sobota, 15 marca 2014

Rozdział 24

Obudziły mnie śmiechy i chichy dochodzące z salonu. Szybko wstałam z łóżka, ubrałam się w krótkie, podarte szorty i długą bluzkę na ramiączkach z dużymi wycięciami po bokach. Wyszłam z łazienki i zeszłam na dół. Lynchowie i Ell siedzieli w salonie na kanapach i najwyraźniej coś planowali. Gdy Ross zobaczył, że zeszłam, podbiegł do mnie i namiętnie mnie pocałował, co było dla mnie trochę podejrzane.
- A to za co ? - spytałam gdy się od siebie oderwaliśmy
- To już nie mogę od tak pocałować mojej dziewczyny ? - spytał unosząc brwi ze zdziwienia
- Nie no możesz... Ty coś kombinujesz - rzekłam
- Ja ? Pfff...chyba raczej oni - powiedział wskazując na rodzeństwo
Spojrzałam się na niego, a potem na resztę. Moją uwagę przykuła Rydel. Siedziała na kanapie i pisała coś w notesie.
- Gotowe! - krzyknęła Delly
- Co gotowe ? - zdziwiłam się
- Przydzielałam każdemu zadania związane z dzisiejszą imprezę... Riker i Ross zajmują się napojami, ja i Ty jedzeniem, Rocky z Ellem muzą, a Ryland ma za zadanie zadzwonić do tych osób i zaprosić ich do nas - powiedziała i podała szesnastolatkowi listę gości. Chłopak wytrzeszczył oczy.
- Mam zadzwonić do ponad 20 osób ? Chyba Cię pogrzało sister...
- Dasz radę...Dobra to do roboty
- A co z rodzicami ? - spytał Rocky, a reszta dołączyła się do pytania
- Gosh, jakbyście nie zauważyli to rodziców w domu nie ma...nie ma nawet ich rzeczy. Wysłałam ich na romantyczną wycieczkę do San Diego...Wrócą za tydzień
- Delly, Ty to masz łeb - zaśmiał się Riker
- Okay, my tutaj gadu gadu, a impreza się sama nie zrobi...No już do roboty
Tak szybko jak to powiedziała wszyscy wzięli się do pracy. Riker z Rossem pojechali do sklepu po napoje, Ell z Rockym usiedli przed kompem i zaczęli ściągać piosenki idealne na taką imprezę, Ryland poszedł do biura ojca, żeby wszystkich obdzwonić, a ja z Rydel pojechałyśmy do supermarketu po jedzenie.
- Dobra, to co bierzemy ? - spytałam Rydel stojąc przed regałem z chipsami, prażynkami, popcornem i podobnymi przekąskami
- Na pewno chipsy cebulowe, paprykowe..Oh, i jeszcze serowe.... Prażynki też ? - spytała wkładając chipsy do wózka
- Pewnie, weź dwie paczki tych solonych
- Dobra
- Co jeszcze weźmiemy ?
- Zaraz wracam - powiedziała Delly po czym zniknęła między regałami. Ja natomiast podjechałam wózkiem pod półkę ze słodyczami. Chwytałam po kolei ciastka, cukierki i inne pierdoły. Nagle podbiegła Rydel i wrzuciła do wózka przeróżne rzeczy. Począwszy od owoców, a kończący na słodyczach. Przejęła ode mnie wózek z zakupami i pojechałyśmy prosto do kasy
- Zamówimy jeszcze pizzę i może jeszcze kebaby - powiedziała wykładając produkty na taśmę
- Delly, nie za dużo tego ?
- Kochana, do nas na chatę przyjdzie ponad 20 osób, w tym Sterling który zjada jedzenia za trzech...
- Sterling Knight ?
- Tak... Co taka zdziwiona ?
- Jak byłam mała zawsze marzyłam, żeby go spotkać... A to wszystko przez to, że zagrał w takim jednym fajnym filmie na Disney Channel. Czekaj, jak on się nazywał...
- Może "Randka z gwiazdą" ?
- Dokładnie! Rany, fajnie że przyjdzie... A kto jeszcze do nas wpadnie ?
- Zobaczysz - powiedziała wytykając mi język
- No ej, weź powiedz
- Nie - zaśmiała się
- Oh, widzę, że impreza się szykuje - powiedziała kasjerka spoglądając na naszą ilość zakupów
- No oczywiście - zaśmiała się Rydel
Całe zakupy sporo nas kosztowały. W sumie za wszystko zapłaciłyśmy 1538,40$. Jednak cieszyłyśmy się, że pojechałyśmy na zakupy dużym Fiatem [to ten duży, biały samochód Lynchów - od aut.], bo gdybyśmy wzięły samochód Rydel, nie zmieściłybyśmy się ze wszystkimi siatkami.
Do domu przyjechałyśmy po 16:00. Byłybyśmy wcześniej ale były straszne korki na mieście.
Weszłyśmy obładowane siatkami i reklamówkami do kuchni i postawiłyśmy wszystko na podłodze, po czym zaczęłyśmy rozpakowywać zakupy. Nagle do kuchni wparowali uradowani Riker z Rossem. Obie spojrzałyśmy się na nich, a potem przejęłyśmy od nich napoje.
- To i tak jeszcze nie wszystko - zaśmiał się Ross, po czym pobiegł do garażu
- Em, zobacz co oni kupili - zwróciła się do mnie Rydel
Podeszłam do niej i szczena mi opadła. Chłopacy kupili zgrzewkę soków owocowych, a do tego z siedem flaszek czystej wódki...
- I jeszcze to - rzekł Ross stawiając na podłodze trzy skrzynki piwa
- Czy Was porąbało ?! - krzyknęła Rydel
- Jak impreza to impreza - powiedzieli chórkiem chłopacy
Rydel spojrzała się na nich, ale nic nie powiedziała, tylko wróciła do rozpakowywania zakupów, a ja pomogłam jej.
Impreza miała się rozpocząć o 18:00, a już dochodziła 17:00. Rydel pożyczyła mi ubranie na imprezę, gdyż uważała, że będę świetnie w nim wyglądać i miała rację. Szybko się przebrałam i weszłam do pokoju Rossa po moją kosmetyczkę. Gdy weszłam zobaczyłam mojego kochanego blondyna w samych jeansach, ubierającego właśnie koszulę. Kiedy zorientował się, że przyglądam się jego gołej klacie, uśmiechnął się do mnie, po czym mocno mnie przytulił i pocałował. Uwielbiałam się z nim całować. Wtedy czułam coś czego nie da się opisać słowami... Tą cudowną chwilę przerwał nam Riker, który wparował do pokoju.
- Ups, przepraszam... - rzekł zmieszany
- Nic się nie stało - powiedział Ross, ale w jego głosie było można usłyszeć, że wkurzył się tym, że starszy brat nam przerwał - To co chciałeś ?
- Chciałem Wam powiedzieć, że pierwsi goście już są i fajnie by było gdybyście oboje już zeszli
- Już przyszli ? Ale przecież jest dopiero 17:40... - odparłam lekko przestraszona
- Co ? Jest już 17:55... To ile wyście się całowali ? - zaśmiał się Riker
- Chciałem dłużej, ale mi przerwałeś - rzekł oburzony Ross
- Kotek, później dokończymy - szepnęłam blondynowi do ucha, po czym chwyciłam kosmetyczkę i pobiegłam do łazienki zrobić sobie makijaż.

*** Narrator***
Impreza zaczęła się równo o 18:00. Wszyscy zaproszeni goście zjawili się i na dodatek przynieśli ze sobą przeróżne rzeczy. Większość osób przyniosła alkohol, a niektórzy jakieś przekąski... Ryland zgodził się być DJ'em i świetnie mu to wychodziło. Wszyscy świetnie się bawili. 
Emma stała przy barze, gdy nagle podszedł do niej Ross i zamówił u barmana dwa ekstra drinki [Lynchowie wynajęli barmana na tą imprezę - od aut.] i podał jednego swojej dziewczynie.
- Ross, ja nie piję - rzekła
- Em, to jest impreza i warto się zabawić - zaśmiał się i mocno przyciągnął do siebie blondynkę. Ona spojrzała się w jego oczy, które były ciemniejsze niż zwykle - Emi, proszę
Dziewczyna zgodziła się i jednym, porządnym łykiem wypiła drinka, a Ross chwycił ją za rękę i zaprowadził na parkiet. W ciągu dwóch godzin dziewczyna wypiła trzy mocne drinki, a Lynchowie i tak wypili więcej. 
Gdy Emma rozmawiała z Rydel przy ścianie podszedł do niej nie kto inny jak Sterling i poprosił ją do tańca.
- Ładna jesteś wiesz ? - szepnął jej do ucha podczas tańca
- Dziękuję - zaśmiała się 
Nagle chłopak obrócił ją i oparł plecami o ścianę. Zaczął się do niej przybliżać. Dziewczyna zbytnio nie kontaktowała, gdyż była upita i gdyby nie interwencja Rossa, Sterling dawno by ją pocałował. Blondyn uderzył gwiazdora w nos, po czym chwycił Emmę i pociągnął za sobą do jego pokoju. 
- Co to miało być ?! - krzyknął zamykając za sobą drzwi
- Co, co ?
- Chciałaś go pocałować! Nie wierzę
- Przestań gadać głupoty Rossy... Nie pocałowałabym go, bo to Ciebie kocham
- Udowodnij mi to - rzekł przybliżając się do dziewczyny i powoli rozpinając jej sukienkę. Emma dobrze wiedziała, czego Ross chce...
Podczas gdy Ross z Emmą byli na górze, reszta towarzystwa świetnie bawiła się do głośnej muzyki. W powietrzu można było wyczuć dym z papierosów. Ta impreza przypominała trochę taką zwykłą impreże w klubie...wszędzie całujące się pary, palenie fajek, picie alkoholu... Ellington siedział na kanapie, a Rydel na nim i całowała go, Rocky wyrywał laski, a Riker pił drinki. Nagle do domu weszli...Mark i Stormie. Gdy zobaczyli co się dzieje w ich domu byli wściekli. Wyłączyli muzykę i wyprosili wszystkich.
- Mamo, tato. Co tutaj robicie ? - spytała Rydel udając, że jest trzeźwa
- Przecież tutaj mieszkamy... Przyjechaliśmy, bo...
- Gdzie jest Emma ?! - krzyknęła Katniss, która wbiegła do domu Lynchów wraz z Sebastianem
Wszyscy spuścili głowy, gdyż głupio się czuli, pomimo tego, że byli pijani
- Jest u góry...z Rossem - rzekł Riker
Kobieta pobiegła po schodach na górę i wpadła do pokoju chłopaka. O mało co zawału nie dostała, gdy zobaczyła co się tam dzieje. Jej córka w samej bieliźnie siedzi na chłopaku i całuje go po klatce piersiowej.
- Emma! - krzyknęła - Co Ty robisz ?
- Mama ?! - spytała zdziwiona wstając z chłopaka, który był w takim samym szoku jak jego dziewczyna
- Przecież Ty masz dopiero 17 lat! - krzyknęła, po czym kazała córce się ubrać i wyszła z nią z domu Lynchów
W tym samym czasie Mark i Stormie próbowali porozmawiać ze swoimi dziećmi, ale nadaremnie, gdyż wszyscy byli upici. Ostatecznie kazali im pójść spać.
*** Rano***
Wszyscy wstali po godzinie 11:00 i zeszli na dół. Było widać po nich, że wczorajsza impreza była naprawdę mocna
- Ku*wa mój łeb - rzekł Ross łapiąc się za głowę
- Kacyka masz ? - zaśmiał się Riker, ale potem sam złapał się za swoją łepetynę - W ogóle ktoś cokolwiek pamięta ?
- Nie - powiedzieli wszyscy chórkiem
- Gdzie jest Emma ? - spytał Ross rozglądając się po kuchni - Bo nie ma jej u mnie w pokoju
- Emma już nigdy tu nie przyjdzie - powiedziała Stormie wchodząc do kuchni
- Co ?! - krzyknął Ross wstając, ale potem znów opadł na krzesło, bo zabolała go głowa
- Wczoraj przyjechała jej mama z bratem i jak tylko zobaczyła co się dzieje w domu i co wyście razem robili zabrała ją i powiedziała, że Emma już nigdy więcej nie postawi nogi w tym domu.

Hejka! I jak rozdział ? Podoba się ? Co sądzicie o imprezie Lynchów ? Mi osobiście rozdział się podoba :D
Jak myślicie, co będzie dalej z Rossem i Emmą ? Czy Ross jeszcze kiedyś spotka się z Emmą ?
Pozdrawiam ;**
~Julia

sobota, 8 marca 2014

Rozdział 23

- Jak to na konto Cassidy ?! - krzyknął Mark
- Ale ja jej przelałem może tylko 3 tysiące... nie więcej! - tłumaczył się Ross
- To gdzie jest reszta pieniędzy ? Wyparowała ? - spytał wściekły mężczyzna
- Nie wiem! Tato, nie wiem! - krzyknął chłopak, po czym ze łzami w oczach pobiegł do swojego pokoju.
Było mi go szkoda i to bardzo. Biedaczek dopiero co do domu wrócił i od razu go oskarżają, że przepił wszystkie pieniądze. Chciałam go przytulić, pocieszyć, ale rodzice i rodzeństwo Rossa mi na to nie pozwolili. Kazali usiąść mi w salonie i porozmawiać z nimi na temat Rossa. Na początku się ze sobą kłócili, potem krzyczeli na siebie nawzajem, a ja słuchałam ich, przytakiwałam, ale nic nie mówiłam. "Naradę" zakończyliśmy dopiero po 0:00. Znaczy ja, Rydel, Rocky i Ryland rozeszliśmy się po pokojach, a Mark, Stormie i Riker pojechali na komisariat policji.[...]Weszłam po cichu do pokoju Rossa. Chłopak spał rozwalony na całym łóżku w samych bokserkach, a kołdra i jedna z poduszek leżała na ziemi. Nie mogłam się powstrzymać i cyknęłam temu fotkę. On tak uroczo spał. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam moją ulubioną piżamę z kotkami, po czym poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic i przebrać się w piżamkę. Wróciłam do pokoju, Ross leżał tak samo jak wcześniej i na dodatek chrapał. Podniosłam z ziemi kołdrę i przykryłam blondyna, po czym pocałowałam go delikatnie w policzek. Widziałam, że uśmiechnął się przez sen. Spojrzałam się na niego i było mi go bardzo szkoda. Położyłam się koło niego na łóżku, a on objął mnie ręką i wtulona w niego zasnęłam.
Obudziłam się gdzieś koło 4:00 nad ranem. Chciałam przytulić się do Rossa, ale nie było go koło mnie. Rozejrzałam się po pokoju i zauważyłam, że blondyn siedzi przy oknie. Podeszłam do niego i owinęłam mu ręce wokół pasa.
- Czemu nie śpisz ? - spytałam
- Jakoś nie mogę... A Ty ?
- Ja też nie - uśmiechnęłam się do niego - Ross, o co chodzi z tymi pieniędzmi ?
- To długa historia...
- Mamy czas. A po za tym obiecałeś mi, że opowiesz co się z Tobą działo
- Naprawdę chcesz wiedzieć ? - spytał odwracając się do mnie i obejmując mnie w talii
- Tak - odpowiedziałam stanowczo, na co on się lekko uśmiechnął

*Flashback*
[Początek porwania znacie, także nie będę go opisywała, bo nie ma po co - od aut.]

Po paru godzinach lotu samolotem dotarliśmy do Paryża. Dolecieliśmy tam równo o 15:00 i miasto pięknie wyglądało. Nigdy wcześniej nie widziałem czegoś tak pięknego. Co prawda podróżuję z zespołem po Stanach Zjednoczonych i widzę wiele niesamowitych miast, ale Paryż był najpiękniejszy. Nie dziwię się, że jest nazywany "Miastem miłości"
Z Cassidy zamówiliśmy taksówkę i pojechaliśmy do domku jej dziadków w okolicznej wsi. Gdy dojechaliśmy byłem miło zaskoczony widokiem.
Domek był śliczny. Z tyłu za nim znajdował się las, a na wprost od niego rozciągały się łąki i pola. W okolicy znajdowały się tylko trzy, no może cztery podobne domki z gospodarstwami.
Gdy wyszliśmy z samochodu wziąłem głęboki oddech. Powietrze było rześkie i czyste. Dobiegały do mnie radosne śpiewy ptaków i szum drzew. Cudownie się czułem. Nagle usłyszałem głosy. Odwróciłem się i zobaczyłem dwójkę starszych ludzi idących w naszym kierunku. Cassidy podbiegła do nich i rzuciła im się na szyję. Najwyraźniej długo ich nie widziała.
Stałem tak przy taksówce i nie wiedziałem co zrobić. Czy pójść się przywitać, czy wziąć nasze walizki z bagażnika. Zdecydowałem się na to drugie i szybko podszedłem do bagażnika i wyjąłem nasze bagaże, po czym zapłaciłem kierowcy, który odjechał. W końcu musiałem podejść do dziadków Cassidy i się przywitać ale nie wiem dlaczego strasznie się stresowałem. Może dlatego, że nie znałem ani jednego słowa bo francusku ? Nie no, coś tam umiem powiedzieć...chyba.
Podszedłem do nich bliżej i od razu padły pytania.
- Comment vous a été trébucher ? (jak minęła Wam podróż ?) - spytała starsza pani
- Bien, mais nous sommes très fatigués (dobrze, ale jesteśmy bardzo zmęczeni ) - odpowiedziała Cass
- Isabella viendra un moment et vous montrer votre chambre (Za chwilę przyjdzie Isabella i pokaże Wam Wasz pokój) - powiedział mężczyzna
- J'ai oublié! C'est Ross. Mon petit ami (Bym zapomniała! To jest Ross. Mój chłopak) - rzekła wskazując na mnie. Zatkało mnie. Nie wiedziałem o czym ona mówi. Nagle kiwnęła do mnie głową i zajarzyłem o co chodzi
- Bonjour. Je suis Ross (Dzień dobry. Jestem Ross) - palnąłem
- Bonjour Ross. Comment vous sentez-vous après votre voyage ? (Dzień dobry Ross. Jak się czujesz po podróży ?)
- Bien (Dobrze) - odpowiedziałem tylko tyle, bo nie znałem innego słowa
Nagle przed dom wybiegła śliczna, wysoka brunetka. Domyśliłem się, że to Isabella... A po czym ? Po tym, że gdy tylko dziewczyna wybiegła, Cassidy krzyknęła "Isabella!" i rzuciła się jej na szyję. Wiem, jestem genialny. Nagle Cassidy i Isabella podbiegły do mnie.
- Bella, et c'est ... (Bella, a to jest...)
- Ross Lynch! - krzyknęła brunetka
- Exactement (Dokładnie) - zaśmiała się Cass
- C'est comme? Vous voulez voir votre chambre ? (To jak ? Chcecie zobaczyć Wasz pokój ?) - spytała Isabella
- Bien sûr (Oczywiście)
Isabella chwyciła Cass za rękę i razem pobiegły do domu, a ja musiałem się użerać z naszymi bagażami. W końcu zabrałem się i powoli, jak jakiś tragarz ruszyłem w stronę drzwi. Gdy tylko wszedłem do środka rzuciłem walizki na ziemię i rozprostowałem się. Nagle podszedł do mnie dziadek Cassidy i pomógł mi zanieść bagaże do naszego pokoju na piętrze. Gdy wszedłem do pokoju, zamurowało mnie. Pokój wyglądał...WOW.
I na dodatek z okna rozciągał się widok na ogród przed domem i pola. Do pokoju nagle weszła Cassidy i przytuliła mnie.
- I jak ? Podoba Ci się we Francji ? - spytała
- No pewnie! Jest cudownie... Jak długo znasz się z Isabellą ?
- Ponad 10 lat. Co roku w wakacje przyjeżdżałam tutaj z rodzicami, ale teraz wszystko się zmieniło. Moich rodziców obchodzi już tylko praca. Mam wrażenie, że ja już dla nich w ogóle nie istnieję... - powiedziała patrząc przez okno
- To nie prawda. Na pewno tak nie jest - rzekłem szeroko się do niej uśmiechając
- Dzięki, że mnie pocieszasz... Czasami mam wrażenie, że jestem sama na tym świecie i że nikomu nie jestem potrzebna...
- Przestań! - krzyknąłem - Przecież masz mnie
- Dzięki Ross
- Nie ma za co Cassidy - rzekłem przytulając dziewczynę
- Umm, przeszkadzam Wam ? - spytała Isabella, która właśnie weszła do pokoju
- Nie, no coś Ty - zaśmiała się Cass
- No to dobrze. Słuchajcie, jak chcecie to możecie zejść na dół na obiad
- Pewnie, że chcemy! - krzyknąłem, a obie dziewczyny wybuchnęły niepohamowanym śmiechem
We trójkę zeszliśmy na obiad. Jak tylko zobaczyłem co jest na obiad jak "struś pędziwiatr" podbiegłem do stołu. Dziewczyny zaczęły się śmiać, tak samo jak dziadkowie Cass. Spojrzałem się na nich i też zacząłem się śmiać. Gdy się uspokoiliśmy w spokoju zasiedliśmy do stołu. Przy posiłku rozmawialiśmy po angielsku, żeby zrozumiał o czym mówią. Byłem naprawdę w szoku. Zarówno Isabella, jak i dziadkowie Cass świetnie mówili po angielsku. Nawet mówili z amerykańskim akcentem. Gdy skończyliśmy obiad dochodziła godzina 16:30. Pomogłem Cassidy w zmywaniu naczyń. Isabella zaproponowała żebyśmy we trójkę poszli na spacer. Zgodziliśmy się i już o 17:00 wychodziliśmy z domu. Spacerowaliśmy po głównej drodze, aż doszliśmy nad jezioro. Było naprawdę pięknie, a między innymi dlatego, że słońce już zachodziło ale na szczęście cały czas było jeszcze ciepło. Doszliśmy na mały pomost nad jeziorem, do którego przycumowane były żaglówki. Usiedliśmy na mostku i wpatrywaliśmy się w zachodzące słonce. Nagle do głowy wpadł mi dość szalony pomysł, ale wiedziałem, że gdy to zrobię obydwie dziewczyny będą na mnie strasznie złe i możliwe jest, że zabiją mnie za to na miejscu. Odsunąłem się trochę od dziewczyn i jednym, szybki ruchem wrzuciłem obydwie do jeziora. Dziewczyny wynurzyły się z wody i spojrzały na mnie groźnym spojrzeniem, przez co jeszcze bardziej się śmiałem. Nagle Cassidy chwyciła za moją nogę i wrzuciła mnie do jeziora. Chlapaliśmy się wodą z dobrą godzinę...znaczy tak myślę. Gdy już wychodziliśmy na brzeg ostatni raz ochlapałem Cass wodą na co ta podeszła i wtuliła się we mnie. 
Wysuszyliśmy się w drodze powrotnej do domu. Gdy wróciliśmy zauważyliśmy, że przed domem stoją samochody. Spojrzeliśmy na lewo i zobaczyliśmy, że dziesiątka ludzi siedzi przy rozpalonym ognisku. Parę osób grało na gitarach, a reszta śpiewała. Dosiedliśmy się do nich i dołączyliśmy do śpiewania. Później babcia Cassidy przyniosła nam (mi, Cass i Belli) koce, gdyż robiło się już chłodno i tylko my siedzieliśmy ubrani w krótkie spodenki i bluzki z krótkim rękawem. Przy ognisku długo siedzieliśmy. Nawet rozumiałem co Ci ludzie mówią...Może z moim francuskim nie jest aż tak źle. No w każdym razie nie jest najlepszy. Koło północy poszedłem wraz z Cassidy do domu. Umyliśmy się i poszliśmy spać.
Kilka następnych dni wyglądało podobnie...i to bardzo. Całe dnie spędzałem z Cassidy i Isabellą, z którą się zaprzyjaźniłem. We trójkę chodziliśmy na spacery, organizowaliśmy ogniska dla znajomych Cass z Francji. Było naprawdę super. Świetnie się czułem.
Pewnego dnia obudziłem się i Cassidy nie było koło mnie. Bardzo się zaniepokoiłem. Zszedłem na dół i tam też nikogo nie zastałem. Przeszukałem cały dom. Nikogo w nim nie było. Nie ukrywałem, że się tym przeraziłem. Wróciłem do pokoju i zauważyłem, że na biurku leży odpalony laptop. Gdy zobaczyłem co jest włączone o mało co bym zawału nie dostać...
- Jak ja mogłem nie zamknąć mojego konta w banku ?! - krzyknąłem chyba na cały dom
- Co ?! - krzyknęła Isabella, która właśnie przyszła
- No normalnie.. nie zamknąłem.. Boże, jakim ja jestem kretynem! Przelewałem wczoraj kasę na konto Cass i nie zamknąłem swojego konta... Jezu!
- Nie "Jezuj" mi tu, tylko zobacz ile Ci na tym koncie zostało - rzekła Isabella
- Boże! Nie ma nic! Nie ma ani centa! - krzyknąłem- Myślisz, że Cass to zrobiła ?
- Nie mam pojęcia... A tak w ogóle słyszałam o tym, że Ty nic nie pamiętasz...
- Tak to jest jeden z moich problemów.. Mam wrażenie, że już sobie nie przypomnę.. - powiedziałem załamany
- Ja Ci pomogę - odparła brunetka po czym wyłączyła laptopa i chwyciła mnie za rękę
- Gdzie idziemy ? - spytałem
- Do mnie. Ja mam mnóstwo gazet o Tobie i to może Ci pomóc...
- Masz gazety o mnie ? - spytałem dwukrotnie unosząc brwi
- Ugh! Nie o to chodzi kretynie - zaśmiała się
Resztę drogi śmialiśmy się i zabawialiśmy nawzajem. Po godzinie doszliśmy do domku Isabelli. Był bardzo podobny do tego, który posiadali dziadkowie Cass. Weszliśmy do jej pokoju i to co tam zobaczyłem wzruszyło mnie. Na ścianach wisiały plakaty z przeróżnymi zespołami, między innymi The Vamps, OneRepublic, R5, The Script i Maroon 5. Bella podbiegła do biurka i wyciągnęła gazety ze mną na okładce i zaczęła mi wszystko opowiadać. Zdziwiło mnie to, że tak dużo wie o mnie i mojej rodzinie. Po paru godzinach opowiedziała mi chyba wszystko co wiedziała, a ja nadal nie odzyskałem pamięci. Nagle do pokoju wbiegła mała dziewczyna, znaczy nie aż taka mała. Wyglądała na lat...9, tak coś koło tego i podała mi gazetę, na której byłem ja i jakaś dziewczyna...
- Emma! - krzyknąłem wstając z kanapy - Pamiętam ją! Pamiętam wszystko
Momentalnie wszystko sobie przypomniałem. WSZYSTKO! Jak tu trafiłem i co się działo przed tym całym wydarzeniem. Podbiegłem do Isabelli i mocno ją przytuliłem.
- Dziękuję, jesteś najlepsza
- Nie dziękuj mi, tylko mojej młodszej siostrze Rose -rzekła
- Tobie muszę podziękować, bo gdyby nie Ty nie byłoby mnie tu teraz z Tobą - uśmiechnąłem się po czym sięgnąłem po kartkę i napisałem na niej mój numer telefonu
- Zadzwoń do mnie jak będziesz chciała pogadać - powiedziałem podając jej karteczkę
- Dzięki Ross. Na pewno zadzwonię - zaśmiała się - A, Ross! Przecież Ty nie masz pieniędzy na lot
- A no fakt nie mam - powiedziałem załamany
- Poczekaj, pożyczę Ci - rzekła Isabella po czym wyciągnęła z szafy kuferek i podała mi banknoty
- Jejku, Isabella. Jak ja się Tobie odwdzięczę ?
- Odbierzesz - zaśmiała się spoglądając na kartkę z numerem
- Tak, na pewno odbiorę - rzekłem po czym przytuliłem dziewczynę i wybiegłem z jej domu do domu dziadków Cass. Spakowałem się, zamówiłem taksówkę, która podjechała po niecałych 10 minutach i pojechałem na lotnisko, żeby jak najszybciej znaleźć się w Los Angeles z moją rodziną i Emmą
*The end of flashback*

Ross skończył opowiadać, a mnie zamurowało. Spojrzałam się na niego i się do niego uśmiechnęłam. On odwzajemnił gest i na dodatek mocno mnie przytulił.
- Muszę koniecznie poznać tą Isabellę... - rzekłam
- Czemu ? - spytał zdziwiony
- Bo dzięki tej dziewczynie jesteś tu teraz ze mną - odpowiedziałam i złożyłam na jego ustach delikatny pocałunek na co chłopak się uśmiechnął.
Nagle do pokoju wparował Riker krzycząc ze szczęścia.
- Stary, co się stało ? - spytał Ross
- Chłopie, odzyskamy te pieniądze! - krzyknął
- Serio ?!
- Tak! Na nasze szczęście akurat na komisariacie była Cassidy, która była aresztowana i przyznała się, że przelała całą Twoją fortunę na swoje konto.. Stary, te pieniądze policja ma nam przelać już dzisiaj po południu! Także dzisiaj wieczorem biba z tej okazji! - wykrzyczał na cały dom, przez co reszta rodzeństwa Rossa znalazła się w pokoju. Gdy tylko się dowiedzieli czemu najstarszy się tak wydziera, też zaczęli krzyczeć i skakać z radości. Dobrze, że rodziców blondyna nie było, bo nie wiem co by nam wszystkim zrobili.
Tak czy inaczej, wszyscy się cieszyli...gdzieś tak do koło 6:00 rano, bo mnie i Rossa znużył sen i zasnęliśmy wtuleni w siebie, a reszta opuściła pokój i chyba też wróciła do łóżek, albo planowała epicką imprezę.

Hejka! No i co myślicie o rozdziale 23 ? Mi się podoba... o dziwo, bo rzadko jest tak, że pisane przeze mnie rozdziały mi się podobają xD 
A teraz pytanka: Jak myślicie czy impreza będzie spokojna, czy będzie tak głośna, że sąsiedzi będą musieli na policję dzwonić ? 
P.S. Mam prośbę do Was. Moglibyście dołączyć do członków/obserwatorów mojego bloga ? To dla mnie bardzo ważne :D Z góry dziękuję <33
Całuski ;**
~Julia

sobota, 1 marca 2014

Rozdział 22

Uwaga!
Scena +18
Czytasz na własną odpowiedzialność!

- Ross! - krzyknęłam uradowana i rzuciłam się chłopakowi na szyję
- O mój Boże Emi! Jak ja za Tobą tęskniłem - rzekł mocno obejmując mnie w talii
- Ross, Ty żyjesz! - krzyknęłam i momentalnie się rozpłakałam. Lecz to nie były gorzkie łzy smutku czy żalu, to były słodkie łzy szczęścia i radości. Wtuliłam się jeszcze mocniej w blondyna i znów poczułam zapach jego perfum, ciepło bijące od niego...czułam się znów bezpieczna i kochana.
- Ciii, skarbie nie płacz - rzekł głaszcząc mnie po głowie
Odsunęłam się trochę od niego i spojrzałam w jego głębokie, brązowe oczy . Ross przybliżył się i połączył nasze usta w namiętnym pocałunku. Przejechał językiem po mojej dolnej wardze prosząc o dostęp. Gdy rozchyliłam delikatnie usta Ross zaczął pieścić moje podniebienie językiem. Rękoma zaczął zjeżdżać niżej. Cicho jęknęłam, gdy ten ścisnął moje pośladki. Całował mnie coraz namiętniej. Nawet nie wiem kiedy przenieśliśmy się na łóżko. Ross leżał na mnie, podpierając się na łokciach i całując mnie w usta. Za każdym dotknięciem jego gorących warg przechodził mnie przyjemny dreszcz. Zanurzyłam palce w blond włosach i przyciągnęłam go jeszcze bliżej siebie.
Pocałunkami zaczął schodzić coraz niżej. Wytyczył ścieżkę od moich ust, przez szyję, aż po mój dekolt. Poczułam jego ciepłe i suche ręce na moim brzuchu. Tak. Podciągnął mi koszulkę, wsuwając ręce jeszcze wyżej. Poczułam je na swoich piersiach.
Nagle Ross, ku mojemu zdziwieniu chwycił dwoma rękoma końce bluzki i rozerwał ją, ściągając ją potem ze mnie i rzucając ją na ziemię. Teraz leżałam przed nim tylko w samej dolnej bieliźnie. Chłopak sięgnął na szafkę nocną i delikatnie zapalił lampkę, która dawała tylko odrobinę światła. Spojrzał na mój biust, a mnie oblał szkarłatny rumieniec. Może dlatego, że pierwszy raz leżałam przed chłopakiem półnaga? To na pewno to.
Znów schylił się nade mną, napierając na mnie całym swoim ciężarem. Czułam na swoich biodrach jego narastającą erekcję. Ross ściągnął z siebie jednym ruchem koszulę, którą miał na sobie i wylądowała ona tam, gdzie resztki mojej wcześniejszej bluzki. Zobaczyłam jego umięśnioną klatę, która przy tym delikatnym świetle wyglądała jeszcze lepiej. Przejechałam palcem wskazującym po torsie chłopaka. Najpierw szedł wzrokiem za moimi poczynaniami, ale potem przeniósł wzrok na mnie i uśmiechnął się.
Chwycił mnie za nadgarstek i poprowadził moją rękę na swój rozporek. Widziałam w jego oczach, jak bardzo tego chce. Jak bardzo chce żebyśmy już zaczęli.
Rozpięłam mu spodnie, a on jednym ruchem je z siebie ściągnął. Był w samych bokserkach, a ja widziałam, że ma się czym pochwalić. Ewidentnie było widać, jak bardzo go to wszystko podnieca.
Spojrzałam na Rossa. Szczerze? Nie wiedziałam co dalej robić. Nigdy nie miałam z taką chwilą do czynienia. Chłopak widząc, że się waham, postanowił sam działać. Nachylił się nade mną i zaczął całować mój biust, ssąc i przygryzając lekko brodawki. Cicho pojękiwałam. Przeniósł się z pocałunkami niżej. Mięśnie mi się spinały, pod wpływem jego warg i języka, które zataczało koła na skórze. Gdy doszedł do majtek, powoli ją ze mnie zsunął, rzucając gdzieś do tyłu. Leżałam przed nim naga, całkiem naga. Jego oczy od razu pociemniały. Rozchylił trochę moje nogi i kontynuował pocałunki, dotykając wargami wewnętrzne strony ud. Moje biodra wbrew mojej woli, zaczęły się lekko unosić. Nigdy czegoś takiego nie czułam, ale było to niesamowite uczucie.
Ross przyłożył rękę na moją kobiecości i rozpoczął stymulowanie łechtaczki. Jęczałam. Chłopak uspokajał mnie co chwilkę. Jego język zaczął wariować po zewnętrznych wargach, a potem zanurzył go głębiej, ssąc delikatną skórę mojej kobiecości.
- Jesteś już taka wilgotna... - mruknął, odrywając się od tej przyjemnej czynności i patrząc w moje oczy kontynuował. Robił to już zachłanniej i mniej delikatnie.
- Ross... - jęczałam. - Proszę...Och... - czułam się niezwykle i czułam, że zaraz dojdę. Nie myliłam się. Ross gwałtownie wsunął we mnie palce i zaczął nimi energicznie poruszać, drażniąc językiem łechtaczkę. Poczułam oszałamiającą rozkosz, rozpływałam się. - Ross! - krzyknęłam dochodząc. Otworzyłam oczy, które same zamknęły się pod wpływem tego co czułam i ujrzałam blondyna nad sobą. Wsunęłam dwa palce za gumkę jego bokserek i zaczęłam zsuwać mu je z bioder. Po chwili leżały one już na łóżku.
- Gotowa? - spytał, albo raczej mruknął mi do ucha niepewnie. Chwyciłam jego członka w dłoń, a on zawył i po chwili wchodził we mnie.
Poczułam delikatne ukłucie i potem ostry ból. Ross zaprzestał. Spojrzał na mnie spod potarganej grzywki.
- Boli? - w ramach odpowiedzi szepnęła krótkie "tak". Chłopak się przeraził i chciał ze mnie wyjść, ale go powstrzymałam.
- Teraz już nie ma odwrotu. - zaśmiałam się, a on zaczął się we mnie delikatnie poruszać. Ból zaczął przeobrażać się w przyjemność. Ross cicho pojękiwał, tak samo jak ja.
- Mocniej! - krzyknęłam, a chłopak się uśmiechnął. Zaczął wchodzić i wychodzić mocniej, szybciej i gwałtowniej. Czułam, że dochodzę. Uchyliłam jedną powiekę i zobaczyłam, że Ross zaciska usta, próbując zatamować jęk. Lecz gdy doszedł, krzyknął moje imię. Poczułam ciepłą ciesz we mnie, spermę oraz to jak penis blondyna zaczyna pulsować. Wtedy doszłam. Drugi raz tego wieczoru. Ross spojrzał na mnie i się uśmiechnął. Wyszedł ze mnie, ułożył się koło mnie i próbował uspokoić oddech, z resztą tak samo jak ja. Gdy trochę odetchnął nachylił się nad moimi piersiami i zaczął je ponownie obcałowaywać. Widać nie miał dość. Jego ręka znów powędrowała na moje czułe miejsce, a ja nie pozostałam dłużna i przeniosłam swoją dłoń na jego członek. Zaczęłam poruszać nią energicznie. Blondyn wbił głowę w poduszkę, a ja nachyliłam się nad jego "kolegą" i wsunęłam go do buzi. Jeździłam językiem na czubku, a potem po całej jego długości. Chłopak jęczał dość głośno. Dziwne, że jeszcze jego rodzeństwo tu nie przyszło. Doszedł po pięciu minutach "zabawy", wytryskując spermę w powietrze. Uśmiechnął się do mnie i pocałował. Położyłam się koło niego, a on objął mnie jedną ręką, mocno przytulając
- Kocham Cię - powiedział całując mnie w czoło
- Ja Ciebie też
- Nie wiem jakim cudem wytrzymałem bez Ciebie tyle czasu
- Właśnie. Rossy co się z Tobą działo ? - spytałam mocno wtulając się w jego nagi tors
- Potem Ci opowiem. A teraz chodźmy spać
Przykrył mnie kołdrą i przytulił. Tej nocy spaliśmy nago, co było samo w sobie świetnym uczuciem.

***Rano***
Obudziłam się z uśmiechem na twarzy. Cieszyłam się, że Ross wrócił. Szczerze mówiąc, nie mogłam uwierzyć, że on jest teraz ze mną. I jeszcze ta noc. Oh, to było magiczne. Nie ma słów żeby opisać to co wtedy czułam. Nagle zdałam sobie sprawę, że Ross jeszcze śpi mocno obejmując mnie w pasie. Palce drugiej ręki miał wplątane w moje włosy. Czułam jego oddech na swoim ramieniu. 
- Ross - szepnęłam i delikatnie pocałowałam go w usta
- Hhmmm - wymruczał blondas
- Ross wstawaj - powiedziałam już trochę głośniej ale blondyn tylko mocniej mnie ścisnął w pasie. Czułam, że ledwo oddycham
- Ross, duszę się - szepnęłam ledwo oddychając
- Hmmm - wymruczał ale po chwili ogarnął co się dzieje - Oj, przepraszam. Nie chciałem - rzekł i wziął rękę
- Nic takiego się nie stało - odparłam
- Jak się spało skarbie ? - spytał całując mnie w czoło
- Cudownie
- A jak noc ? Bolało Cię ?
- Na początku trochę tak, ale... - mój kochany blondyn nie pozwolił mi dokończyć
- Ja Cię przepraszam. Powiedziałem, że będę delikatny, a ja...
- Byłeś bardzo delikatny kochanie i to było cudowne - powiedziałam wtulając się w Rossa
Nagle do pokoju wpadło rodzeństwo Rossa i Ellington. Gdy zobaczyli z kim leżę w łóżku zaniemówili z wrażenia. Ross cały czas mnie obejmował ale gdy tylko hołota wpadła z niechęcią odłożył rękę. Ja natomiast miałam ochotę zapaść się pod ziemię, a to dlatego, że byłam NAGA!! Przykryłam się kołdrą po samą szyję i puściłam buraka.
- Ross! - krzyknęła Rydel i podbiegła do brata mocno go przytulając
Wszyscy byli w szoki i podeszli do nas bliżej. Myślałam, że się spalę ze wstydu. Nagle Riker otworzył szeroko oczy. Byłam pewna, że się już domyślił...i się nie pomyliłam.
- No to już wiem, po co Ci była ta prezerwatywa w Twoim biurku - zaśmiał się Rik
- Co ?! Jaka prezerwatywa ?! - krzyknęła Rydel, która o niczym nie wiedziała
- Chwila, chwila, chwila... Grzebałeś w moich rzeczach ?! - wydarł się Ross
- A tak jakoś wyszło - zaśmiał się
- Mam nadzieję, że ją założyłeś - rzekł Rocky
Ross spojrzał się na niego, a potem na mnie i zaśmiał się.
- Nie założyłeś ?! - krzyknął brunet
- Nie - zaśmiał się blondyn
- A co jeśli Emma będzie w ciąży ? - spytał Riker
- Na pewno nie będzie - odpowiedział pewny siebie Ross
- Skąd wiesz ?
- Bo wiem...Może byście tak już wyszli, co ? - powiedział zirytowany blondyn
- Jak chcesz... tylko potem nie błagaj mnie, żebym Ci pomógł przy tym "ewentualnym" dziecku - rzekł Riker wychodząc z pokoju
Ross odrzucił kołdrę i usiadł na łóżku, a ja z tyłu, koło niego.
- Rossy, a co jeśli będę w ciąży ? - spytałam lekko zaniepokojona
Chłopak zacisnął usta. Nic nie odpowiedział tylko pocałował mnie w policzek po czym wstał i podszedł do komody. Wyjął pierwsze, lepsze bokserki i nałożył je.
- O wow, nie wierze! - krzyknęłam
- W co nie wierzysz ? - spytał zdziwiony blondyn
- Pierwszy raz widzę Cię w ciemnych bokserkach. Zawsze miałeś ubrane różowe...
- Ta, dostałem pod choinkę od Rikera taki zestaw ciemnych bokserek.... Jak chcesz to Tobie też mogę taki kupić - zaśmiał się
- Dziękuję, ale nie skorzystam - powiedziałam po czym narzuciłam na siebie koc i poszłam do łazienki. Otworzyłam drzwi, a tam przed nimi stały moje walizki, a na nich leżała karteczka.
"Dzisiaj rano chłopacy przywieźli Twoje walizki z lotniska - Rydel"
Chwyciłam walizki i wprowadziłam do pokoju Rossa. Otworzyłam je i wyjęłam z jednej z nich mój ulubiony zestaw, czyli jeansy, czarna bluzka na ramiączkach, trampki i oczywiście bielizna i pobiegłam do łazienki się przebrać. Włosy upięłam w koczek. Gdy wróciłam do pokoju, Rossa w nim nie było. Usłyszałam jego zabójczy śmiech w kuchni i szybko zbiegłam na dół. 
- Pięknie wyglądasz kochanie - powiedział Ross szeroko się do mnie uśmiechając
- Dziękuję - zaśmiałam się - A gdzie reszta ?
- Rodzice z Rylandem i menażerem pojechali załatwić nam koncert... - odparł Riker
- Ja nigdzie nie będę występował! - krzyknął Ross wstając z krzesła
- Dlaczego ? - spytałam
- Bo chcę spędzić czas z moim skarbem - odpowiedział lekko się rumieniąc
- Awwww - krzyknęli wszyscy chórem
- Tak, tak wiem. Jestem słodki - powiedział pewnie Ross
- I sexy - powiedziałam i zakryłam sobie usta dłonią ale było już za późno. Nie wierzyłam, że powiedziałam to na głos. Chciałam to zachować dla siebie. Spojrzałam na Rossa, który był cały czerwony. Z trudem powstrzymałam śmiech. Podeszłam do chłopaka i mocno go przytuliłam.
- Naprawdę uważasz, że jestem sexy ? - spytał dwukrotnie unosząc brwi
- Tak - zaśmiałam się 
Staliśmy wtuleni w siebie. Nawet nie zauważyliśmy, że reszta dawno już wyszła w kuchni i zostaliśmy sami. Ross podniósł mnie i posadził na szafce. Zaczął mnie namiętnie całować i lekko przygryzać moje wargi. 
- Serio ? Nawet w kuchni ? - spytał Riker, który właśnie wszedł do pomieszczenia
Oderwałam się o Rossa i zeskoczyłam z szafki. Bracia spojrzeli na siebie i zaczęli się śmiać. Ja natomiast zaczęłam robić sobie śniadanie... Albo raczej obiad, gdyż dochodziła już godzina 13:30. Gdy stałam przy blacie poczułam męskie dłonie obejmujące mnie w talii. Kątem oka zobaczyła, że to Ross. Odwróciłam się do niego i tak szybko jak to zrobiłam chłopak wpił się w moje usta. Poczułam jak tysiące motyli lata w moim brzuchu. Czułam się cudownie.
- Czy uczynisz mnie najszczęśliwszym chłopakiem na świecie i pójdziesz dzisiaj ze mną na randkę ? - spytał blondyn opierając swoje czoło o moje
- Pewnie, że tak! - krzyknęłam uradowana
- Bądź gotowa o 18, dobrze ?
- Dobrze - odpowiedziałam, po czym wróciłam do przygotowywania sobie śniadanio-obiadu. Zrobiłam sobie zwykłe kanapki z serem i moją ulubioną pomarańczową herbatkę. Po śniadaniu poszłam do salonu, ale nikogo tam nie zastałam. Na stoliczku leżały dwie karteczki. Sięgnęłam najpierw po mniejszą. "Razem z Rikerem, Rockym i Ratliffem pojechaliśmy na zakupy. Wrócimy wieczorem - Rydel"
Potem sięgnęłam po drugą karteluszkę: "Musiałem pozałatwiać kilka spraw. Wrócę najszybciej jak tylko będę mógł... A i nie martw się, na naszą randkę na 100% przyjadę - Twój R."
Obydwie kartki włożyłam do tylnej kieszeni jeansów i poszłam do pokoju Rossa. Przypomniało mi się, że Ross udostępnił mi całą swoją szafę na moje ubrania, więc mogłam spokojnie się rozpakować i tak też zrobiłam. Jednocześnie szukałam idealnej sukienki na randkę. Miałam jeden problem, nie wiedziałam gdzie blondyn mnie zabiera i z racji tego nie wiedziałam w co mam się ubrać... No cóż, poszłam za moją intuicją i wpadłam na pomysł, żeby założyć sukienkę, którą kupiła mi Rydel jak byłam z nią na zakupach. Szybko ją znalazłam... Zanim się zorientowałam dochodziła już godzina 16:30 a ja jeszcze nie miałam zaplanowanej fryzury ani makijażu. Chwyciłam kieckę i pobiegłam do łazienki gdzie wzięłam gorący prysznic na odświeżenie. Gdy wyszłam owinęłam się ręcznikiem, stanęłam przed lustrem. Nagle zrobiło mi się niedobrze. Po chwili zwymiotowałam i stanęłam przy ścianie, po której zjechałam na ziemię. Usiadłam i oparłam głowę o ścianę. Cały czas mnie mdliło... Po sekundzie znów zwymiotowałam. Cały czas stałam nachylona przed toaletą, gdyż miałam wrażenie, że zaraz znów zwymiotuję. Nagle poczułam te same męskie dłonie na moim pasie. Podniosłam się i zobaczyłam Rossa.
- Wszystko okej ? - spytał delikatnie przytulając mnie do siebie - Może ta dzisiejsza randka to nienajlepszy pomysł
- No coś ty. Wszystko jest...dobrze - nagle znów mnie zemdliło i odruchowo nachyliłam się nad toaletą
- Właśnie widzę. Zostajemy dzisiaj w domu. Co prawda miałem w planach zabrać Cię na plażę, ale widzę, że nie jesteś w stanie tam jechać
- Ross, przestań! Nic mi nie jest. To pewnie po tych kanapkach na śniadanie... - przekonywałam chłopaka lecz ten mnie w ogóle nie słuchał
- Jak się ubierzesz, to zejdź na dół. Będę tam na Ciebie czekał, dobrze ?
- Dobrze - odpowiedziałam, a chłopak opuścił łazienkę. Podeszłam do zlewu, chwyciłam szczoteczkę, nałożyłam na nią pastę, która spadła mi do zlewu i musiałam nałożyć jeszcze raz. Umyłam zęby, po czym ubrałam sukienkę na siebie... Nawet nieźle w niej wyglądałam. Włosy spięłam w kok i wpięłam w niego drobne wsuwki z kwiatkami na końcu. Tak ubrana wyszłam z łazienki i zeszłam na dół. Gdy schodziłam po schodach usłyszałam cudowną melodię, która dochodziła z salonu. Gdy tam weszłam oniemiałam z wrażenia. W salonie było zgaszone światło, ale na szafkach i półkach stało pełno zapalonych świeczek. Na stoliczku, w misce leżał mój ulubiony owoc - arbuz, pokrojony w serduszka, a koło niego stały dwa kieliszki, napełnione do połowy czerwonym winem. Dookoła miseczki i kieliszków było pełno po rozsypanych płatków róż. Byłam naprawdę wzruszona tym wszystkim i nie ukrywałam tego. Po policzkach spłynęła mi łza. Nagle podszedł do mnie Ross i wręczył mi czerwone pudełeczko.
- To dla Ciebie kochanie - powiedział i czekał na moją reakcję
Otworzyłam pudełeczko, w którym znajdowała się przepiękna, złota bransoletka Charms z kilkoma zawieszkami, między innymi: gitara, mikrofon, serduszko oraz czterolistna koniczynka.
- Jeju, Ross! To jest piękne... - powiedziałam rzucając się chłopakowi na szyję
- Ale nie tak piękne jak Ty - rzekł obejmując mnie w talii
Jezu, jak ja go kocham. On jest cudowny i na dodatek mój!
Wziął ode mnie bransoletkę i zapiął mi ją na ręce. Spojrzałam się w jego brązowe oczy i delikatnie pocałowałam go w usta. On się uśmiechnął i zaprowadził do salonu. Usiedliśmy na kanapie. Ross podał mi kieliszek wina i sobie też wziął.
- Chwila, przecież my nie możemy pić alkoholu - rzekłam wpatrując się w chłopaka i czekając na jego wytłumaczenia
- Dzisiaj możemy - zaśmiał się - A po za tym, moi rodzice dzwonili do mnie i powiedzieli, że wrócą dopiero po 22:00, tak samo jak reszta, także nie dowiedzą się, że cokolwiek piliśmy
- Jakiś Ty niegrzeczny - powiedziałam i razem wybuchnęliśmy śmiechem
Nagle Ross objął mnie jedną ręką i przybliżył się do mnie jeszcze bardziej.
- Za nas ? - spytał przybliżając swój kieliszek do mojego
- Za nas - odpowiedziałam uśmiechając się
Stuknęliśmy się kieliszkami i wzięliśmy po łyku. Potem zajadaliśmy się arbuzami w kształcie serduszek. Cały czas śmialiśmy albo wygłupialiśmy się na całego. Nawet nie zauważyliśmy, a było już po 22:00. Nagle do domu wrócili rodzice i rodzeństwo Rossa. Oboje zerwaliśmy się na równe nogi. Zauważyłam, że Mark jest wściekły tak samo jak Stormie. Mężczyzna podszedł do Rossa i dał mu z całej siły w policzek.
- Co zrobiłeś ze wszystkimi pieniędzmi Ross ?! - krzyknął
- Co ? Ja...
- Przepiłeś wszystko ?!
- Co ?! NIE! - krzyknął Ross
- To gdzie one są ?! Ross, Twoje konto świeci pustkami... Nie ma na nim ani centa
- Ja nie wiem.... - powiedział przerażony blondyn
- Jak nie wiesz do cholery ?!
- No nie wiem.... Nie wiem!!
- Ross, rozumiesz, że straciłeś ponad 3 mln dolarów ?! Że my straciliśmy ponad 3 mln dolarów ? Te wszystkie pieniądze, które zarobiliśmy poprzez koncerty R5 były na Twoim koncie... Teraz nie mamy ani centa przy duszy, Ross. Wszystko straciliśmy !! Czy Ty to pojmujesz ? - wydarł się Mark
- Co ?! Ja nie wiedziałem, naprawdę! - krzyczał już przez łzy chłopak
- Ross - powiedziała ze spokojem Stormie - Rossy, wydałeś te wszystkie pieniądze ?
- Nie.. Nie wydałem
- A przelewałeś coś, komuś ostatnio ? - spytał Riker
- Yyy..tak. Przelewałem na konto...
- Czyje konto Ross ?! - spytała przerażona Rydel
- Na konto Cassidy

Heja!! Ufff... W końcu napisałam ten rozdział. Na początku w ogóle nie miałam weny, ale potem się rozkręciłam :D Jak zdążyliście zauważyć, jest scenka 18+. Moja pierwsza scenka. Piszcie w komentarzach czy chcecie je na moim blogu, czy też nie.
A teraz pytanka:
Czy to Cassidy wyczyściła konto Rossa ? Czy Lynchowie odzyskają te pieniądze, czy skończą na ulicy biedni, bez pieniędzy ?
Pozdrawiam ;**
~Julia

niedziela, 23 lutego 2014

Rozdział 21

Obudziłam się koło 2:00 w nocy z powodu bólu żeber. Odrzuciłam kołdrę i powoli zsunęłam się z łóżka. Narzuciłam na siebie koc i podreptałam do kuchni wziąć tabletki przeciwbólowe. Po drodze zaszłam do salonu po moją ładowarkę od telefonu i się przestraszyłam. Było ciemno, jedynie blask księżyca dawał trochę światła i nagle widzę jakąś postać siedzącą przy parapecie. Myślałam, że zawału dostanę. Po chwili zorientowałam się, że to Riker. Po cichutku do niego podeszłam i kiedy dotknęłam jego ramienia chłopak gwałtownie podskoczył. Najwyraźniej się przestraszył...Siedzi sobie spokojnie w salonie, po ciemku, wszyscy śpią i nagle ktoś łapie go za ramię..Gdybym ja się w takiej sytuacji znalazła, od razu bym zeszła...na miejscu[...] Riker gwałtownie się odwrócił i gdy zobaczył, że to ja, uspokoił się.
- Boże Em, ale mnie wystraszyłaś - rzekł biorąc głęboki wdech
- Ty mnie też - zaśmiałam się
- Czemu nie śpisz ? Coś się stało ? - spytał
- A nic konkretnego, po prostu zabolały mnie znów żebra i chciałam pójść do kuchni po tabletki... A Ty ?
- Jakoś nie mogę zasnąć - powiedział spuszczając głowę. Widziałam, że coś go trapi. Usiadłam na przeciwko niego i zaczęłam się mu przyglądać - Co się stało ?
- Nic takiego - rzekł.
- Przecież widzę, że coś Cię gryzie.. No już, gadaj, co się stało ?
Blondyn spojrzał się na mnie. Widziałam w jego oczach, że to coś naprawdę strasznego... Zaczęłam się martwić, że może coś się stało Rossowi.
- Jezu, Riker. Co się takiego stało ? - spytałam. Byłam już naprawdę zmartwiona. Blondyn cały czas się patrzał zamyślony w jeden punkt, gdzieś na dworze
- To koniec R5 - w końcu powiedział, cały czas patrząc przez okno. Po chwili odwrócił się i spojrzał na mnie zaszklonymi oczami. Wiedziałam, że R5 wiele dla niego znaczy, to jest jego życie. Wykonywanie piosenek na koncertach z zespołem dla fanów to jego żywioł.
- Bez R5 jestem tylko zwykłym Rikerem Lynchem - powiedział załamany
- To nie prawda - rzekłam szeroko się uśmiechając - Z R5 czy bez R5 jesteś niesamowitym chłopakiem, który ma niezwykły talent... i tysiące fanek
- Dzięki, że mnie pocieszasz
- Riker ale ja tylko stwierdzam fakty
Nagle w salonie rozbrzmiała piosenka "Crazy Stupid Love". Chłopak zerwał się i podbiegł to szafki, na której leżał jego telefon. Wziął komórkę do ręki i pokazał mi kto dzwoni. Na wyświetlaczu widniała nazwa "Magda". Blondyn pisnął jak dziewczynka i szybko odebrał.
* * * Rozmowa * * *
- Hey skarbie - rzekł blondyn uśmiechając się do siebie
- Cześć Riker. Obudziłam Cię ?
- Nie... Tęskniłem na Tobą i za Twoim melodyjnym głosem
- Ja też za Tobą tęskniłam
- Jak tam lot ?
- Właśnie dlatego dzwonię...Przed sekundą weszłam do domu - zaśmiała się - A Ty czemu nie śpisz ? Przecież w LA jest koło 3:00 w nocy
- Dokładnie to jest 2:47...Nie mogę zasnąć
- Czemu ? Hey, stało się coś ?
- Wszystko w jak najlepszym porządku - skłamał
- Nie ściemniaj mi tu! Przecież słyszę, że coś jest nie tak. Coś z Rossem ?
- Rossa jeszcze nie znaleźli i szczerze mówiąc zaczynam tracić nadzieję, że się odnajdzie
- Riker! - krzyknęła do słuchawki - Jak Ty w ogóle możesz tak myśleć ?
- Ale to nie wszystko - powiedział załamany - R5 kończy swoją działalność
- Ale jak to ?
- Tata powiedział, że dopóki Ross nie wróci mamy znaleźć sobie inne zajęcia
- Hey, nie załamuj się - pocieszała go
- Ale bez R5 jestem nikim! - krzyknął
- Weź nie gadaj takich głupot!! Jesteś utalentowanym chłopakiem..., którego kocham - te ostatnie słowa wymówiła bardzo cicho, tak jakby nieśmiało
 - Ja też Cię kocham
- Riker przepraszam Cię, ale muszę już kończyć, bo jestem naprawdę zmęczona
- Poczekaj! Wyślij mi sms'em Twoją nazwę na skype..porozmawiamy sobie później, bo takie rozmowy telefoniczne będą nas kosztowały miliony i to dosłownie - zaśmiał się
- Haha, dobrze. Napiszę Ci jak tylko trochę odpocznę. Dobranoc
- Dobranoc skarbie
* * * Koniec rozmowy * * *
Blondyn odłożył telefon uśmiechając się szeroko do siebie. Podszedł do mnie i usiadł na tym samym miejscu co wcześniej. Przez chwilę panowała niezręczna cisza...nagle Riker zaczął się śmiać. Spojrzałam się na niego ze zdziwieniem. Blondyn dopiero po paru minutach się uspokoił i wtedy mogłam spytać się go co mu się stało.
- Ummm Riker ? Wszystko okej ? - spytałam chichocząc
- Hahaha! Tak! Znaczy...Hahaha. Przypomniało mi się jak znalazłem...
- Weź wyjdź mi z tym - krzyknęłam śmiejąc się
- No co ? To śmieszne było. 
- No nie dla mnie. - oburzyła się, zakładając ręce na piersi. 
- Szykuje się na ciebie, Em. Pilnuj się i nie daj się zaciągnąć do łóżka po oklepanym tekście, Zmuś go, by się jakoś postarał o to. - zaśmiał się.
- Jak tylko się odnajdzie. - mruknęła smutna.
- Będzie dobrze. Zanim się obejrzysz, będzie tutaj z nami. - posłała jej szeroki uśmiech. - Ej, a Ty nie miałaś iść przypadkiem po tabletki ?
- Miałam... Zaraz wracam
Wstałam, narzuciłam na siebie koc i poszłam do kuchni. Nastawiłam wodę i zaczęłam szukać środków przeciwbólowych po szafkach. W końcu je znalazłam i zażyłam. Wracając moją uwagę przykuło wiszące na ścianie zdjęcie.


Stałam tak przed nim i wpatrywałam się w nie. Nie miałam pojęcia ile czasu mi to zajęło, ale wiedziałam, że długo. Gdy w końcu oderwałam się od tego zdjęcia wróciłam do salonu i chciałam jeszcze porozmawiać z Rikerem o Magdzie ale ku mojemu zdziwieniu blondyn już spał na kanapie. Podeszłam do niego, zdjęłam z siebie koc i okryłam chłopaka, po czym wróciłam do pokoju Rossa. Ułożyłam się wygodnie na łóżku i zasnęłam
* * *  Rano  * * *
Obudziłam się... koło 12 ? O Boże! Rydel zaraz wraca od Ella a jak jeszcze w łóżku ? Zerwałam się i pobiegłam do łazienki jakoś się uczesać. Nie miałam zbytnio pomysłów. Nagle usłyszałam, że dostałam sms'a. Był od Rydel: "Zapomniałam, że nie masz się w co ubrać. Wybierz coś sobie z mojej szafy :D"
Nic jej nie odpisałam tylko pobiegłam do jej pokoju. Otworzyłam jedną z szaf i zaczęłam szukać idealnego stroju dla siebie.
- I ona mi mówiła, że nie ma się w co ubrać ?! - pomyślałam - Przecież tych ciuchów jest mnóstwo. Ona by mogła sklep otworzyć w swoim pokoju
Nagle znalazłam idealne ubrania i pobiegłam do łazienki się przebrać. Włosy uczesałam w kłos,a ubrałam się w strój idealny na dzisiejsze zakupy z Delly.
Gdy byłam gotowa zeszłam na dół do kuchni. Wszyscy właśnie kończyli pić kawę. Zrobiłam sobie kanapki z szynką i pomidorem i gdy tylko usiadłam do stołu, do kuchni wbiegła uśmiechnięta Rydel.
- I jak ? Gotowa na shopping ?
- Już, już. Tylko skończę śniadanie - odpowiedziałam
- Śniadanie o 12:00 ? No nieźle - zaśmiała się
- No co ? - spytałam z wyrzutem - Ty nigdy nie wstałaś z łóżka o 11:00 ?
- Szczerze ? To nie - rzekła wytykając mi język - Dobra chodź. Zjesz po drodze
- Ale Delly!
- Nic nie mów tylko bierz tą bułę i jedziemy, bo potem będą korki. No już! Pośpiesz się
Wzięłam bułkę w rękę, chwyciłam torebkę i wybiegłam za Rydel, która był już przy samochodzie. Wsiadłam i razem popędziłyśmy do centrum handlowego. Pierwszy sklepem jaki odwiedziłyśmy był oczywiście APART. Rydel kupiła sobie i mi kilka bransoletek, które bardzo mi się spodobały. Potem poszłyśmy do H&M. Przeszukiwałyśmy wieszaki w te i z powrotem. Ja kupiłam sobie sukienkę, która według mnie była śliczna, a Delly sukienkę idealną na koncerty R5. Zakupy w H&M zajęły nam dobrą godzinę. Ja byłam już zmęczona, natomiast Rydel była pełna energii. Udałyśmy się do kawiarenki. Obie zamówiłyśmy sobie latte.
- No to opowiadaj - zaczęłam - Gdzie byłaś wczoraj z Ellem ?
- Wiedziałam, że będziesz chciała widzieć - zaśmiała się - A więc.. Ellington najpierw zabrał mnie na kolację do włoskiej restauracji. Świetnie się razem bawiliśmy. W restauracji spędziliśmy dobre 3 godziny. Potem Ell zaprosił mnie do siebie. Włączył telewizor i oglądaliśmy filmy romantyczne i komedie, a potem Ratliff włączył horror i cały czas siedziałam wtulona w niego. Czułam jak tysiące motyli lata w moim brzuchu. Zasnęłam w salonie, na kolanach Ella koło 2:00 w nocy, a potem obudziłam się o 9:00 w łóżku, a koło mnie leżał Ellington. Wtuliłam się w niego a on się wtedy obudził i delikatnie mnie pocałował. Potem oboje wstaliśmy i zaczęliśmy robić śniadanie. Chcieliśmy zrobić naleśniki ale zamiast tego rzucaliśmy się mąką i jajkami. Wtedy przyszła mama Ella i pomogła nam w sprzątaniu tego całego bałaganu. W końcu skończyło się tak, że na śniadanie zjedliśmy kanapki z serem. Koło 12:00 Ell odwiózł mnie do domu
- Wow. Jakie to urocze - rzekłam zachwycona
- Ell jest idealnym chłopakiem
- Domyślam się - zaśmiałam się, a co dziewczyna odpowiedziała szerokim uśmiechem
- To jak, kontynuujemy zakupy ? - spytała
- Pewnie. To gdzie teraz idziemy ?
- Myślałam o jakiejś dobrej perfumerii. O patrz! Tam uwielbiam chodzić - krzyknęła wskazując na sklep z perfumami i płynami  w oknach. 
Wzięłyśmy torby i pobiegłyśmy do wskazanego przed blondynkę sklep. Rydel od razu pobiegła do działu z perfumami z serii Hello Kitty, ja natomiast poszukałam regału z perfumami od Pumy i Adidasa. Wybrałam sobie jeden perfum, ale gdy tylko spojrzałam na Delly zamurowało mnie. Dziewczyna niosła chyba z 5 flakoników perfum. Po zakupach w perfumerii poszłyśmy jeszcze do C&A tam kupiłyśmy sobie po kilka par spodni i kilka bluzek i swetrów. Ogólnie nasz shopping skończyłyśmy dopiero koło godziny 19:00. Zmęczone, obolałe i obładowane torbami opadłyśmy na kanapę w salonie. Chłopacy spojrzeli na nas z wielkim podziwem, a potem wzięli od nas torby. Natomiast ja z Delly włączyłyśmy sobie telewizję. Nic ciekawego nie leciało, więc postanowiłyśmy zapodać jakiś film. Rydel poszła po płytę, a ja pobiegłam do kuchni zrobić popcorn. Gdy tylko kukurydza zaczęła pękać w mikrofalówce, chłopacy zbiegli na dół do salonu i rozsiedli się na kanapach. Włączyliśmy na początek komedie, podczas której nie wyrabialiśmy ze śmiechu, a potem zdecydowaliśmy się na horror. Gdy się skończył poszłam na górę do pokoju, rzuciłam się na łóżko i zasnęłam.

Kolejne dni mijały wolno. Żadnych nowych wieści o Rossie nie było. Rydel codziennie wychodziła gdzieś z Ellem i wracała późnym wieczorem, Riker całymi nocami rozmawiał z Magdą na skype, ponieważ gdy w Warszawie była godzina na przykład 16:00 to w LA było koło 2:00 w nocy, a Rocky z Rylandem żyli własnym życiem. Jeździli do skateparków, imprezowali i praktycznie nie bywali zbyt często w domu. Riker z Rydel podjęli także pracę w studiu tańca The Rage jako tymczasowi nauczyciele. Ja natomiast siedziałam całymi dniami w pokoju Rossa i przeglądałam jego rzeczy. Raz znalazłam jakiś notes w jednej z szuflad w komodzie. Był schowany między ubraniami. Domyśliłam się, że to jest tak jakby jego pamiętnik. Na początku nie chciałam go czytać, ale potem i tak go otworzyłam. Było w nim pełno notatek..o mnie ? Tak, o mnie. Pisał tam różne wiersze, wklejał moje zdjęcia. Naprawdę mi go brakowało. Wszystko bym dała, żeby mój blondasek był teraz przy mnie. 

Pewnego dnia kładłam się spać grubo po północy, gdyż grałam z Lynchami i Ellem w butelkę. Graliśmy tylko na zadania, które były powalające. Nie które były chamskie, niektóre urocze, a jeszcze inne były przerażające.[...] Uchyliłam delikatnie okno balkonowe w pokoju Rossa i ułożyłam się na łóżku. Nagle usłyszałam jak ktoś wskakuje na balkon. Bardzo się bałam. Cichutko zeszłam z łóżka i chwyciłam Lunę (gitarę Rossa - od aut.) i podeszłam bliżej drzwi. Zobaczyłam, że ta owa osoba stoi centralnie naprzeciwko drzwi. Odsunęłam się do tyłu. Nagle drzwi się delikatnie otworzyły. Widziałam, że tą osobą jest chłopak. Otworzył drzwi szerzej i wszedł do środka. Już miałam się na niego rzucić z gitarą, gdy nagle chłopak zapalił światło. Nie mogłam uwierzyć to co widzę. Nie mogłam uwierzyć w to, kto stoi teraz przede mną. 

Hej, hej, hej!! :D
Osobiście rozdział nie za bardzo mi się podoba. Przepraszam, za te nudy na początku, ale nie miałam zbytnio weny.
A teraz pytanka: Jak myślicie kim był ten chłopak, który wszedł w nocy do pokoju ? I jak myślicie, co będzie dalej z R5 ?
Pozdrawiam :*
~Julia~