wtorek, 31 marca 2015

Rozdział 68 cz.II

45 komentarzy=nowy rozdział 
Emma przebudziła się, przeciągnęła i ziewnęła. Rozejrzała się po pokoju i nagle zerwała się do pozycji siedzącej. Okna były zasłonięte przez rolety antywłamaniowe, co utrudniało dostęp promieni słonecznych do pomieszczenia. Niewiele było widać. Nagle drzwi się otworzyły i wpadający blask oślepił dziewczynę.
- Oh, dzień dobry. - Do pokoju wszedł Gavin z tacą jedzenia. Postawił ją na komodzie i pilotem odsłonił okna. Teraz Emma mogła się bardziej przyjrzeć pokojowi chłopaka. Był w kolorze białym i niebieskim z ogromnymi oknami dachowymi, przez które teraz do pokoju wpadało mnóstwo światła słonecznego. Z pozycji siedzącej można było podziwiać piękne widoki za domem. Pomieszczenie było ogromne. Na ziemi walały się zabawki, rakiety do tenisa, buty sportowe. Na krześle przy biurku leżała sterta ubrań. Typowy pokój faceta. Jedynym szczęściem było to, że nie śmierdziało starą pizzą, która Emma wypatrzyła w rogu pokoju.
- Jak ja się tutaj znalazłam? - spytała zdziwiona. Gavin przysiadł obok niej na łóżku.
- Usnęłaś, gdy staliśmy przed tamtą knajpą. Postanowiłem, że zabiorę cię do siebie, bo to zaledwie pięć minut drogi, a do Lynchów mam daleko. Nie gniewasz się prawda? - Dziewczyna kiwnęła przecząco głową. - To dobrze.
- Chwila... Skoro ja spałam tutaj, to gdzie ty spałeś?
- Jak to gdzie? Z tobą. - Posłał jej szeroki uśmiech.
- Umm... Gavin, wiesz, że ja mam chłopaka i, i... to nie jest fair co do niego... Ja... - Jąkała się. 
- Żartowałem. - Zaśmiał się - Spałem w salonie na kanapie. Aż taki wredny to ja nie jestem, żeby odbijać cię temu jak mu tam... - Podrapał się po głowie i nagle dostał poduszką.
- Jesteś okropny! - krzyknęła i założyła ręce na klatce piersiowej.
- Dlaczego? - oburzył się - Dlatego, że przyniosłem ci śniadanie do łóżka? - Wskazał na tacę stojącą na biurku. - Super. Dzięki.
- Za to, to ja się akurat nie złoszczę. - Wytknęła mu język, a chłopak podał jej talerz z kanapkami. - Wiem, że to nieoryginalny pomysł na śniadanie, ale moja siostra pojechała wcześnie rano do pracy i nie miała czasu by zrobić nam coś do jedzenia. A ja za bardzo nie znam się na gotowaniu, także będą musiały nas zadowolić zwykłe kanapki z serem i szynką.
- Wiesz, gdy mieszkałam w Polsce tylko to jadłam. Mojej mamy prawie w ogóle nie było w domu i rządził mój brat Sebastian, który wcale nie jest dobrym kucharzem. - zaśmiała się, biorąc gryz kromki.
- Chyba chłopaki tak już mają. - wybuchł śmiechem, kładąc się na łóżku. - Zapomniałbym! Moja siostra kazała mi zapytać ciebie, czy nie byłabyś zainteresowana pracą u niej w firmie modelarskiej. Potrzebują kogoś do pomocy przy przygotowywaniu modelek, czy coś w tym stylu. - Wyciągnął z kieszeni wizytówkę i podał ją dziewczynie.
- W sumie zastanawiałam się ostatnio nad jakąś pracą, bo zostaję w Los Angeles.
- Nie wracasz do Polski?! - zdziwił się Gavin.
- Nie wracam. Tutaj jest mi dobrze. Mam blisko Rossa, mojego przyjaciela - Spojrzała na chłopaka, który szeroko się do niej uśmiechnął. - I jeszcze będę miała pracę. Po prostu cudownie.
- A co z twoją mamą, bratem... Magdą? Nie będziesz za nimi tęskniła?
- Pewnie będę, ale mama sama mnie namówiła, żebym została w Ameryce, gdyż będę miała tutaj lepsze życie niż w Polsce.
- A co ze szkołą i maturą? - dociekał Gavin. Emma spojrzała na niego, a potem zaczęła bawić się swoimi palcami.
- Ja i Magda zostałyśmy posłane do szkoły o rok wcześniej, także nic nie stoi na przeszkodzie, abym zrobiła sobie rok przerwy i w przyszłym roku poszła do trzeciej klasy liceum.
- Zawsze znajdziesz jakieś wyjście, co? - zaśmiał się chłopak. Podal jej kubek herbaty i dalej jedli śniadanie. Po posiłku Gavin zaproponował Emmie, że zawiezie ją do Lynchów i tak też zrobił. Po ubraniu kurtki czekał w ganku na dziewczynę, która odświeżała się w łazience na piętrze. Po piętnastu minutach doczekał się jej i razem udali się do jego samochodu.
- Wszędzie szukałam mojego telefonu! - krzyknęła Emma, otwierając przednie drzwi od pasażera. Na wycieraczce pod nogami leżała jej komórka. - Musiała mi wypaść, gdy zanosiłeś mnie do swojego pokoju. - zaśmiała się.
- Przepraszam, nie zauważyłem jej. - Posłał jej przepraszające spojrzenie i usiadł za kierownicą. Dziewczyna odblokowała ekran i prawie nie dostała zawału. Miała dwanaście nieodebranych połączeń od Rossa i sześć od Rydel. Do tego blondynka wysłała jej dwie wiadomości sms "Gdzie jesteś?" oraz "Ross się o ciebie martwi. Odezwij się! Gdzie jesteś?!".
- Chyba mam problem. - powiedziała jakby do siebie i postanowiła, że bezpieczniej będzie jak oddzwoni do dwudziestolatki. Gavin w tym czasie ruszył z podjazdu. Rydel odebrała po dwóch sygnałach.
- Gdzie ty jesteś dziewczyno?! Wszyscy tutaj niepokoimy się! - wydarła się blondynka po drugiej stronie słuchawki.
- Przepraszam. Dosyć długa historia, ale nic mi nie jest. Zostawiłam telefon w samochodzie Gavina i...
- Jesteś u Gavina?! - pisnęła przerażona - Jeżeli życie mu miłe, to niech lepiej nie pokazuje się Rossowi na oczy. Apropo mojego braciszka. Całą noc jeździł po mieście i ciebie szukał. Teraz również. Pojechali z nim Riker i Ellington. Dziewczyno, wracaj szybko i niech Gavin wraca do domu! - krzyczała przejęta, a Emma patrzyła na Gavina, który wyglądał na przerażonego.
- Chyba lepiej będzie jak wyrzucisz mnie jakiś kilometr od domu Rossa - zwróciła się do chłopaka, który pokiwał tylko głową i zatrzymał się na światłach.
- Naprawdę Ross bardzo się przejął, że nie odbierasz telefonów. Czekał do drugiej nad ranem, bo myślał, że wrócisz. Potem po prostu nie wytrzymał i pojechał ciebie szukać. Jak mogłaś pojechać do Gavina i jeszcze nie wrócić na noc?! 
- Rydel, spokojnie. Słuchaj, najlepiej będzie jeśli ten fakt z nocowaniem u Gavina pozostanie między nami. Ross chyba zabiłby Gavina. - błagała dziewczyna, a chłopak, o którym była mowa aż się zaśmiał. - Z czego się brechasz? To naprawdę poważna sytuacja. - Zmierzyła go poważnym spojrzeniem.
- Ross nie zrobiłby mi nic złego...
- Oj, zdziwiłbyś się. Gdy jest zazdrosny, to jest nieobliczalny.
- Zgadzam się! - krzyknęła Rydel. - Dobra Emma, wracaj do domu jak najszybciej.
- Dobrze już zaraz będę. - Rozłączyła się i rozejrzała dookoła. Znajdowali się już w dzielnicy Northridge. Szturchnęła Gavina w przedramię. - Wysadź mnie tutaj i módl się, aby Ross nie był na mnie aż tak wściekły, jak sobie to wyobrażam.
- Spoko. Tylko zadzwoń później i powiedz, jak to się skończyło. - Pocałował ją w policzek i otworzył zamek w drzwiach. Dziewczyna posłała mu uśmiech i wysiadła z pojazdu. Ruszyła od razu w kierunku domu Rossa, a Gavin zawrócił samochodem i z piskiem opon pojechał do siebie. 
Emma z jednej strony była przerażona, gdyż obawiała się reakcji Rossa, kiedy wróci do domu, a z drugiej strony była pozytywnie zaskoczona tym, że szukał jej przez pół nocy. Przyśpieszyła kroku, gdy zobaczyła w oddali biały budynek Lynchów. Gdy wbiegła na schody przed drzwiami wejściowymi rozejrzała się naokoło, by sprawdzić, czy nie widać nigdzie samochodów chłopaków. Bez pukania, czy dzwonienia weszła do środka i ściągnęła trampki z nóg. Rydel, która siedziała w salonie, zerwała się z miejsca i podbiegła do dziewczyny, po czym mocno ją przytuliła.
- Nigdy więcej czegoś takiego nam nie rób, dobrze? - spytała, a nastolatka pokiwała głową. Nagle do salonu weszli Rocky i Ryland. Chłopcy stanęli dęba i wpatrywali się przez chwilę w siedemnastolatkę. Po opanowaniu swoje zdziwienia, podeszli do niej. Rocky mocno ją przytulił, a następnie Ryland.
- Gdzieś ty była? - spytał Ryland i pociągnął ją na kanapę w salonie. - Wszyscy się o ciebie martwiliśmy.
- A szczególnie Ross. Myślałem, że zaraz powyrywa sobie włosy z głowy przez te nerwy. - Dodał Rocky, rozkładając się na kanapie. 
- Z minuty na minutę, mam wrażenie, że będę musiała zrobić coś naprawdę wyjątkowego, żeby mi wybaczył. - Zamyśliła się dziewczyna, a chłopcy spojrzeli na siebie.
- Ty już dobrze wiesz, co go udobrucha. - Rocky uniósł kilkakrotnie brwi, a Ryland zachichotał.
- Zboczeńce! - krzyknęła Rydel i uderzyła ich poduszką. - Ale mają oni rację. - dodała po chwili. Emma spojrzała na nich, a potem opadła z bezradności na kanapę. Gdy tylko to zrobiła, drzwi wejściowe się otworzyły i weszli Riker, Ellington i Ross. Kiedy zobaczyli kto siedzi w salonie, na ich twarzach zagościł szeroki uśmiech. Starsi podeszli do dziewczyny i zarzucili ją masą pytań. Ross natomiast się nie ruszył. Patrzył na swoją dziewczynę zmrużonymi oczami. Zauważywszy jego zachowanie, podeszła do niego i chwyciła go za rękę, którą odtrącił i bez słowa poszedł do swojego pokoju.
- Jest zmęczony. - Próbował usprawiedliwić go Ellington. - Przejdzie.
Dziewczyna spojrzała się na wszystkich, po czym szybko weszła na piętro. Powoli podeszła do drzwi i zapukawszy delikatnie, chwyciła za klamkę i otworzyła drzwi. Chłopak siedział przy biurku i bazgrał coś na kartce. Dziewczyn zamknęła za sobą i usiadła na łóżku, naprzeciw blondyna, który siedział do niej odwrócony plecami.
- Ross - szepnęła - Przepraszam cię. - Nie otrzymała jakiejkolwiek reakcji z jego strony. Postanowiła, że zostawi go i gdy już była w połowie drogi do drzwi usłyszała, jak Ross wstaje w krzesła, o czym świadczyło głośne skrzypienie.
- Gdzie byłaś? - spytał ostrym tonem. Po plecach Emmy przeszły ciarki. Jeszcze nigdy nie słyszała, żeby zwracał się do niej takim tonem. Nie miała odwagi się do niego odwrócić. - Gdzie byłaś? - powtórzył pytanie i gwałtownie ją odwrócił. - Odpowiesz mi?
- Ja... umm... - jąkała się.
- Tak myślałem. - westchnął - Zdradzasz mnie. - powiedział załamany i usiadł na łóżku.
- Co?! - pisnęła nastolatka i ukucnęła przed nim. - Ross, kocham cię i nigdy bym ciebie nie zdradziła.
- Byłaś u Gavina prawda? - spytał, a Emmę zatkało. Po jej głowie błądziło jedno pytanie "Jak?". Przełknęła głośno ślinę i wstała na równe nogi.
- Skąd wiesz? - spytała zaskoczona, a chłopak wyciągnął z kieszeni telefon, na którego ekranie widniała wiadomość: "Może ci się to nie spodobać, ale Twoja cudowna dziewczyna zdradza cię ze swoim znajomym z wymiany - C". Dziewczynę zamurowało. siedemnastolatek kurczowo się jej przyglądał.
- To prawda. - westchnęła.
- Wiedziałem... 
- Ale to nie tak! - krzyknęła i spojrzała na Rossa błagalnym wzrokiem. - Ja i Gavin tylko się przyjaźnimy! To ciebie kocham, Ross. - Usiadła mu na kolanach i poprawiła grzywkę, która opadała mu na oczy.
- Bardzo się o ciebie martwiłem. - szepnął do niej i objął ją w talii. - Szukałem ciebie wszędzie, dzwoniłem. Bałem się, że coś ci się stało.
- Jezu, przepraszam cię kochanie. Mam nadzieję, że mi kiedyś wybaczysz. - Pocałowała go delikatnie w policzek, a on chwycił ją za podbródek i kciukiem dotykał jej warg. 
- Wybaczę ci, ale najpierw muszę odespać noc. Jestem padnięty. - jęknął i opadł na kołdrę. Dziewczyna cicho się zaśmiała i usiadła okrakiem tuż nad jego biodrami. Musnęła wargami skórę jego szyi.
- Śpij dobrze. - szepnęła i zeszła z niego. Cichutko wyszła z pokoju, przed którym stała Rydel z założonymi rękoma.
- I jak? - spytała, gdy dziewczyna zamknęła za sobą drzwi do pokoju brata.
- Ktoś mu powiedział, że jestem u Gavina. - mruknęła, udając się do pokoju dwudziestolatki. Gdy weszły do środka, rozsiadły się na łóżku i fotelu przy oknie.
- Ale kto mógłby to zrobić? - Rydel zamyśliła się.
- I przede wszystkim kto o tym wied... Nie. To niemożliwe! - Emma zerwała się z fotela i zaczęła chodzić po pokoju. - To nie mogła być ona... Ta suka pieprzona!
- O kim mówisz? - Rydel wyglądała na zaskoczoną zachowaniem swojej przyjaciółki.
- O kim mówię, o kim mówię... O Cassidy. Jak to o kim. - Energicznie gestykulowała, a Rydel wybałuszyła oczy.
- Przecież ona siedzi w więzieniu.
- Siedziała. Wyszła już i widziała mnie wczoraj z Gavinem w centrum handlowym, gdy kupowałam jeden z prezentów dla Rossa. Myślisz, że to ona napisała?
- Tylko nie wiem czemu - szepnęła Rydel, robiąc minę myśliciela - W jakim celu by to robiła?
- Może chce się na mnie odegrać, że jestem wciąż z Rossem, a ona nie może być?
- Przestań. To jest dorosła dziewczyna. - Uspokajała nastolatkę.
- Delly, to jest zazdrosna, dorosła dziewczyna. - jęknęła Emma i opadła z powrotem na fotel.
- Może to była jednorazowa akcja? - Rydel szukała jakiegoś sensownego wyjścia.
- Może i masz rację, ale teraz mamy jeszcze jedną sprawę na głowie, a mianowicie urodziny Rossa.
- Spokojnie wszystko już jest gotowe. - dwudziestolatka uśmiechnęła się i wyciągnęła z pod poduszki notes. - Zajęłam się tym z mamą. Mamy już zamówione jedzenie, zaproszonych gości. Wszyscy cacy.
- Głupio się czuję. - westchnęła siedemnastolatka - Nie pomogłam wam w niczym.
- Mamy dla ciebie jedno zadanie. - Emma uniosła brwi ze zdziwienia. - Twoim zadaniem jest zająć jutro czymś Rossa. Możecie robić wszystko ale poza domem. Idźcie do kina, na plażę, ale z dala od domu. Dasz radę?
- Pewnie, że dam! - zaśmiała się i przybiła Rydel piątkę.

- Dobra, wszystko już gotowe. - Rodzeństwo Lynch biegało po domu i kończyło wieszanie dekoracji w pomieszczeniach oraz na zewnątrz. Stormie rządziła w kuchni i właśnie nakładała czekoladowe ciasto "Nesquik" na patenę. Ross uwielbiał Nesquik. Mark z Rylandem przeprowadzali test głośników zawieszonych na ścianie garażu oraz świateł porozstawianych na całym podwórku. Rydel zawiesiwszy kolorowe serpentyny pod sufitem na patio, zaczęła nosić miski i tacki z przekąskami na wielki stół, który również znajdował się na patio. Basen na tę imprezę był zamknięty ogromną "pokrywą", na której znajdowała się scena dla DJ'a Rylanda i jego sprzętu. Wszystko było świetnie zorganizowane. Nagle rozległ się dzwonek do drzwi i zaraz posiadłość Lynchów zapełnili goście zaproszeni na przyjęcie urodzinowe. Rydel i Riker witali każdego po kolei i częstowali małymi kanapeczkami z łososiem. 
- Co jak co, ale świetnie to zorganizowałaś. - Riker szepnął do swojej siostry i podał przekąski następnym gościom. - Jesteś najlepsza.
- Oj, już starczy Rik. Nie podlizuj się tak. - zaśmiała się - Emma napisała mi, że już wracają.
- Gdzie Emi zabrała naszego brata? 
- Na plażę. - uśmiechnęła się blondynka.
- Ross wytrzymał cały dzień na plaży? - zdziwił się chłopak, a dziewczyna przewróciła rozbawiona oczami.
- Wiesz, nasz braciszek potrafi godzinami podziwiać Emmę w bikini, także cały dzień to nic dla niego. - zaśmiała się.
- Hej Rydel! - W drzwiach domu pojawiła się obsada Austin&Ally. Laura podeszła do blondynki i mocno ją przytuliła. - Gdzie nasz solenizant?
- W drodze kochana, w drodze... Cześć Raini! - zwróciła się do ciemnowłosej i mocno ją przytuliła, a Riker przybił sztamę z Calumem. - Zapraszam do środka.
- Jak zwykle nasza Rydel wszystko pięknie zorganizowała. - Rudowłosy zaśmiał się podziwiając dekoracje i przekąski poustawiane kolorystycznie na stołach.
- No a jak. - uśmiechnęła się blondynka i zamknęła drzwi wejściowe. Wszyscy goście już byli i wystarczyło tylko czekać na solenizanta, który kończył osiemnaście lat. Rodzina Lynch wraz z gośćmi przeszła na patio, gdzie królował DJ Ryland. Nagle w towarzystwo wbiegł zdyszany Rocky. Oparł się o krzesło i ciężko oddychał, próbując wydobyć z siebie jakieś słowa. Wszyscy patrzyli na niego ze zdziwieniem.
- Ross... Przy... przy...jechał! - wydusił z siebie, a gościom nie trzeba było powtarzać drugi raz. Wszyscy umilkli, tak samo jak muzyka. Słychać było kroki solenizanta oraz jego partnerki. Gdy furtka się otworzyła i blondyn wkroczył na podwórko usłyszał donośne "Niespodzianka!". Biedak aż podskoczył z zaskoczenia, ale potem z uśmiechem na twarzy witał się ze znajomymi. Oczywiście najwięcej dziękował swojej siostrze oraz mamie, które najwięcej zrobiły przy przyjęciu dla niego.
- To jak, zaczynamy imprezę! - Ryland włączył z powrotem sprzęt i puścił imprezową listę utworów. Wszyscy ruszyli na parkiet. Nawet Stormie i Mark. Ross przyglądał się jak jego rodzice wygłupiają się w rytm muzyki. Wziął łyk soku i jego wzrok przykuła oparta o ścianę Emma trzymająca w ręku szklankę z drinkiem owocowym. Chłopak poprawił swoje włosy i podszedł do niej.
- Dziękuję za prezent - Wskazał na torbę z grą. - Skąd wiedziałaś, że chciałem ją kupić?
- Nie wiedziałam. Po prostu nie widziałam jej u ciebie na półce. - zaśmiała się i objęła Rossa w pasie. Chłopak uśmiechnął się łobuzersko.
- Zatańczymy? - zaproponował i chwycił dziewczynę za rękę, po tym jak kiwnęła twierdząco głową. Zaciągnął ją na parkiet między Rydel z Ellingtonem, a Rikerem tańczącym z ich kuzynką Lori. - Ta impreza już mi się podoba. - uśmiechnął się i obrócił Emmę, po czym namiętnie ją pocałował. Ku jego zdziwieniu rozległy się brawa. Para oderwała się od siebie, by znaleźć przyczynę oklasków. 
- Tak, to dla was gołąbeczki! - zaśmiał się Ryland do mikrofonu. - Dawajcie jeszcze raz! - I znów rozległy się brawa. Ross uśmiechnął się i połączył swoje usta z ustami Emmy, obejmując ją bardzo mocno w talii.
- Zapraszamy teraz na konkurs taneczny. Zapraszamy wszystkich do wzięcia udziału. Przewidziane fantastyczne nagrody! - Riker przejął od młodszego brata mikrofon i ogłosił kolejną zabawę. Emma spojrzała na gości, którzy kierowali się na parkiet. Pociągnęła Rossa do domu, wcześniej patrząc na zegarek, który pokazywał równo dziewiątą wieczorem. Chłopak nie zdążył nic powiedzieć. 
- Co powiesz na swój drugi prezent urodzinowy? - szepnęła mu na ucho, lekko mu je przygryzając. Blondyn szeroko się uśmiechnął i chwycił za jej biodra. 
- Czy jestem gotowy? - mruknął, będąc milimetry od jej ust. - Zawsze i wszędzie, mała.

Tam-tam-dara-ra-raam! Witam!
Sama nie wiem co napisać w tej notce... Chyba tylko tyle: 45 komentarzy= Rozdział 69. Naprawdę Was ostrzegam przed tym rozdziałem. Został napisany ze współpracą z Sylwią Łuczak z bloga rossynaughtyboy.blogspot.com... I wszystko jasne, haha :) Dwie dziewczyny czytały już ten piekielny rozdział, który się niestety zmienił, czego nie przewidziałam. :/
No to chyba tyle ode mnie. 
Do następnego ;**
~Julia
Ps. Za błędy przepraszam i jak zwykle poprawię je później XD

poniedziałek, 16 marca 2015

Rozdział 68 cz.I

Lynchowie i Magda dotarli na lotnisko dziesięć minut przed zamknięciem bramek. Odprawili swoje bagaże i ze zniecierpliwieniem oczekiwali przyjazdu Rossa i Emmy, którzy zgubili się gdzieś za Littleton.
- Ryland, dzwoń do nich. - rozkazała zdenerwowana Stormie. Chłopak wyciągnął komórkę z dresów, które miał na sobie i wystukał numer do brata. 
- Jest poza zasięgiem. - burknął zły. Rodzina westchnęła. - Może Emma odbierze. - Wykonał kolejne połączenie, ale one również się nie powiodło. Spojrzał na rodziców zaniepokojony.
- Bramki na lot numer sześćdziesiąt dwa do Warszawy zamykają się za trzy minuty. - W głośnikach rozbrzmiała informacja, a Magda się rozpłakała. Riker mocno ją przytulił i wtulił twarz w jej włosy. Dziewczyna zaczęła głośno szlochać. Wypuściła z rąk torebkę i zarzuciła ramiona za szyję Rikera. Wdychała jego zapach, męskie perfumy Hugo Boss'a, za którymi szalała. 
- Obiecaj mi, że gdy tylko będzie działo się coś złego, zadzwonisz do mnie. - szepnął jej do ucha i przejechał dłonią po jej plecach. - A ja wtedy przyjadę. - Dziewczyna zaśmiała się cicho na słowa blondyna.
- Będę za tobą tęsknić, Riker. - Pocałowała go w policzek i mocno przytuliła. - Kocham cię.
- Ja ciebie też kocham. - Uśmiechnął się i spojrzał na swoją siostrę, która stała wtulona w Ellingtona i wpatrywała się w nich ze łzami w oczach. 
Cała rodzina Lynch wiedziała, że narzeczeni nie spotkają się przed koncertem w Polsce, który była zaplanowany na piątego lutego. Riker również nie mógł sobie tego przyswoić. Nie dochodziło do niego, że musi puścić swoją narzeczoną na drugi koniec świata samą i zdaną tylko i wyłącznie na siebie, gdyż rodzice raczej nie wydawali się być pomocni.
- Dzwoń czasami, mała. - odezwał się Rocky, który wziął Magdę w swoje ramiona i okręcił wokół własnej osi.
- Ten pajac ma racje, zadzwoń czasami. Nie wytrzymamy bez ciebie, a szczególnie Riker. - Ellington również do niej podszedł i przytulił. Rydel uczyniła to samo, a Rocky aka Pajac, spojrzał na niego morderczo. 
- Mów mi wszystko, cokolwiek będzie się działo... Pamiętasz naszą ostatnią rozmowę? - Siedemnastolatka spojrzała na blondynkę zdziwiona. - No wiesz, to ja mam być matką chrzestną waszego dziecka. 
- Tylko którego Rydel? - zaśmiał się Riker. Reszta rodziny również się uśmiechnęła.
- Tego które będzie bardziej podobne do mojego kochanego braciszka oczywiście. - Zmierzwiła blondynowi włosy i posłała mu promienisty uśmiech.
- Muszę już iść, Riker. - Magda dała o sobie znać i wyplątała się z silnego uścisku chłopaka. Pocałowała go w policzek i z bagażem podręcznym udała się za bramki. Chłopak obserwował ją dopóty, dopóki nie zniknęła z pola widzenia.
- Damy radę. - powiedział do siebie i usiadł na krzesełku koło Rylanda. - A teraz wracając, co z tamtymi? - Wskazał na komórkę brata, którą trzymał przy uchu.
- Póki co... Halo? - przerwał - Gdzie jesteście?... Że gdzie?!... Na czym?... Traktorze?... O mój Boże.
- Jadą traktorem? - Rydel próbowała nie wybuchnąć śmiechem w przeciwieństwie do Ellingtona i Rocky'iego, którzy zwijali się na podłodze. 
- Mówi, że będą za jakieś trzy minuty. - dodał Ryland.
- To jakim traktorem oni jadą? Traktorem z nitro? - zaśmiał się Ellington i usiadł po turecku przed Rydel.
- Dołączam się do pytania. - odezwał się Rocky, otrzepując spodnie z paprochów i dosiadając się do Rikera, który wydawał się być opanowany i pogodny. Żartował i śmiał się wraz z Rylandem i swoim tatą. Rydel przyglądała mu się uważnie i była dumna z niego i jego postawy po tym, jak Magda wyleciała do Warszawy. Obawiała się, że Riker załamie się, będzie przygnębiony, ale ku jej zdziwieniu wcale taki nie był. 
Gdy chłopak spojrzał się na nią, posłała mu szeroki uśmiech i objęła go za szyję, po czym na lotnisko wbiegli podróżnicy. Zdyszani padli na krzesełka, a rodzina patrzyła się na nich z politowaniem.
- Mogę wiedzieć, gdzie zostawiłeś mój samochód? - odezwał się wujek Shor, który wrócił z kawiarenki z kubkiem kawy w ręku.
- Eee... - zająknął się Ross - Pan Tomson ci wytłumaczy, wujek. Bez obaw. - Wskazał za mężczyznę, który stał przed budynkiem lotniska.
- Powiedz mi, jakim trzeba być kretynem, żeby zgubić się w Littleton? - zapytał rozbawiony Rocky, po czym usiadł koło blondyna. Siedemnastolatek zmierzył go groźnym spojrzeniem.
- Każdemu może się zdarzyć. - fuknął zły i objął ramieniem Emmę. - Na szczęście nic nam nie jest. Dzięki za troskę. - spojrzał na rodzeństwo poirytowany.
- Dobra, koniec tego gadania. Bramki zamykają się za jakieś kilka minut. Jak się nie pospieszymy, to nie zdążymy na samolot! - krzyknęła Stormie i cała gromada podniosła się z siedzeń. Pożegnali wujka Shora i udali się w głąb lotniska. Oczywiście nie obyło się bez akcji z bramką wykrywającą metalowe przedmioty. Ryland został szczegółowo obmacany... Tak samo jak Ross, Riker i Rocky oraz ich bagaże podręczne. Dzięki temu wybiegli z lotniska tuż przed startem samolotu. Wpadli na pokład jak stado baranów i zajęli wolne miejsca, które niestety nie powalały swoją lokalizacją. Ellington usiadł koło starszej kobiety, która gdy tylko go zobaczyła, zaczęła opowiadać o swojej podróży i o tym jak bardzo boi się latać samolotami. Rydel była przykleszczona między dwoma, wielkimi mężczyznami. Ross musiał usiąść obok jakiegoś małego chłopczyka, który wpatrywał się w niego przez cały czas, a Emma została oparciem dla faceta, który spał. Jedynie Stormie, Mark, Riker i Rocky zajęli przyzwoite miejsca, gdyż poszli wgłąb samolotu. 
- Witamy na pokładzie samolotu Boeing 737 linii Wizzair, lecącego z Denver do Los Angeles...
- Bla, bla, bla - marudził Rocky - Znam tę kwestię na pamięć. Obudź mnie jak już dolecimy. - Brunet nałożył słuchawki na uszy, oparł się wygodnie o fotel i przymknął powieki. Długo się tym nie nacieszył, bo Stormie zrzuciła mu je z głowy.
- Bądź miłym, młodszym bratem i porozmawiaj z nim. - Kobieta wskazała na zamyślonego Rikera, który wpatrywał się w lotnisko przez okienko samolotu. - Proszę. - szepnęła, a Rocky wziął głęboki wdech i odwrócił się do starszego, lecz jego uwagę przykuły krzyki Emmy z drugiego końca samolotu:
- Czy możesz przestać kopać w mój fotel?! - Blondynka zerwała się z fotela i gwałtownie odwróciła się do dziewczynki, która atakowała jej siedzenie. Mężczyzna, który opierał się o nią śpiąc, zerwał się.
- Nie! - zaśmiała się dziewczynka i wytknęła język Emmie. Ta spojrzała się na nią groźnie i usiadła z powrotem na fotelu .Nie chciała się użerać z tą małolatą.
- Wszystko dobrze, skarbie? - Miedzy fotelami pojawiła się blond grzywka Rossa. Spojrzał się na nastolatkę.
- Nie... To chyba najgorsze miejsce... Hej, zamienisz się ze mną? - Zwróciła się do chłopczyka siedzącego koło Rossa. 
- A co ja będę z tego miał? - zapytał, mrużąc oczy.
- Dziesięć dolarów starczy? - Wyciągnęła z kieszeni banknot i pomachała nim przed oczami chłopaka. Przejął od niej pieniądze wstał z fotela. Emma zajęła jego miejsce.
- Teraz to mi się podoba. - Ross objął dziewczynę ramieniem i pocałował delikatnie w skroń. Gdy tylko poczuli, że silniki samolotu zostały włączone, blondynka ścisnęła dłoń na kolanie chłopaka. On spojrzał się na jej rękę i delikatnie ujął ją w swoje dłonie, jednocześnie uśmiechając się do niej szeroko.  - Będzie dobrze. Nie bój się.
- Chyba nigdy tego nie polubię. - Wtuliła się w chłopaka na tyle, ile pozwalały zapięte pasy. Samolot nabierał prędkości i nagle uniósł się ponad pas startowy.

- Jestem padnięta! - Rydel wbiegła do domu i rzuciła się na kanapy w salonie. Lot z Denver do Los Angeles zajął im trzy godziny. Nie zmrużyła ani na chwilę oka, ponieważ była miażdżona przez dwóch masywnych mężczyzn. Jedyne o czym marzyła to usnąć przykryta mięciutkim kocykiem. 
- Ej, laska! Wstawaj! - Emma gwałtownie ją szturchnęła. - Musimy jechać do centrum handlowego!
- Ży czo? - wybełkotała w poduszkę, ale po chwili odwróciła głowę i spojrzała się na dziewczynę. - Jedź z Rossem. Ja jestem zmęczona. - burknęła i zakryła się kocem. Emma głośno westchnęła i odwróciła się do chłopaków, którzy leżeli jeden na drugim na kanapie. Zakryła usta dłonią, by ich nie obudzić przez swój chichot. Podeszła cicho do szafeczki na klucze od samochodów i zdjęła z haczyka kluczyki od BMW Rossa. Zamknęła ją z powrotem, zbliżyła się do blondyna i musnęła go ustami w policzek. Uśmiechnął się, ale nie obudził. Wyszła z domu zostawiając zmęczonych Lynchów w salonie. Gdy podchodziła do garażu poczuła wibracje w kieszeni. Wyciągnęła swój telefon. Na ekranie widniała nowa wiadomość:
Gavin: Dlaczego mi nie powiedziałaś, że wróciłaś w Los Angeles? Ty mała jędzo!
Dziewczyna otworzyła szeroko oczy i cicho się zaśmiała. Odpisała mu, gdy tylko się opanowała: "Szpiegujesz mnie? Gavinie Walsh, jak możesz?". Nie minęło dziesięć sekund, gdy znowu otrzymała wiadomość: "Widziałem cię, gdy wchodziłaś do restauracji z tym jak mu tam..."
Emma: Wracałam z lotniska i mój chłopak ROSS zabrał mnie na obiad. Jego rodzeństwo, Ell  i rodzice poszli do KFC na hamburgery.
Gavin: Ale to nie usprawiedliwia cię za to, że mi nie powiedziałaś, że wróciłaś! Myślałem, że mnie lubisz :(
Emma: Bardzo cię lubię. Po prostu nie miałam czasu...
Gavin: No niech ci będzie. Wybaczam ci... Masz teraz czas? 
Emma: W sumie tak, bo jadę do centrum handlowego.
Gavin: Sama? Bez Rydel? Bez tego jak mu tam?
Emma: Ross, on ma na imię Ross! I tak, sama. Oni są zmęczeni.
Gavin: To podaj mi adres ich domu. Zaraz przyjadę i razem pojedziemy do centrum handlowego. Co ty na to?
Emma: Mi to pasuje!
Dziewczyna rozejrzała się dookoła. Słońce już powoli zachodziło. Zbliżała się godzina piąta wieczorem. Co chwilę ktoś przebiegał po ulicy, w domu naprzeciwko słychać było dudniącą muzykę, a w powietrzu unosił się zapach grilla. Z każdej strony dochodziły krzyki i śmiechy ludzi bawiących się w ogródkach. Po prostu cudowny wieczór. Blondynka podbiegła do drzwi wejściowych i rzuciła kluczyki od samochodu Rossa na szafkę. Zamknęła za sobą i usiadła na schodach przed domem. Wyciągnęła z kieszeni spodni telefon, ale gdy tylko to zrobiła, podjechał srebrny volkswagen tiguan, z którego wysiadł Gavin. Nawet nie wyłączył silnika. Podszedł do siedzącej na schodkach Emmy i podał jej rękę.
- Długo czekałaś? - spytał, gdy wstała i otrzepała dżinsy z brudu. 
- Nie - posłała mu szeroki uśmiech - To jak, jedziemy? - Ruszyła w stronę auta.
- A tak właściwie co chcesz kupić?! - krzyknął, idąc za nią.
- Wiesz, już po jutrze urodziny Rossa, a później noworoczny koncert w Hershey. Przydałaby się nowa sukienka, a dla Rossa prezent.
- Jak ja to lubię, gdy dziewczyna idzie na konkretne zakupy! - krzyknął zadowolony i uniósł ręce do góry. Blondynka zaśmiała się i usiadła na fotel pasażera. Chłopak wsiadł za kierownicę i ruszyli spod domu Lynchów. Podczas jazdy po autostradzie Emma otworzyła okno i przyglądała się pięknemu zachodowi słońca. Gavin widząc uśmiech na jej twarzy włączył jedną z płyt, które trzymał w schowku i rozbrzmiała piosenka "Hit the lights". Podkręcił głośniki i prędkość pojazdu. Emma spojrzała na niego i ze śmiechem oparła się o fotel.
- Coś nie tak? - spytał, sięgając do schowka nad głową po ray ban'y. Jedną parę podał Emmie. - Jak lans, to po całości, prawda mała? - uśmiechnął się do niej. Dziewczyna przewróciła rozbawiona oczami i nałożyła na nos okulary.
- Z kim ja się zadaję?! - krzyknęła i poprawiła włosy, która przez wiatr żyły własnym życiem.
- Z Gavinem Walshem. Najprzystojniejszym chłopakiem na całym bożym świecie. 
- Chciałbyś! - Uderzyła go po przyjacielsku w ramię, a on ponownie się do niej uśmiechnął. 

- To od czego zaczynamy? - Emma i Gavin przekroczyli próg galerii i znaleźli się na ogromnej hali, gdzie znajdowało się kilkanaście korytarzy wypełnionych setkami sklepów i restauracji. 
- Co kupić najpierw? Sukienkę, czy prezent? - Dziewczyna spojrzała na niego, a potem przed siebie na biegających od sklepu do sklepu ludzi.
- Może prezent? Nie wiem, czy po wybieraniu sukienki będę trzeźwo myślał. - zaśmiał się i ruszył do sklepu z grami komputerowymi. - Wiesz, bo jestem facetem i gdyby nie patrzeć, to wiem, co my-faceci lubimy. - Emma pokręciła tylko głową, ale ruszyła za nim.
- To ty wybierz jakąś nową grę. Ja się na tym nie znam, ale wiem, że Ross uwielbia gry akcji i tak dalej. - mówiąc, szła w dział z płytami muzycznymi, a potem przeszła się przez słuchawki do telefonu i inne akcesoria.
- Proszę. Battlefield 4 może być? - powiedział Gavin, obejmując ją ramieniem i przytykając pudełko z grą pod jej nos. 
- Może być. Tej jeszcze nie widziałam u niego na półce. - uśmiechnęła się - Szybko poszło.
- Dziwisz się? Jestem tutaj, to... 
- Zamknij się! - przerwała mu, lekko popychając go do tyłu. Prawie spadł na regał. - Ups.
- To był atak! Jak mogłaś, ty wredna, mała jędzo! - Chwycił ją w pasie i przerzucił sobie przez ramię. 
- Przestań! Gavin, postaw mnie na ziemię! Gavin! Ja chcę na ziemię! - darła się, czym przywołała dwóch potężnych ochroniarzy sklepu. Podeszli do nich i założyli ręce.
- Czy mogą państwo...
- Tak, już. Przepraszam. - speszył się Gavin i postawił Emmę. Mężczyźni zmierzyli go wzrokiem, a on pociągnął blondynkę w stronę kasy.
- Ej, chciałam kupić sobie jakąś płytkę! - oburzyła się. 
- Kiedy indziej sobie pójdziesz - rzekł, kładąc pudełko z grą na ladę - Ci faceci mnie przerażają.
- Jasne! - zaśmiała się, przedłużając słowo. - Ile płacę? - zwróciła się do kasjerki i o mało nie przewróciła się z wrażenia. - Cassidy?! - krzyknęła zdziwiona.
- Cześć, Emma. - uśmiechnęła się blondynka i zeskanowała kod kreskowy gry.
- Kiedy wypełzłaś z paki? - rzuciła zgryźliwie. - I kiedy masz zamiar porwać Rossa? - prychnęła i zmierzyła dziewczynę wzrokiem.
- A co ty taka opryskliwa, Em? - uśmiechnęła się sztucznie. - Trzydzieści dwa, pięćdziesiąt za grę. - dodała, podając reklamówkę z zakupem.
- Proszę. - Położyła banknoty na miseczce. - Reszty nie trzeba. - Odwróciła się i szybko wyszła ze sklepu, ciągnąc za sobą zdezorientowanego Gavina.
- Znacie się? - spytał zaskoczony i usiadł na ławce, koło drzewka w doniczce. Emma dosiadła się do niego.
- Była dziewczyna Rossa. Było trochę akcji z nią, ale już jest wszystko w normie... na razie jest wszystko w normie. - westchnęła, przyglądając się blondynce za kasą, która obsługiwała kolejnego klienta. - Ona to by się na dziwkę nadawała, a nie na kasjerkę. - wywnioskowała i wstała. Ruszyła szybkim krokiem przed siebie.
- Co?! Dlaczego? - Gavin chwycił ją za nadgarstek. - Co się takiego stało?
- Hmm? Dlaczego to cię tak inter... - przerwała i otworzyła szeroko oczy. - Niee. Błagam, powiedz, że nie masz z tą suką nic wspólnego! - Chwyciła go za przedramienia i zaczęła potrząsać.
- Spokojnie mała. - zaśmiał się - Nie jesteśmy spokrewnieni, ani nic w tym stylu, ale kiedyś ona mi się podobała. Wiesz, zauroczenie i te sprawy.
- Kiedy to było? - dociekała dziewczyna.
- Chyba w te wakacje. Codziennie chodziłem na plażę biegać i widziałem ją za każdym razem. Surfowała z tym jak mu tam...
- Z Rossem! Dlaczego tobie tak ciężko zapamiętać jego imię? - zaśmiała się. Chłopak wzruszył ramionami. - No nieważne. Idziemy?
- Możemy iść. - odpowiedział przejmując od niej reklamówkę z prezentem dla Rossa.
- Sama potrafię to nieść. - zaśmiała się i już chciała wyrwać mu siatkę z rąk, ale on się odsunął.
- Wątpię, bo zaraz rzucisz się na sukienki. - dogryzł jej. Emma przystanęła i zmierzyła go wzrokiem. 
- Przeginasz, facet. - wycedziła przez zaciśnięte zęby, ale potem szeroko się uśmiechnęła, widząc wystraszony wyraz twarzy chłopaka.

- Dlaczego tak stoisz? - Gavin podszedł do Emmy i objął ją ramieniem. Dziewczyna stała przed witryną jednego ze sklepów i wpatrywała się w jasno różową sukienkę z cekinowym gorsetem - Wejdź i przymierz. 
- Coś ty. Za droga. - westchnęła.
- Ale nie zaszkodzi ci przymierzyć. Chodź! - Pociągnął ją za rękę i otworzył przed nią drzwi do sklepu. Dziewczyna podeszła do kasjerki i poprosiła o sukienkę z wystawy. Kobieta podała jej ją, a blondynka udała się do przymierzalni. Gavin przysiadł na fotelu obok zasłonki, zza której po chwili wyszła dziewczyna.
- Wow. - westchnął Gavin i z otwartymi ustami wpatrywał się w nastolatkę. - Ile za nią?
- Sto trzydzieści pięć, dziewięćdziesiąt dziewięć.  - Zerknęła na metkę. - Za droga.
- Nie jeśli i ja się dorzucę. Wyglądasz w niej bosko. - zaśmiał się, wyciągając portfel z zewnętrznej kieszeni kurtki.
- Rossowi się spodoba? - Emma obróciła się wokół własnej osi, przez co sukienka mocno uniosła się do góry. 
- Rossowi? - westchnął Gavin i wstał. Podszedł bliżej do dziewczyny. - Będzie istnym głupkiem, jeśli mu się nie spodoba. Uwierz mi. - Założył jej kosmyk włosów za ucho i delikatnie się do niej uśmiechnął. Odwzajemniła to.
- Skoro tak mówisz. - westchnęła i przejrzała się w lustrze. - To bierzemy ją. - Wróciła za zasłonkę i zrzuciła z siebie sukienkę. Nałożyła z powrotem swoje ubrania i wyszła zapłacić. Wyszło na to, że ona zapłaciła trzydzieści pięć, dziewięćdziesiąt dziewięć, a Gavin resztę. Po wyjściu z butiku usiedli przy stoliku obok jednej z restauracji. 
- Nie wiem kiedy ci oddam tę stówę. Póki co jestem spłukana. - Emma poprawiła sobie nerwowo włosy.
- Nie musisz mi nic oddawać. - uśmiechnął się i rozejrzał naokoło. - Słuchaj, znam świetną knajpę w Encino. Pojedziemy? - Wstał i pociągnął Emmę za rękę. Ta z niechęcią się podniosła.
- Kolejne pieniądze będziesz na mnie wydawał? - spytała zaskoczona.
- A dlaczegoż by nie? - zaśmiał się - Jesteś moją przyjaciółką i nie pozwolę sobie, abyś płaciła za swoją kolację. Ja stawiam. - Chłopak widząc niepewny wyraz twarzy nastolatki, stanął naprzeciw niej i podniósł jej podbródek. - Hej, rozchmurz się, okay?
- No niech ci będzie. - westchnęła i razem wyszli z centrum handlowego. Gavin otworzył drzwi Emmie, po czym sam poprowadził samochód do dzielnicy, w której mieszkał-Encino, około dziesięciu kilometrów od domu Lynchów w Northridge. 
Dojechali do dość małej knajpki. Słońce już całkowicie zaszło i na niebie było mnóstwo gwiazd, ani jednej chmurki. Wysiedli z samochodu i skierowali się do wejścia. Zajęli miejsca przy stoliku zaraz obok okna i dopiero wtedy Emma zauważyła, że na końcu sali stoi scena z karaoke. Odwróciła się do Gavina i szeroko się uśmiechnęła.
- Zaśpiewamy? - pisnęła cieniutkim głosikiem. - Proszę.
- Co? Ja...ja nie umiem śpiewać. - krzyknął i oparł się o krzesło, zakładając ręce na klatkę piersiową. Emma zaśmiała się głośno.
 - Oj tam. To tylko zabawa. - nalegała - Gavin, proszę. - Chwyciła jego dłoń, a on splótł ich palce razem. Miał wrażenie, że zaraz motyle rozsadzą mu brzuch od środka. Spojrzał się na blondynkę i głośno przełknął ślinę. Według niego wyglądała pięknie w świetle spelunki. Co chwilę na jej twarz wkradały się neonowe światełka, a jej oczy mocno błyszczały. 
- Skoro tak ład... - Nie dokończył, gdyż dziewczyna gwałtownie pociągnęła go na scenę. Na sali rozbrzmiały brawa siedzących przy stolikach klientów. - Ja nie umiem. - szepnął do dziewczyny, zakrywając mikrofon, który trzymał w ręce.
- Dasz radę, Gavin. - Posłała mu szeroki uśmiech. - Wybierz piosenkę. - Chłopak niepewnie przejechał palcem po ekranie. 
(Emma-Gavin-Razem)
It's been said and done
Every beautiful thought's been already sung
And I guess right now here's another one
So your melody will play on and on
With the best of 'om
You are beautiful
Like a dream come alive, incredible
A centerfold, miracle, lyrical
You saved my life again
And I want you to know baby

I, I love you like a love song baby
I, I love you like a love song baby
I, I love you like a love song baby
And I keep hittin' repeat-peat-peat-peat-peat-peat
I, I love you like a love song baby
I, I love you like a love song baby
I, I love you like a love song baby
And I keep hittin' repeat-peat-peat-peat-peat-peat

Constantly
Boy you play though my mind like a symphony
There's no way to describe
What you do to me
You just do to me
What you do
And it feels like I've been rescued
I've been set free
I am hypnotized
By your destiny
You are magical, lyrical, beautiful
You are
And I want you to know baby

I, I love you like a love song baby
I, I love you like a love song baby
I, I love you like a love song baby
And I keep hittin' repeat-peat-peat-peat-peat-peat
I, I love you like a love song baby
I, I love you like a love song baby
I, I love you like a love song baby
And I keep hittin' repeat-peat-peat-peat-peat-peat

No one compares
You stand alone
To every record I own
Music to my heart
That's what you are
A song that goes on and on

I, I love you like a love song baby
I, I love you like a love song baby
(I love you)
I, I love you like a love song baby
(like a love song)
And I keep hittin' repeat-peat-peat-peat-peat-peat
(like a love song)
I, I love you like a love song baby
I, I love you like a love song baby
I, I love you like a love song baby
(I love you)
I love you
Like a Love Song
- Mówiłeś, że nie umiesz śpiewać! - oburzyła się Emma, ale po sekundzie mocno go przytuliła. Po wykonaniu piosenki otrzymali półtora minutowe owacje na stojąco. Nastolatkowie ukłonili się i zeszli ze sceny do swojego stolika, do którego po chwili przyszła kelnerka.
- Przystawka na koszt firmy. - Postawiła przed nimi dwa talerze i po szklance soku pomarańczowego. - Życzę smacznego.
- Dziękujemy. - odezwał się Gavin i podał Emmie sztućce. - Nie wiedziałem, że dostaniemy darmowe żarełko. - zaśmiał się.
- I to wszystko dzięki mnie. Nie ma za co. - Uśmiechnęła się - To jak, zaśpiewamy jeszcze raz, by dostać za darmo danie główne?
- Raczej takiego rarytasu to tu nie ma. - zaśmiał się i wziął łyk soku. - Dobry. Kurde, mają tutaj lepsze żarcie niż wcześniej, gdy tu byłem.
- A kiedy tu byłeś ostatnim razem? - spytała, rozglądając się po stolikach. Ruch mieli niezły.
- Jakiś miesiąc temu. - odpowiedział i wrócił do konsumowanie jedzenia.
- Może była tutaj Magda Gessler. - zachichotała.
- Kto? - spytał z pełnymi ustami.
- Nieważne. Wpisz sobie w google, to będziesz wiedział. - Wytknęła mu język. - To, co potem?
- A nie wiem... Może plaża? - mówiąc to, wymachiwał widelcem we wszystkie strony.
- W sumie moglibyśmy pójść. Nie mam nic ciekawszego do roboty... Która to godzina? 
Gavin wyciągnął komórkę i powiedział:
- Dokładnie za siedem ósma. 
- Jak tak to spoko - Odetchnęła i chwyciła menu restauracji. - Co zamawiamy? Specjał kucharza?
- Mi pasuje. - zamyślił się i wstał od stołu. Podszedł do baru i złożył zamówienie. Gdy kelnerka chciała odejść, zatrzymał ją. Po chwili podszedł do niego barman. Wymieszał kilka soków i przelał do dwóch szklanek. Jeden napój miał odcienie niebieskiego, a drugi różu. Chłopak wrócił do stolika i postawił na nim szklanki.
- Chcesz mnie upić? - zaśmiała się dziewczyna i przejęła różowy napój. 
- Oczywiście. Zawsze i wszędzie! - Również zaśmiał się i usiadł na swoje miejsce. 
Chwilę rozmawiali. Opowiadali o swoim życiu i o tym ile się zmieniło od ich pierwszego spotkania. Emma dowiedziała się, że Gavin mieszka w dzielnicy Encino ze starszą siostrą Emilie, która ma dwadzieścia pięć lat; do tego od dwóch lat jest wujkiem dla Cartera-syna jego drugiej starszej siostry Olivii oraz, że pracuje jako informatyk w jednej z firm w Encino. (Więcej informacji w zakładce Bohaterowie - od aut.)
Po spędzeniu godziny na żywej rozmowie, Gavin zapłacił za kolację i razem z Emmą udali się na parking przed knajpą. Chłopak wziął z tylnego siedzenia swoją bluzę i dał ją blondynce, ponieważ biedna trzęsła się z zimna.
- Ta plaża to chyba nie jest dobry pomysł. - Objął ją ramieniem, by ją bardziej ogrzać. Ona wtuliła się w niego. Stali tak chwilę obok pojazdu, wsłuchując się w muzykę, która dobiegała ze środka lokalu. Emmie powoli zamykały się oczy, gdy nagle odpłynęła trzymana w ramionach Gavina. Chłopak poczuł, że nastolatka śpi. Wziął ją na ręce i posadził delikatnie na przednim siedzeniu pasażera. Zapiął ją pasami i usiadł za kierownicą. Odpalił silnik i ruszył w stronę swojego domu, do którego miał bliżej niż do Lynchów. Zaparkował auto przed garażem. Zauważył, że pali się światło w kuchni i salonie, co oznaczało, że Emilie jeszcze nie śpi. Delikatnie wyniósł Emmę z samochodu i wniósł ją do środka domu. Ściągnął trampki z nóg i wszedł z dziewczyną do salonu. Siedząca na kanapie Emilie nieźle się zdziwiła.
- Umm... Gavin? Kto to? - spytała zaskoczona, ale jednocześnie uśmiechnięta.
- Pamiętasz Emmę? Dziewczynę, którą poznałem na wymianie?
- Tak... To ona?! - krzyknęła i usiadła na oparciu kanapy.
- Emilie nie krzycz tak, błagam. I tak, to ona. - zaśmiał się i zaczął iść w stronę kręconych schodów, prowadzących na piętro.
- Świat jednak jest mały. - mruknęła do siebie dziewczyna i wróciła do oglądania telewizji. 
Gavin wszedł na pierwsze piętro i z kopa otworzył drzwi do swojego pokoju, w którym nie panował pierwszy porządek. Odgarnął nogami walające się po podłodze rzeczy, by bezpiecznie dotrzeć do łóżka. Gdy położył już dziewczynę, zgarnął z pościeli zabawki, którymi bawił się ze swoim siostrzeńcem przed wyjazdem do Emmy. Przykrył nastolatkę kocem, wcześniej zdejmując jej z nóg trampki. Wyszedł z pokoju, prawie wcześniej zabijając się o stojące przy biurku krzesło. 

Witam, cześć i czołem! Tutaj Tajemnicza Dziewczyna!
Jest ktoś kto za mną tęsknił? Ktoś kto czekał na nowy rozdział? Co prawda ten jest mało o R5, ale następna część już będzie o naszym kochanym zespole. Kilka dni temu złożyłam zamówienie na Dellylandzie i już niedługo zmienię wygląd bloga. Potrzebuje on odświeżenia zwłaszcza, że teraz akcja się trochę przyśpieszy...ale tak stopniowo będzie się rozpędzała :) 
Napisałam ten rozdział, ponieważ mam teraz rekolekcje. Ku mojemu zdziwieniu nie miałam aż tyle zadane, dlatego postanowiłam napisać dla was pierwszą cześć Rozdziału 68. Będą tylko dwie, bo w tej nie zmieściłabym się. I tak rozdział wyszedł naprawdę długi. Ma dokładnie 4 189 słów :D 
Póki co mam trochęl luzu, także zabieram się za pisanie drugiej części tego rozdziału!
Do następnego, kochani! :)
~Julia
Ps. Jakiekolwiek błędy poprawię... wkrótce :P
45 komentarzy=nowy rozdział

sobota, 7 marca 2015

Byle do 23 kwietnia... A może wcześniej? Zobaczymy.

Ostatni rozdział był 9 lutego... a dzisiaj co mamy? Już 7 marca. Jak to możliwe, że tak długo nie ma nic nowego? Odpowiedź jest bardzo prosta... Klasa 3 gimnazjum nie jest sielanką, szczególnie w Społecznym Gimnazjum Językowym. Mamy roboty więcej niż w niejednym ogólniaku. Jest sobota, dokładnie 1:03 w nocy, a ja siedzę nad spisem lektur z klasy trzeciej. Mam do opisania cechy głównych bohaterów, streszczenie utworu oraz wypisać motywy. Coś takiego już zrobiłam z lekturami klasy pierwszej i drugiej... Potem oczywiście będzie z tego kartkówka. 
Oprócz polskiego mam jeszcze angielski, którego nauczycielka się nieco rozpędziła. Nie wiem, czy kojarzycie repetytorium gimnazjalne z angielskiego "Longman", ale nasza klasa aktualnie już to kończy (jesteśmy przy dziale 13), gdzie pozostałe trzecie klasy są przy 6 dziale. Co każdy dział jest kartkówka z minimum 130 słówek i do napisania praca na podany temat...
Pewnie zadajecie sobie pytanie "Kiedy to się skończy?", "Kiedy rozdziały będą się pojawiały normalnie?"... "Kiedy będzie NOWY rozdział?!". Odpowiedź jest zawarta w tytule posta "Byle do 23 kwietnia... A może wcześniej? Zobaczymy."
Dokładnie 23 kwietnia są ostatnie egzaminy gimnazjalne (język obcy) i wtedy upragniony koniec tzw. "Zapierdalingu". Nie wiem, ale może uda mi się coś napisać w między czasie, ale póki co nawet się nie zabrałam porządnie za Rozdział 68. Nie mam za wiele napisane... 
To nie działa tak, że muszę koniecznie siedzieć przy kompie i tworzyć nowe rozdziały. Gdybym tak robiła, nie miałabym życia towarzyskiego. Piszę, kiedy mam czas i przede wszystkim ochotę. 
Postanowiłam napisać tę notkę, aby Was powiadomić o tym, co się dzieje aktualnie w moim życiu i dlaczego blog stracił na swojej aktywności. Przepraszam Was za to bardzo, ale nie mam wpływu na to, ile nam nauczyciele zadają. 
Planowałam dodać Rozdział 68 w ten weekend, ale widzę, że mi się to nie uda. Nie obiecuję, że będzie w przyszłym, czy za dwa, trzy... bo nie wiem. Nie mam bladego pojęcia. 
Zobaczymy jak to będzie.
Jeszcze raz przepraszam.
... Pewnie ta notka nie ma sensu, ale co tam. Musiałam Wam przekazać, na czym my wszyscy stoimy ;)
Trzymajcie się cieplutko i do następnego ;*
~Julia

poniedziałek, 9 lutego 2015

Rozdział 67

Jak widzicie (albo i nie) zmieniłam numerację rozdziałów, gdyż chcę dać Rozdział 69 wcześniej. Pewnie się cieszycie, co? Haha. Miałam zaplanowany ten rozdział jako retrospekcję, ale widzę, że bez dzielenia poprzednich rozdziałów na części, bez problemu się zmieszczę z wydarzeniami. Wcześniej bałam się, że tak się nie stanie i głównie dlatego dzieliłam na części..Wracając...Tak oto przed Wami Rozdział 67. Jeszcze jeden i będzie 69. Dobra. To tyle na razie ode mnie. Enjoy!

45 komentarzy=nowy rozdział
Polecany blog: swiat-hayden.blogspot.com by Hopeless
- Wesołego pierwszego dnia po świętach! - Ellington rzucił się na leżącą na łóżku Rydel i zaczął nią tarmosić, krzyczeć do jej ucha i łaskotać. Dziewczyna próbowała się bronić, ale nie udawało jej się to. Śmiała się tak głośno, że przywołała do pokoju swoich braci, którzy wpadli z przeróżnymi rzeczami w rękach: Riker z wazonem, Rocky z poduszką, Ryland z ładowarką od telefonu, którą wywijał na prawo i lewo, a Ross przyleciał z gitarą.
- Hahaha... chciałeś... hahaha... poświęcić... hahaha... Lunę? - Rydel wybełkotała między napadami śmiechu. Ellington był niemiłosierny. Ross spojrzał na siostrę, potem na instrument, a potem znów na siostrę.
- Nie. Po prostu atakujący miał się mnie wystraszyć. - uśmiechnął się i oparł gitarę o nogę.
- Rozczaruję cię, ale się nie wystraszyłem. - Ellington spojrzał na niego rozbawiony i odsunął się od Rydel, która łapczywie nabierała powietrze do płuc. - Dzień dobry. - uśmiechnął się do blondynki.
- Jak dobrze, że już dzisiaj pakujemy manatki i wracamy do LA. Wyśpię się chociaż. - westchnęła.
- Ty się nie wyspałaś? Dochodzi już pierwsza po południu! - krzyknął Ross i uniósł brwi. 
- Łołoło! - Rocky uderzył brata w tors. - Ty mi tu nie dochodź. - Spojrzał na niego poważnie. - Jak chcesz dochodzić, to won mi stąd!
- Boże! Z kim ja żyję!? - Rydel padła głową w poduszki z bezradności na słowa swojego młodszego brata. Chłopaki spojrzeli na siebie, a potem na Rocky'iego. Pokiwali głowami i wyszli z pokoju, zostawiając Rydel sam na sam z Ellem.
- To jak Riker, trzymasz się? - Ross objął starszego brata ramieniem. - Wczoraj widziałem, że zostałeś dłużej w szpitalu.
- Powiem ci bro, że muszę spiąć dupę, a nie być jakimś...
- Piździelcem? - Zza rogu wyłonił się Rocky z wykrzywionymi brwiami. Ross z Rikerem spojrzeli się na niego z politowaniem, ale starszemu dokładnie to określenie chodziło po głowie.
- Piździelcem... - powtórzył mrucząc - Dokładnie.
- Aż sobie to zapiszę w telefonie. - Tak jak mówił, Ross wyciągnął iPhona i wpisał w kontaktach zamiast RikerPiździelec.
- Boże, mam nadzieję, że mama tego nie zobaczy. - zaśmiał się starszy i wyminął braci, kierując się do swojej sypialni, którą wcześniej dzielił z Magdą.
- O której jedziesz po swoją Księżniczkę?! - Ross krzyknął, opierając się o sofę stojącą przy ścianie.
- Nie drzyj się tak. Stoję naprzeciwko ciebie - zaśmiał się Riker - Będę jechał za jakieś półtorej godziny, a co?
- Jechać z tobą? - zapytał, unosząc wzrok ponad wyświetlacz komórki. Posłał bratu dziwnie wesołe spojrzenie. 
- Ummm... - Podrapał się po karku, wędrując wzrokiem po kwiecistym dywanie znajdującym się na korytarzu. - Chce ci się?
- Dlaczego by nie. - wzruszył ramionami i podszedł do brata. Oparł dłonie na jego ramionach i głośno westchnął. - Emma chce jechać - Riker się głośno zaśmiał. - Nie dawała mi z tym spokoju. Powiedziała mi, że obiecała Magdzie przyjazd i swoją pomoc. Wiesz...
- Psiapsiółki. - uśmiechnął się i oparł o framugę od drzwi swojej sypialni.
- Dokładnie. - Ross podciągnął rękawy od swojej bluzy. - To jak?
- Ale dlaczego TY chcesz jechać? - Puknął go palcem w klatkę piersiową.
- Bo mam plany. To nasz ostatni dzień w Littleton, a nie pokazałem Emmie niczego. Tutaj się wychowywałem i tutaj spędziłem całe moje dzieciństwo... Mam mało czasu, bo już wieczorem wylatujemy z powrotem do Los Angeles.
- Niestety - westchnął.
- Co się dzieje, bro? - Ross spojrzał na niego i poklepał go po ramieniu. - Wiesz, że mi zawsze możesz powiedzieć.
- Wiem, wiem... Chodzi o to, że Magda musi wracać do Warszawy.
- Ojoj... - Ross podrapał się po głowie.
- A wiesz czego boję się najbardziej? - siedemnastolatek pokręcił głową - Że rodzice coś jej zrobią.
- To znaczy? - Ross wyglądał na zainteresowanego.
- No wiesz, jej rodzice są lekarzami i są z tych rodziców, którzy mają już zaplanowane całe życie dla swoich dzieci. Przecież Magda ma niespełna osiemnaście lat i jest ze mną w drugim miesiącu ciąży. Do tego oświadczyłem się jej dwa dni temu... - zaciął się na chwilę - Co ja narobiłem?! - wydarł się i złapał za swoją głowę.
- Spokojnie. - uspokoił go Ross - Pamiętaj o oddychaniu, Riker.
- Zrozum! - krzyknął i chwycił młodszego za ramiona. - Ja jej niszczę życie! Widziałem minę jej ojca, gdy mnie zobaczył. Nie było to nic przyjemnego. Pewnie gdy wróci, zrobią jej awanturę, bo jest w CIĄŻY! Wyrzucą ją z domu i będzie mu...
Ross już nie mógł dłużej wytrzymać i najprościej w świecie przywalił Rikerowi w policzek tak mocno, że zostawił ślad po swoich palcach. Starszy chwycił się za obolałe miejsce, po czym się wyprostował.
- Dziękuję. Tego właśnie potrzebowałem. Ostatnio, pomimo że chcę się ogarnąć, nie potrafię. Robię z siebie totalnego piździelca. Żaden ze mnie facet. - mruknął ostatnie zdanie i walnął w drzwi od pokoju, otwierając je tym ruchem, po czym chciał zamknąć kopnięciem, ale Ross wsunął nogę między drzwi a framugę. Wszedł do środka.
- Stary, weź się w garść! - Gwałtownie go obrócił - Magda potrzebuje teraz ciebie, faceta z jajami, który nie pozwoli jej się zadręczać. Wykorzystaj to, że jest jeszcze w Littleton... z tobą. Udowodnij jej, że bez względu na wszystko może liczyć na ciebie. - Znów go spoliczkował. - Błagam cię, weź się w garść! - krzyknął i wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami.
- Dziękuję. - mruknął Riker i usiadł na łóżku. Jego uwagę przykuła komórka. Sięgnął po nią i odblokował. Na ekranie widniała wiadomość od Magdy.
Kiedy przyjedziesz? Tęsknię.
Chłopak uśmiechnął się do siebie i przygotował kciuki, by odpisać.
Będę za godzinkę. Też za Tobą tęsknię, skarbie.
Spojrzał się na ostatnie słowo i padł na pościel, kładąc sobie ręce pod głowę. Przed oczami miał Magdę, ale wyglądała ona na wyczerpaną jak wtedy, gdy siedziała na krześle w gabinecie doktor Fricher, która robiła jej badanie USG. Przypomniał sobie jak na niego patrzyła tymi swoimi czekoladowymi oczami. Czuł, że jego serce łamie się na kawałki, bo nie wie, jak jej pomóc. 
Zamknął oczy i zobaczył Magdę, Magdę siedzącą na szpitalnym korytarzu w Chicago. Znów poczuł te motyle w brzuchu. Tak samo, jak w tamtym momencie. Gdy się na niego spojrzała, nie wiedział co zrobić. Nagle zapomniał jak się oddycha. 
- Jak się nazywasz?
- Magdalena, a Ty jesteś Riker tak?
-  Tak... Widzę, że mnie znasz.
- Jak mogłabym Cię nie znać. Należysz do R5.
- Jesteś przyjaciółką Emmy?
- Tak, znamy się od przedszkola... 
Ta krótka wymiana zdań dudniła w głowie Rikera przez kolejne dziesięć minut. Pamiętał jak się do niego uśmiechała. To głównie za ten piękny, perlisty uśmiech ją pokochał. 
- Riker! - Rozległo się głośne pukanie do drzwi i głos Emmy. - Jedziemy? Już jest po drugiej!
- Co? - mruknął do siebie zaskoczony i gwałtownie usiadł na łóżku. Sięgnął po telefon. Wiadomość do Magdy wysłał dokładnie o pierwsze po południu. Zerknął na zegar cyfrowy na ekranie: trzy po drugiej. - Cholera... - mruknął ponownie do siebie i wstał. - Tak, już jedziemy! - krzyknął i podszedł do komody. Z pierwszej szuflady wyciągnął czystą bieliznę dla Magdy.
- Skoro chcesz, może być jak dawniej. - powiedział do siebie i chwycił do ręki koronkową bieliznę dla swojej narzeczonej. Z szuflady niżej wyciągnął sweterek i dżinsy. Wszystko to włożył do torby, do której wrzucił jeszcze kosmetyki do porannej toalety. Zarzucił torbę na ramię. Wsunął do kieszeni iPhona i wyszedł z pokoju. Na sofie przed drzwiami siedzeli Ross z Emmą w dziwnej pozycji...dla cywilizowanego człowieka. Dla nich to codzienność. Dziewczyna siedziała mu okrakiem na kolanach, a on jeździł dłońmi po jej biodrach. Co jakiś czas klepał ją po tyłku.
- Ekhem. - Riker dał o sobie znać głośnym chrząknięciem. - Gotowi?
- Tak! - Emma zerwała się z Rossa i zbiegła po schodach na dół.
- Ta to ma powera. - zaśmiał się Riker - Pewnie jest niezła w łóżku, co? - szturchnął brata w bok, a ten sprzedał mu kuksańca po głowie.
- Zamknij się! - krzyknął i oboje zbiegli na dół. Ubrali się w ułamku sekundy i wyszli do garażu po samochód.

- Rocky! - krzyknęła Stormie z ganku. - Rocky, masz gościa! - Po tych słowach było słychać, jak zbiega z góry. Zdyszany wleciał na ganek i gdy zobaczył kto przyszedł, poprawił szybko grzywkę i podciągnął rękawy od bluzy.
- Cześć. - wydukał, opierając się o framugę drzwi. Stormie spojrzała na nich z uśmiechem i zostawiła ich samych.
- Hej. - Alex uśmiechnęła się i podeszła do bruneta, a on wyprostował się w drzwiach. Rozpiął jej kurtkę, odwiązał szalik, po czym odwiesił jej rzeczy na wieszak. 
- Jak tam? - odchrząknął i odwrócił się do niej. Zarzuciła mu ręce na szyję, przyciągając go do siebie i musnęła wargami jego usta. 
- Dobrze. - zaśmiała się i pocałowała go następnie w policzek.
- Takie powitania mi bardzo odpowiadają. - Założył jej kosmyk włosów na ucho. Dziewczyna się zaśmiała i przysiadła na fotelu, by ściągnąć zimowe buty. Jej uwagę przykuł schodzący po schodach Ryland. Taszczył wielką, szarą walizkę. 
- Wracacie dzisiaj do Los Angeles? - spytała, podnosząc się z siedzenia. Rocky odwrócił się, by zobaczyć, na co patrzyła Alex. 
- Ah tak. Mamy samolot dzisiaj o siódmej wieczorem. - Objął ją ramieniem i przyciągnął do siebie. Była o niego niższa o głowę, przez co musiała wysoko zadzierać wzrok. - A wy kiedy wracacie?
- Zostajemy w Denver do Nowego Roku. - westchnęła - Jak spędzasz Nowy Rok?
- Mamy koncert w Hershey w Pensylwanii - uśmiechnął się i pogłaskał ją po głowie. - A może przyjedziesz? Gramy na placu głównym.
- Hershey? - spojrzała na niego zamyślona. - No nie wiem...
- Oj no, proszę. - musnął wargami jej szyję. Ona odchyliła głowę i cichutko jęknęła, gdy poczuła ciepłe wargi chłopaka na swojej skórze. Nagle znów ją pocałował, a ona powtórnie jęknęła, ale głośniej.
- Przestań! - zbeształa go i odchyliła się od niego.
- Lubię jak tak jęczysz. - uśmiechnął się zadziornie. - Tak mnie to nakręca. - Wciągnął powietrze nosem i zamknął oczy. Próbował się uspokoić.
- Nie nakręcaj się tak, bo ci stanie. - zachichotała - I co wtedy?
- No to logiczne - poważnie na nią spojrzał. - Wtedy idziemy na górę do mojego pokoju. Rozbieramy się i... - Dziewczyna przyłożyła mu palec do ust.
- Już. Nic. Nie mów. - zaśmiała się i ruszyła w głąb domu. Cały czas stali w ganku. Rocky otrząsnął się i pobiegł za nią. Alex weszła do salonu i usiadła na kanapie. Chłopak przeskoczył przez oparcie i wylądował zaraz obok niej. Chwycił ją w talii, obrócił na plecy i położył się na niej.
- Co ty wyrabiasz, do cholery? - spytała, śmiejąc się. Chłopak uśmiechnął się do niej zadziornie, po czym zaczął ją łaskotać. - Przestań, idioto! Przestań! Pomocy! Ratunku!
- Nie krzycz tak. - szepnął jej na ucho i przyłożył dłoń do jej policzka. Przestał ją torturować. Wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczami, a serce waliło jej tak mocno, że bała się, że Rocky usłyszy, bądź to poczuje. 
Nagle jego ręka znalazła się pod jej bluzką. Muskał opuszkami skórę, nie odrywając swoich oczy od jej. Uśmiechnął się delikatnie i pocałował jej dekolt. Ona wplątała palce w jego włosy i przyciągnęła go mocniej do siebie. Chłopak całował ją intensywnie i zaczął pomrukiwać, głaszcząc ją po brzuchu.
- Co się tutaj dzieje?! - krzyknęła Rydel, która weszła do salonu. Przez wysokie oparcie kanapy widziała tylko czubek głowy Rocky'iego, która poruszała się w dwuznacznym ruchu i słyszała ciche pomrukiwania.
Para zerwała się momentalnie do pozycji siedzącej. Alex naciągnęła bluzkę na brzuch i przetarła rękawem swój dekolt, który był po prostu ośliniony przez Rocky'iego i jego chaotyczne pocałunki. 
- Żeby nie było, ja też to widziałem. - odezwał się Ellington i wraz z Rydel usiadł na przeciwnej kanapie. - Alex twoje kolczyki idealnie pasują do tej malinki na twojej szyi. - zaśmiał się, wskazując fioletowo-różową plamkę. Dziewczyna chwyciła się na swoją szyję i zmierzyła Rocky'iego groźnym spojrzeniem.
- Musiałeś prawda? Musiałeś?! - spytała z wyrzutem i uderzyła chłopaka w przedramię.
- Oj, przepraszam. - zaśmiał się i przytulił. Rydel z Ellingtonem głośno westchnęli i również się objęli.
- To co Lex, co robisz na Sylwestra? - spytała blondynka, zakładając nogę na nogę. 
- Przyjeżdża na nasz koncert w Hershey. - wtrącił się Rocky. Alex zmierzyła go zabójczym spojrzeniem. Aż się wzdrygnął i zabrał rękę, którą ją obejmował.
- Naprawdę? Przyjedziesz?! - zaświergotała z radości Rydel. Siedemnastolatka spojrzała na nią, po czym kiwnęła twierdząco głową. 
- Tak! - szepnął Rocky, zaciskając dłonie w pięści. Wszyscy się na niego spojrzeli. - Tak... Zabiłem tego mola! - próbował się wykręcić.
- Mola? - Alex spojrzała na niego rozbawiona. - Naprawdę? Nie stać cię na nic więcej? - zaśmiała się i założyła nogi po turecku. Chłopak znów objął ją ramieniem. 
- Idziemy gdzieś?! - krzyknęła nagle Rydel - Samolot mamy dopiero o siódmej, a jest wpół do trzeciej. Chodźcie! - Pociągnęła Ellingtona za rękaw swetra, ale jemu najwyraźniej nie chciało się podnosić z kanapy i wychodzić z cieplutkiego domku na mróz.
- A nie możesz iść sama? - spytał znudzony. Od razu tego pożałował. Dziewczyna wytrzeszczyła oczy ze zdziwienia i podeszła do niego. Nachyliła się nad nim.
- Co powiedziałeś? - oburzyła się. Chłopak się przeraził.
- J-ja? - wydukał. Blondynka kiwnęła głową. - Ja nic nie powiedziałem... To Rocky! - wskazał na bruneta, który znów się migdalił z Alex. Całował ją po policzkach, czole, brodzie. Obsypywał jej twarz pocałunkami.
- O bosz. Zakochany Rocky... - westchnął Ellington - Myślałem, że tego nigdy nie zobaczę. - zaśmiał się.
- Oj weź się wypchaj! - oburzył się dziewiętnastolatek i powrócił do wcześniejszej czynności. 
- To jak, idziemy? - Ellington objął Rydel w talii i cmoknął ją w policzek. Dziewczyna fuknęła zła - Nie gniewaj się na mnie. Chodź, idziemy się gdzieś przejść. - Posłał jej szeroki uśmiech.

- I co, jak się czujesz? Trzymasz się jakoś? - Magda z Emmą weszły do szpitalnej toalety. Ciemnowłosa nachyliła się nad zlewem i opłukała sobie twarz chłodną wodą.
- Na razie dobrze. - odpowiedziała - Ale myśl, że dzisiaj wracam do Warszawy mnie po prostu dobija.
- Hej, przecież wracasz do rodziców. - Emma dotknęła jej ramienia. Przyjaciółka zmierzyła ją spojrzeniem.
- Chyba żartujesz. Mam się z tego cieszyć? - zrzuciła dłoń blondynki. - Znasz moich rodziców. Są na mnie źli, wkurzeni... Gdyby mogli to wydziedziczyliby mnie i wyrzucili z domu. Emma, ja nawet nie mam osiemnastu lat, a już jestem w ciąży i mam narzeczonego. Dla nich to rzecz nie do pojęcia. Oni mieli już zaplanowane dla mnie całe życie. Ukończenie liceum, studia medyczne, prace... Wszystko! A ja to zepsułam. - Zakryła twarz dłońmi. - Oni dadzą mi szlaban, nie będą się do mnie odzywali jak tylko przyjadę, a nie mogę tu zostać dłużej...
- Właśnie, dlaczego? - spytała zainteresowana - Skoro tak to wygląda, to zostań dłużej. Ze mną, z Rikerem, z jego rodziną.
- Matka kazała mi wracać do Warszawy właśnie dzisiaj. Przysłała mi bilet na ten lot.
- Po co masz wracać, skoro tam nikt nie będzie cię wspierał? Po jaką cholerę masz tam wracać? Bo szkoła? - spojrzała na nią z wyrzutem. - Daruj sobie szkołę. Nawet nie wiesz, co ciebie tam czeka. Chłopaki nie dadzą ci spokoju, jeśli tylko zobaczą twój brzuch. Będziesz obrażana...
- Skąd wiesz, hmm? Z filmów? - spytała oburzona - Za takie rady na podstawie filmów, dziękuję bardzo. Naoglądałaś się za dużo Ukrytej Prawdy w Polsce i teraz udajesz wielce mądrą, a wcale taka nie jesteś. Daruj sobie. - fuknęła i zniknęła za drzwiami do ubikacji. 
Emma wpatrywała się chwilę w klamkę, a potem odwróciła się do lustra. Związała rozpuszczone włosy w kucyk i oparła ręce o blat zlewu. 
Teraz udajesz wielce mądrą, a wcale taka nie jesteś. - Te słowa powtarzały się w jej głowie z echem. Miała wrażenie, że głos Magdy rozsadza jej czaszkę. Spojrzała na swoje odbicie i wyszła z łazienki, trzaskając drzwiami.
- Przepraszam. - szepnęła Magda, która siedziała skulona na podłodze, obok sedesu. W jej oczu leciały łzy. Skuliła się tak, że głowę schowała między zgięte nogi. Szlochała.
- Magda! Magda! - Do łazienki wbiegł Riker. Otworzył drzwi od ubikacji, w której siedziała i zamarł. Dziewczyna spojrzała na niego zaszklonymi oczami. Uklęknął koło niej, a ona wtuliła się w niego, wczepiając palcami w jego koszulę.
- Ćśśś - uspokajał ją - Co się dzieje? 
- Ja nie chcę tam wracać. - płakała. Riker spojrzał na nią i poprawił jej włosy przy grzywce. - To jest takie trudne Riker. Z jednej strony nie chcę tam wracać, a z drugiej czuję, że muszę... Pomóż mi, proszę. - Spojrzała na niego wielkimi oczami. Chłopak nie wiedział co robić. Czuł się taki bezradny w tej kwestii.
- Posłuchaj... - chwycił ją za ręce i podniósł na nogi. Przyłożył dłonie do jej talii. - Teraz się przebierzesz w nowe ciuszki, doprowadzisz się do porządku i gdzieś razem wyskoczymy. Musimy jakoś miło spędzić czas. Zapomnijmy na chwilę o wszystkich naszych problemach, dobrze? - Chwycił za jej podbródek i pocałował ją. - No, a teraz się uśmiechnij. Nienawidzę, gdy płaczesz. - dodał, opierając swoje czoło o czoło dziewczyny. Szeroko się do niego uśmiechnęła, przygryzając dolną wargę. 
- Jesteś niesamowity. - Wtuliła się w niego i chwilę tak stali w tej łazience, kiwając się delikatnie na boki.  

- Stój, stój, stój! - krzyczał Ross, biegnąc za Emmą. Dogonił ją przed samym wyjściem ze szpitala. Chwycił ją za nadgarstek i przyciągnął do siebie. - Co się dzieje? - Uniósł jej podbródek. - Ty płaczesz. Co się stało, skarbie? Pokłóciłyście się? - Dziewczyna pokiwała głową. - Ojej... - westchnął - No chodź tu do mnie. 
Objął ją ramionami, a ona oparła głowę o niego. Nie wierzyła, że Magdy była zdolna powiedzieć jej coś takiego. Nigdy w życiu się ze sobą nie kłóciły. Zawsze pomagały sobie bezwarunkowo. Szły na kompromis, aby nie wszczynać niepotrzebnego zamieszania.
-  O co poszło? - spytał, wtulając twarz w szyję dziewczyny. Przeszły ją przyjemne dreszcze, spowodowane ciepłym oddechem Rossa.
- O szkołę. Odradzałam jej powrotu do Warszawy, gdyż w szkole nie dadzą jej spokoju, gdy dowiedzą się, że jest w ciąży. - westchnęła, a chłopak pogładził ją po plecach.
- Może nie będzie aż tak źle. - uśmiechnął się jakby do siebie. - Skoro chce wracać do szkoły i rodziców, to droga wolna. Nie możesz mieć jej za złe, że chce kontynuować naukę.
- Może i masz racje. - szepnęła i mocniej objęła Rossa za szyję.
- Riker mi dzisiaj powiedział co nieco o jej rodzicach. Jeżeli to prawda, to jednak radzę jej, żeby wróciła do szkoły. Inaczej jej rodzice...
- Nawet tego nie mów. - przerwała mu - Boże! - krzyknęła, odsuwając się od blondyna. Spojrzał na nią zdziwiony. - To wszystko jest takie skomplikowane i pomyśleć, że to wszystko przeze mnie, bo zachciało mi się wtedy wychodzić z domu! Jezu, przepraszam...
- Przestań! - oburzył się i chwycił ją za ramiona.
- Tak, przestanę... - szepnęła i spuściła głowę.
- Nie o to mi chodziło. - Uniósł jej głowę za podbródek tak, by spojrzała na niego. - Przestań się o wszystko obwiniać. To się nazywa Życie. Nie żałuj tego, że tamtego dnia się spotkaliśmy. Jedynie ja powinienem się obwiniać za to, co przechodziłaś, gdy zaczynaliśmy się spotykać...  Wiesz, Cassidy i te sprawy. - zaśmiał się delikatnie.
- Pamiętam - uśmiechnęła się do niego - i nigdy tego nie zapomnę.
- Oboje pójdziemy z tym wspomnieniem do grobu. - Zaśmiali się, a Ross spojrzał na nią wyraźnie zadowolony. - Co? - spytała, gdy wpatrywał się w nią dłużej niż zwykle.
- Do twarzy ci z uśmiechem. - Dziewczyna się zarumieniła. - No co, ale to prawda. - dodał, śmiejąc się.
- W takim razie, dziękuję. - Pocałowała go w prawy policzek, a na lewym trzymała lewą dłoń.
- Chodź, jedziemy. - Gwałtownie pociągnął ją w stronę wyjścia. Dziewczyna nawet nie stawiała jakiegokolwiek oporu. Ciągnął ją przez parking, aż do samochodu.
- Poczekaj, a co z Rikerem i Magdą? Przyjechali z nami...
- Wrócą z buta. - Wzruszył ramionami i usiadł za kierownicą. Emma wskoczyła na fotele z tyłu. Nagle do ich uszu dobiegły krzyki. Ross spojrzał w lusterko. - O proszę, o wilku mowa. - zaśmiał się i obniżył szybę. - Co pana do mnie sprowadza? - zwrócił się do Rikera.
- Podrzucisz nas do Starbucksa? - spytał, a Magda nie odwracała wzroku od siedzącej z tyłu Emmy. Mierzyły się wzajemnie wzrokiem.
- Spoko brat. Wskakuj do przodu. - uśmiechnął się i z powrotem zasunął szybę. Magda otworzyła tylne drzwi i usiadła obok Emmy. Ross wycofał i ruszyli z parkingu. Jechali w ciszy, co powoli zaczęło wkurzać obu blondynów. Spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Starszy podłączył iPhona Rossa do radia i włączył kawałek Green Day - American Idiot.
- Don't want to be American Idiot. Don't want a nation under the new mania! - wykrzyczał Ross, podgłaśniając radio.
- Can you hear the sound of histeria? The subliminal mind fuck America! - Riker dołączył drząc się na cały regulator. Pewnie inni kierowcy mogli go usłyszeć.
Welcome to a new kind of tension. All across the alienation. Where everything isn’t meant to be ok. Television dreams of tomorrow. We’re not the ones meant to follow. For that’s enough to argue!! 
Darli się, jakby tłumili to w sobie od roku, a tak naprawdę chcieli jakoś rozbawić dziewczyny. Udało im się to. Obydwie zwijały się ze śmiechu na tylnych siedzeniach. Emma opierała głowę o ramię Magdy i trzymała się za brzuch. Łzy leciały im z oczu. Chłopaki spojrzeli na siebie i przybili sobie piątki.
- Czy to miało coś w związku z tym, że oboje jesteście kompletnymi idiotami? - spytała Magda, cały czas chichocząc. 
- Kochanie, my nie jesteśmy idiotami. - Riker odwrócił się do niej. 
- Nie, wcaale! - krzyknęła roześmiana Emma. Ross spojrzał na nią przez  lusterko i się zatrzymał.
- Co jest? - spytał Riker, spoglądając na brata.
- Jesteśmy na miejscu, matole! - Uderzył go w głowę i zaczął się śmiać z głupoty starszego. Magda się zaśmiała i wyszła z samochodu tak samo jak starszy Lynch. Ruszyli w stronę kawiarni.
- To jak, mała? - Ross odwrócił się do Emmy - Przeskakuj tutaj do mnie.
- A co jeśli nie chcę? - Założyła ręce na piersi i rozłożyła się na fotelu.
- Słuchaj, nie chcesz, żebym to ja przeniósł się do ciebie do tyłu. - mówił całkiem poważnie. Emma patrzyła na niego przez zmrużone oczy. Ross wyciągnął ku niej rękę i chwycił za jej nadgarstek, ciągnąc ją do przodu. Przeszła na przednie siedzenie pasażera. Blondyn uśmiechnął się szarmancko i pogładził ją po nodze. - Idealnie. - mruknął do siebie i ruszył z parkingu przed Starbucksem.
- Tak w ogóle, to gdzie jedziemy? - spytała, opierając się o drzwi tak, by lepiej widzieć swojego chłopaka.
- Pokażę ci gdzie mieszkałem, gdy byłem mały. - Wbił wzrok w asfalt przed pojazdem. Dziewczyna spojrzała na niego zdziwiona, ale i zainteresowana. Przez resztę drogi nie odzywali się do siebie. Emma podziwiała okolicę, w której była pierwszy raz. Domki jednorodzinne znajdowały się po jednej i drugiej stronie. Kilkanaścioro dzieci bawiło się na podwórku przed zielono-żółtym domkiem i lepiło igloo. Wyjechali z tej "zaludnionej" dzielnicy i wyjechali na łąki. Widok był nieziemski. Emma nie ukrywała swojego zachwytu. Gdzieniegdzie stały ogromne gospodarstwa z wielkimi willami. Wjechali na pagórek, gdzie między drzewami pojawiła się dość sporych rozmiarów willa (Wyobraźcie sobie ten domek zimą, haha - od aut.) w szaro-białych kolorach, z wielkim ogrodem oraz wielkim podjazdem przed garażem na dwa auta.
- Jesteśmy na miejscu. - oświadczył Ross, wjeżdżając na podjazd przed domem. 
- Ale śliczny. - Emma nie ukrywała swojego zachwytu. Wyszła z samochodu i oparła się o zewnętrzną stronę pojazdu.
- A wiesz co jest najlepsze? - spytał, uśmiechając się do niej. Dziewczyna potrząsnęła głową. - A to, że moi rodzice nadal są właścicielami tego domu. - Z kieszeni spodni wyciągnął kluczyki przypięte do breloczka w kształcie kotka. Pomachał nimi przed oczami dziewczyny.
- Ale po co? Mieszkacie teraz w Kalifornii. - Uniosła brwi ku górze. Była trochę zaskoczona.
- Moi rodzice chcą, aby której z nas przejęło ten dom. Mówią, że jest tutaj za dużo wspomnień, żeby od tak sprzedać tą posiadłość komuś z zewnątrz. - zaśmiał się i ruszył w kierunku drzwi. Emma podążyła za nim. Przekręcił klucz w zamku i weszli do środka. 
- O żesz... - westchnęła z zachwytu - Jakie to wielkie! - krzyknęła i rozległo się echo. W wewnątrz nie było mebli. Ściany były pomalowane w jasne kolory, a podłogę przykrywały drewniane panele. 
- Fajnie, prawda? - spytał Ross, stojąc na środku salonu.
- Prawda, prawda. - zaśmiała się - Gdzie miałeś pokój?
Chłopak pociągnął dziewczynę po schodach na górę. Znaleźli się na korytarzu. Blondyn otworzył drugie drzwi po prawej i weszli do żółtego królestwa. Ściany miały żółto-czarne kolory, a na podłodze znajdowały się jasne panele. W pokoju znajdowało się ogromne okno z szerokim parapetem, aby można było na nim usiąść i podziwiać rozciągające się widoki  na okoliczne gospodarstwa.
- Tutaj jest naprawdę ślicznie. - Emma rozejrzała się naokoło. - Będziesz chciał tu wrócić?
- To znaczy? - Odwiązał szalik, który miał na szyi i rozpiął kurtkę. W budynku było ciepło.
- Wiesz, gdy będziesz już taki dorosły, dorosły i będziesz chciał założyć rodzinę, to czy tutaj wrócisz? Czy wolisz zostać w Los Angeles?
- Sam nie wiem. - westchnął - Z jednej strony kocham Hollywood, plaże, sufring, ciągłe lato. Mam tam pracę, przyjaciół, ale z drugiej strony uwielbiam ten spokój tutaj. W Littleton czuć wiejskie klimaty, a nie jak w Los Angeles. 
- Czyli na dzień dzisiejszy nie wiesz? - spytała dla upewnienia i usiadła na parapecie.
- Nie wiem. - Wbił wzrok w łąki za oknem. - Pożyjemy-zobaczymy, prawda mała? - Objął ramieniem Emmę i pocałował ją w czoło. 
- Nie nazywaj mnie mała. - fuknęła i założyła ręce na piersi.
- Ale dlaczego? - jęknął - Lubię cię tak nazywać. Przy mnie jesteś taka mała i drobna, że to aż grzech nie nazywać cię "mała". - Uniósł jej podbródek. - No ej, mała?
- Oj, stul dziób! - Wpiła się w jego usta i zarzuciła mu ręce na szyję. Całowali się dobre pięć minut. Oderwali się i Ross otworzył szeroko oczy.
- Muszę ci pokazać jeszcze jedno miejsce! - krzyknął i wybiegł z pomieszczenia. Emma przekrzywiła głowę ze zdziwienia i wstała niepewnie z parapetu. Zeszła po schodach na parter i zobaczyła, że Ross czeka na nią niecierpliwie. - No chodź! - poganiał ją. Pociągnął za rękach i razem stanęli przed drzwiami. Blondyn zamknął drzwi i pobiegł za dom. Dziewczyna popędziła za nim. Biegli tak kilkaset metrów przez łąki i pastwiska, krzycząc jak dzieci.  Zdążyli pobawić się w ganianego, zanim dobiegli do lasu. Zmachani oparli się o pień drzewa i ciężko oddychali.
- Gdzie jesteśmy? - spytała Emma ledwo łapiąc oddech. Chłopak się zaśmiał.
- Spójrz do góry. - odezwał się po chwili. Blondynka uniosła wzrok i zobaczyła nad ich głowami deski. 
- Co to? - Spojrzała na niego zdziwiona. Co chwilę ją zaskakiwał.
- Domek na drzewie, który wybudowałem wraz z tatą, Rikerem i Rockym w 2004 roku. Te drewniane ściany były świadkami wielu dziwnych wyznań, naprawdę. Cieszę się, że drzewa nie potrafią mówić. - zaśmiał się - Wchodzimy na górę? - Wskazał na drabinę i podał Emmie rękę. Wspięli się do domku i usiedli przy jednej ze ścian.
- Powiem ci szczerze, że miałeś udane dzieciństwo. - uśmiechnęła się do niego i zapięła mu kurtkę przy szyi. 
- Być może. - mruknął - A jak wyglądało twoje dzieciństwo?
- Wolę nie wspominać. - szepnęła i podwinęła nogi pod brodę.
- Dlaczego? - Pogłaskał ją po głowie. Spojrzała się na niego i oparła głowę o jego ramię.
- Gdy miałam zaledwie cztery lata moi rodzice się rozwiedli i mama ciągała mnie po sądach, gdyż chciała zakończyć związek z tatą. Przez dwa lata dziwnie się czułam. Rodzice się do siebie nie odzywali, a jeśli już do tego doszło, krzyczeli na siebie i awanturowali się... Przepraszam cię Ross, ale nie chcę o tym rozmawiać. - Wstała z desek i wyprostowała się. Sufit domku był zaledwie dziesięć centymetrów ponad nią. Gdy Ross stał, musiał schylać głowę lub się garbić. 
- Kochanie, przepraszam. - Musnął ją ustami w policzek i mocno przytulił. Nagle rozległ się dzwonek telefonu blondyna. Wyciągnął z kieszeni i odebrał. - Ross, słucham? - odezwał się jak dorosły facet. Emma zachichotała. - Ryry, robisz sobie jaja prawda?... Co?!... Ale kiedy?... Teraz?!... Dobra, jedziemy!
- Co się dzieje? - Dziewczyna podeszła do Rossa, który chował szybko komórkę do kurtki.
- Lot o siódmej został odwołany. Lecimy tym za godzinę! 
- Co?!
- Właśnie! Chodź, jedziemy! - krzyknął i oboje zeszli pędem po drabinie. Pobiegli przez pastwiska do willi, gdzie znajdował się ich samochód. Emma starała się utrzymać takie same tępo jak Ross, ale nie miała tak dobrej kondycji, jak on. Gdy dotarli na podjazd przed domem, zamarli.
- Gdzie auto? - spytała dziewczyna, rozglądając się naokoło.
- Zaparkowałem przecież tutaj... Boże! - Złapał się za głowę. Emma zachowywała spokój rozejrzała się wokół siebie i ruszyła za garaż.
- Tu stoi, ćwoku. - zaśmiała się. Ross szeroko otworzył oczy.
- Ale jak to? Pamiętam, że parkowałem go tutaj. - Tupnął nogą w kostkę brukową. - Jestem pewien.
- Nie jesteś pewien... - Spojrzała na niego - Jesteś Ross, a teraz dawaj wskakuj, bo spóźnimy się na samolot.

- Ktoś po nich dzwonił?! - wydarła się na cały dom Rydel. Wszyscy byli zabiegani. Szukali w pośpiechu swoich walizek i pakowali się, wariowali, bo według planu wcześniejszego wylotu, mieli samolot dopiero za trzy i pół godziny. 
- Ja dzwoniłem! - Ryland krzyknął z łazienki na dole. - Powiedzieli, że już jadą!
- To dobrze. - odetchnęła z ulgą Rydel. - ale i tak nie zdążą się spakować. Chodź, Ellington! - Pociągnęła bruneta za rękę do pokoju Rossa i Emmy. Wyciągnęła zza drzwi ich walizki i rozpięła je. 
- No proszę. - zaśmiała się, wyciągając z żółto-szarej torby Rossa paczuszkę prezerwatyw.
- O Boże! - zawył Ellington - Czy to aby na pewno dobry pomysł, żebyśmy pakowali tego zboczeńca, Rydel?
- Dobry, niedobry i tak musimy to zrobić, bo nie zdążymy na samolot, a następny jest dopiero rano. Nie możemy lecieć następnym, bo musimy przygotować sprzęt na koncert w Pensylwanii. - mówiła, pakując pośpiesznie wszystkie sukienki Emmy z szafy do walizki. Starała się jakoś ładnie je układać, ale czas nieubłaganie ich popędzał. 
- Jezu, ten to ma gadżety. - zaśmiał się Ellington, wyciągając z szuflady z bokserkami Rossa żółte dildo. Rydel zrzedła mina.
- To ma chłopak przerąbane! - krzyknęła i już chciała chwycić zabawkę, ale powstrzymała się. - Jezu, nie dotknę sztucznego członka! Nigdy!
- Kto nie dotknie sztucznego członka? - powtórzył Rocky, który właśnie wszedł do pokoju. Gdy zobaczył, co jego przyjaciel trzyma w ręku, zaczął się zataczać ze śmiechu. - Czyje to? Haha!
- No a jak myślisz? - zaśmiał się Ellington, wymachując gumowym członkiem - Naszego casanovy! 
- Jezu, z jakimi matołami ja żyję?! - krzyknęła zrozpaczona Rydel i powróciła do pakowania ubrań Emmy. - Dobrze, że póki co nie znalazłam niczego dziwnego u Emmy.
- Bankowo coś zaraz znajdziesz. W końcu to przecież dziewczyna Rossa. - Ellington rzucił gumową zabawkę do kieszonki w walizce i energicznie ją zapiął. - Gdybyś ktoś z was znalazł rzeczy tej kategorii, niech wrzuca tutaj. - Wskazał na kieszonkę i otworzył kolejną szufladę. Na szczęście w niej było trochę spodni i bluz Rossa. Wszystko wsypał do walizki. Przejrzał wszystkie zakamarki pokoju w poszukiwaniu pozostałych ubrań siedemnastolatka, ale nic nie znalazł. Poszedł do łazienki po kosmetyki. Po kilku minutach oboje spakowali rzeczy Rossa i Emmy.
- To mogę dopisać, do moich życiowych przygód! - krzyknęła Rydel - Nigdy więcej nie będę ich pakowała. Nigdy!
- Nigdy nie mów nigdy, Delly. - Rocky posłał siostrze spojrzenie pedofila i głośno się zaśmiał, opuszczając pokój.
- Dzieciaki! - Z dołu krzyknęła Stormie - Jedziemy! Zbierajcie się!
- Ale nie ma jeszcze Rossa i Emmy! - oburzyła się, wychylając zza drzwi. 
- To zadzwoń do nich, żeby przyjechali na lotnisko. Ktoś jeszcze pojedzie z nami, żeby zabrać samochód, którym przyjechali!
Rydel pobiegła do swojej sypialni i wyciągnęła z torebki swoją komórkę. Odblokowała i wyszukała numer do Emmy. 
- Rydel?! Jak dobrze, że dzwonisz!
- Co jest? Co się stało?
- Zgubiliśmy się...
- Jak to? Gdzie jesteście?
- Właśnie chciałabym to wiedzieć! Ross pokazał mi wasz poprzedni dom w Littleton i zamiast na północ, pojechał na południe. Błądzimy po łąkach i mamy słaby zasięg. Halo? Rydel?!
- Jestem, jestem.
- To pomóż nam do jasnej cholery! - wydarł się Ross.
- Trzeba było się tak daleko nie zapuszczać, skoro wiedziałeś, że dzisiaj mamy samolot do Los Angeles! - krzyknęła na niego zbulwersowana. - A teraz, powiedzcie mi co widzicie.
- Co widzę? - zamyślił się chłopak - Łąki, łąki, pełno śniegu... O czekaj widzę drzewo!
- Nie rób sobie ze mnie jaj, młody!
- Delly, ale to prawda. Nic tu nie ma. Po prostu lodowa pustynia!... Pomóż nam! 
- Poczekajcie, myślę. - Dziewczyna spojrzała na Ellingtona, który chodził w tą i z powrotem po pokoju. Gwałtownie się do niej odwrócił i chwycił ją za ramiona.
- GPS! - krzyknął entuzjastycznie. - Niech użyją GPS'u!
- Ale w samochodzie wujka nie ma takiego gadżetu. - zamyśliła się.
- Niech Ross włączy GPS u siebie w komórce. Namierzymy ich.
- Mam cały czas włączony GPS - odezwał się siedemnastolatek - Ej, ty mi kazałaś go nigdy nie wyłączać... Ty wredna babo! - krzyknął rozbawiony. Śmiał się z tego, że jego własna siostra jest do tego zdolna.
- No co? Muszę wiedzieć, gdzie jest mój braciszek, gdy nie ma go w domu. - zaśmiała się - Dobra, masz włączony, tak?
- Tak jest! 
Ellington przejął od Rydel iPhona i wystukał coś, co dla dziewczyny nie było do zrozumienia. Na ekranie wyświetliła się mapa i niebieska kropeczka na środku białego obszaru. Chłopak przejechał palcem po ekranie i aż wytrzeszczył oczy ze zdziwienia.
- Słuchaj młody, jesteście dwadzieścia dziewięć kilometrów od Littleton. Jak to możliwe?
- Dwadzieścia dziewięć? Że słucham? - Ross brzmiał na zaskoczonego tą informacją.
- To ja się wam dziwię. Jak do tego doszło? - zaśmiał się nerwowo brunet - Nieważne. Jedź cały czas przed siebie. Podkręć trochę prędkość, bo nie zdążycie na samolot. Macie dwadzieścia minut, żeby dotrzeć na lotnisko. My już tam jedziemy...
- A co z naszymi rzeczami?! - krzyknęła Emma.
- Spakowaliśmy was, oddychaj. - Uspokajała ją Rydel.
- Ale wszystko spakowaliście?! - Ross pisnął jak dziewczynka.
- Wszystko, wszystko i powiem ci, że muszę poznać twoją taktykę przy kupowaniu zabawek w sex shopie. - Ellington próbował nie wybuchnąć ze śmiechu. Przyłożył do ust dłoń i zaczął się trząść. Blondynka również chichotała.
- Ross? Co to ma znaczyć? - W słuchawce odezwała się Emma.
- To nie jest istotne, kochanie... Dzięki rodzinko. Postaramy się być na czas na lotnisku. Cześć! - Rozłączył się, a para ryknęła. Oboje popłakali się ze śmiechu.
- Jak myślisz, zdążą przyjechać? - spytała Rydel, biorąc do ręki swoje walizki. Ellington podszedł do swoich bagaży, po czym pocałował dziewczynę w policzek.
- Zobaczymy. Jak nie, to już współczuje Emmie. Spędzić całą noc z Rossem w samochodzie? Brrr, aż mam ciarki.

Przepraszam, przepraszam, przepraszam! Tak długo nie było rozdziału?! Oł maj gasz! 
Ale jedno zrobiłam przez ten czas. Napisałam te 24 prace z polskiego. Zajęło mi to sporo czasu, ale skończyłam. Do tego przeczytałam kilka cudownych książek, które z całego serca Wam polecam: Colleen Hoover "Hopeless", "Losing Hope" (kontynuacja Hopeless-ta sama historia, ale oczami Holdera. Popłakałam się); "Papierowe Miasta" napisane przez John'a Green'a oraz Piątą część "Pretty Little Liars"-Sara Shepard (serię Wam polecam. Bardzo wciąga... Jest póki co 14 części, także trochę mi zostało)
Co do rozdziału. Mam nadzieję, że się spodobał. Są wątki z każdym naszym parringiem. Rozdział również jest długi. Ma dokładnie 5 829 słów, nie licząc notek nad i pod rozdziałem :)
Rozdział 69 zbliża się teraz wielkimi krokami. Już dwie osoby czytały ten rozdział i sądząc po ich odpowiedzi do niego, są zaskoczone, hahaha... No nic, to tyle ode mnie.
Do następnego ;**
~Julia