki krawatem. Tak samo jak Riker w garniturze, który dopasował sobie krawat do kiecki Magdy. Ross, Rocky i Ryland mieli dżinsy, białe koszule,  czarne marynarki i czarne krawaty. Każdy z nich miał lakierki, a dziewczyny wysokie, koturny w różnych kolorach.
Oczywiście nie mogło zabraknąć czerwonego dywanu przed wejściem i miliona reporterów, fotografów. Gdy zespół wyszedł z limuzyny, którą jechali, obległa ich fala fleszy, a dookoła znajdowały się kamery i mikrofony. 
- Rydel, czy to jest aby na pewno prawda, że ty i Ellington Ratliff bierzecie ślub? Fani myślą, że to żart! - krzyknęła jedna z reporterek. Wspomniany brunet pokiwał z rozbawienia głową.
- Tak, to prawda. - odpowiedział krótko i chwycił swoją narzeczoną w pasie, by pomóc ją przeprowadzić przez tłum.
- Skąd taka nagła decyzja Ellington? - zapytał kolejny z reporterów.
- Tak wyszło! - krzyknął. W między czasie inni fotoreporterzy zagadywali resztę. Tylko że pytania do Rossa i Emmy były naprawdę nie na miejscu.
- Czy to prawda Ross, że twoja dziewczyna jest z tobą w ciąży? - Blondyn energicznie się odwrócił w stronę kobiety, która zadała mu to pytanie. Była niższą od niego szatynką, ubraną w elegancki kombinezon. 
- Skąd w ogóle takie pytanie? - Uniósł brwi do góry.
- Fani mają takie wrażenie...
- To dziewczyna Rikera jest w ciąży... - wypalił bez zastanowienia. Od razu zakrył sobie usta ręką. Wydawało mu się, że nagle wszyscy ucichli. Spojrzał w stronę starszego brata, który ewidentnie kipiał ze złości. Wtem wszystkie kamery i mikrofony przeniosły się właśnie na basistę i jego narzeczoną, która kurczowo trzymała go za dłoń. Dziewczyna nie czuła się komfortowo otoczona taką ilością ludzi. Blondyn zasłonił ją swoim ciałem, gdy reporterzy zaczęli się do nich przeciskać. Pociągnął ją po chwili za rękę i szybko znaleźli się za barierkami, na czerwonym dywanie. 
- Jak wrócimy do domu, zabiję cię. Obiecuję. - Riker wysyczał przez zaciśnięte zęby do ucha osiemnastolatka. Chłopak przełknął ślinę i objął w pasie swoją dziewczynę. Tak samo Riker zrobił z Magdą, Rocky z Alexą, a Ellington objął Rydel. Ryland stanął przy rodzicach, gdyż Savannah coś wypadło ważnego i nie mogła zjawić się na imprezie wraz z nim. Czuł się jakby był z innej planety. Jego rodzeństwo przyszło tutaj ze swoimi drugimi połówkami, a on był zmuszony do trzymania się z rodzicami. 
- Ryry nie smutaj, że tak. - odezwał się nagle Rocky i poklepał go po ramieniu. Szesnastolatek od razu się rozpromienił i wyprostował. W ciągu tych kilku sekund na czerwonym dywanie na tle z logiem Disney'a i firm, które sponsorowały imprezę zrobiono im kilkadziesiąt zdjęć. Zeszli z czerwonego dywanu i skierowali się na tyłu klubu. Weszli do środka, od razu na scenę, na której był już rozstawiony ich cały sprzęt. Zespół przywitał się z publicznością i zaczął grać. Atmosfera była świetna. Wszyscy angażowali się w  grają muzykę. 
Gdy zeszli że sceny, ludzie usiedli do stołów i zapalono światła, zobaczyli, że znajdują się w wielkim, przestronnym i jasnym klubie. Przy ścianach stały stoły z bufetem, a na końcu sali znajdowała się scena ze sprzętem DJ'a. Po prawej stronie stała fontanna z czekoladą, do której Rocky i Ellington pobiegli od razu. Ich dziewczyny tylko pokręciły głowami z politowaniem. Wszyscy skierowali się do stolików, które znajdowały się na drugim  końcu ogromnej sali. Większość nich była już pozajmowana przez gości. Emma rozpoznała tutaj znanych aktorów, których seriale były emitowane na różnych kanałach Disney'a. Dla Lynchów przypadł jeden z największych stolików. Emma odnalazła zastawienie, przy którym stała karteczka z jej pierwszym i drugim  imieniem oraz nazwiskiem "Emma Ashley Black". Nagle zobaczyła, że jej krzesło odsuwa Ross. Ruchem dłoni wskazał, aby usiadła, po czym przysunął je do stołu.
- Co za gentleman. - odrzekła i posłała blondynowi szeroki uśmiech. 
- No a jak? - Zaśmiał się i usiadł koło niej na miejscu przypisanym do niego według karteczki "Ross Shor Lynch" stojącej przy talerzyku. - Jesteś głodna? Mam ci coś przynieść? - Uniósł się gwałtownie z krzesła, na którym ledwo co zdążył usiąść.
- Na razie nie trzeba. Dziękuję. - Odpowiedziała, przytrzymując go ruchem dłoni. Chłopak chwycił ją za nadgarstek i przeniósł palce tak, że splótł je razem. Emma poczuła, że się rumieni. Ich złączone ręce znajdowały się pomiędzy talerzami, na stole. Ross nagle nachylił się do niej. 
- Kocham cię. - szepnął jej do ucha.
- Co ty planujesz, Lynch? - zapytała półszeptem. Blondyn głupio się uśmiechnął i wzruszył ramionami. - Też cię kocham. - dodała po chwili. 
Nagle na scenę wszedł mężczyzna, który nie był znany Emmie, ani Magdzie, czy Alex. Jednakże cała reszta zaczęła klaskać. Dziewczyny spojrzały na siebie i zbytnio nie zajmowały się jego przemową. Każda z nich miała jakieś zajęcie, przez które odpływała. Emma bawiła się materiałową serwetką, Alex zwijała rąbek swojej pudrowej sukienki, którą miała na sobie, a Magda przyglądała się reszcie gości. Nagle rozległy się brawa i wszyscy wstali z miejsc. Nastolatki również się podniosły. 
- Kto to był? - szepnęła Alexa do Rocky'iego. Brunet odwrócił się do niej, przekładając rękę na jej krzesło. 
- Jakby to ci wyjaśnić... - wymruczał tak jakby do siebie. - Już wiem. To jest jeden z zarządców, który zajmuje się całym Disney'em i tak dalej. - odparł. Cała trójka dziewczyn głośno mruknęła.
- Teraz wszystko jasne. - Zaśmiała się Magda i sięgnęła po dzbanek, który stał po środku ich stolika. Nalała sobie wody z miętą i cytryną, ale później również reszcie. Co chwilę ktoś podkładał jej szklankę, by napełniła ją wodą. Skończyło się tak, że trzeba było donieść jeszcze jeden, wielki dzbanek. 
Po pół godzinnej żywej rozmowie Lynchów przy stole, przyniesiono do każdego stolika ciepłe dania, soki. Po posiłku wszyscy zbiegli się na parkiet. Riker, Ross i Ellington jako pierwsi rzecz jasna.
- Zatańczysz że mną? - Zwrócił się do Alexy Rocky. Dziewczyna odstawiła szklankę i wstała.
- A mam jakieś wyjście? - Zachichotała. Chłopak pociągnął ją na parkiet i chwycił jej dłonie. - Czyli to taka luźna impreza?! - Zapytala, próbując przyrzeczenie muzykę.
- Tak właściwie to tak. Na te cześć zostali zaproszeni młodzi i aktualni aktorzy pracujący dla Disneya. Jutro odbędzie się druga część,w innym miejscu, bardziej oficjalna, na którą przyjadą dawni aktorzy. Disney świętuje któreś tam już urodziny. Nie pamiętam które. - Wykrzyczał i odziwo nastolatka wszystko usłyszała. Zerknęła ponad ramię chłopaka. Zobaczyła, jak jej przyjaciółki wywijają na parkiecie. Ich partnerzy nie oszczędzali energii. Tańczyli jak szaleni. Widocznie im tego brakowało, pomyślała i po chwili została obrócona przez swojego partnera.
- Nie wiesz, jak się cieszę, że tutaj ze mną przyszłaś! - Odezwał, ponownie ją obracając.
- Też się cieszę. - Posłała mu uśmiech i zarzuciła ręce na szyję. 
Muzyka się rozkręcała, a parkiet był przepełniony coraz większą liczbą osób. Gdy już wszyscy byli zajęci tańczeniem, DJ ściszył ją trochę i zapowiedział tort. Rocky nie sugerował się, że wszyscy przestali tańczyć. Wciąż bawił się z Alexą, która nie ukrywała swojego rozbawienia. Nagle zza drzwi, które znajdowały się za parą, wyjechał ogromny trzy-pietrowy tort. Niestety, gdyby nie śliskie lakierki, brunet wyrobiłby się i w niego nie wleciał. Jednak jego los chciał inaczej. Chlopak wpadł wprost w ciasto. Wszyscy zerwali się z krzeseł, a ci którzy znajdowali się na parkiecie, zakryli usta z zaskoczenia. Zszokowana Alexa również.
- Boże drogi, Rocky! - Krzyknęła jakaś kobieta i podbiegła do niego. Kilku mężczyzn też pomogło mu wstać. Był cały w kremie, lukrze i bitej śmietanie. 
- Stary, teraz to jesteś najsłodszym facetem na świecie. - Zaśmiał się Ross. Rocky tylko głośno jęknął. 
- To chyba byłoby na tyle. - Powiedział Mark i pociągnął syna w stronę tylnego wyjścia.
- Dobrze, że kucharze wykonali jeszcze jeden tort. Teraz, gdy wiemy, że nic mu nie grozi, zapraszamy! - Krzyknął prowadzący do mikrofonu, w czasie gdy Lynchowie opuszczali lokal. Rocky czuł, że gdy tylko znajdą się w domu, dostanie niemały ochrzan od rodziców. Kiedy ci załatwiali limuzynę,  podeszła do niego jego dziewczyna.
- Mógłbyś częściej wpadać w ciasta. - Zachichotała i pocałowała go w usta. Zlizała lukier z jego dolnej wargi, a potem trochę kremu z policzka. Chłopak mruknął zadowolony. Nastolatka odebrała ten sygnał i znów zlizała krem z drugiego już policzka. - Jesteś taki słodki, Rocky. - Zaśmiała się.
- Starałem się. - Odpowiedział i wpił się w usta szatynki.
~*~
Witam! Cześć! I czołem!
Przepraszam Was za taki nudny, beznadziejny i w ogóle taki *ble* rozdział. W ogólnie mi nie wyszedł. Za pomysł z tortem dziękuję Weronice (Livi Lynch). 
Przepraszam też za to, że taki krótki, ale dosłownie za 4 godziny wyjeżdżam na obóz do Włoch (30 godzinna podróż do Rimini. O żesz!) i chciałam się jeszcze trochę przespać przed podróżą.
Jeśli ktoś jest chętny niech wbija na mojego instagrama :) Będę publikowała mnóstwo zdjęć z tego wyjazdu.
Nazwa na ig: mysterious_girl_99
To tyle ode mnie.
Błędy poprawię, jak tylko wrócę z obozu. (czyli gdzieś na początku sierpnia)
Rozdziału spodziewajcie się również na początku sierpnia <3
Buziaczki xoxoxo 
~Julia 

czwartek, 16 lipca 2015

Rozdział 80

Ten rozdział dedykuję mojej wspaniałej, cudownej i po prostu najukochańszej E(L)MOღ. Dziewczyno, jak ja ubóstwiam Twoje komentarze <3   Mam nadzieję, że nie obrazisz się na mnie za ten początek ;* 
A tu macie link do jej opowiadania:
austinandally-myfictionstory.blogspot.com

Do domu dotarli godzinę później przez spore korki w mieście, gdzie czekała na nich raczej niemiła niespodzianka...
- Gavin. - Wysyczał przez zaciśnięte zęby Ross. Zacisnął od razu pięści i był gotowy skoczyć na bruneta. Na jego niekorzyść w porę chwycili go Riker z Rockym. Gdy Emma wyszła z vana, nie mogła uwierzyć w to co widzi. Miała dosyć Gavina. Przez niego pokłóciła się z Rossem. Nie miała najmniejszej ochoty go oglądać.
- Czego chcesz? - Zapytał Riker. Mierzył Brytyjczyka lodowatym spojrzeniem. Nie poluźnił ani trochę ucisku swojej dłoni na przedramieniu brata. Miał wrażenie, że Ross i tak za chwilę się mu wyrwie, by tylko przywalić chłopakowi.
- Chciałem porozmawiać z Emmą. - Powiedział spokojnie, powoli podchodząc do nastolatki. Ross szarpnął się gwałtownie i ruszył szybkim krokiem w stronę Gavina, na którego twarzy było ewidentnie widać ślady pobicia. Pod okiem miał niebiesko-zielonego siniaka i rozciętą dolną wargę.
- Z kim chcesz porozmawiać? - Warknął zaciskając pięści. - Jakim prawem tutaj jeszcze przychodzisz?! Nie mało ci? Zaraz mogę ci wpierdolić jeszcze raz i wylądujesz w szpitalu. - Wysyczał. Reszta rodziny stała kilka metrów od nich i nie chciała ingerować. W przeciwieństwie do Emmy, która nagle wybiegła przed wszystkich. Stanęła przy Rossie i oparła jedną rękę na jego brzuchu, powstrzymując go do jakiegokolwiek ruchu w stronę Gavina. Odwróciła się do starszego bruneta.
- O czym chcesz pogadać? - Zwróciła się do niego spokojnie. Ross wciąż kipiał ze złości. 
- Moglibyśmy porozmawiać na osobności? Tak w cztery oczy? - Zapytał z nadzieją. 
- Jeszcze czego!  - Krzyknął Ross i odsunął od siebie Emmę. Riker znowu zainterweniował. - Stary, nie potrzebuję ochroniarza. - Oburzył się. Był naprawdę wściekły.
- Daj im chociaż porozmawiać. Jakby co, będziesz w pobliżu. - Pociągnął brata w stronę drzwi wejściowych. Reszta poszła za nimi. Z chwilą, gdy zamknęli za sobą i Gavin został sam z Emmą, odetchnął z ulgą 
- Co chciałeś? - Zapytała dziewczyna, zakładając ręce na klatkę piersiową. Chłopak głośno przełknął ślinę. 
- Porozmawiać o... Nas. - Powiedział nieśmiało. Nastolatka zaśmiała się głośno.
- Nie ma żadnych nas, Gavin. - Prychnęła. Chłopak podszedł do niej i już chciał położyć ręce na jej biodrach, ale ona się odsunęła.
- Przeginasz. - Powiedziała ostro. - Czego chcesz? 
- Już powiedziałem...
- Gavin, ja mam chłopaka, rozumiesz? Nie będę z tobą, bo kocham Rossa.
- A czy on też ciebie kocha, jak ty jego? - Zapytał, zakładając ręce. Emma spojrzała na niego podejrzanie.
- Oczywiście, że tak. - Odpowiedziała po chwili już pewna siebie. Nie wiedziała, dlaczego Gavin, zadaje tego typu pytania. Wiedziała, że ona mu się podoba, ale powinien przyjąć do wiadomości, że jest już zajęta i nie ma zamiaru sobie głowy nim zawracać. 
- Skoro tak uważasz... - Zamyslił się. - A gdybyś teraz na przykład została porwana? Jak myślisz co on by zrobił? - Emma odsunęła się od stojącego dość blisko niej Gavina. Jednakże on zaczął się do niej przysuwać. Nagle chwycił ją w pasie i w tym samym momencie pod dom podjechalo czarne Audi. Gavin otworzył drzwiczki i wepchnął do środka Emmę. Szybko zakleił jej usta, by nie krzyczała i z piskiem opon samochód ruszył. Po pół godzinie jazdy dotarli na obrzeża Los Angeles. Emma została wysadzona z samochodu przez Gavina i zobaczyła przed sobą stary, opuszczony budynek. Magazyn. Na samą myśl, zaczęła się trząść. 
Brunet zaprowadził ją do wejścia i otworzył przed nią duże, stalowe drzwi. W środku było sporo miejsca. Przy prawej ścianie stało ogromne biurko z kilkoma, włączonym monitorami, a po lewej stały dwa auta. Nie było nikogo oprócz jej i Gavina.
- Chcesz zobaczyć, jak twój chłopak cię kocha? - Zapytał z podstępnym uśmieszkiem. Wskazał na jeden z monitorów. Dziewczyna nie uwierzyła własnym oczom. Na monitorach widniały obrazy z kamer, które były porozwieszane po domu Lynchów. Była też kamera zamontowana w pokoju Rossa. Na ekranie widziała, jak jej chłopak posuwa jakąś blondynę. Gdy osiemnastolatek z niej wyszedł i obrócił na plecy, ujrzała, że tą blondyną jest Cassidy. Zrobiło jej się słabo. Gavin podszedł do niej bliżej i zaczął całować ją po szyi.
- Teraz widzisz. Z niego to męska dziwka. Posuwa wszystkie jakie tylko mu się do łóżka wpakują. On ciebie nie kocha,  tylko tak gada, żeby móc cię znowu wyruchać. - Wyszeptał jej do ucha. - Chcesz wody? - Podał jej z biurka szklankę.  Dziewczyna wzięła ją od niego i wypiła jednym duszkiem. Gavin odstawił naczynie z powrotem i popchnął Emmę na biurko. Zaczął ją nachalnie całować, a ona szamotała się na boki i krzyczała. Odpiął zamek od jej spódniczki, która po chwili spadła na podłogę, tak samo jak jej dolna bielizna... Emma spojrzała na chłopaka, który trzymał ją mocno za nadgarstki. Czuła się słabo. Spojrzała na szklankę, z której piła. Obok niej leżał woreczek z białym proszkiem.
- Otrułeś mnie czymś. - Szepnęła półprzytomnie. Gavin głośno się zaśmiał i wszedł w nią gwałtownie. Nie miała siły już krzyczeć i wołać o pomoc. Straciła przytomność.

Obudziła się i pierwsze co zobaczyła to białe, rażące światło. Zamknęła z powrotem powieki. Nagle usłyszała szepty "Obudziła się" i dźwięk odsuwanych krzeseł. Do nosa doszedł jej znany zapach - Pościel Rossa. Leżała u niego w pokoju na łóżku. Poczuła, że ktoś łapie ją za rękę. Gwałtownie zabrała ją i zaczęła się trząść. Wszystko ją bolało. Szczególnie prawa noga i głowa. 
- Kochanie, to ja. - Szepnął Ross. - Jestem tutaj, przy tobie, skarbie. Nie bój się. - Chwycił jej dłoń i pocałował w jej wierzch. 
- Zostaw mnie, proszę. - Jękneła. Czuła, jak jej głową pulsuje.
- Co? Dlaczego? Kocham cię i...
- Wcale mnie nie kochasz! Chcesz mnie tylko ruchać i nic więcej. Nie zależy ci na mnie! - Wykrzyczała, a z jej oczu zaczęły lecieć łzy. Ross otworzył szeroko oczy.
- Dlaczego tak twierdzisz? - Spytał zaskoczony.
- Widziałam nagranie z kamery... - Szepnęła. Cały czas niespokojnie oddychała.
- Co? Jakiej kamery? - Zapytała tym razem Rydel, która siedziała po drugiej stronie łóżka. - Dobrze się czujesz? - Przełożyła dłoń do jej czoła. - Ma gorączkę. Przyniosę jakieś tabletki. - Powiedziała i wyszła z pokoju.
- Jak ja się tutaj znalazłam? Powiedz mi. - Zwróciła się do Rossa. Chłopak westchnął i zaczął delikatnie gładzić skórę jej ramienia.
- Zemdlałaś, gdy wychodziłaś z vana. Myśleliśmy, że to po tym, gdy zobaczyłaś Gavina przed naszym domem. Leżysz tutaj już trzy godziny...
- To był tylko sen. - Szepnęła do siebie i zamknęła oczy. - Okropny koszmar. - Jękneła i uniosła rękę, by pomasować sobie skronie. Ross pogłaskał ją po czole i odrzucił z niego pojedyncze kosmyki włosów. 
- Co ci się śniło? - Zapytał zamyślony i zapatrzony w dziewczynę. Nastolatka wzięła głęboki wdech. 
- Ah nieważne. Było minęło. - Posłała mu delikatny uśmiech. W tym samym momencie do pokoju wróciła Rydel ze szklanką wody i opakowaniem tabletek. Postawiła przyniesione rzeczy na szafkę nocną. 
- Nie wiesz, jak nas wystraszyłaś. - Odezwała się Stormie i usiadła na brzegu łóżka. - Co się stało? 
- Pamiętam tylko, że zobaczyłam Gavina przed domem... Gdzie on jest? - Zapytała zrywając się z pozycji leżącej. Od razu tego pożałowała. Jej głowa zaczęła jej pulsować i z jękiem z powrotem opadła na poduszkę.
- Spokojnie, maleńka. Leż.- Szepnęła Stormie i poglaskała ją po głowie. 
- Jak Ross mu strzelił w papę,  to uciekł i aż się za nim kurzyło. - Powiedział Ellington,  który siedział na krześle przy biurku i obracał się to w prawo, to w lewo.
- Znowu mu przywaliłeś? - Zapytała. Ross spojrzał  na nią poważnie. Wciąż jeszcze ciśnienie miał podwyższone akcją z Gavinem.
- Ale jak mu przyfasolił! - Krzyknął podekscytowany Rocky. Zerwał się z podłogi, na której siedział i zacisnął dłonie w pięści. - Normalnie Łup! Pam! Kop! Dzyń!  I chłopak leży na chodniku! - Wykonywał ruchy, jak przy walce zapaśniczej. Rodzeństwo Lynch się zaśmiało.
- A gdzie Magda i Alexa? - Zapytała siedemnastolatka ledwo wypowiadając słowa. 
- Siedziały tutaj chyba z dwie godziny i teraz poszły pomagać tacie przy obiedzie. - Odpowiedziała Rydel. Emma wytrzeszyczyła oczy.
- Wasz tata robi dzisiaj obiad? Wow. No to pora zapoznać się bliżej z toaletą. - Zaśmiała się.
- Oj, nie będzie aż tak źle. - Broniła męża kobieta. Dzieci i to nie tylko jej spojrzały jednocześnie na nią i jeszcze z tym samym wyrazem twarzy "Naprawdę? Dalej w to wierzysz?"
- W każdym razie... - Zaczęła Rydel. - Jutro rano znowu wyjeżdżamy na wywiady i zdjęcia. Wrócimy dopiero wieczorem, a po jutrze musimy wybrać się na zakupy...
- Co?! - Jęknęli chłopcy i zgarbili się załamani. Blondynka się zaśmiała. - Musimy? Mamy przecież ubrania na tę imprezę. - Dodał Riker.
- Ja też mam sukienkę. - Odezwała się cicho Emma. Rydel zmierzyła ją ostrym spojrzeniem. - No co? Mam jeszcze jedną, którą nie ubrałam póki co ani razu! - Powiedziała, unosząc ręce do góry. 
- Czyli co, tylko ja musze jechać na zakupy? - Zapytała smutna. - Ej, ja przecież mam kieckę od Ellingtona. Ją ubiorę! - Krzyknęła podekscytowana. Wszystkie oczy zebranych skierowała się na perkusistę, który siedział i kręcił się na krześle obrotowym Rossa.
- Jaką sukienkę kupiłeś mojej siostrze? - Zapytał srogo Riker. Brunet przestał się kręcić i uniósł wzrok na blondyna. Przełknął ślinę.
- Oczywiście najlepszą. - Posłał mu nieśmiały uśmiech. - Powinna ci się spodobać, Rik. Wybrałem ją z moją mamą. 
- Ojej. - Jęknął Ryland. - Skoro tę kieckę wybierała jego mama, to ona nie może być piękna. - Mruknął pod nosem. Ellington jednak to słyszał.
- Masz coś do gustu mojej mamy? - Zapytał groźnie i wstał z krzesła. Najmłodszy również stanął na nogi  gotowy, aby uciec w każdej chwili. - No chodź tu młody, chodź... - Wskazał na niego palcem i zginął go, dając znak, aby ten podszedł bliżej. 
- Tak tato! Już idę! - Wydarł się szesnastolatek i wybiegł z pokoju, ale Ellington ruszył za nim. Po chwili było słychać głośny jęk z dołu.
Reszta posiedziała jeszcze u Emmy, a potem zeszli na obiad. Ross oczywiście przyniósł go swojej dziewczynie, która nieźle się zdziwila tym, co dostała. Mark przygotował do jedzenia tacosy, co spodobało się dosłownie wszystkim. Po posiłku Ross puścił filmy i resztę dnia siedział u siebie w pokoju ze swoją dziewczyną. Rydel wyszła na spacer z Ellem. Rocky i Alex odpoczywali nad domowym basenem, pijąc ochładzające soki owocowe z lodem, które przygotowała Stormie. Riker pisał piosenki, a Magda mu pomagała znaleźć rymy. Nieźle się przy tym bawili. Blondynowi praktycznie nigdy nie schodził z twarzy uśmiech. Ryland natomiast wyszedł chwilę po Rydel i Ellu. Mówił, że idzie się przejść, ale wszyscy dobrze wiedzieli, że umówił się gdzieś z Savannah. 
Następny dzień wyglądał trochę inaczej. Lynchowie kazali Emmie zostać w domu i odpoczywać, za czym szło również pozostanie Magdy i Alex przy niej. Dziewczyny urządziły sobie babskie dzień. Przytargały do pokoju Rossa wszystkie swoje kosmetyki i przy robieniu sobie paznokci, plotkowały, śmiały się, żartowały. Dyskutowały o chłopakach, też o szkole i o tym, że Alex będzie musiała już od przyszłego tygodnia chodzić z powrotem na zajęcia, bo póki co miała przerwę. Wymieniały się pomysłami na stylizacje, które założą na imprezę za dwa dni. Próbowały też nowych fryzur... I tak zleciał im praktycznie cały dzień. Wieczorem wrócili Lynchowie, ale już bez Ellingtona. Rydel trochę nad tym ubolewała, ale gdy tylko przysiadła się do dziewczyn, humor od razu jej się poprawił. Ross przeżył szok, gdy po ciężkim dniu przepełnionym reporterami, wywiadami i fleszami aparatów zastał w swoim pokoju jeden, wielki salon piękności. Sukienki dziewczyn leżały wszędzie na podłodze, biurko było zawalone kosmetykami do włosów,  a łóżko? Łóżka nie było widać. Leżało na nim pełno lakierów do paznokci, maskar, pudrów,  cieni i innym kosmetyków do makijażu. Był taki zmęczony, że już nawet nie chciał krzyczeć na dziewczyny. Wyszedł ze swojej sypialni i padł na kanapę w salonie, która o dziwo była wolna. Długo nie poleżał tam samotnie, bo za chwilę przyleciała do niego Emma.
- Ty śpisz? - Zapytała z niedowierzaniem. Chłopak mruknął coś i zasłonił sobie ręką oczy. Blondynka wpadła na genialny pomysł. Nagle podniosła się i usiadła Rossowi na kroczu. Delikatnie zaczęła poruszać biodrami i nachyliła się do jego ucha. - Mam na coś ochotę, kocie. - Mruknęła zmysłowym głosem. Chłopak od razu otworzył oczy.
- Proszę... - Jęknął, gdy ta podskoczyła. - Jestem zmęczony. - Wysapał, ale Emma dalej poruszała biodrami. - Przestań! - Krzyknął rozbawiony, gdy siedemnastolatka dalej robiła swoje.
- No, ale dlaczego? - Zapytała rozczarowana. - Gdy ja mam ochotę, to ty nie masz. - Dodała smutna i zeszła z niego, kierując się do kuchni. Chłopak dalej leżał w tej samej pozycji na kanapie. Podpierał się na łokciach.
- Emma! - Krzyknął, gdy w końcu się podniósł, ale dziewczyna zdążyła już wejść do kuchni. Wstał z niechęcią i poszedł do niej. Zastał ją przy lodówce. Objął ją w talii i pocałował w policzek.
- Ja zawsze mam na ciebie ochotę. - Wyszeptał jej do ucha. Znów po jej ciele przeszły dreszcze. Zachichotała.
- Ale? - Zapytała, odwracając się do niego. Przewrócił rozbawiony oczami.
- Pierwsze: Rocky i jego igła. Drugie: wszyscy są w domu. Trzecie: jestem padnięty i gdybyśmy teraz to zrobili, możliwe, że nie dałbym ci tego, czego oczekiwałaś ode mnie... Jest sporo tych powodów. - Odparł, przyciągając ją do siebie. Ujął jej twarz w dłonie i wpił się w jej usta. Jej ręce powędrowały na pas blondyna. Objęła go mocno.
- A ci znowu to samo. - Jęknął Rocky, wchodząc do kuchni z Rylandem. - Pamiętaj, co ci powiedziałem. Tylko spróbuj się bzykać,  kiedy ja będę w domu. Biada tobie i twoim kondomom. - Warknął zły i nastawił wodę w czajniku. Ryland w tym czasie przeszukiwał lodówkę.
- Jasne. Ogarnąłem, bro. - Odpowiedział i poklepała bruneta po ramieniu. - Widzisz? Mówiłem ci. - Szepnął Emmie na ucho. Dziewczyna uśmiechnęła się rozbawiona. - Innym razem. - Dodał szeptem. - Będziesz  jęczała i mnie błagała, abym przestał. Zobaczysz. - Wyszeptał,  przygryzając płatek jej ucha. Blondynka poczuła, że się rozpływa, a motyle w jej brzuchu i podbrzuszu wariują. Spojrzała na Rossa, który puścił jej oczko i oblizał swoje wargi.
- Wdech i wydech. Wdech i wydech. Oddychaj!. - Pomyślała. Uważała, żeby zaraz ponownie nie zemdleć przed swoim chłopakiem z powodu nagłego braku tlenu.
~*~
Hej! Hi! Hello! *again*
Tak to znowu ja. Dość często tutaj ostatnio bywam, ale wnioskując po komentarzach, bardzo Wam się to podoba :) A ja się cieszę, że są tutaj jeszcze osoby, którym chce się te rozdziały komentować.
Propo rozdziałów. Wiecie, że zostało ich tylko 20 do końca? Żesz what?! (tak, ja też nie mogę w to uwierzyć) :P
Kolejnego spodziewajcie się w weekend ❤ 
Buziaczki xoxoxo 
~Julia