wtorek, 5 sierpnia 2014

Rozdział 49

Nawet nie wiem od czego zacząć. Tak bardzo Was przepraszam. Zawiodłam Was wszystkich. Zawaliłam po całej linii. Mówiłam, że następny rozdział dodam jak będzie 45 komentarzy. ..i było, a nexta nie. Nie wiem, czy moje wytłumaczenia coś dadzą. Spróbuję. W sobote nie miałam internetu dzięki tatusiowi, który zapomniał zapłacić. W niedziele od 10 do 17 byłam z rodzicami i ich znajomymi na plaży w Łebie (woda czysta, ale lodowata. Miała max.13 stopni, ale za to na zewnątrz była parówa, 45 stopni na słońcu. Połowa plażowiczów miała napoje powsadzane do morza, by jakoś je ochłodzić. Moczyli sobie ręczniki i nakładali je takie chłodne na siebie). Po plaży pojechałam do Sasina do restauracji "U Ewy" (restaurację polecam!), a potem nad jezioro w Krępkowicach i wróciłam do domu po północy. Wczoraj pisałam ten rozdział, ale przez burzę, kochaną burzę musieliśmy odłączyć router i nie było znów wifi. Włączyliśmy prąd i wszystko dopiero po 22 i kończyłam rozdział. Myślałam, że się wyrobię przed północą, ale niestety. Wiem, że się zawiedliście na mnie. Przepraszam Was z całego serca. Mam wielką nadzieję, że mi wybaczycie Miśki. W ramach rekompensaty, publikuję Wam ten mega długi rozdział. Głównie Romma. Pewnie wiele osób się już cieszy. Miłego czytania
~Julia 

Dziewczyna patrzyła się na niego z niedowierzaniem. Czy on właśnie spytał mnie o drugą szansę? Spytała siebie w myślach. Spojrzała się znów w jego oczy, w których teraz skakały iskierki nadziei… nadziei na to, że da mu drugą szansę i znów będą razem. Brakowało jej, jego bliskości, jego czułości, troski, miłości. Kochała go cały czas, ale bała się, że znów się coś wydarzy i ich rozdzeli. "Daj się ponieść"-odezwał się głos w jej głowie
- A co z Paulą? - wyrwało jej się nagle. Nie chciała się o to się o to pytać, ale jakoś tak, wyszło. Ross spojrzał się na nią smutny. Wiedziała co się kryje za tą miną. 
- Paula to tylko kwestia czasu - prychnął po chwili, a Emmę zatkało. Spojrzała się na niego, a on na nią - Jest jeszcze szansa dla nas? 
- Szansa jest zawsze - uśmiechnęła sie, a w oczach chłopaka zaczęły tańczyć iskierki radości
- Naprawdę? - szepnął, a dziewczyna się zaśmiała i go przytuliła
- Przepraszam, musze wykonać jeden telefon - blondyn wstał i już miał wychodzić, ale Emma go zatrzymała
- Chyba nie masz zamiaru zerwać z Paulą przez telefon? - spytała ironicznie, ale tym pytaniem trafiła w sedno. Ross spojrzał sie na nią i jakby nigdy nic, wzruszył ramionami - No wiesz co? - prychnęła Emma - Jak Ty masz taki szacunek do dziewczyn, to nasza szansa na bycie razem, powoli zanika - ponformowała, a Ross zrobił wielkie oczy i podbiegł do Emmy zrozpaczony
- Co? Nie! - panikował - Ja nigdy nie zrywałem z dziewczynami. Zwykle to one ze mną zrywały
- Co? - zdziwiła się blondynka - Nie zrywałeś z dziewczyna? Taki facet jak Ty, był ofiarą zerwania? Nie wierzę
- A jak bylo z nami? 
- No fakt - wywnioskowała - Zerwanie boli dwa razu mocniej, gdy robisz to przez telefon, czy przez sms'a
- To co mam zrobić? Pomożesz mi? - dziewczyna ciepło się uśmiechnęła
- Może lepiej poproś o to Rydel? - zaproponowała, a Ross podszedł do niej bliżej, chwycił jej kule i jednym ruchem odrzucił je na bok. Spadły na perkusję, tworząc niezły hałas. Oboje skrzywili się, jakby zjedli po cytrynie - Ross, co Ty wyczyniasz? 
- Zaraz zobaczysz! - krzyknął roześmiany i przerzucił dziewczynę przez ramię. Zbiegł z nią po schodach na dół. Rodzina siedząca na kanapie salonie dziwnie się na nich spojrzała, ale nie komentowała. 
Blondyn wyszedł z domu z krzyczącą mu na ramieniu dziewczyna. Jedną ręką otworzył drzwi od swojego nowego, czarnego BMW X5 i posadził Emmę na fotelu pasażera. 
- Co Ty… - nie zdąrzyła dokończyć, bo Ross zamknął jej w połowie zdania drzwi. 
- Skoro nie pomożesz mi z własnej woli, to siłą Cię do tego zmuszę - puścił oczko siadając za kierownicą
- Ross, pamiętasz jak, ostatnim razem skończyła się nasza przejażdżka? - spytała trzęsąć się jak osika. Przypomniało jej się co czuła, gdy Ross tak przyspieszał i co potem widziała po zdeżeniu czołowym z tirem oraz co czuła gdy dowiedziała się, że nie może chodzić. 
- Pamiętam - uśmiechnął się do niej i położył dłoń na jej gołym udzie, bo miała ubrane krótkie szorty - Tym razem będę jechać wolno. Obiecuję. 
- Jak tylko pojedziesz więcej niż pięćdziesiąt na na godzinę, to ja wyskakuję z samochodu - zagroziła mu z uśmiechem, a chłopak nerwowo kiwnął głową na potwierdzenie i odpalił samochód - To co masz zamiar zrobić? - spytała po chwili
- Myślałem, że ty masz jakis plan - zaśmiał, patrząc się przed siebie na drogę
- Hmmm, może i bym coś wymyśliła - zaczęła się zastanawiać - Myślę, że najlepszym rozwiązaniem będzie rozmowa
- I jak z nią pogadam na spokojnie, zacznę mówić, że to moja wina, a nie jej to… 
- Nigdy nie mów, że to Twoja wina. To brzmi sztucznie. Tak zawsze mówią faceci w filmach, gdzie tak naprawdę to wina kobiety. Po prostu powiedz jej prawdę i wiesz co? Mogłeś spakować kule do bagażnika, bo będziemy musieli wracać pieszo
- Co? Przecież mamy auto - zaśmiał sie klepiąc tapicerkę nad kierownicą. Dziewczyna przewróciła teatralnie oczami i spojrzała się na uchachanego nawet nie wiadomo z czego blondyna. 
- A śmiej się, śmiej, ale to auto oddasz zaraz Pauli. Zrywasz z nią i jeszcze nie zwracasz jej samochodu. No wiesz Ty co - prychnęła z uśmiechem
Ross zatrzymał sie na czerwonym świetle i odwrócił wzrok z asfaltu na siedzącą koło niego blondynkę, a potem na tapicerkę z jasnej skóry, w pełni wyposarzone radio z GPS, ilość biegów, obroty silnika. Przez chwilę zastanawiał się, czy Paula pozwoli mu to cacko zatrzymać. Nagle usłyszał w swojej głowie "dzyń". Uśmiechnął sie szyderczo .
- A co jeśli ona pozwoli mi zatrzymać BMW? 
- Wątpię - odpowiedziała od niechcenia, spoglądajac przez okno na spacerujące pary. Trzymali się za ręce, całowali, przytulali. Brakowało jej tego. Tej bliskości, czułości. Nagle jej wszystkie myśli zostały rozwiane niczym leżące na ziemi liście, przez jeden gest ze strony Rossa. Poczuła jego opuszki palców na swoim podbródku. Obrócił ją delikatnie, tak że ich spojrzenia się spotkały. Czuła jak jego brązowe oczy przeszywają jej ciało i duszę. 
- Założymy się? - walnął po chwili z grubej rury, szczerząc się podejrzliwie od ucha do ucha. 
Emma przez chwilę nie kontaktowała jak normalny człowiek. Wpatrywała się w Rossa jak w "Słoneczniki" Vincent'a Van Gogh'a podczas ostatniej wycieczki szkolnej do Londynu. Chłopak zaczął machać jej ręką przed oczami, co po chwili poskutkowało, bo dziewczyna mrugnęła kilkakrotnie oczami i wydusiła pół przytomne "Co?"
- Spytałem, czy się założymy - odparł i po chwili się zaśmiał, a dziewczyna wykonała to samo
- A o co sie zakładamy? - uśmiechnęła sie do niego promieniście
- Pocałujesz mnie. W usta. Namiętnie. Na oczach mojego rodzeństwa i rodziców, no i oczywiscie Ella - dziewczyna zmrużyła swoje zieloloniebieskie oczy
- A jeśli ja wygram, niesiesz mnie na rękach przez całą, podkreślam całą drogę powrotną do domu - wytknęła mu język, a on cicho zachichotał
- Stoi! - krzyknął i podał jej rękę, po czym symbolicznie je "przeciął"
- Dobra, jedź już. Ludzie za nami na Ciebie trąbią, bo jakbyś nie zauważył już od kilku sekund jest zielone! - krzyknęła mu do ucha, tak że on musiał odsunąć się od niej
- A niech sobie trąbią! Wolny kraj! - zaśmiał się
- Głupi jesteś - dziewczyna uderzyła go "po kumpelsku" w przedramię, a chłopak przewrócił oczami, szepnął krótkie "Wiem" i ruszył dalej. 
Dziewczyna po chwili zaczęła się nudzić. Otworzyła szyberdach, by było chłodniej w samochodzie, a potem zaczęła przeszukiwać stacje radiowe. Chłopak co chwile zerkał ukradkiem na poczynania swojej przyjaciółki. Śmiał się pod nosem, gdy widział jak przewija kolejne stacje. W końcu gdy znalazła, leciał utwór Neon Trees "Sleeping With A Friend". Chciała szukać dalej, ale Ross chwycił ją za nadgarstek, dając znać żeby zostawiła to. Po chwili blondas zaczął nucić: 
And why mess up a good thing, baby? 
It's a risk even fall in love
So, when you give that look to me
I better look back carefully
'Cause this is trouble, this is trouble
Emma też długo nie wytrzymała. Dołączyła do śpiewania już tej piosenki. 
I said ooh, ooh
You get me in the mood, mood
I'm scared
But if my heart's gonna break before the night will end
I said ooh, ooh we're in danger
Sleeping with a friend, sleeping with a friend
Oboje spojrzeli się na siebie i wybuchnęli niepohamowanym śmiechem. Piosenka dalej leciała, ale oni, a w szczególności Ross skupił się na ostatnich, zaśpiewanych przez nich słowach, które rozbrzmiewały mu w głowie. Puścił oczko Emmie i dalej skupił się na drodze, śpiewając sobie pod nosem cicho
I said ooh, ooh we're in danger
Sleeping with a friend, sleeping with a friend
Powtarzał te dwa wersy ponad dziesięć razy. Emmę bardzo to bawiło, bo przy tym rytmicznie pukał palcami o kierownicę i kiwał, głową ma boki. 
- To, wyskoczymy gdzieś, dzisiaj, razem? - spytał przeczesując sobie nerwowo blond włosy i nie odrywając wzroku od drogi
- No może - odparła, przeciągając odpowiedź, na co blondyn się uśmiechnął
- Czyli randka? - zapytał dla upewnienia, a dziewczyna znów przewróciła oczami
- Nie powiedziałam, że to randka 
- Ale chcesz żeby była - dalej się droczył
- Wcale nie! - krzyknęła już lekko zirytowana i tupnęła nogą jak mała dziewczynka
- Jak Ty się słodko denerwujesz mała - zaśmiał się i już drugi raz położył dłoń na gołym udzie dziewczyny
- Mała to jest Twoja pała. Ja jestem niska - Ross na te słowa zaczął się śmiać, a nawet rechotać jak stara ropucha. Do tego zrobił się czerwony jak burak i popłakał się. Wycierał co chwile spływające po jego policzku krople w rękaw bluzy. Ledwo łapał powietrze. 
- Haha... Nigdy hahaha się tak…. Hahaha nie uśmiałem… hahaha, o bosz haha - złapał się za bolący od śmiechu brzuch
- A podczas Waszego świątecznego wywiadu z CleverTV? Wtedy zacząłeś się tak śmiać, że sama dziennikarka zaczęła się śmiać. Nie wspominając o Ellu i Rikerze, którzy też się popłakali - zmieniła nagle temat
- A co do tego Twojego tekstu… skąd Ty go wytrzasnęłaś? I hola, hola, moja pała wcale nie jest mała! - oburzył się, a Emma nie dowierzala w to, o czym oni teraz rozmawiają
- Przecież ją widziałam - brnęła w to dalej - I powiem Ci, szału nie ma
- Wacuś wcale nie jest mały, prawda stary? - przeniósł wzrok z ulicy na swój rozporek. Chciał już go rozpiąć, ale dziewczyna go powstrzymała, uderzając go już tym razem mocniej w przedramię
- Nawet. Tego. Nie. Rób. - akcentowała każdy wyraz, mrożąc przy tym wzrokiem Rossa - I serio? Nazwałeś go Wacuś? 
- Gdybyś Ty też miała, też dałabyś mu jakoś na imię - powiedział i spojrzał się na Emmę
- Powaga? O czym my kurna rozmawiamy?! - zaczęła się trząść ze śmiechu
- O Wacusiu - wybuchł śmiechem, a dziewczyna uderzyła się lekko w czoło i modliła się, żeby już dojechali na miejsce. Miała dość rozmów na temat… Wacusia. 
- No to tutaj - rzekł poważnie Ross i zaparkował na trawie po drugiej stronie ulicy - Zwykła rozmowa tak? 
- Najzwyklejsza rozmowa pod słońcem - zaśmiała się. Chłopak spojrzał się na nią rozbawiony. Zaciągnął ręczny, wyciągnął kluczyki ze stacyjki, albo raczej jeden klucz, który wyglądał jak pendrive (Do BMW jest właśnie taki klucz. Moi rodzice mają takie auto i ten klucz mnie rozbraja xD - od aut.) i wyszedł w strone domu Pauli, który był wielki i miał zadbany ogródek. Przed domem znajdowała się równo, jak przy linijce, ścięta trawa, w której znajdowało się kilka wypielonych klombów z krzakami róż. Przed garażem był podjazd wyłożony jasnymi kostkami, na którym stał Jeep. Nieźle wysmarowany błotem. Chyba ktoś wrócił z lasów bagiennych, zaśmiała się pod nosem Emma. Z tyłu za domem można było dojrzeć, że stoi tam trampolina i biała altana z wędzarnią wbudowaną w kamienie. 
Ross podszedł do drzwi i już uniósł pięść by zapukać, ale ją opuścił i skierował palec wskazujący na przycisk dzwonka. Rozległa się przyjemna dla uszu melodia dzwonków. Po chwili drzwi się otworzyły i stanął w nich brunet. Wyższy o głowę od blondyna. Był bardziej napakowany i nosił lepsze ubrania. Widać było, że kasy mu nie brak. 
- A blondasek do kogo? - spytał niskim głosem, co spowodowało dreszcze u siedemnastolatka. Chciał juz coś powiedzieć, ale nagle wbiegła Paula, ubrana dość skąpo. 
- Kochanie, kto przy… Ross?! - krzyknęła wysokim głosikiem. Niczym sopranem. 
- "Kochanie"? - zdziwił się blondyn - No nieźle - zaśmiał sie szyderczo, zakładając ręce na piersi
- Znasz tego chłopaka? - spytał brunet, wodząc wzrokiem między Paulą, a Rossem. Dziewczyna nic nie odpowiedziała. Była w szoku. Stała jakby była w jakimś transie, hipnozie. 
- Sorry, że tak od razu na wejściu, ale ile Wy jesteście razem? - zapytał Ross, uginając jedną nogę w kolanie
- Jutro będą równe dwa tygodnie - uśmiechnął sie dumnie, a Ross prychnął i podszedł do Pauli. Widać było, że brunet napiął mięśnie. 
- Dobrze że wtedy założyłem prezerwatywę, bo mogło być niefajnie - powiedział jakby nigdy nic. Brunet założył ręce i spojrzał sie gniewnym wzrokiem na swoją dziewczynę - Powiem Ci stary, że Twoja dziewczyna nieźle obciąga - walnął jak cham. Spojrzał się ostatnim razem na bruneta i Paulę, a potem odwrócił się w strone BMW i czekającej w nim Emmy. Usłyszał jak trzaskają drzwi i jak się kłócą w środku. 
Zadowolony ze swoich wypowiedzianych zdań blondyn, doszedł do samochodu i usiadł za kierownicą, gdzie się nieźle rozłożył. Chwilę zastanawiał się, do czego przed chwila doszło. "Trawił" wydarzenie i przebieg rozmowy z przed dwóch minut. 
- Jak sie czujesz? - spytała po chwili Emma. Chłopak spojrzał się na nią, a potem znów przed siebie. Założył ręce pod głowie. 
- Tak dziwnie… - zamyślił się - Ale jednocześnie czuję ulgę. Jakby ktoś mi zdjął, coś ciężkiego z barku - uśmiechnął sie do Emmy - Widziałaś to wszystko? 
- I słyszałam to wszystko - rzekła zamyślona
- Wiesz co, ja jej nie rozumiem. Dała mi samochód, który jest wart kilkaset tysięcy dolarów, była zapłakana, gdy Ciebie pocałowałem wtedy w szpitalu… to jest grubsza sprawa do obmyślenia, ale ja nie nam zamiaru się nad tym zastanawiać. Nigdy, prze nigdy nie zrozumiem Waszego świata - odparł, kładąc nacisk na "Waszego". Włożył "pendrive" do stacyjki i ruszyli przed siebie, ale po niecałych pięciu minutach jazdy w przyjemnej ciszy, Emma kazała się zatrzymać. 
- Ale po co? - spytał nieźle zdezorientowany blondyn
- No już parkuj że tu! - chłopak grzecznie zaparkował - Wyłącz silnik - wykonał to - Wyciągnij kluczyk ze stacyjki… 
- Mał… Emma - poprawił się - Wiem jak sie parkuje - spojrzał się na nią z rozbawieniem
- To dobrze, a teraz chodź! - rozkazała i wysiadła z samochodu. Na początku nogi jej się ugięły, tak że prawie spadłaby, ale podtrzymała się na drzwiach. Ross widząc co się dzieje z Emmą, podszedł do niej i pomógł wstać na równe nogi. 
- Gdzie panienka w ogóle chce iść, hę? - spytał, trzymając ją jedną ręką w talii, by nie upadła
- Do tego sklepu - wskazała ręką spożywczak. Ross się trochę skrzywił
- A po co? 
- Widzisz flagę przyklejoną na oknie? - Ross spojrzał z góry na dół i ujrzał białoczerwoną flagę - To polski sklep. Chodź! - pociągnęła go za rękaw do środka. Trochę na początku krzywo szła, ale potem lepiej jej to szło. 
- Dzień dobry! - krzyknęła, gdy weszła do środka. Zza pułek z cukierkami wyłonił się czterdzistoletni mężczyna z uśmiechem na twarzy. 
- Ah dzień dobry! W czym mogę pomóc? 
- Ma Pan może takie duże, białe lizaki z owocowym kwiatkiem na środku? W Polsce były one po sześćdziesiąt groszy… - uśmiechnęła się do sprzedawcy, a on zaraz podał jej dwa lizaki
- Za te dwa, poproszę dolara i dotego dołożę jeszcze paczkę Dumli - podał słodycze Emmie i zabrał dolara
- Miłego dnia! - krzyknęła na wyjściu
- I wzajemnie! 
Dziewczyna wyszła ze sklepu z Rossem, który nic nie skumał z tego dialogu. Było to widać po jego wyrazie twarzy. Oparł się o maskę samochodu, a dziewczyna usiadła koło niego. 
- To gdzie teraz jedziemy? - spytała, patrząc na kupione słodycze. Rozmyślała nad tym, że dawno już ich nie jadła. Dumle miała ostatnio w buzi, gdy miała dziesięć lat. Wtedy one były hitem w Polsce, a te lizaki? Ho-ho i jeszcze dawniej. 
- Co powiesz na plażę? - zaproponował, bawiąc się kluczykami od auta - Chociaż nie, nie dasz rady chodzić po piasku
- Dam radę. Nie jestem taką wielką kaleką - zaśmiała się i wstała z maski. Ross stanął przed nią
- Rzeczywiście jesteś niska - uśmiechnął się zadziornie, za co dostał w tył głowy. Chwycił ją znów w talii, ale tym razem dwoma rękami i lekko uniósł, tak że stała mu na butach. Nadal była od niego niższa o ponad głowę. 
- Jaki Ty jesteś wielki - zachichotała blondynka, a chłopak zrobił smutny dziubek - Ile masz wzrostu? 
- Metr osiemdziesiąt pięć - odparł z dumą, a dziewczynie aż się wstyd zrobiło, że jest taka niska - A Ty? 
- Metr sześćdziesiąt trzy - rzekła smutno, spuszczając głowę. Ross chwycił jej podbródek, by spojrzeć na nią
- Po pierwsze, to dobrze,  że jesteś taka niska. Lubię takie - powiedział te dwa słowa tak uwodzicielsko, że Emmie się nogi ugięły - A po drugie, masz śliczne oczęta - na jej policzki wkradł się rumieniec. Poczuła jak płoną, pod wpływem wzroku Rossa
- To co, jedziemy na tę plażę? - zmieniła szybko temat i odwróciła się, by móc otworzyć drzwiczki
- Jasne - rzekł promiennie Ross i usiadł po chwili za kierownicą


-W tym samym czasie-

Rydel z Ellem, Rockym i Rylandem grzecznie siedzieli w salonie w domu państwa Black. Aktualnie zabrali się za układanie trzech tysięcy puzzli. Wcześniej ułożyli mniej liczebne, na przykład te, które mają sto fragmentów, dwieście pięćdziesiąt. Teraz zabrali się za puzzle level hard. Mieli już ułożoną ramkę obrazka. Wnętrze jest o wiele trudniejsze. 
- Ja już nie mogę - marudził najmłodszy Lynch - Palce mnie bolą od układania, a głowa od myślenia, gdzie układać
- Nie przesadzaj, fajnie jest - zaśmiał się Ellington i posłał buziaka Rydel, która uśmiechnęła się do niego uroczo
- Ratliff! - oburzył się Ryland - Nie no, ja tu nie wytrzymam. Zróbmy w końcu coś innego! Rocky! Pomóż! - zwrócił się do bruneta, który smacznie spał sobie na kanapie z puzzlem w ręku
- A ja go tak długo szukałam! - krzyknęła blondynka, wyrywając brakujący fragment śpiącemu brunetowi, który wstał jak oparzony
- Co? Jak? Gdzie? - rzucał pytaniami na lewo i prawo. Był nieźle zaspany - Ułożyliście już tę wierzę Eiffla? 
- Powiem Ci, że te puzzle są chyba wykonane w skali jeden do jednego - zaśmiał się Ell, a zaraz po nim reszta
- Zgodzę się z Tobą kochanie - rzekła Rydel, wstając z podłogi i otrzepując spódniczkę z kurzu - Chodźcie, teraz pogramy w Scrable! - krzyknęła z entuzjazmem, którym chłopaki tak nie pałali. Posłali Ellingtonowi groźne spojrzenie, mówiące "Zapanuj nad swoją kobietą"
- A co Wy na to, by pojechać na biwak nad jezioro? Obaczaiłem całkiem fajny ośrodek z domkami - mówił zestresowany ciągłym wzrokiem Rocky'iego i Rylanda, który potem ustał
- Świetnie...komary, pająki, muchy, karaluchy i inne robactwa, nie zapominając o leśnej zwierzynie - odparła sarkastycznie Rydel, otwierając pudełko od Scrable. Dawno już nie grała, a zawsze kochała tę grę. Może dlatego, że nie było rundy, której by nie zwyciężyła? 
- Hej kotku, fajnie będzie - uśmiechnął się Ell, dosiadając do swojej narzeczonej na kanapie i obejmując ją ramieniem - Trzeba zadzwonić do Rommy - zachichotał, robiac brewki
- I dowiedzieć się, kiedy wraca Riker - dodał Rocky, zabierając Rydel z przed nosa planszę od Scrable - Nie wiem jak Wy, ale ja mam dosyć do końca mojego życia puzzli i gier planszowych, gdzie trzeba myśleć - zamknął kartonik i położył wysoko na szafie, tak by Rydel nie mogła tego ściągnąć. 
- To ja dzwonię do Rommy - rzekł Ell, wyciągając telefon z kieszeni i wystukując numer do Rossa
- Halo? *siorb* - odezwał się siedemnastolatek po drugiej stronie 
- No cześć kobieciarzu. Gdzie jesteście? 
- Na plaży *siorb* - w tle było słychać śmiech Emmy
- No nie wydaje mi się. A co pijesz, bo co chwile siorbiesz mi do ucha?
- Fundnęliśmy sobie po czekoladowym skake'u. I serio, jesteśmy na plaży. Nie słyszysz tego? - w słuchawce rozbrzmiał szum fal na oceanie
- Dobra, niech Ci będzie - mówił przeciagając końcówkę swojej wypowiedzi - Tak, czy siak, mam dla Was ofertę specjalną, normalnie nie z tej ziemi. Pojedziecie z nami nad jezioro, pod domki
- Jestem za! - krzyknęła uradowana Emma - A nad jakie jezioro jedziemy? 
- Myślałem o tym, żeby pojechać nad zbiornik Cogswell¹. Otworzyli tam ostatnio fajny ośrodek. Jedzie się tam około trzy godziny. To jak? 
- A jak z podziałem domków? - Ross wyrwał telefon Emmie i zaczął mówić szeptem - Jak będę sam w domku z Emmą to z chęcią piszę się na ten wyjazd
- Oj Ross, co z Ciebie wyrosło - zaśmiał się Ellington - Będziesz w domku z Emmą. Pasuje? 
- Jak ulał! - krzyknął uradowany
- Dobra, my się zbieramy. Omówmy się, że o szóstej spotykamy się pod ośrodkiem. Jedziemy na dwa samochody. 
- A co z Rikerem? Przecież on jest w samolocie i nie wiadomo kiedy wróci - spytała nagle Emma
- O Rikusia się nie martwcie. Zaraz do niego Rydel zadzwoni i poinformuje go o naszych planach - zaśmiał się
- To do zobaczenia w Reservoir Cogswell Resorts² o szóstej - krzyknął Ellington i się rozłączył, uśmiechając się do reszty - Nasze gołąbki pojadą
- Będzie się działo - Ryland spojrzał się na Rocky'iego i oboje krzyknęli donośne "Buahahaha", przecierając ręce jak jacyś geniusze zła
- Kupię sobie tak dla bezpieczeństwa gaz usypiający i łzawiący - zaśmiał się Ell, a Rydel przybiła mu piątkę
- A ja spray na komary - na samą myśl, przeszły ją dreszcze - To ja dzwonię do Rikera... Cześć przyszły tatusiu! - zachichotała, gdy starszy odebrał
- Dzień dobry, przyszła mężatko - zaśmiał się 
- Ha-ha, ale śmieszne. Słuchaj Riker, wiesz może, gdzie dokładnie jesteś i za ile godzin będziesz w LA? 
- Jakieś dwie minuty temu kapitan nas informował, że jesteśmy nad Oceanem Atlantyckim i że zostało nam jakieś dziesięć godzin lotu. A co? Stało się coś? - dziewczyna się zaśmiała
- Hihi, nic. Po prostu jedziemy nad jezioro, zbiornik pod domki. Także nie zdziw się, jak przyjedziesz i zobaczysz, że nas nie ma
- Jasne, dzięki za info
- A jak tam Magda? Wszystko u niej okay? 
- Nie najlepiej. Dzwonili dzisiaj jej rodzice, mówili mi, że jest chora. Do tego ma wysoką temperaturę...
- Biedna. Gdybym mogła teraz przy niej być - zamyśliła się Rydel
- Ja też o tym marzę. Postaram się cały czas być z nią w kontakcie. Miłej zabawy nad...zbiorkiem wodnym - zaśmiał się
- Dzięki - zachichotała - Zadzwoń jak dowiesz się czegoś nowego o Magdzie - rozłączyła się
- I co z przyszłym tatusiem? - spytał Ryland, chichocząc pod nosem
- Oj Ryry, wszystko ok. W przeciwieństwie do przyszłej mamusi - urwała na chwilę, patrząc się na rodzeństwo i Ella - Jest chora...i my nic nie możemy zrobić - było jej szkoda brunetki. Nie dosyć, że jest załamana ciążą, tym że Riker wyjechał, to do tego jest chora. Chciała być teraz z nią i ją pocieszyć, bo jak tak pójdzie, to jej ciąża będzie zagrożona. Nie może się teraz, tyle dziać wokół niej. 
- Takie życie - wzdychał Rocky - Wyzdrowieje. Na sto procent. A teraz, w drogę! - krzyknął, unosząc rękę do góry jak na znak rozpoczęcia ataku 
- W drogę! - krzyknął Ryland, przybijając żółwika starszemu bratu. Rydel spojrzała się na nich i zaśmiała się. Zabrali swoje plecaki, w których były ich rzeczy na nocowanko u Emmy. Gdy pakowali bagaże do samochodu, na podjazd podjechało czarne BWM Rossa. Blondyn zaparkował i wyszedł z auta. 
- Wohoho, stary ale bryka. Skąd ją masz? - spytał Ryland, wrzucając jednym ruchem plecak do bagażnika
- Dostał w prezencie od zdradzieckiej żmii - rzekła zadowolona Emma, wychodząc z samochodu. Wszyscy się na nią spojrzeli ze zdziwiniem. Myśleli, że się przesłyszeli "Dostała w prezencie od zdradzieckiej żmii". Ross stał nieruchomi wpatrując się Emmie. 
- Co to miało znaczyć? - spytała Rydel, podchodząc do Emmy i opierając rękę na jej ramieniu
- A to, że Paula zdradzała Rossa - oburzyła się, zakładając ręce na klatce piersiowej. Wszyscy zrobili duże oczy i przenieśli wzrok na siedemnastolatka. 
- Jak to?! - krzyknęli jednocześnie Rocky, Ryland i Ellington
- Tak to. Z niej to jest niezłe ziółko - zaśmiał się, przeczesując ręką włosy
- To my jedziemy. Jakoś spotkamy się na trasie! - krzyknął Ell
- Jasne. Narazie! - odkrzyknął Ross i pomachał ręką, za odjeżdżającym Van'em. Wszedł potem za Emmą do domu. 
- Co mam spakować? - spytała wchodząc do swojego pokoju. Ross się głupkowato uśmiechnął i zamknął za nimi drzwi
- Najlepiej jakąś sexy piżamkę - mruknął jej do ucha, gdy grzebała w komodzie
- Zboczeniec! - zaśmiała się i odwróciła do niego przodem, a on ją przytulił. Czuła jaki jest rozgrzany. Nagle blondyn spojrzał się na nią. Wsunął jedną rękę pod bluzkę dziewczyny, a drugą zacisnął na pośladku Emmy. Blondynkę przeszły przyjemne dreszcze. Chłopak widząc to, uśmiechnął się i zaczął zbliżać swoje wargi do warg dziewczyny. Zamknął oczy i już chciał ją pocałować, ale poczuł palec na swoich ustach. Uniósł jedną powiekę, by zobaczyć co się dzieje. 
- Miało być na oczach Twoich rodziców i rodzeństwa. A jakbyś nie zauważył, to tutaj ich nie ma - zaśmiała się i odsunęła od chłopaka, opuszczając bluzkę, którą zdąrzył wysoko unieść. 
- No, ale ja tak ładnie proszę - zrobił oczka a'la kot ze Shreka. Na dziewczynę to nie zadziałało. Puściła mu oczko i "pipnęła" go w nosek. Na co on, zmrużył oczy i popchnął blondynkę na łóżko. Wszedł nad nią i podparł się na rękach. Dziewczyna przygryzła wargę, na co chłopak przewrócił rozbawiony oczami. Zaczął się do niej przybliżać i już chciał ją pocałować, ale zamiast wpić się w jej usta, wpił się w poduszkę. Emma sprawnie się wywinęła z jego uścisku i zaczęła się śmiać. Ross odwrócił się na plecy i zrobił obrażoną minę. 
- No już. Zbieraj się. Zaraz będę gotowa! - rozkazała wychodząc z łazienki z kosmetyczką - Tam jest Twoje rodzeństwo - puściła mu oczko, a on nagle się rozpromienił
- No to, na co jeszcze czekamy? - wstał z łózka i wybiegł z pokoju, prosto do samochodu. Emma uśmiechnęła się tylko di siebie. Chwyciła swoją torbę i udała się jeszcze do pokoju muzycznego po kule, które Ross rzucił na perkusję, po czym poszła do auta, gdzie siedział uchachany siedemnastolatek. Nie mógł doczekać się aż dojadą do ośrodka i będzie mógł w końcu pocałować Emmę. 
Dziewczyna zapakowała kule i torbę do bagażnika i usiadła z przodu, na miejscu pasażera. Zapięła pasy i uśmiechnęła się do Rossa. 
- Tym razem, możesz jechać szybciej niż pięśdziesiąt na godzinę - chłopak odpalił samochód, szepnął krótkie "Dzięki" i ruszyli oboje w drogę. Przed nimi trzy godzinna podróż nad Resevoir Cogswell, do ośrodka wypoczynkowego. Cały wypad zapowiadał się ciekawie, zwłaszcza że to wszystko organizował Ellington Lee Ratliff

_____________________________________________________________
Reservoir Cogswell¹- zbiornik wodny na obszarze zalesionym w Los Angeles

Reservoir Cogswell Resorts²- nieistniejący ośrodek wypoczynkowy. Wymyślony na potrzeby opowiadania

czwartek, 31 lipca 2014

Rozdział 48

Wszystko było już gotowe na przyjazd reszty Lynchów. Stormie, tak jak mówiła wcześniej, pomogła Katniss z obiadem. Obie postanowiły, że zrobią grilla. Sebastian z Markiem pojechali po węgiel i brukiew, a Emma jako jedyna nic nie robiła. Siedziała bezczynnie na kanapie w salonie , ruszając delikatnie nogami. W końcu doczekała się tego. Znów może chodzić. Teraz wszystko będzie tak jak dawniej.
- Hejo! – wydarł się jak w  Teletubisiach Ell
- No hej – zaśmiała się blondynka, wstając z kanapy i opierając się na kulach
- Jak się czujesz? – spytał Rocky podchodząc do dziewczyny i przytulając ją na powitanie
- Ej Rocky, lepiej uważaj po zaraz tutaj może wtargnąć Ross i będzie wrzeszczał „Tylko ja mam prawo ją przytulać!” – zaśmiał się Ellington
- Tak masz racje. On zawsze przychodzi w najmniej odpowiednim momencie – wywnioskował brunet, odsuwając się od Emmy dobre cztery kroki
- Kochana, chodź proszę na słówko – rzekła Rydel i poszła z przyjaciółką do kuchni
- O co chodzi? – spytała siedemnastolatka
- Co się zdarzyło po tym, jak wyszłaś od nas z Rossem? Co żeście robili? – Emma usiadła na krześle przy stole – A więc, to grubsza sprawa, hę? – spytała dosiadając się do przyjaciółki
- Powiem tak w skrócie…pogodziliśmy się. Jesteśmy znów przyjaciółmi
- No…tak na moje oko, to on nadal traktuje Cię jak swoją dziewczynę, a przecież on ma już dziewczynę-Paulę, która podarowała mu samochód
- Jak to dała mu samochód? Skąd wiesz?! – krzyknęła Emma, opierając ręce o stół
- Wysłał mi dzisiaj sms’a, że przyjedzie później sam, bo jedzie zarejestrować auto na siebie. Dopisał, że dostał go od Pauli „pod choinkę”. Widać, że ona na serio traktuje ich związek… - ciągnęła Rydel
- A ja całuję go przy najbliższej okazji i śpię z nim w jednym łóżku – załamała się
- Przecież dobrze wiesz, że to on Cię pocałował. Chwila…Co? – wrzasnęła i aż wstała – Spaliście razem?!
- Nie drzyj się tak - wstała i zasłoniła dziewczynie usta ręką, ale ta ją szybko zdjęła - Ale do niczego nie doszło – broniła się – Po za tym, wszyscy byli w domu
- I co z tego? – oburzyła się Rydel – Jakbyście robili to cicho, bez jęków i stęków to…
- Rydel Mary Lynch! Przestań! Nie mogłabym tego z nim zrobić, ze względu na Paulę. Przecież ona go kocha…
- A Ty kochasz go – Emma chciała już coś powiedzieć, ale dwudziestolatka była szybsza – Nawet nie zaprzeczaj. Widzę jak na niego patrzysz, jak się do niego odnosisz. To razi na kilometr.
- No i co z tego? – załamała ręce, a Rydel usiadła z powrotem na krzesło
- Co z tego?! Co z tego?! – spytała z sarkazmem – A to kurna z tego, że on Cię też kocha! No ludzie! Dlaczego Wy jeszcze nie jesteście razem?!
- Bo zawsze jak jesteśmy razem, coś albo ktoś to psuje. Pamiętasz? Pierwsze dni naszej znajomości zepsuła Cassidy. Gdy w końcu Ross się z nią uporał, porwała go…dla okupu! Gdy udało mu się wrócić i mogliśmy być znów szczęśliwi, wtargnęła moja mama i wywiozła mnie tutaj – wskazała rękoma dookoła – I do tego zabroniła mi się z nim widywać. Potem gdy jej przeszło i mi pozwoliła, doszło do wypadku samochodowego. Kilka dni później Ross mnie zranił, całując jaką dziewczynę. Zerwaliśmy i przyjechała Paula…I jest jak jest
- Ale Wy jesteście sobie przeznaczeni do jasnej ciasnej – nie dawała za wygraną Rydel
- To nie ma znaczenia Delly! – mówiła już bliska płaczu – Nie chcę żeby Ross mnie znów zranił. Ty nawet nie wiesz, jak to boli, bo Ell nigdy czegoś takiego nie zrobił! – krzyknęła i wyszła z kuchni kuśtykając. Wpadła na kogoś. Uniosła głowę i ujrzała Rossa…ze łzami w oczach.
- Słyszałeś? – spytała, powstrzymując ledwo płacz
- Ja nigdy nie chciałem Cię zranić – szepnął wycierając nos w rękaw bluzy – Naprawdę nie chciałem
- Wierzę Ci, że nie chciałeś…ale to robiłeś – powiedziała i ruszyła do swojego pokoju. Trochę jej to zajęło, bo wejście po schodach z kulami, to nie lada wyzwanie
- Ross, chodź na chwilę! – zawołała z kuchni Rydel
- Idę! – krzyknął i udał się do siostry – Tak?
- Czemu to zrobiłeś? – spytała z żalem wpatrując się w młodszego brata
- O co ci chodzi? – Rydel tylko usiadła załamana na krześle – O pocałunek? – dziewczyna kiwnęła głową, bo nie miała już siły nawet odpowiadać. Była zmęczona już tym całym zachowaniem blondyna – Sam nie wiem – odparł i usiadł na krześle, na którym jeszcze minutę temu siedziała Emma
- Musisz dokonać wyboru, Ross – wywnioskowała po chwili ciszy. Chłopak zrobił wielkie oczy
- Jak? Na obydwu mi zależy! – krzyknął, a gula w jego gardle narastała
- Zdecyduj, na której bardziej. Ross, całując Emmę ranisz Paulę, przypomnę Ci-Twoją dziewczynę, a gdy całujesz Emi, to powodujesz, że ona się w Tobie zakochuje i jak widzi Cię z Paulą, serce rozpada się jej na tysiąc małych kawałeczków i…i wtedy ona cierpi. A słyszałam, że Ty nie chcesz jej ranić…
- No bo taka jest prawda…
- To dokonaj wyboru, a według mnie jest on oczywisty – uniosła brwi ku górze i przyglądała się bratu
- Nie do końca – wzdychał – To jest trudne do wyjaśnienia
- Chociaż spróbuj Ross – nalegała. Chciała żeby młodszy brat się przed nią otworzył jak kiedyś. Wtedy nie mieli przed sobą tajemnic i wszystko sobie mówili. A teraz?
- Nie dam rady Delly, wybacz – wstał z krzesła i już chciał wychodzić, ale siostra go powstrzymała
- Ja miałam tak samo – szepnęła – Pamiętasz Nate’a?
- Ten zasrany kretyn, co powiedział, że jesteś… - nie dokończył, bo wiedział, że tym określeniem, Nate zranił jego siostrę
- Czyli pamiętasz - zachichotała cicho - A więc, przyjaźniłam się z nim grubo ponad osiem lat. Wszędzie chodziliśmy razem, ale parą nie byliśmy. Zależało nam na sobie bardzo, dopuki nie poznałam Ratliffa. Nate był zazdrosny o czas spędzany z Ellem, bo powinnam przeznaczyć go na niego. Postawił mi po kilku dniach ultimatum -Rydel widząc, że Ross nie za bardzo rozumie, poprawiła się - W sensie, że warunki. Miałam wybrać… albo go, albo Ellingtona. Długo nad tym myślałam. Oboje byli dla mnie bardzo ważni i nie chciałam z żadnym kończyć znajomości. W końcu Ell widząc moje smętne miny związane z decyzją, dał mi wolną rękę i powiedział żebym go nie wybierała tylko Nate'a ,bo znam go dłużej. To dało mi wiele do myślenia. Doszło do mnie, że gdyby Nate'owi serio na mnie zależało, to nie stawiałby warunków. W końcu zdecydowałam i udałam się do Nate'a, by powiedzieć mu, że wybieram Ellingtona. Domyślasz się jaka była jego reakcja? - Ross kiwnął na potwierdzenie głową - Zaczął mnie wyzywać od najgorszych. Ja się rozpłakałam i zrozumiałam, że te osiem lat przyjaźni poszło na marne. Oczywiscie Ell cieszył się z mojej decyzji, pocieszał mnie i dzięki temu staliśmy się sobie bliscy. I zobacz. Teraz jesteśmy zaręczeni
- Ale w moim przypadku, to żadna z dziewczyn nie jest zazdrosna i nie stawia mi automatu… 
- Ultimatum - poprawiła go z uśmiechem
- Jak zwał tak zwał - machnął rękoma - Co ja mam zrobić. Pomóż siostrzyczko - lamentował Ross
- Myślę, że na wszystko,  prędzej czy później odpowiedź sama się zjawi. Do tego czasu nie rozkochuj w sobie Emmy i nie rań Pauli. Dobrze Ci radzę - poklepała brata po ramieniu, a ten mocno ją przytulił
- Dziękuję. Jesteś najlepszą siostrą jaką można mieć - pocałował ją w czoło, bo była od niego niższa o dobre dziesięć centymetrów i mocno objął
- Nie ma za co, Rossy - uśmiechnęła się i oboje udali się na podwórko, gdzie wszyscy przygotowywali stół do obiadu. 

-Dwie godziny później-
Obiad został przez wszystkich zjedzony. Nic nie zostało. Mark ze Stormie i Ryland'em musieli już pojechać, bo mieli coś jeszcze do załatwienia, związanego z powtórkami nagrań albumu, Katniss z Sebastianem poszli posprzątać w kuchni,  a reszta została na tarasie. Rydel z Ellingtonem szeptali coś do siebie, co powodowało głośne "Awww" ze strony Rocky'iego. Ross przyglądał się z daleka Emmie, która pisała coś w swoim zeszycie, w którym było wszystko-teksty piosenek, zapisy nutowe oraz jej osobiste notatki. Gdy podniosła wzrok na chwilę, spojrzenia Rossa i jej się spotkały. Blondyn nieśmiało się do niej uśmiechnął, a ona odwzajemniła ten gest. Zamknęła zeszyt i wstała z krzesła, po czym już sprawniej i szybciej poszła o kulach do środka. 
- Nad czym się tak zastanawiasz Rossy? - spytał wysokim głosikiem Rocky. Próbował naśladować Rydel
- Nad Paulą… Emmą - zamyślił się
- Wiesz co, powiem Ci teraz coś, co kiedyś powiedziała mi mama. Ekhem - odkrząknął i zaczął - Kiedy zakochasz się w drugiej dziewczynie i bedziesz się zastanawiał, którą wybrać - spojrzał się na brata i kontynuował - To wybierz tą drugą, bo gdybyś kochał tą pierwszą, nie zakochałbyś się w ten drugiej - Rocky zakończył swoją przemowę i usłyszał brawa
- Wow Rocky - wydusił z siebie Ross - Nie sądziłem, że kiedyś to powiem, ale dzięki za dobra radę
- Nie ma za co - rzekł dumny jak paw brunet - Pomogłem? - spytał z nadzieją i zrobił oczka szczeniaczka
- Myślę, że tak - odparł smutny, bo wiedział co ma teraz zrobić, ale nie dochodziło to zbutnio do niego. Musiał zapomnieć o Emmie raz na zawsze
- Ale o co chodzi? Nadal jesteś przybity - zapytał znów Rocky
- Takie życie, bro - rzekł i wstał - I tak dzięki. Dużo pomogłeś
- Jakby coś, to przychodź. Doktor Rocky zawsze pomoże - zaśmiał się i blondyn uczynił to samo
Wchodząc do salonu usłyszał piękną melodię graną na fortepianie na pierwszym piętrze. Wspiął się powoli i cicho po schodach i uchylił drzwi do pomieszczenia, z którego ta owa melodia dochodziła. Ujrzał Emmę. Grała tę melodię. Przyglądał jej sie jeszcze chwilę z daleka, ale potem postanowił podejśc do niej bliżej. Gdy był bliżej dziewczyny, jego wzrok zatrzymał się na jej palcach, które z gracją i delikatnością przesuwały się po klawiszach instrumentu. Zawsze podziwał jej umiejętność gry na fortepianie. Według niego, była wręcz urodzona do tego. 
Przybliżył się do niej jeszcze bardziej i usiadł koło niej. Blondynka nawet na niego nie spojrzała. Miała zamknięte oczy. Wczuwała się w melodię, ale wiedziała, że Ross siedzi koło niej. Chłopak spojrzał sie na stojący na przeciwko nich otwarty zeszyt. Emma mocniej nacisnęła akord na klawiszach, aby pokazać blondynowi, który moment teraz gra. Chłopak od razu odnalazł go w zapisie i dołączył. Razem utworzyli coś cudownego i przyjemnego. Dziewczyna cały czas grała z zamkniętymi oczami, a chłopak przyglądał jej sie z zaciekawieniem. Podziwiał piękno jej twarzy. Długie rzęsy, zaróżowione policzki oraz wydajne, w kolorze dojrzałej truskawki usta, które całował kiedyś codziennie. 
Nagle ich dłonie się zetknęły. Dziewczyna od razu uniosła powieki i spojrzała się na siedzącego obok niej blondyna. 
Koniuszki jego palców delikatnie musnęły skórę jej policzka. Zrobił to instynktownie, nawet o tym nie myśląc. A przynajmniej to mówiły jego oczy. Piękne, brązowe oczy, pełne wszystkiego czego ona mogłaby pragnąć. Troski, tęsknoty, radości. Pełne miłości. 
Widziała w nich swoje odbicie. 
Widziała w nich wszystkie jego uczucia, o których już dawno bał się mówić. 
Widziała w nich słowa, których przecież nigdy nie wypowiedział. 
On natomiast wiedział już teraz wszystko. Rydel miała racje, odpowiedź sama się zjawi. Siedząc teraz z Emmą, zrozumiał jakim uczuciem ją darzy, co czuje gdy ona jest w pobliżu. Nawet nie wiadomo jakby się starał, nie będzie darzył takim samym uczuciem Pauli. Doszło do niego jaki był głupi. Pojawily, się nagle przed jego oczami wspomnienia, w których jest ona i Emma. 
Ona szczęśliwa, uśmiechnięta, pełna życia
On zakochany w niej po uszy
Wiedział co na teraz zrobić, lecz rada od Rocky'iego temu zaprzeczała. W jego głowie rozbrzmiewała jej końcowa treść "Ponieważ, gdybyś kochał tą pierwszą, nie zakochałbyś sie w tej drugiej". Ale może on był tylko zauroczony Paulą? To podnosiło go na duchu. Przypomniał sobie dzisiejszą rozmowę z Rydel i jej dokonany wybór. 
Spojrzał sie w oczy Emmie, które teraz były zielononiebieskie. Uniósł jej podbródek i będąc już milimetry od jej warg, szepnął: 
- Dasz mi drugą szansę? 

Witam moje kochane misiaki! 
Przybywam do Was z nowy rozdziałem, niestety pisanym na telefonie. Mój laptop uległ niefortunnemu wypadkowi i jest teraz w naprawie. Także przepraszam za wszelkie błędy ortograficzne, interpunkcyjne czy takie gdzie zamiast "ń" jest "n" oraz za ewentualne kropki między wyrazami. Taaa, gdy pisze na telefonie, nam tendencje do tego, że między wyrazy wskakują mi kropki xd Mam do Was takie pytanie "od czapy". Czy u Was też jest tak gorąco?  Ja już powoli nie wyrabiam. Jest taki upał, że nic mi się nie chce. A tym bardziej nie chce mi się siedzieć w dusznym domu przed komputerem, który na dodatek grzeje. W takie gorące dni nic, ale to zupełnie nic mi się chce. Nie wiem, jak z Wami. Niektórzy właśnie dostają niezłego kopa jak jest tak gorąco. Ale ja do tych osób nie należę. Wczoraj już wróciłam do domu po dwóch albo i nawet trzech tygodniach… (a co tam, szczęśliwi czasu nie liczą xd) ze wsi od dziadków. Spędziłam przyjemnie czas między pieskami, kotkami, koniami, małymi kurczaczkami, gąskami i króliczkami. Wychodziłam rano, brałam w rękę kromkę chleba i przed siebie. Po łąkach, pastwiskach. Było naprawdę przyjemnie. Zdałam sobie ostatnio sprawę, że do szczęścia mi wiele nie potrzeba. I według mnie to dobrze ;) Dobra, nie będę Was więcej zanudzała. Tylko spytam się o jedną bardzo istotną rzecz. Czy Emma da drugą szansę Rossowi i znów będą razem? A i jeszcze jedno. Pod ostatnim rozdziałem padł taki komentarz od anonimka:  "Upodobniasz się do Anabell (w dobrym znaczeniu) ". Naprawdę tak uważacie? Jest mi niezmiernie miło. Według mnie Anabell jest świetną pisarką i nie dorastam jej nawet do pięt (jeżeli nie kojarzycie Anabell to tu macie link do jej bloga, który jest aktualnie zakończony, ale warto jest go przeczytać my-dreams-will-be-my-future.blogspot.com.  Moim marzeniem jest żeby mój blog zyskał tyle czytelników, co ten Anabell) Byłam w totalnym szoku, gdy przeczytałam ten komentarz. Dziękuję anonimku. I oczywiscie dziękuję Wam misiaki! Jesteście po prostu kochani. Nigdy nie sądziłam, że mój blog spodoba się aż tylu osobom. Ale sie rozpisałam tym razem. No ładnie, ładnie hahaha. 
~Julia~

niedziela, 20 lipca 2014

Rozdział 47

Riker z Magdą wrócili do domu. Brunetka nie powiedziała chłopakowi, co kupiła w aptece, a ten nie zadawał pytań. Pierwsze co zrobiła po powrocie, to poszła do łazienki i kazała blondynowi zostać w salonie. Minęło dziesięć minut, a ona jeszcze nie wychodziła, co zmartwiło Rikera. Chciał już wstawać z kanapy, gdy nagle drzwi od łazienki się otworzyły i stanęła w nich Magda. Miała nietęgi wyraz twarzy. Podeszła do chłopaka i wyciągnęła coś zza pleców. Podała mu to. Chłopak na początku nie wiedział co to jest, ale potem zajarzył. Otworzył szeroko oczy patrząc na wyniki testu.
- Przepraszam Cię – szepnęła z chrypką Magda i opuściła głowę
- Na Boga, za co Ty mnie przepraszasz ? – chwycił ją za ramiona przybliżył swoją twarz do twarzy dziewczyny – Za to, że jesteś w ciąży ? – dziewczyna kiwnęła niepewnie głową
- To moja wina. Tak bardzo cię przepraszam – mówiła cały czas z chrypką
- Jeśli już się obwiniamy to ja jestem wszystkiemu winien. To ja wsadziłem w ciebie, wiesz co i to była moja sperma, tak ? – zaśmiał się, a dziewczyna spojrzała się na niego zaszklonymi oczami
- Ale Riker, dziecko ? Teraz ? Ja mam niespełna osiemnaście lat. Ty jeździsz w trasy z zespołem. Po za tym,  mam jeszcze szkołę, do tego siedzi mi na karku matura… - panikowała i momentalnie się rozpłakała
- Hej spokojnie, usiądź – wskazał na kanapę, na której potem sam usiadł – Jakoś sobie poradzimy
- Ale jak ? Jak Riker ? Ty mieszkasz w Los Angeles, a ja…tu – znów mówiła szeptem – Widzimy się raz na jakiś czas. I jeszcze moi rodzice – załamała ręce – Jak się dowiedzą, będzie masakra
- Będę Cię wspierał… - cały czas pałał optymizmem
- Okay, załóżmy że już powiedzieliśmy o tym moim i Twoim rodzicom, nasze rodzeństwa też już o tym wiedzą. Co dalej ? Wracasz do Los Angeles, kończycie album i jedziesz w trasę. Nie widzimy się przez pół roku. Ja muszę jakoś chodzić do szkoły, a ciążowy brzuszek, jakoś ciężko ukryć. Od razu cała szkoła będzie o tym gadała. Domyślasz się, co będą o mnie sądzili ? Będę Cię potrzebowała Riker. Rozumiesz ? Sama sobie z tym nie poradzę. A jak się dziecko urodzi ? To jak my to zrobimy, hmmm ? – spytała unosząc jedną brew i spoglądając na blondyna, który cały czas miał uśmiech na twarzy
- Z trasą sobie poradzimy, bo pojedziesz wtedy z nami. Żaden problem…
- Ale zrozum Riker! – krzyknęła – Ja m-u-sz-ę chodzić do szkoły – przeliterowała tak by doszło do chłopaka, a go od razu zamurowało. Byli w trudnej sytuacji. Z jednej strony trasa i kariera Rikera., a z drugiej ciąża Magdy i szkoła – W sumie jest jedno wyjście z takiej sytuacji… - zaczęła Magda
- Nawet nie próbuj o tym myśleć! – krzyknął i przybliżył się do dziewczyny – Poradzimy sobie. Obiecuję Ci – jego wargi były coraz bliżej jej warg
- Jak Riker ? Jak ?! – krzyknęła i uciekła do swojego pokoju. Blondyn wziął głęboki wdech i oparł głowę o oparcie kanapy. Spojrzał się na leżący na stole test ciążowy i mimowolnie się uśmiechnął. Z jednej strony cieszył się, że zostanie tatą, ale z drugiej rozumiał sytuację w jakiej się oboje znaleźli – w niekorzystnej dla nich sytuacji

Szpital St’ Paul
Wszyscy są już wycieńczeni ciągłym czekaniem pod drzwiami bloku operacyjnego. Biedna Rydel zasypia już na ramieniu Ellingtona, a Rocky śpi na ziemi. Ross nerwowo chodzi po korytarzu, a państwo Lynch wraz z mamą Emmy i Sebastianem siedzą i czytają gazety. Tak mija im już trzecia godzina od kiedy Emma poszła na zabieg. Wszystkie badania, które przeszła miały pozytywny wynik, dlatego nie było żadnych przeciwskazań, aby ten zabieg odbył się dzisiaj.
- Rany boskie, długo jeszcze ? – spytał ironicznie Ross, unosząc ręce ku górze
- A co ty sobie myślisz ? Że to pierwsza lepsza operacja ? Stary, oni przywracają jej czucie w nogach! – krzyknął Ell, czym obudził swoją narzeczoną
- Ellington proszę, zamknij się choć na chwileczkę – ziewnęła zaspana i mocniej wtuliła się w bruneta
- Przepraszam skarbie – zaśmiał się cicho i spojrzał na Rossa, który przewrócił oczami i szepnął „Te kobiety”
- Już się boję co to będzie, jak ona w ciążę zajdzie – zachichotał leżący na ziemi Rocky i od razu dostał kopniaka w brzuch od blondynki, która wszystko słyszała
- O bosz – załamał się Rocky i odsunął na tyle, żeby jego nie dosięgnęła
- W ogóle wie ktoś co słychać u Rikera ? Jakoś się nie odzywa – zaczęła Stormie
- Cieszy się chwilami wolnymi od rodzinki – wypalił Rocky i usiadł pod ścianą
- Zazdroszczę mu – rzekł Ross – Teraz sobie pewnie wypoczywa…
- Chyba na stoku narciarskim – zaśmiała się rozbudzona już Rydel – Tam jest teraz zima
- Ale oni są w Warszawie, a nie w górach Ryd – wytknął język siostrze
- Skąd wiesz, a może pojechali sobie w góry ? – chłopak już szukał jakiegoś pocisku, ale siostra mi dopiekła – Ha! I co, kto tutaj jest the best ? Ja, hahaha! Kretyn
- Rydel, jak ty się odzywasz do młodszego brata ?! – zwrócił jej uwagę Mark
- Zasłużył sobie na to – uśmiechnęła się i potargała blondasa po włosach
- Delly, telefon Ci wibruje – zachichotał Ellington podając torebkę dziewczynie
- Ty to musisz mieć ze wszystkim skojarzenia, prawda ? – spojrzała na niego i odebrała komórkę – Magda ? I jak…
- Potrzebuję Cię Rydel – mówiła rozpłakana
- Ale co się stało ? – spytała zestresowana i spojrzała się na resztę, która oderwała się od swoich dotychczasowych czynności i przyglądała się rozmowie
- Po prostu cię potrzebuję. Przyjedź – szlochała
- Gdybym mogła…Ale co się stało ? Powiedz mi, to może postaram ci się jakoś pomóc – nalegała blondynka, a rodzina zaczęła się już stresować tym co mówi Rydel
- Delly, ja jestem w ciąży – wybuchła płaczem
- Ale to dobra nowina – spojrzała się na swoich rodziców i szepnęła zakrywając mikrofon telefonu „Jest w ciąży”. Ich miny były dwuznaczne
- To wcale nie jest dobra nowina. Ja sobie z tym nie poradzę, proszę przyjedź do mnie – błagała wręcz, a blondynce serce się kroiło, bo nie mogła być teraz przy swojej przyjaciółce
- Przecież jest tam Riker – próbowała jakoś pomóc – Porozmawiaj z nim
- Ale ja mu tłumaczę, że ta ciąża nie jest odpowiednia w tym momencie, a on swoje. Rydel…
- To jest facet i potrzebuje trochę czasu by zrozumieć w jakiej jest sytuacji. Porozmawiaj z nim. To jedyne wyjście – mówiąc to patrzała się w oczy Ellingtonowi i nagle usłyszała pikanie. Magda się rozłączyła.
- Jak to jest w ciąży ? – spytał Rocky, wstając na równe nogi
- No normalnie. Chyba wiesz jak do tego doszło, nie ? – zadrwił Ross, krzyżując ręce na piersi
- Ktoś nie umie się zabezpieczać – zaśmiał się pod nosem brunet, a reszta zmroziła go wzrokiem
- Jak się ona teraz czuje ? – spytała Stormie, patrząc na córkę
- Jest załamana. Riker nie rozumie jej sytuacji. Nie ma szans, żebym mogła do niej pojechać ? – spytała z nadzieją. Stormie już chciała coś powiedzieć, ale zadzwonił telefon Marka. Mężczyzna wstał i odsunął się kilka kroków. Chwilę rozmawiał i widać było, że się zdenerwował. Gdy skończył z powrotem usiadł na krzesła pod ścianą.
- Musimy od nowa nagrać album – powiedział po chwili, wpatrując się w swoje dzieci
- Co ? Przecież mieliśmy nagrane już jakieś pięć piosenek na jedenaście ? – Ross się denerwował
- Ktoś je usunął. Celowo. Przeglądają teraz nagrania z monitoringu – wszyscy spojrzeli po sobie i zastanawiali, kto mógłby coś takiego zrobić
- Musimy sprowadzić Rikera i zwolnić ciebie z odwyku – zwrócił się do Rossa, który aż klasnął z radości w dłonie
- Ale Magda teraz potrzebuje Rikera! – krzyknęła Rydel – Nie możemy…
- Córciu, musimy – Stormie podeszła do dziewczyny i położyła jej rękę na ramieniu
- Domyślam się, że ja będę musiała do niego zadzwonić, prawda ? – spytała, a kobieta tylko kiwnęła głową
- Dobra, ale później. Na razie musza się oni jakoś porozumieć – wywnioskowała i usiadła koło Ella
Drzwi od bloku operacyjnego się otworzyły. Wszystkim nagle humor się poprawił, gdy ujrzeli lekarza, a potem Emmę, która leżała na łóżku jadącym do jednej z Sali. Była wciąż w śpiączce.
- Widzę, że cała familia jest – zaśmiał się – W takim razie zapraszam wszystkich zebranych do siebie – tak jak to powiedział, wszyscy wbiegli do jego gabinetu i usiedli na krzesłach
- I co z Emmą ? – spytała mama blondynki
- Mam dobrą i złą wiadomość – zaczął lekarz, a wszyscy przygotowali się na najgorsze – Złą wiadomością jest to, że Emma będzie chodziła o kulach – rzekł smutnym tonem – A dobra jest taka, że tylko tydzień
Wszyscy zerwali się na równe nogi. Rydel tak się ucieszyła, że się rozpłakała i zaczęła całować Ellingtona. Katniss i Stormie się popłakały. Mark pozostał silny, ale Ross…chłopak nie wierzył, że to się dzieje naprawdę. W końcu Emma będzie chodziła i sumienie już mu odpuści. Będę mógł z nią znów spędzać czas wspólnie tak jak to było dawniej, pomyślał.
- Jak tylko dziewczyna się obudzi, będziecie mogli zabrać ją do domu – wypowiedział się i podał mamie Emmy wypis – Panna Black jest naprawdę silną dziewczyną – uśmiechnął się

- Obudź się już – prosił Ross, trzymając blondynkę za rękę. Wszyscy wyczekiwali momentu aż jej oczy się otworzą i będą mogli wspólnie świętować pozytywy zabiegu. Ross najbardziej tego wyczekiwał. Gdyby nie patrzeć, to wszystko przez niego. To on doprowadził do tego wypadku sprzed miesiąca
- Nie dadzą człowiekowi pospać no! – oburzyła się ze śmiechem Emma, która podniosła ciężkie powieki, by ujrzeć centralnie przed sobą Rossa. Chłopak się tak ucieszył, że ją pocałował. Długo, namiętnie, był to pocałunek na przeprosiny. Romantyczny. Jednak z zewnątrz wyglądało jakby Ross chciał ją zjeść w całości. Jedną ręką podpierał się na łóżku, a drugą podtrzymywał głowę blondynki.
- A ja głupia myślałam, że Ci na mnie zależy – ktoś powiedział. Był to znajomy głos dla Lynchów, a szczególnie dla Rossa. Obrócił się i w drzwiach zobaczył zapłakaną Paulę
- To nie tak jak myślisz! – krzyknął gwałtownie odsuwając się od Emmy, która opadła na łóżko. Zerwał się z miejsca i chciał podejść do brunetki, ale ta uciekła. Blondyn pobiegł za nią, pozostawiając oszołomioną pocałunkiem Emmę oraz resztę rodziny.

Magda wpuściła do swojego pokoju Rikera. Usiadł on koło dziewczyny na łóżku i objął ją ramieniem. Oboje się nie odzywali. Oboje rozmawiali teraz ze swoimi myślami. Magda rozmyślała co powie rodzicom i jak będzie się na wszelki wypadek broniła. Riker szukał jakiegoś wyjścia z tej sytuacji, ale cokolwiek wymyśliłby rujnowała to szkoła Magdy.
- Naprawdę musisz się teraz uczyć ? – spytał wpatrując się w jeden punk na ścianie
- Muszę Riker – odparła smutno – Rodzice nie wybaczyliby mi, gdybym teraz rzuciła szkołę
- Zrozumieliby cię… - pocieszał ją
- Wątpię. Oni są takimi ludźmi...eh, szkoda nawet gadać Riker
- Ale gdybyś rzuciła szkołę, moglibyśmy jakoś łatwo wywinąć się z tej sytuacji. Szkoła jest przeszkodą wszystkiego. Wszystko rujnuje. Nie chcę cię tutaj zostawić samej…Zostanę z tobą najdłużej jak tylko będę mógł – przytulił ją do siebie, a ona się w niego wtuliła
- Kocham Cię – szepnęła blondynowi do ucha i pocałowała go w policzek, a on położył się na łóżku. Dziewczyna spojrzała się na niego i delikatnie się uśmiechnęła, po czym położyła głowę na jego klatce piersiowej.
- Ja ciebie też kocham, Madziu – objął ją jedną ręką, trzymając dłoń na brzuchu dziewczyny – Zobaczysz, wszystko się ułoży. Obiecuję
Ciszę panującą w pokoju przerwał dzwoniący telefon Rikera. Chłopak uniósł się na łokciach i wyciągnął komórkę z kieszeni.
- Co tam siostra ? – odebrał uśmiechając się do leżącej obok niego dziewczyny
- Bardzo przykro jest mi to mówić, bo wiem co się tam u was dzieje, ale w poniedziałek masz być w Los Angeles – powiedziała na jednym wdechu Rydel. Było można usłyszeć z jej głosu, że mówienie tego sprawia jej sporą trudność
- Ale Ryd… - rozłączyła się, a blondyn spojrzał się na swoją dziewczynę. Zacisnął usta i spuścił głowę.
- Musisz wracać prawda ? – szepnęła Magda
- Nie wiem czemu, ale…
- Idź się spakuj – powiedziała ledwo powstrzymują się od płaczu
- Nie chcę cię tu zostawiać – mówił jakby miał gulę w gardle. Ledwo wymawiał słowa
- Jakoś sobie poradzę – pociągnęła nosem, bo już dała spust emocjom i po jej policzkach spływały powoli łzy – Mam nadzieję, że spotkamy się jeszcze w tym roku
- Na pewno – musną delikatnie jej wargi swoimi i wstał. Spakował się w niecałe pięć minutach, a taksówka zjawiła się po kolejnych trzech. Żegnali się dość krótko. Tulili się i całowali. Riker wsiadając do taksówki miał łzy w oczach, ale nie chciał żeby widziała je Magda, która ledwo stała w drzwiach domu. Zamknęła jak tak szybko, jak jej chłopak wyjechał spod jej domu. Dostała od niego krótkiego sms’a.
„Kocham Cię i zobaczysz, jakoś sobie poradzimy z tym wszystkim.  Twój Riker ;*”
Gdy to przeczytała z oczu popłynął jej strumień łez, którego nie mogła powstrzymać. Pobiegła do łazienki, gdzie usiadła na ziemi. Przyciągnęła do siebie nogi i otuliła je rękoma. Chwilę tak siedziała i płakała. Zdarzało jej się nawet krzyczeć z płaczu. Nie wierzyła już teraz w nic. Wszystko się teraz rozpadło. Dobrze wiedziała, że nie zobaczy się z Rikerem przed trasą. Nie było takiej szansy. Gdy tylko pomyślała o tym, że musi powiedzieć o tym wszystkim  rodzinie, potem musi poinformować dyrektorkę w szkole, wybuchła jeszcze większym płaczem. Bez zastanowienia wyciągnęła z szafki pod zlewem małe, kartonowe pudełeczko. Otworzyła je i wyciągnęła z niego jedną żyletkę. Spoglądała na nią przez chwilę, a potem przejechała sobie nią po nadgarstku.
Przyglądała się powoli powiększającym się kroplom krwi. Nie czuła się słaba. Oparła się głową o ścianę i skierowała wzrok ku sufitowi. Była jednym słowem załamana. Dla niej to było za dużo zdarzeń jak na jeden dzień. Nie wiedziała, czy poradzi sobie z tą ciążą, która wybrała sobie najmniej odpowiedni moment w jej życiu. Ale z drugiej strony to jej wina, bo to ona z własnej woli wpakowała się Rikerowi do łóżka...

- Paula! Paula! Stój no! – krzyczał Ross, biegnąc za dziewczyną i gdy w końcu ją dogonił chwycił ją za rękę – To nie tak
- Myślałam, ze Ci na mnie zależy! - krzyknęła przez łzy
- Zależy - przybliżył się do niej - Paula, kocham Cię
- Wiesz co, słowa "Kocham Cię" wypowiadane z twoich ust, straciły na wartości! - krzyknęła - Mówiłeś "Kocham Cię" do Cassidy, potem do Emmy, a teraz do mnie...żadnej z nas nie kochałeś poważnie... - zatkało chłopaka. Stał jak wryty. Dziewczyna patrzyła w jego ciemne oczy, które spoglądały na nią spod potarganej grzywki
- Jak mam ci udowodnić, że naprawdę cię kocham ? - spytał po chwili, chwytając ją delikatnie za dłonie
- Chyba nie ma takiego sposobu - pociągnęła nosem, a Ross ją do siebie przytulił i namiętnie pocałował
- Na pewno ? - spytał opierając czołem o czoło brunetki - Emma jest tylko moją przyjaciółką... Myśmy też się całowali ja byliśmy przyjaciółmi, pamiętasz ?
- Mieliśmy po osiem lat Ross - rzekła już lekko rozpromieniona dziewczyna
- No i co z tego. Już wtedy byłaś dla mnie bardzo ważna - uśmiechnął się do niej, a ona odwznajmniła ten miły gest
- Ty tez byłeś dla mnie bardzo ważny - zaśmiała się i w niego wtuliła
- Stara przyjaźń tak samo jak miłość nie rdzewieje - uśmiechnął się do niej obejmując w pasie
- W sumie przyjechałam tutaj tylko po to by dać ci mały prezent - podała mu żółte pudełko
- A mogę wiedzieć z jakiej to okazji ? - spytał lekko uchylając pokrywkę - No co ty! - krzyknął wyciągając z niego kluczyki od samochodu
- Skoro nie widzimy się na święta to postanowiłam dać ci teraz. Twoja stara bryka uległa zniszczeniu więc kupiłam ci nowe autko - zaśmiała się
- Nie mogę tego przyjąć Paula - rzekł stanowczo i wyciągnął kluczyki w jej stronę
- Musisz to przyjąć - zmroziła go wzrokiem
- Nie mogę
- Musisz
- Nie mogę
- Musisz 
Kłóciliby się dłużej, ale właśnie z sali wyszła rodzina Rossa z kuśtykającą o kulach Emmą. Paula uśmiechnęła się do niego zwycięzko i schowała klucze do kurtki blondyna, po czym skierowała się ku wyjściu.
- Jadę po swoje rzeczy do zakładu! - krzyknął chłopak i ruszył za dziewczyną. Reszta nie zdążyła nawet nic powiedzieć, a blondyn zniknął z pola widzenia.
Rydel obejmowała jednym ramieniem swoją przyjaciółkę, a drugim narzeczonego. Kłębiło się w jej głowie multum pytań dotyczących pocałunku Rossa i Emmy sprzed pięciu minut. Sama nie wiedziała co się dzieje z jej bratem. Może wpadł w histerię, pomyślała. Nie widziała go jeszcze w takim stanie…najprostszymi słowami, traktuje dziewczyny jak przedmioty. Bawi się nimi. Całuję, którą chce i kiedy chce, zachowuje się jak zasrany, za przeproszeniem dupek.
- Rydel nad czym tak dumasz ? – spytał Ellington, gdy dochodzili już do samochodu
- A nad wszystkim – zamyśliła się, wzdychając
- Zostaniecie dzisiaj u mnie na noc ? – zadała pytanie Emma, kierują je ku przyjaciółce
- A my też możemy ?! – krzyknęli nagle Rocky, Ell i Ryland. Blondynka spojrzała się na mamę, a ta tylko kiwnęła głową roześmiana
- Jej! – krzyknęła sarkastycznie Rydel
- Będzie śmiesznie – szturchnęła dziewczynę w bok
- Oj tak, po prostu prze zabawnie – przewróciła oczami i otworzyła drzwi do auta – Pojedziemy tylko po nasze rzeczy do domu i przyjedziemy po pierwszej
- To akurat na obiad – uśmiechnęła się Katniss
- Pomogę ci z obiadem. Będzie szybciej. Jak te wiewióry przychodzą na obiad, to będzie sporo roboty – zaśmiała się, wskazując na Rocky’iego, Ella i Rylanda, a trzy „wiewióry” krzyknęły donośne „Ej!”
- Czemu akurat wiewióry ? – zdziwił się Sebastian. Nie ukrywał, że to jakże oryginalne przezwisko go rozbawiło
- Właśnie mamo, czemu ? – dołączyła się do pytania Rydel – Jakoś nigdy nie miałaś okazji nam tego wyjaśnić
Stormie spojrzała się na Marka i oboje zaczęli się śmiać.
- Hahaha…a to dlatego, że…hahaha – próbowała wytłumaczyć kobieta, ale nie za dobrze jej to wychodziło
- Już tłumaczę – odezwał się Mark. Wziął głęboki oddech, by uspokoić nagły atak śmiechu – Pamiętacie, jak wybraliśmy się rodzinnie z Ratliffem na biwak to lasu ? – wiewióry i Rydel kiwnęli głowami – Rozbiliśmy namioty i porozkładaliśmy wszystkie najważniejsze rzeczy. Pamiętam, że Rocky, Ryland i Ratliff uparli się, że chcą spać w jednym namiocie razem. Woleli spać w swoim towarzystwie niż z nami, Rydel, Rossem i Rikerem, w jednym wielkim namiocie – wszyscy się zaśmiali – W nocy wszyscy trzej panowie zerwali się, bo usłyszeli jakieś szelesty za naszym obozowiskiem. Zaczęli panikować, że to idą wilki i chcą nas wszystkich zjeść – Mark opowiadała z coraz większym przejęciem, Stromie ledwo wyrabiała ze śmiechu, bo dobrze znała ta historię, natomiast Emma, Seba i ich mama uważnie słuchali – Nagle nie wiedzieć czemu, wybiegli z namiotu z takim piskiem, że odstraszyli to co się zbliżało. My wszyscy zerwaliśmy się na równe nogi i ruszyliśmy na pomoc naszym odważniakom. Zaczęli jeszcze bardziej panikować i tłumaczyć nam, że idą wilki. Wszyscy natężyliśmy słuch do granic możliwości, ale nic. Cisza. Głucha cisza. Było słychać tylko szum liści, poruszanych przez wiatr oraz szum wody w pobliskiej rzece. Chłopacy nadal panikowali, a my skierowaliśmy się z powrotem do namiotu. Nie minęła minuta i znów rozległ się pisk. Zapaliliśmy latarki i poszliśmy pod namiot chłopaków, z którego nagle wyleciał jak na skrzydłach Ratliff, potem Ryry, a na końcu Rocky z wiewiórką na głowie. Otworzyliśmy do końca suwak i ujrzeliśmy, że w środku namiotu siedzą trzy wiewiórki. Nie mogliśmy zapanować nad śmiechem. Do dziś pamiętam, jak mnie wtedy bolał brzuch – dodał Mark – Oczywiście zdjęliśmy z roztrzęsionego Rocky’iego biedną wiewiórkę, która była bardziej wystraszona od nich trzech razem wziętych. Wypuściliśmy ją, a ona pomknęła z resztą wiewiórek w głąb lasu. Gdy w miarę wszyscy się uspokoili, to wróciliśmy do namiotu. Chłopacy wepchnęli się do naszego, bo bali się, że wiewiórka-poskramiacz Rocky’iego powróci i ich zaatakuje. Od tamtego czasu nazywamy ich wiewiórami. Kiedyś to były „wiewiórki”, ale teraz to „wiewióry olbrzymy” – zaśmiał się Mark, klepiąc Rocky’iego po brzuchu. Ten gest miał sugerować, że cała trójka urosła i przytyła.
- A! I wszystko jasne! – zachichotała Rydel – Pamiętam ich miny. Rany boskie! Mogłam zrobić zdjęcia – palnęła się ręką lekko w skroń
- A ja mogłem nagrać na dyktafon jak chrapiesz. Jesteś głośniejsza od niedźwiedzia! Oj, pośmialibyśmy się! Hahaha – dowalił jej Rocky
- Pamiętaj braciszku, że zdjęcia z naszego starego aparatu rodzinnego są na moim laptopku, także w każdej chwili mogę  opublikować na naszym oficjalnym facebooku czy instagramie zdjęcie, na którym siedzisz na kiblu z nocnikiem na głowie i udajesz, że jesteś kowbojem, albo jak siedzisz w wannie-golutki, a woda sięga zaledwie do jednej dziesiątej głębokości wanny. Widać wszyściusieńko – zagroziła mu z uśmiechem, a bruneta przeszły ciarki
- Wygrałaś – dodał po chwili zrezygnowany
- Dziękuję za uwagę – zaśmiała się i poklepała brata po ramieniu – To ja i wiewióry mutanty będziemy u was po pierwszej, czyli gdzieś za godzinkę!
- Jasne do zobaczenia! – odkrzyknęła Emma i obie rodziny rozjechały się do swoich domów

Witam moich wiernych czytelników!
Przyjechałam na chwilę do domu po parę rzeczy i postanowiłam, że opublikuję Wam nowy rozdział, bo zobaczyłam ile jest komentarzy pod poprzednim rozdziałem. Jestem naprawdę mile zaskoczona. 63 komentarze *.* Podczas mojego pobytu nie wchodziłam ani razu na bloggera i komentarze moderowała moja przyjaciółka. Będąc na wsi starałam się jako tako czytać Wasze blogi i je komentować. Chyba mi się udało. . Jeszcze dzisiaj wracam z powrotem do dziadków i nie wiem kiedy wrócę...może za tydzień albo dwa. Pożyjemy-zobaczymy ;) Zapraszam Was wszystkich do zakładki "LBA". Gratuluję wszystkich nominowanym! 
Całuski
~Julia~