piątek, 8 lipca 2016

UWAGA! UWAGA! Challenge!


Hej Haj Helloł! <3
A więc, jak już widać po tytule tej jakże krótkiej ale MEGA ważnej notce organizuję challenge!

Ten kto go przejdzie... *werble*
Otrzyma przedpremierowo prolog nowego opowiadania!!!! 
(Wiem, że to niedużo, no ale cóż) 

Challenge polega na tym, aby przeczytać moje opowiadanie od początku do końca i pod każdym rozdziałem pozostawić po sobie SENSOWNY komentarz (proszę także podpisać komentarz imieniem i nazwiskiem, żebym wiedziała komu wysłać prolog na fb; albo adres e-mail. Kto co woli xD) 

Challenge wiąże się z nadchodzącym końcem opowiadania. Chodzi o to, aby przypomnieć sobie całą historię R5 i dziewczyn <3 

Jeśli jest ktoś chętny i ma czas (mnóstwo czasu), to zapraszam!!

Nagroda nie jest jakaś specjalna. 
Wiem. Powtórzę...
Chodzi mi o to, żeby teraz (moment przed zakończeniem) przypomnieć sobie ten ff <3
Kocham i do napisania :**
Buziaczki 
~Wasza Julia 
Ps. Swoja drogą nie wiem, czy sama dałabym radę z tym challengem. Jak mam być szczera, to jeszcze ani razu nie przeczytałam mojego własnego opowiadania tak od początku do końca. Serio 


czwartek, 7 lipca 2016

Rozdział 96

- Oh tutaj jesteś! - krzyknął Ross. 
Szybko wleciał do kuchni, trzaskając za sobą drzwiami. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Emma, Magda i Stormie stały przy blacie i każda z nich robiła coś innego. 
- Ummm co robicie? - zapytał po chwili przyglądania się im. 
- Przed nimi długi lot. Chcemy przygotować jeszcze coś do jedzenia, zanim wyjadą na lotnisko, synek. - odpowiedziała Stormie, zerkając kątem oka na swojego syna. 
- Ja i Emma nie jemy. - rzucił nagle. Wspomniana blondynka odwróciła się do niego.
- Co? Jak to? - zdziwiła się.
- No tak to. Idziemy zaraz na miasto. Zjemy coś tam pewnie. - powiedział, jak gdyby nigdy nic. Nastolatka zmrużyła oczy i obserwowała każdy jego ruch. 
- Idziemy? - wykrzywiła brwi z zaskoczenia.
- Mmhm. - mruknął dość głośno.
Podszedł do lodówki i wyciągnął z niej bitą śmietanę w sprayu, po czym oparł się o szafkę i wcisnął sobie ją do ust. Towarzyszył temu charakterystyczny dźwięk, przez co Stormie zareagowała.
- Skoro jecie na mieście, to zostaw tę bitą śmietanę w spokoju. - Zaśmiała się i odebrała od niego butelkę. Spojrzał na nią z grymasem. Zrobił gwałtowny krok w bok i objął w pasie swoją ukochaną. Położył głowę na jej lewym ramieniu, po czym pocałował ją delikatnie w policzek. Po jej plecach przeszły dreszcze, a na rękach pojawiła się gęsia skórka.
- Co ty jesteś dzisiaj taki? - zapytała podejrzliwie. Stojąc dalej do niego tyłem, ręką sięgnęła do jego głowy i pogładziła dłonią po policzku. Zsunęła do szyi i mocniej przycisnęła do siebie. Ross specjalnie zrobił rybie usta i znów pocałował ją. Tym razem w skroń.
- Taki, czyli jaki? - mruknął jej do ucha. Uwielbiał to robić. Czuł, że paraliżuje ją tym tonem i swoją bliskością. 
- Właśnie taki. - westchnęła. Próbowała się uspokoić. Zacisnęła jednak tylko usta, co on wykorzystał. Obrócił ją szybko i wpił się w nią. Językiem przejechał między jej wargami i po chwili powoli je rozchylił. Rękoma chwycił ją w biodrach i przycisnął do blatu kuchennego. 
- Bracie, pamiętaj co ci kiedyś powiedziałem! - wydarł się Rocky, wchodząc do kuchni. Ross gwałtownie odsunął się od Emmy. Spojrzał na niego lekko wystraszony. - Grzeczny chłopiec. - dodał brunet. Pogłaskał brata po głowie i z paczka chipsów w ręce, wyszedł z kuchni. 
- Co? O czym on mówił, Rossy? - zagadała Stormie, dalej krojąc kapustę na surówkę. Ross podrapał się nerwowo po głowie.
- A takie tam. - mruknął. - Mamuś, Emma jest ci jeszcze potrzebna tutaj w kuchni? - rzucił szybko.
Kobieta rozejrzała się po kuchni. 
- Nie, myślę, że już sobie poradzimy. - odpowiedziała po chwili. 
Ross zatarł tylko dłonie i chwycił dziewczynę za nadgarstek, prawie wlokąc ją do salonu. Tam usiadł na kanapie, a ona koło niego. Wpatrywał się chwilę w dziewczynę, a gdy drzwi wejściowe się otworzyły, podskoczył i zerwał się z miejsca. 
Do domu wszedł Mark, dzwoniąc kluczami od samochodu. Blondynka zerknęła na niego, powoli podnosząc się z sofy i zauważyła, że są to klucze od auta Rossa. Mężczyzna rzucił nimi w syna i pokiwał głową na boki.
- A ty nie jedziesz z nami? - zapytał zdziwiony.
- Nie no coś ty. Po co ja tam, hmm? - Zaśmiał się, puszczając oczko nastolatce. Ta spuściła głowę zawstydzona. Ross prychnął tylko pod nosem i podszedł do szafy, by wyciągnąć z niej kurtkę. Drugą podał Emmie.
- Dokąd jedziemy? - dopytywała zaciekawiona. - Ross, dokąd jedziemy? - powtórzyła już podirytowana. Chłopak spojrzał na nią błagalnie. - Okay, niespodzianka. Jasne. - odpowiedziała sama sobie pod nosem. On objął ją i pocałował w czoło. 
- Zaraz zobaczysz dokąd jedziemy, skarbie. - dodał od razu i naciągnął na jej ramiona kurtkę. - Weź jeszcze czapkę, bo może być później zimno. - szepnął, po czym z górnej półki nad ławeczką w przedpokoju podał jej swoją szarą beanie. 
- Rany, co jest dzisiaj za dzień? - posłała mu pytające spojrzenie.
- Co masz na myśli? - odpowiedział kolejnym pytaniem. Zapinał w tym czasie zamek jej kurtki. Z każdym kolejnym gestem swojego narzeczonego była coraz bardziej zdziwiona i zaniepokojona. Czyżby o czymś zapomniała?
- Jesteś taki miły, pomocny i w ogóle... - zaczęła, przygryzając paznokieć kciuka. Ross po prostu westchnął i zaraz po tym uśmiechnął się.
- Koniec gadania. Jedziemy. - rozkazał - Wychodzę! - wydarł się na cały dom.
- Okay! - usłyszeli w odpowiedzi. Emma rozpoznała krzyk wszystkich domowników. Zaskoczył ją ten cały synchron Lynchów. Była pełna podziwu.
Gdy wyszli z domu, chłód przeleciał im po ciele. Dziewczyna odruchowo objęła się rękoma i jak najszybciej starała się wsiąść do jeszcze nagrzanego samochodu. Ross usiadł za kierownicą, a ona na siedzeniu pasażera. Odpalił silnik i z zaraz z bocznych otworów wyleciało ciepłe powietrze. Zatrzęsła się. Ross tak samo. Spojrzeli na siebie i oboje wybuchnęli głośnym śmiechem. Dziewczyna uwielbiała słyszeć śmiech swojego ukochanego. Mogłaby stwierdzić, że nawet jak widzi jego uśmiech, odczuwa motyle w brzuchu i robi jej się ciepło na sercu. 
Chłopak wycofał auto z podjazdu i gdy wyjechał na ulicę, włączył radio. Akurat leciała piosenka Maroon 5, której Ross już nasłuchał się dziesiątki tysięcy razy. Wyciągnął więc z kieszeni swój telefon i za pomocą kabla, podłączył. Wybrał jeden z pierwszych utworów, którym był 21 Guns - Green Day
- Kiedyś słuchałam tego na okrągło! - krzyknęła Emma z podekscytowania. Podciągnęła nogi pod siebie i objęła je rękoma. Pass, który miała zapięty trochę jej przeszkadzał. 
- Serio? - zdziwił się. - Myślałem, że to raczej nie twoja muza. - Zaśmiał się, obserwując już drogę. 
- Wiesz, słucham to, co mi wpadnie w ucho. - odpowiedziała z przekąsem, obserwując jego dłonie znajdujące się na kierownicy. 
Jechali tak przez piętnaście minut, ciągle słuchając tej jednej piosenki. Już za trzecim razem oboje śpiewali jej słowa. Ross przez całą drogę trzymał rękę na kolanie dziewczyny, dzięki temu, że miał automatyczną skrzynię biegów. W pewnym momencie musiał ją zabrać, by gwałtownie skręcić na rondzie. Później trzymał ją na swoim prawym udzie. Blondynka splotła ich palce razem i podnosząc ich ręce do jej ust, pocałowała wierzch dłoni chłopaka. Wtuliła się w jego dłoń, a on spojrzał na nią i uśmiechnął się do siebie. 
Słońce już dawno zaszło, a chmury, które jeszcze krążyły późnym popołudniem, rozeszły się na boki. Tego wieczoru niebo było wyjątkowo gęsto rozgwieżdżone, a księżyc eksponował się w piękny rogalik. 
Ross skręcił przed wjazdem na parking, znajdującym się w szarym budynku. Dopiero wtedy zorientował się, że Emma usnęła. Siedziała z głową opartą o szybę. Wyglądała według niego tak pięknie i spokojnie. Mógłby się patrzeć na nią cały czas, ale kwestia niespodzianki go troszkę ponaglała. 
Otworzył szybę po swojej stronie. Z portfela leżącego w drzwiach wyciągnął kartkę. Sięgnął ręką za okno i tą ową kartą przejechał po czytniku. Szlaban uniósł się powoli do góry, po czym Ross wjechał samochodem na teren parkingu. Krętym wjazdem kierował się na wyższe piętra, aż dotarł na samą górę. Zatrzymał samochód kawałek obok wjazdu. Wyciągnął kluczyki ze stacyjki. Jeszcze przez chwilę przyglądał się śpiącej Emmie, ale musiał ją niestety obudzić. Po odpięciu swoich pasów, nachylił się nad nią. Pocałował w szyję, a potem w policzek i skroń. Otworzyła powoli oczy i rozejrzała się. 
- Już jesteśmy na miejscu. - szepnął, odchylając się z powrotem. 
Otworzył drzwi i wyszedł z samochodu. Emma zrobiła to samo, ale gdy tylko stanęła na betonie i odwróciła się, wstrzymała oddech z wrażenia. Przed nią, na ogromnej, otwartej powierzchni parkingu stał niezbyt dużych rozmiarów helikopter. Dookoła rozpościerała się panorama Los Angeles. Możliwe, że był to jeden w wyższych budynków w tej dzielnicy. Światła na ulicach i w budynkach tworzyły niesamowity widok. Do tego dochodziło jeszcze niesamowite niebo, pokryte gwiazdami i bez ani jednej, najmniejszej chmury. Było po prostu niesamowicie. 
Usta mimowolnie otworzyły jej się z wrażenia. Ross podszedł do niej i przytulił, ponownie całując w czoło. 
- Dokładnie pół roku temu się spotkaliśmy. Było to czternastego września. - zaczął - Szłaś wtedy ze słuchawkami w uszach, a ja bezczelnie w ciebie wjechałem na deskorolce. Pamiętam, jak byłaś wtedy zdezorientowana i poturbowana przeze mnie. Pamiętam też, jak mnie wtedy zatkało, gdy spojrzałem ci w te twoje piękne, uwodzicielskie oczy. Chryste - przerwał, pocierając tył głowy. - Nigdy wcześniej nie spociłem się tak, jak w tamtym momencie. Myślisz, że tak łatwo mi przyszło zdobycie numeru telefonu do ciebie? - Zaśmiał się. - Boże, toczyłem ze sobą walkę. Zapytać, czy nie zapytać. Gdybym nie zapytał, to pewnie byśmy się już nie spotkali i nie bylibyśmy teraz razem. Kiedy mi go dałaś, spanikowałem, bo już chciałaś iść. Musiałem jakoś zadziałać, nie? - Ponownie podrapał się po głowie. - Wpadłem na najbardziej żenujący pomysł, jaki tylko mi wpadł do głowy. Pamiętasz? - zapytał.
- Tak, pamiętam. Zadzwoniłeś do mnie. - odpowiedziała rozbawiona tym wspomnieniem z tamtego wieczoru. 
- Ta, zadzwoniłem, jak ostatni kretyn.
- Powiedziałeś, że chciałeś sprawdzić, czy dałam ci dobry numer. - usprawiedliwiła go. Widziała, jak bardzo poczerwieniał. Lampa, która stała zaraz obok nich idealnie oświetlała jego twarz. 
- Na nic innego nie mogłem wpaść, ale podziałało! - krzyknął zadowolony. - Tylko później znów miałem wątpliwości, czy przyjmiesz moje zaproszenie. Wieeeesz - przeciągnął zmieszany. Nikomu nigdy nie mówił, jak się czuł, gdy po raz pierwszy się spotkali. - byłaś taka śliczna, więc myślałem, że już kogoś masz. Znaczy dalej jesteś śliczna. - poprawił się.
- Dziękuję. - szepnęła, poprawiwszy kosmyk włosów za ucho. Robiła to instynktownie.
- Kiedy powiedziałaś, że z chęcią pójdziesz ze mną na randkę... Boże, myślałem, że oszaleje z radości. Chciałem znów zaproponować ci, abym cię odprowadził, no ale skoro nie chciałaś za pierwszym razem, to już sobie darowałem. Nie chciałem być jakiś natrętny, czy coś. - Pochylił głowę w bok. - Pamiętam wszystko z tamtego wieczoru. Pamiętam każde twoje spojrzenie. I jeszcze ten moment, kiedy podawałem ci twój telefon, który spadł. Dotknąłem wtedy twojej ręki.
- To też pamiętam. - rzuciła nagle. Ross otworzył szeroko oczy. - Poczułam, jakby mrowienie w brzuchu. 
- Widzisz, od początku to było przeznaczenie. - powiedział pół szeptem. Ciągle stali bardzo blisko siebie. Trzymał jedną z rąk na jej pasie. Drugą co chwilę poprawiał nerwowo włosy. 
- Szkoda tylko, że aż tak długo musiałam na ciebie czekać. - rzekła po chwili, sięgając palcami do jego policzka, a potem linii szczęki. Stanęła na palcach. On już wiedział, co chciała zrobić. Chwycił ją lekko pod pasem i podniósł do góry. Objęła dłońmi jego głowę i schylając się już, pocałowała go w usta. Czułość jednak mu nie wystarczyła. Zaczął całować ją namiętnie. Jego serce zabiło szybciej, a dłoń dotykała pleców dziewczyny pod kurtką. 
- Panie Lynch? - Miłosne poczynania pary przerwał niski, męski głos. Chłopak postawił nastolatkę z powrotem. Oboje odwrócili się w stronę dochodzącego głosu. - Powinniśmy już lecieć. - rozkazał. 
Podeszli bliżej i dopiero wtedy Emma zauważyła, że jest to mężczyzna koło pięćdziesiątki. Ubrany był w dżinsy i marynarkę. Trzymał dłoń na otwartych drzwiczkach od helikopteru. Nastolatka otworzyła szeroko oczy przerażona i zaskoczona. Ross poklepał ją po plecach.
- Czy... my... - zacinała się - lecimy tym czymś? - pisnęła zdezorientowana. Z daleka maszyna wydawała się być prawie dwa razy mniejsza. 
- Właśnie dlatego tak znikałem. Robiłem licencję pilota. - odpowiedział. Wyminął ją i wszedł na schodki. Wyciągnął ku dziewczynie otwartą rękę. - No chodź. Musimy się pośpieszyć. - ponaglał ją.
- D-dobrze. - zająknęła się. Wzięła głęboki wdech i chwyciła rękę blondyna. Ten pociągnął ją do góry i już po chwili stała obok niego. 
- Siadaj tutaj. - rzucił szybko. 
- Czekaj, tutaj są tylko dwa miejsca. - rzekła przerażona. Odwróciła się do niego gwałtownie, ale on z powrotem obrócił ją i podsadził tak, by wsiadła do środka. Zamknął za nią drzwiczki i obszedł maszynę dookoła. Wsiadł po stronie pilota.
- Ty siedzisz tutaj, a ja będę kierował. - odpowiedział, będąc tuż przed jej twarzą. Widząc jej minę, zaśmiał się. - Już nieraz latałem. - uspokoił ją. Sięgnął po jej po pasy bezpieczeństwa przy jej biodrach, a potem zaciągnął dwa zza jej ramiona. Zapiął je szybko i sprawnie. Pociągnął jeszcze dodatkowo, by zacisnąć jeszcze bardziej. 
Odsunął się od niej, po czym usiadł na swoim siedzeniu i zapiął pasy. Tak samo mocno, jak u Emmy. 
- Powodzenia życzę! - krzyknął jeszcze mężczyzna. Blondyn kiwnął w jego kierunku głową, po czym drzwi zostały zamknięte. Emma zdała sobie sprawę, że przed nią znajdują się spore okna, przez które widać wszystko. Chwyciła się kurczowo pasa, który miała na swojej klatce piersiowej. 
Ross odpalił silnik i podał dziewczynie jedną parę słuchawek, które ubrała. Spojrzał na nią robiąc to samo ze swoimi. Zaciągnął mikrofon do ust.
- November 124 Winston-tangle gotowy do startu. - powiedział poważnie, zerkając na ikonki wyskakujące mu na panelu.
- Zrozumiałem Winston-tangle. Masz zgodę po prostej z El Monte do Santa Monica. - odpowiedział głos w słuchawkach. Spojrzała na blondyna uśmiechnięta.
- Nie wierzę, że polecę helikopterem nocą nad Los Angeles. - szepnęła podekscytowana.
Śmigło helikoptera zaczęło obracać się szybciej, a silnik głośniej pracować. Ross zaciągnął wszystkie potrzebne według niego przyciski i po chwili maszyna uniosła się do góry.
- O mój Boże... - pisnęła dziewczyna. Zaciskała ręce na pasach tak mocno, aż zbielały jej knykcie. Blondyn uśmiechnął się widząc jej reakcję. Gdy był na odpowiedniej wysokości, zabrał jedną rękę ze steru i dotknął dłoni nastolatki na bardzo krótką chwilę.
- Rozluźnij się. Nie spadniemy. - uspokajał ją. Jego ręka znów wróciła na ster. 
Rozejrzała się dookoła. Widok takiego miasta jak LA nocą i to z takiej wysokości zapierał dech w piersiach. Mimo dość późnej pory na ulicach był ogromny ruch. Oświetlenie miasta wyglądało niesamowicie. Z tej wysokości można było dojrzeć w oddali napis "Hollywood". 
Lot odbyli w ciszy. Oboje podziwiali krajobraz, który rozpościerał się w ich otoczeniu. Wylądowali również na jednym z wyższych budynków w Santa Monica, gdzie przed nim Emma dojrzała samochód Rossa. Po wyjściu z helikoptera weszli do windy, która zjechali na sam parter. Okazało się, że wylądowali na dachu jednego z przybrzeżnych hoteli. Ross kazał Emmie poczekać w recepcji, a sam wybiegł przed budynek. Wrócił z wielkim bukietem róż w ręku. 
- Rezerwacja na nazwisko Lynch. - wysapał do recepcjonistki. - A to dla ciebie, kotku. - zwrócił się do Emmy, podając jej róże. Nie ukrywała swojego podziwu. Szybko zarzuciła ręce mu za szyję i wtuliła się w niego. Dalej pachniał jej ulubionymi męskimi perfumami. Objęła go jeszcze mocniej, a potem się od niego odsunęła. Delikatnie dotknęła jego dłoni, a on splótł ich palce razem.
- Pokój numer 347 na dwudziestym drugim piętrze, panie Lynch. - odezwała się kobieta i podała mu klucz. Odebrał go od niej i oboje ruszyli z powrotem do windy. 
- Nie wierzę, że to wszystko przygotowałeś. - szepnęła dziewczyna, gdy byli już na odpowiednim piętrze. 
Blondyn pociągnął ją tylko w stronę ich pokoju. Otworzył kluczem drzwi i przypuszczając Emmę pierwszą, wszedł za nią. Zapalił światło i rzucił kluczyk na szafkę zaraz obok drzwi. 
- Nasze rzeczy tu są? - zapytała zdziwiona, patrząc na torbę, która leżała przed łóżkiem. Podeszła do niej i ją otworzyła. Były do niej zapakowane zarówno jej rzeczy, jak i Rossa. 
- Spakowałem nas., gdy ty pomagałaś mamie w kuchni. Nie ma za co. - odpowiedział uśmiechnięty od ucha do ucha. 
Blondynka chwyciła nadgarstek chłopaka i spojrzała na zegarek, który miał tam zapięty. Zawsze zapinał go odwrotnie. Tarczą do dołu. Wskazówki pokazywały za sześć wpół do trzecią. Wytrzeszczyła oczy. 
- Naprawdę jest już tak późno?! - uniosła się. - Pójdę wziąć prysznic i zaraz do cb wrócę. - dodała szybko i ze swoimi rzeczami, które zgarnęła z torby, zniknęła za drzwiami. On ściągnął z siebie kurtkę i koszulę, po czym położył się na łóżku. Z kieszeni spodni wyjął telefon. Przejrzał instagrama i gdy już miał odkładać komórkę, do pokoju wróciła nastolatka, wypuszczając do pocieszenia tumany pary. Włosy miała mokre, a ubrana była w bluzkę Rossa, w której ostatnio spała. Ubrania i kosmetyczkę wrzuciła do torby i wskoczyła na łóżko obok chłopaka. 
- Jesteś najcudowniejszym facetem jakiego można mieć. - powiedziała, krzyżując nogi. Przyglądał jej się uważnie.
- Kontynuuj. - zarządał z uśmiechem.
- Najmądrzejszym i najprzystojniejszym. - dodała, cmokając go w policzek. 
- No dobrze - mruknął - Idę się myć. Zaraz wrócę. - powiedział i tak też zrobił. Wrócił jednak bardzo szybko. W czasie jego nieobecności dziewczyna zdążyła tylko przeceszać szczotką włosy. Odkrył kołdrę i położył się w miejscu, gdzie wcześniej leżał. Emma przysunęła się do niego, kładąc głowę na jego piersi. Poczuła jego dłoń na swoich plecach, a potem na pośladkach. Palcami okrążał kółka nad linią jej majtek. 
- Eh. Po co ci tyle ubrań. - westchnął, podciągając materiał bluzki, który miała na sobie. 
- Mam ściągnąć? - Zaśmiała się. Ten tylko uniósł wzrok do góry, udając że wcale nie oczekiwał takiej odpowiedzi. Nastolatka podniosła się i jednym ruchem pozbyła się bluzki, po czym znów położyła się na chłopaku. Objął ją teraz już dwiema rękami. Oboje leżeli tylko w dolnej części bielizny. Jego dłonie gładziły skórę jej pleców powoli i zmysłowo. Ona wdychała jego zapach. Mieszanki szamponu, którym umył włosy i żelu pod prysznic. 
Leżeli i nie odzywali się. Po prostu cieszyli się tą chwilą razem, sam na sam. Podobało im się to, że mogą w spokoju, ciszy poleżeć i posłuchać bicia swoich serc. 
Nagle Ross wziął głęboki wdech i powiedział:
- Nikogo w całym moim życiu nie kochałem tak bardzo, jak kocham ciebie, skarbie. 
Te słowa wywołały u Emmy zaciśnięcie serca i nagły przypływ łez do oczu. Uniosła głowę i spojrzała w jego ciemne oczy, przepełnione miłością i szczerością. Ona była dla niego całym światem i bał się o tym mówić. Kochał ją i był zdolny poświęcić się dla niej. 
- Rossy, jesteś najwspanialszą osobą jaką znam. - zaczęła - Kocham cię do szaleństwa. - skończyła i pocałowała go. Przytulił ją jeszcze mocniej, po czym sięgnął do wyłącznika światła po jego stronie i w pokoju zapanowała ciemność. Zakrył ich oboje kołdrą i opierając policzek o głowę swojej ukochanej, zasnął. 

~*~
Oł maj gasz!! 
Co za romantyczny rozdział. Jezus Chrystus. Romma forever!! <33 
W sumie bardzo podoba mi się ten rozdział, jak mam być szczera. I nie wierzę, że to już niedługo koniec... Ile to zostało? Hmmm? Tylko 4 rozdziały. Jeny :/ 
Mam nadzieję, że nie macie mi za złe, iż opisałam tylko Rommę. Jakoś oni są głównym wątkiem tego opowiadania i nie może ich zabraknąć. 
Piszę już bzdury, bo jestem mega zmęczona. Jest już po północy, a ja dalej leżę z telefonem w ręku i pisze tę ostatnią część w notatkach, bo Blogger nagle ześwirował... Eh :/ 
Cóż to chyba tyle ode mnie. 
Trzymajcie się i do napisania! 
Buziaczki :**
~Wasza Julia 

poniedziałek, 4 lipca 2016

Rozdział 95

Ten o to Rozdział 95 pragnę zadedykować cudownej, kochanej i niesamowitej Elmo:
(- austinandally-myfictionstory.blogspot.com;
 - forever-and-always-auslly.blogspot.com
 - rebeka-r5.blogspot.com)
Dziewczyno, jak ja się za Tobą stęskniłam. Bardzo, bardzo się stęskniłam. Gdy tylko zobaczyłam, że wróciłaś, zaczęłam skakać po pokoju z radości i wydzierać się na cały dom. Poważnie. Ale jak tylko się uspokoiłam, rzuciłam się do laptopa i postanowiłam napisać kolejny rozdział. 
Kocham Cię dziewczyno <3 
A teraz przejdźmy do sedna...
~*~
- Zerwaliśmy, bo ja dalej jestem w tobie szaleńczo zakochany. - wyszeptał. Ich twarze dzieliły milimetry. Oparł czoło o jej. Druga ręka objęła jej drugi policzek. 
Serce biło jej jak oszalałe. Jedyne co miała w głowie, to zdanie:
"To się nie dzieje naprawdę"
- Ga-gavin... proszę - jęknęła z zamkniętymi oczami. - Proszę, proszę, proszę... Ja...
- Nie zaprzeczaj. Wiem, że czujesz to samo. - powiedział cicho. 
Jego oddech musnął skórę jej policzka. Poczuła chłód. Przeszywające ją zimno. Ręce, które ciągle tkwiły w zacisku pięści, zaczęły się trząść. Gavin delikatnie dotykał skóry jej twarzy, jakby była z porcelany. Ona dalej stała jak wryta w ziemię. Nie mogła otworzyć oczu. Nie mogła wydobyć z siebie żadnego dźwięku, a co dopiero słowa. Wzięła głęboki wdech. Powtórzyła to kilka razy.
- Gavin - powiedziała już bardziej stanowczym tonem. - Zrozum, że ja kocham Rossa i jestem z nim szczęśliwa. Zrozum to. - Ciągnęła dalej ostrym tonem. - Proszę. - szepnęła już nieco ciszej.
- Emmo, ale my tyle czasu się znamy. - Przerwał. 
Nagle jakby coś do niego dotarło. Jak oparzony odsunął się od dziewczyny i z powrotem schował ręce do kieszeni. Widziała, że zacisnął je w pięści tak, że jego knykcie zbielały. Przełknęła głośno ślinę, przez co pozbyła się tej niechcianej guli w gardle. 
- Nie liczysz się ze mną i z moim uczuciami. - syknął wściekły. Wyprostował się gwałtownie i zmierzył ją chłodnym spojrzeniem. 
- Słucham? - spytała z niedowierzaniem. Nie pamiętała, kiedy ostatnio widziała Gavina w takiej postawie, tak podbuzowanego. 
- Myślisz tylko i wyłącznie o sobie. Najpierw dałaś mi nadzieję, a potem po prostu wyrwałaś mi serce, zabierając ją. Zachowałaś się egoistycznie. Gdy psuło się między tobą i Rossem, przychodziłaś do mnie i liczyłaś na pocieszenie, trochę czułości i zrozumienia. Teraz, kiedy wszystko się układa w waszym związku, chcesz się mnie pozbyć. Nie liczysz się z moimi uczuciami! - krzyknął. Brwi miał ściągnięte, a wzrok przepełniony gniewem zmieszanym z żalem. Miarowo zaciskał zęby, by nie wybuchnąć ponownie. Nie lubił krzyczeć na Emmę, ale w tym przypadku nie obeszłoby się bez tego. 
- To nie jest prawda! - krzyknęła oburzona. Krew w jej żyłach krążyła o wiele szybciej, a jej serce biło coraz mocniej. Miała przed sobą Gavina, zranionego Gavina. To była jej wina, ale nie zdawała sobie sprawy, że to tak wygląda z jego strony.
- Kogo próbujesz oszukać? Siebie, czy Rossa? Wydaje mi się, że to właśnie siebie okłamujesz! 
- Gavin, uspokój się!
- Nie! Do cholery, zachowujesz się jak dziecko. Kiedy ktoś rzuca ci prawdą w twarz , obrażasz się i zwalasz na kogoś innego. I tym razem jestem to ja. Dziewczyno, nie żyjesz w bajce i nie jesteś żadną zasraną księżniczką! Oprócz ciebie na tym świecie żyją tez inni ludzie. Nie liczysz się z nikim. Nawet kurwa z Rossem. Masz go gdzieś. Masz gdzieś jego uczucia! Myślisz, że tego nie widzę?! Oczywiście, że tak! Zamiast być przy nim cały czas i kiedy jest źle, próbować naprawić waszą sytuację, ty po prostu uciekasz od tego i twierdzisz, że to wina tylko i wyłącznie Rossa i nie masz z tym nic wspólnego, bo jesteś przecież tak cudowna, piękna i kurwa powabna. Obudź się rzesz w końcu! Ranisz wszystkich naokoło swoim niedojrzałym zachowaniem! Łudziłem się, że w końcu przejrzysz na oczy i spróbujesz coś zmienić, ale ty nic nie robisz. Bujasz się to w prawo, to w lewo, między mną i Rossem. Gdy jego rodzeństwo jest wściekłe, bo ty i Ross znowu się kłócicie, zwalają to na mnie, a nie na ciebie. To przez ciebie jest tak, a nie inaczej. Dawałaś mi tę pieprzoną nadzieję nieraz. Przez chwilę miałem wrażenie, że nawet rzucisz go dla mnie. Ale tylko mi się wydawało. 
- Gavin - jęknęła, zakrywając usta. Czuła, jak jej oczy wypełniają się łzami.
- Jeszcze nie skończyłem - syknął chłodno - Żałuję, że się w tobie zakochałem, że ci pomagałem, gdy potrzebowałaś pomocy, że poświęciłem ci tyle swojego czasu. Chciałbym cofnąć czas...
- Przepraszam, słyszysz? 
- Na cholerę mi twoje przeprosiny? Wiesz, gdzie je mam? Tak, dokładnie tam. 
Poprawił kaptur na głowie i mruknął coś pod nosem. Nigdy nie sądził, że będzie musiał coś takiego powiedzieć Emmie prosto w twarz, ale nie miał innego wyjścia. Denerwowało go jej zachowanie i nie wierzył, że Ross dalej z nią wytrzymuje. No, ale nie na darmo się mówi, że miłość jest ślepa.
Spojrzał jeszcze raz w oczy dziewczynie, obrócił się i po prostu odszedł, zostawiając ją w totalnym szoku. Nie wiedziała, gdzie spocząć wzrokiem. Nerwowo patrzyła to w chodnik, to w niebo, to w restaurację, gdzie w oknie widziała rodzinę Rossa. Siedzieli przy stoliku i śmiali się w najlepsze. Nagle spojrzenie jej i Rikera się spotkały. Gwałtownie się wyprostował i uniósł raz głowę, co miało znaczyć "Co jest?". Blondynka kiwnęła tylko na boki i spuściła wzrok. 
- Riker, stało się coś? - zapytał Rocky, który siedział naprzeciwko brata. Widząc jego wytrzeszczone oczy, zaniepokoił się. 
- Zaraz wracam. - odpowiedział szybko i zerwał się z krzesła, ciągnąć za róg obrusu i przewracając dwie, puste szklanki na stole. Chwycił kurtkę swoją i Emmy i wyszedł przed restaurację. Ross obserwował go przez cały czas, gdy przechodził przez lokal. Gdy zobaczył w oknie, jak staje obok Emmy, ciepło przeszło mu po kręgosłupie. Już miał sięgnąć po swoją bluzę, ale powstrzymał się. Jego brat przyprowadził Emmę z powrotem do ich stolika. Osiemnastolatek znacząco kiwnął głową w jego stronę, ale ten tylko przymknął oczy, sygnalizując słowa "Nie teraz". 
- O nasze jedzenie już idzie! - ucieszył się Ellington, pocierając ręce z zadowolenia. 
Kelner postawił przed nim talerz, a on rzucił się na niego, jak wygłodniały pies. Z resztą Rocky zrobił to samo. Rydel uniosła brwi i zerknęła na nich pobłażliwie. Szczególnie to, jak zareagował Ellington, bardzo ją rozbawiło. Posłała, siedzącej naprzeciwko niej Magdzie, delikatny uśmieszek. Jej kąciki ust również się uniosły. Przybrała jednak poważny wyraz twarzy, zauważając Emmę przy stoliku. Usiadła koło Rossa. Nie odezwała się ani słowem. Osiemnastolatek szturchnął ją lekko, na co nie uzyskał żadnej reakcji. Ściągnął brwi ze zdziwienia. Wziął głęboki wdech. Nachylił się do niej, jednocześnie nie tracąc kontaktu wzrokowego ze swoim starszym bratem, który przyprowadził jego narzeczoną z powrotem do lokalu. Od niego także nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Choćby jakiegoś sygnału, spojrzenia, znaczącego mrugnięcia. Po prostu nic. Siedział wprost przed nim i przyglądał się na przemian to Emmie, to Rossowi. Blondyn przeciągnął ręką po tyle swojej głowy i już otwierał usta, by coś powiedzieć, ale w tym samym momencie przyszła kelnerka z resztą ich zamówienia. 
Mimo, że Emma odczuwała silny głód, nie tknęła jedzenia. Ciągle słowa Gavina dudniły jej w uszach. Nigdy nie zdawała sobie sprawy z tego, że ktoś może tak ją widzieć...jako niedojrzałe dziecko, które nie przejmuje się uczuciami najbliższych jemu osób i jako kogoś egoistycznego. 
Przełknęła głośno ślinę. Wysunęła rękę spod stołu i zauważyła, że ona drży. Chwyciła niepewnie widelec w rękę i nałożyła na niego pierwszą porcję jedzenia. Rozejrzała się po przyjaciołach siedzących naokoło stołu. Wszyscy byli pochłonięci rozmową. Śmiali się, gestykulowali, chłopaki wpychali sobie całe widelce jedzenia do ust, a potem mówili z pełną buzią. Magda zwróciła uwagę Rikerowi, że to tak nieładnie, ale on zaśmiał się łobuzersko. 
Ross przerwał swoją konwersację z Rockym. Wziął łyk soku pomarańczowego i zauważył, że jego narzeczona dalej nic nie tknęła. Jedzenie leżało na talerzu tak, jakby przed chwilą przyniósł je kelner. Nic nie zostało ruszone. Sięgnął rękę za kark dziewczynie i przyciągnął ją do siebie. 
- Co się dzieje? - zapytał szeptem. Rocky wtedy głośno się zaśmiał. Ross również. - No już. Mów. Co chciał od ciebie Gavin? - dopytywał zainteresowany. Emma uniosła wzrok. Zobaczyła, że on patrzy się na nią z pełną troską w oczach. Zaciskał charakterystycznie usta.  
"Nie liczysz się z nikim. Nawet kurwa z Rossem. Masz go gdzieś!..." 
Znów rozbrzmiało jej w głowie. Pokiwała nią energicznie, co jeszcze bardziej zaniepokoiło Rossa. Otulił ja mocniej i pocałował w czoło. Wszystkie rozmowy przy stole zostały przerwane. Zapadła całkowita cisza. Wszyscy zgromadzeni patrzyli się właśnie na tę dwójkę. Emma nie przejmowała się tym. Jedyne czego chciała to płakać. Rozpłakać się właśnie w tamtym momencie. Słowa Gavina uderzyły w nią z podwójną siłą. Nie miała zamiaru nikogo krzywdzić, ale z czasem wymknęło się to spod kontroli. 
To prawda zawsze najwięcej uwagi skupiała na sobie i tak naprawdę nie wiele starała się dowiedzieć o uczuciach Rossa, później Rikera, a na końcu Gavina. Nie kierowała się tym co czują inni, tylko tym, co ona czuje. 
Pragnęła wszystko naprawić, szczególnie to co wydarzyło się przez ostatnie trzy miesiące. Ten cały bałagan między nią, Rossem a Gavinem. Pozwoliła na to, to teraz są tego skutki. 
Zraniony i zazdrosny Ross.
Zawiedziony i rozczarowany Gavin. 
Pragnęła to naprawić. Relacje z nimi oboma. Nic więcej. Musiała się jednak liczyć z tym, że nie do końca jej się uda. Doprowadziła do takiej ruiny, że nie obejdzie się bez zranienia kogoś. 
Lynch albo Walsh. Amerykanin albo Anglik... Oboje byli jej bliscy, ale...
Rossa znała lepiej. Spędzała z nim więcej czasu. Więcej przeżyli. Sporo się natrudzili, aby ten związek dalej się trzymał. Mimo wielu sprzeczności losu takich jak: porwanie, przeprowadzka, bardzo liczne kłótnie, wypadek, pocałunki, które nie powinny mieć miejsca i można by tak dalej wymieniać...mimo tego wszystkiego oni dalej są razem. 
Dalej kochają się ponad wszystko i wszystkich. On jest zdolny wskoczyć za nią do ognia. Poświęcić wszystko. 
A ona? Nie wyobraża sobie życia bez niego. Zbyt często uczestniczył nawet w najmniej istotnym wydarzeniu, żeby mogła teraz funkcjonować sama, bez jego pomocy, oparcia. Bez jego obecności. Budziła się codziennie i pierwsze co widziała, to jego brązowe oczy, usta zawsze wykrzywione w szczery uśmiech. Codziennie czuła jego obecność obok siebie. 
Nie potrafiła od tak zrezygnować dla kogoś, kogo poznała na wymianie w liceum. Znała tylko zarys charakteru Gavina, zarys jego zachowania. Nie poznała go do końca tak, jak Rossa. 
Fakt, wielokrotnie mogła liczyć na niego w różnych sytuacjach, ale nie była świadoma, że zachowuje się egoistycznie wobec niego. Myślała, że wyraziła się nieraz bardzo wyraźnie i jasno, że nie będzie z nim, bo kocha Rossa... Wyszło na to, że faktycznie tylko tak myślała...
- Emmo - zająknął się nagle Rocky, który siedział zaraz obok dziewczyny. Również zauważył jej nagłą zmianę humoru. - Ja tam nie wiem, jak się miewają twoje babskie sprawy, ale wydaje mi się, że coś posmutniałaś...
- Co? Jakie babskie sprawy? - obudziła się nagle dziewczyna. Ross położył jej rękę na ramieniu. Koniuszki jego palców dotknęły jej skóry na szyi. Rozluźniła się przez to lekko, ale po chwili znów wróciło napięcie, które towarzyszyło przy rozmowie z Gavinem. 
Nie mogła.
Po prostu nie mogła wyrzucić z umysłu jego słów. Jego ostrych jak nóż słów.
Wbijały się w jej serce coraz mocniej i coraz szybciej, z każdym kolejnym zdaniem, które wypowiadał. 
Czuła te ukłucia nadal. 
Otaczali ją bliscy. Przyjaciele. Osoby, które były dla niej najważniejsze w życiu, a ona nie potrafiła pozbierać się po prawdzie, którą "przyjaciel" rzucił jej w twarz.
Rozejrzała się po ich zatroskanych spojrzeniach. Zaniepokojeniem w nich wymalowanym. Poczuła uciśnięcie na ramieniu. Ross dał o sobie znać. Delikatnie masował ten fragment jej ciała i to właśnie z tego miejsca ciepło rozlewało się po całym jej ciele. 
- Może wracajmy już do domu, co? - Zaproponował nagle Ellington. Wziął do ręki swój portfel i wstał, aby udać się nad bar i zapłacić za ich zamówienie. Rydel jednak go zatrzymała i pociągnęła z powrotem na krzesło. 
- Wy zostańcie. - rzucił nagle, całkiem spokojnym i opanowanym tonem Ross. Wziął głęboki wdech nosem. Emma dobrze to usłyszała. - My pójdziemy się przejść i taksówką wrócimy do domu. Moglibyście zapakować to na wynos? - zapytał, rozglądając się po rodzeństwie i przesuwając talerz Emmy na środek stołu.
- Jesteś pewien? - Rocky uniósł wzrok na brata, który zdążył już podnieść się. Osiemnastolatka zrobiła to samo. Wciąż miała spuszczoną głowę. 
- Jestem Ross, man. - Zaśmiał się mimowolnie blondyn. Wywołało to oczekiwaną przez chłopaka reakcje. Wszyscy cicho prychnęli z uśmiechem. Emma również, co spowodowało rozluźnienie atmosfery.
- Raaaany - jęknął Ellington, zakładając ręce za głowę. - Ale mieliśmy tutaj zdechłą atmosferę. Mam nadzieję, że szybko się to nie powtórzy. 
- Wyczuwałem zapach grozy i - Ryland wziął wdech - i nutkę śmierci.
- Powiało grozą, stary. - dodał z poważną miną Rocky.
- Ja temu ciemnemu kretynowi dam zaraz jakąś ksywę - Zaczął nagle Riker, próbując jeszcze bardziej rozluźnić atmosferę.
- Eee... może... - Myślała na głos Rydel, która dołączyła się do brata.
- Mam! Kolo co wyżej sra, niż dupę ma! - krzyknął na pół lokalu Ellington. Rocky wydarł się głośno i przybił mu równie głośną sztamę. 
- Ale siadło! - Podniecił się Rocky. Ryland siedział z szeroko otwartymi ustami w uśmiechu i kiwał głową w górę i w dół, patrząc na starszego brata.
- Ten co wyżej sra, niż dupę ma - Powtórzył Riker. Powoli na jego twarzy pojawiało się rozbawienie, które potem skutkowało tylko jednym. - Kurwa. Zajebiste! - Zaśmiał się, przeklinając przy tym dwa razy. Cała reszta otworzyła szeroko oczy. Nie mogli sobie przypomnieć, kiedy ostatnim razem Riker przeklnął. Rydel zakryła usta z rozbawienia. 
- Jezu, jak ja Was kocham. - Odezwała się nagle Emma. Wszyscy skierowali na nią wzrok. Ona uniosła głowę i zrobiła to samo. Delikatny uśmiech wkradł jej się na usta. Ross objął ją energicznie ramieniem i mocno przytulił. Poczuł ulgę. W końcu udało im się jakoś rozbawić Emmę. 
Riker znów ją obserwował, ale tym razem już mniej podejrzliwie. Próbował odgadnąć z jej zachowania, o czym rozmawiała z Gavinem. Nie chciał naciskać, aby mu powiedziała wprost. Wiedział, że prawdopodobnie jedyną osobą, której to powie, będzie Ross. Jednak jej zachowanie było co najmniej niepokojące.
Ross podał swojej narzeczonej bluzę i biorąc za rękę, wyprowadził z restauracji. Wcześniej krzyknął do reszty "Do zobaczenia później". Emma kiwnęła tylko głową w ich stronę.

- Czekaj, czekaj, czekaj... Co za dupek! - krzyknął zbulwersowany osiemnastolatek.
Emma opowiedziała mu dokładnie, co powiedział jej Gavin. Opisała wszystko. Jego wyraz twarzy. Jego gesty. Jego ostry ton. Jej reakcję. Jej ból, który towarzyszył jej później przy stole. 
Po prostu wszystko. 
Nie sądziła, że Ross aż tak się zezłości. Wydawało jej się, że przyzna rację Gavinowi i da jej mocnego kopa w dupę za to, jak się dotychczas zachowywała. Ku swojemu zaskoczeniu, nie zrobił nic podobnego.
- Czyli, czyli ty uważasz inaczej? - zapytała zdziwiona. Wgapiała się w swoje palce, jakby sprawdzała, czy dalej tam są. Tego dnia było wyjątkowo zimno w Los Angeles.
- Oczywiście, że tak. Na miłość boską, Emmo! - krzyknął. Spojrzał na nią z politowaniem i troską. Ujął twarz w dłonie i zbliżył się do jej czoła. Zostawił na nim delikatny pocałunek. - Ten "kolo co wyżej sra, niż dupę ma" chciał po prostu zrzucić winę na kogoś, by pozbyć się wyrzutów sumienia, że to przez niego rozpada się nasz związek. Nie winię ciebie za to, co się dzieje. Zrozum skarbie. 
- Ulżyło mi. - westchnęła, poprawiając włosy na ucho. 
- Nie potrzebnie się zamartwiałaś. Powinnaś mi od razu powiedzieć, co się dzieje i obyłoby się bez tego całego bólu, którego doświadczyłaś... Boże, nie ręczę za siebie, kiedy go znowu zobaczę. Zabiję tego dupka. Po prostu zabiję, kurwa za wszystko. Przez niego masz tylko jakieś wątpliwości i jeden, wielki bałagan w głowie. 
- Nie powinnam...
- Tak, zdecydowanie nie powinnaś - Przerwał jej Ross. - I tak go zabiję. - Powtórzył raz jeszcze. Jego oczy błyszczały nienawiścią i obrzydzeniem. Tym właśnie darzył Gavina. Gdyby mógł, dorwałby go od razu i rozszarpał. 
- Nawet nie wiesz, co chciałam powiedzieć! - Zaśmiała się.
- No to oczywiste. - Odchrząknął - Nie powinnam się z nim zadawać, bo mam idealnego, przystojnego i seksownego narzeczonego. - Rzucił z wysokim głosem. Jakby udawał, że mówi to właśnie Emma. 
- Wcale tak nie mówię. - Zacisnęła usta, wstrzymując uśmiech, który chciał wkraść się jej na usta. Była wdzięczna Rossowi za taką, a nie inną postawę. 
Idealna postawa, dla idealnego chłopaka.
- Zgadzam się z tym skarbie. - rzekł z szarmanckim uśmieszkiem. Widząc zakłopotaną minę dziewczyny, cmoknął ustami. - Wiesz, że powiedziałaś to na głos?
- "To", czyli co?
- Idealna postawa, dla idealnego chłopaka. - Powtórzył znów wysokim głosem. Emma skarciła go samym spojrzeniem, a potem zakryła twarz. Czuła, jak się rumieni. 
Ross chwycił ją za podbródek i pocałował. Krótko, ale delikatnie, czule. Przez ten pocałunek poczuł motyle w brzuchu. Miał je za każdym razem, gdy tak całował Emmę. Poczuł jej ręce na swoim pasie. Objęła go mocno. Przyległ do niej. Spoglądał w jej zielononiebieskie tęczówki. 
Czas jakby się zatrzymał.
Stali prawie że na środku chodnika w centrum Northridge. Ludzie ich mijali. Jedni patrzyli z czułością i zrozumieniem, a drudzy z obrzydzeniem. 
Niektórzy rzucali im miłe komentarze, a inni wręcz przeciwne. Ich to jednak nie obchodziło. 
Wydawało im się, że są sami. We dwoje. 
Reszta nie miała znaczenia, gdy mieli siebie nawzajem. 
Nic się nie liczyło bardziej, niż oni.
- Kocham cię. - szepnął nagle Ross, czule całując ją w czoło. Otulił ją ramionami i oparł głowę o jej.
- Ja ciebie bardziej. - odpowiedziała i ścisnęła go, splatając dłonie na jego plecach, pod kurtką. Na ten gest uśmiechnął się do siebie i pocałował ją w głowę. 

- Znowu go nie ma? - Zapytała Rydel, wchodząc do pokoju, gdzie była Emma. Nastolatka leżała na łóżku z laptopem na nogach. Głowę i łopatki opierała na stosie zrobionym ze sporej ilości poduszek. Po jej prawej stronie leżała miska z żelkami, a obok niej papierki po cukierkach. 
- Nie. Znów gdzieś zniknął. - odpowiedziała z nutką obojętności w głosie. Dwudziestolatka pokiwała głową na boki i usiadła zaraz na brzegu łóżka. Sięgnęła po garść żelkowych misiów i położyła głowę na gołych nogach przyjaciółki.
- Dawno nie goliłam, jak coś. - Zaśmiała się, wpychając do ust kolejnego cukierka. Rydel wybuchła głośnym śmiechem i dotknęła uda blondynki.
- Nie ma tragedii kochana. - rzuciła z rozbawieniem. - Co oglądasz?
- Charlie St. Cloud i naprawdę polecam. Coś czuję, że zaraz się popłaczę. Poza tym, występuje w nim Zac Efron. Ah, jakie z niego ciasteczko. - Westchnęła z rozmarzeniem. 
Nagle Delly zamknęła gwałtownie laptopa i zabrała go blondynce. Postawiła go na biurko Rossa, na którym walało się mnóstwo papierów. Nagle jeden z nich przykuł jej uwagę. Wyciągnęła go i zaczęła go analizować. Emma również wstała. Usiadła na krześle ze skrzyżowanymi przy ciele nogami.
- Co tam masz? - zapytała, podskakując w miejscu z podekscytowania.
- Chyba zaczynam się domyślać, dlaczego Ross tak znika na całe dnie. - stwierdziła zamyślona. Pokazała jej kartkę, którą trzymała. Oczom Emmy ukazał się dokument podpisany przez Rossa. Coś na wzór pisemnej zgody na...
- Podjęcie kursu pilotażu samolotu?! - krzyknęła zaskoczona. Rydel również była w szoku. - Coś tam, coś tam... bla bla bla... O! Pierwszy kurs pilotażu jest częścią szkolenia lotniczego do licencji pilota samolotowego turystycznego. 
- Wow - wydukała Rydel. 
- Myślisz, że to...
- Jestem tego pewna na sto procent. Znaczy myślę, że przez to nie ma go tak często w domu, ale nie wiem, czy to aby jest ta niespodzianka...
- Jeżeli jeździ na ten kurs, to musi być to związane z niespodzianką. Tłumaczył mi, że właśnie znika, bo ją szykuje.
- Kurczaki. Ale ci zazdroszczę no! - jęknęła, przejmując znów papier w swoje ręce. Lustrowała wydrukowane słowa raz po razie. 
Drzwi do pokoju się nagle otworzyły. Do pokoju wpadła Magda. Dziewczyny zastygły w bezruchu, widząc tak zdenerwowaną i wystraszoną jednocześnie brunetkę. Delly odłożyła dokument na biurko i podeszła do niej. 
- Musicie mi pomóc - Zaczęła rozpaczliwie. - Za trzy godziny mamy samolot na Lombok, a ja jestem z ciemnej dupie. Nie mam nic spakowane, nagle gdzieś zapodziała mi się ta podróżna kosmetyczka i Riker na dodatek nie chce współpracować. Zachowuje taki spokój i wykonuje wszystko strasznie powoli, a przecież nie możemy spóźnić się na nasz lot.
- Spokojnie, spokojnie, spokojnie. - powtarzała Rydel, trzymając brunetkę za ramiona. Lekko nią potrząsała. - Chodź, pomożemy ci. A ty idź do kuchni, wypij kubek herbaty malinowej i będzie dobrze. - Poradziła blondynka. Wypchnęła obydwie dziewczyny z pokoju i w podskokach wpadła do Rikera. Tam był istny harmider. Walizki leżały na ziemi w pół zapakowane, kilka były prawie zapięte, na łóżku porozrzucane ubrania zarówno Rikera, jak i Magdy, a na biurku porozwalane kosmetyki toaletowe. 
- Jeeeeny - sapnęła przeciągle. 
Jej brat nagle wyszedł z łazienki w samym ręczniku. Kropelki wody spływały z jego włosów na kark, a potem dalej na plecy. Widząc swoją siostrę, poprawił materiał na biodrach i oparł się o blat biurka. 
- Przyszłaś nam pomóc? - zapytał blondyn, pobłażliwe zerkając w stronę drzwi, zza których słychać było podniesiony ton Magdy. Musiała dyskutować z Emmą.
- Jak widać. - odpowiedziała uśmiechnięta. Zaczęła zbierać ubrania, które Polka miała już przygotowane do spakowania. Wkładała je po kolei do walizek tak, aby każda z nich się zapięła. Riker w tym czasie opuścił znowu pokój i gdzieś poszedł. Ona natomiast zebrała wszystkie kosmetyki i położyła w jednym miejscu na łóżku. Chciała już wyjść z pokoju i pożyczyć Magdzie swoją kosmetyczkę podróżną, ale drogę zagrodził jej Ellington, który właśnie ową kosmetyczkę trzymał w ręku. Podał jej i zabrał się za zbieranie i pakowanie ubrań Rikera. 
- Kiedy my będziemy gdzieś wyjeżdżać na wakacje, to ta dwójka będzie nas pakować. - powiedział nie mniej poważnie. Rydel spojrzała na niego i kiwnęła głową, unosząc wysoko brwi, co znaczyło jednoznaczne "Oj tak. Nie ma innej opcji".
-  A tak w ogóle... - zaczął dość niepewnie. Dziewczyna obserwowała każdy jego ruch. - Co u ciebie? Jak ci idzie z przygotowaniami i tak dalej? - Nie trzymał z nią kontaktu wzrokowego. Siedział na ziemi i składał kolejne ubrania do walizki. 
- Dzięki pomocy chłopaków i rodziców wszystko idzie, jak należy, także nie narzekam. Jest tylko jeszcze jedna kwestia do ustalenia, a mianowicie tort weselny. Poza tym wszystko jest już załatwione i mniej więcej przygotowane. 
- Nie wierzę, że został miesiąc. Tylko miesiąc.... - Zamyślił się Ellington.
Cały czas próbował połączyć te wątki. Rydel tak samo. To wszystko działo się tak szybko. Wydawałoby się, że jeszcze tak niedawno się poznali w studio The Rage na jednej z prób. 
Jeszcze tak niedawno postanowili razem grać w zespole. A teraz? 
Są razem. 
Są szczęśliwi i niebawem będą małżeństwem...
- Jeśli wszystko oczywiście pójdzie zgodnie z planem. - Dodała Rydel. - Dobra, skończyłam ją pakować. A jak ty z Rikerem? - Spojrzała na ledwo co zamykającą się walizkę brata. - Kurde, mój braciszek sporo zabiera ze sobą. - Wywróciła oczami i usiadła na walizce, aby Ellington mógł ją do końca zapiąć.
- No i gotowe. - rzucił i energicznie poderwał się na nogi. - Przy tym naprawdę można się spocić. - jęknął, pocierając czoło i poprawiając grzywkę bardziej do tyłu.
- Ja aż tak, to nie. - Zaśmiała się, dalej siedząc na walizce. Brunet podał jej rękę i pociągnął do góry. Stanęła zaraz przed nim. Objął ją szybko w pasie i popchnął na ścianę za nią. Przyległ i zwycięsko się uśmiechnął. 
Pogładził ją delikatnie po policzku i nagle ją pocałował. Najpierw czule, a potem coraz namiętniej. Rydel zarzuciła swoje ramiona za jego kark i wsunęła palce we włosy, przyciągając bliżej siebie. 
Po kręgosłupie przeszło jej przyjemne ciepło. Dłoń Ellingtona nagle podciągnęła tył jej koszulki i wsunęła się na jej plecy. Zataczał koła, a oddech Rydel przyspieszył. Serce zabiło jej trzy razy szybciej. Przyłożyła jedną rękę do piersi chłopaka i nawet przez materiał koszulki poczuła, jak bardzo jest rozgrzany. Zachichotała pod nosem, gdy ten cały czas ją całował. Nie zamierzał przestać, ani na sekundę. 
Niestety musiał.
- Hej, widzieliście Emmę.... Ouuu przepraszam, przepraszam, nie wiedziałam. - Zamieszał się Ross, który akurat wpadł do pokoju, niczym wicher. Gdy zobaczył swoją siostrę całującą się z jego kumplem, najpierw zdziwił się i zawstydził swoim nagłym wtargnięciem, ale po chwili na jego twarzy pojawił się dufny i podejrzany uśmieszek. 
- Jest z Magdą na dole. - odpowiedziała Rydel. Ellington trzymał już ręce na jej talii. Wpatrywał się wciąż w jej usta i każdy ich ruch, gdy wypowiadała słowa. Próbował się opanować, aby nie rzucić się na nią w obecności jej młodszego brata. Byłoby to niezbyt taktowne.
- Ooo dzięki i jeszcze raz przepraszam. - powtórzył i wyleciał z pokoju tak szybko, jak do niego wleciał.
- To na czym my to... - zaczęła cicho Rydel, idąc palcami od pępka chłopaka do jego obojczyków. Zagryzła instynktownie wargę. To samo zrobił Ell. 
Chwycił ją nagle pod pośladki i opierając ją o ścianę, założył jej nogi na swoje biodra. Potrzymał ją za tyłek i znów złączył ich usta w pocałunku. Delikatnie zniżał się na jej szyję, obojczyki i dekolt. Naciągał jej koszulkę tak, że zobaczył kawałek biustonosza, który miała na sobie. Wciągnął szybko powietrze, widząc jej bieliznę. 
- Jeszcze tylko miesiąc kotku i ustami dotknę każdy centymetr twojego boskiego ciała. - mruknął jej a ucho. 
- Nie mogę się doczekać. - powiedziała, a właściwie jakby jęknęła. Ujęła twarz Ellingtona w dłonie i pocałowała jego górną wargę. 


~*~
Witajcie, witajcie!! :D
Hmm.. tak się zastanawiam, czy jest potrzeba, aby pisać jakąś konkretną notkę pod tym rozdziałem... AAAA! Tak! Oczywiście, że jest! "Kolo co wyżej sra, niż dupę ma" pokazał klasę, co nie? Albo mi się wydaje, albo słyszę krzyki zadowolenia większości czytelników? XD Tak, nie ma za co. Myślę, że Gavin już zniknie na zawsze...chociaż, ze mną nigdy nic nie wiadomo, prawda?
Ten rozdział to piękny miks, kończący się wątkiem o Rydellington <3 Ponownie "Nie ma za co" HAHA
To chyba tyle ode mnie tym razem. 
Życzę wspaniałego i słonecznego (jak na lato przystało) dnia :D
Trzymajcie się i do napisania.
Buziaczki :**
~Wasza Julia

sobota, 2 lipca 2016

Rozdział 94

Od kilku dni w domu panował zupełny spokój. Magda z Emmą kuły do egzaminów, Rocky, Ryland i okazjonalnie Riker grali  na konsoli w salonie, a Ross ubywał z domu zaraz po śniadaniu i wracał późnym wieczorem. Na pytania domowników "Gdzie byłeś?", "Co robiłeś?" zawsze odpowiadał "Załatwiałem kilka spraw na mieście". Tak dzień w dzień. Dziewczyny wracają z egzaminów i zamiast odpocząć, zrelaksować się lub odpocząć, dalej idą się uczyć. Obie rozmawiają ze sobą podczas drogi do szkoły, a potem tylko przy wspólnych posiłkach. Riker i Rocky pracują również nad ukończeniem ostatniej piosenki pod tytułem "Things Are Looking Up" oraz doszlifowaniem poprzednich tak, aby móc je w najbliższym czasie nagrać i stworzyć tak zwaną epkę. 
Wydawało się, że w domu Lynchów panuje oaza spokoju. Tak się tylko wydawało. 
Rydel i Ellington to dwa kłębki nerwów. Za miesiąc miał się odbyć ich ślub. Nic nie było przygotowane. Kompletnie nic. Blondynka ciągle objeżdżała różne sklepy w poszukiwaniu sukienki, ponieważ okazało się, że krawcowa, u której miała być zamówiona, nie może jej wykonać na tą konkretną datę. Menu wesela nie było ustalone, czym miał się zająć Rocky we własnej osobie. Stormie z Markiem po wielu nieudanych próbach załatwiła w końcu kwiaty na salę weselną. Gdyby tego było mało, okazało się, że Riker nie wysłał jednego zaproszenia. Gdy Rydel zdała sobie sprawę, że prawie nic nie zostało przygotowane, usiadła na środku przedpokoju i zaczęła płakać. Ellingtona teoretycznie nie widywała. Sam był zajęty swoim ślubem. Wysyłał zaproszenia do swojej części rodziny, jeździł po urzędach, by upewnić się, że urzędnik  będzie u nich na ceremonii, ustalał zaopatrzenie sali w podstawowe elementy. Na jednej ręce można by policzyć, ile razy był w domu swojej narzeczonej. Wtedy właśnie podczas tych wizyt były rozdzielane poszczególne role. Ustalono, że: Emma i Magda będą druhnami panny młodej, a Ross i Riker drużbami pana młodego, Ryland zajmie się muzyką na weselu, Mark załatwi limuzynę, która zawiezie pannę młodą z domu do hotelu, w którym odbędzie się uroczystość, Stormie zajmie się wyglądem panny młodej, a siostra Stormie, która przyjedzie na przyjęcie wyglądem druhen, dwudziestoletni kuzyn Ellingtona będzie jego świadkiem, natomiast świadkową kuzynka Lynchów w wieku Rydel. Rozdzielenie wszystkiego zajęło im prawie dwa dni. Towarzyszyły temu głośne dyskusje i emocje, ale w końcu poszli na kompromis i dogadali się. 
Przez te kilka dni Gavin nie odezwał się do Emmy ani razu. Nie przeszkadzało to oczywiście Rossowi, który dowiadywał się tego od swoich braci. Blondynka była zaskoczona tak nagłym odstawieniem na bok. Nie przejmowała się tym jednak, ponieważ jej przyjaciółka potrzebowała jej pomocy przy przygotowaniach do wesela. Każdy z rodziny miał coś do zrobienia... Prawie każdy. Oprócz Rossa oczywiście.

- Gdzie byłeś? - Ross trzasnął drzwiami wystraszony i opadł plecami na ścianę za nim. Ciężko oddychał i próbował dojrzeć w ciemnościach pokoju, kto do niego powiedział. Sięgnął po omacku po włącznik od światła, ale ku swojemu zaskoczeniu nie znalazł go. Nagle oślepił go blask. Ktoś włączył je za niego. Mrugnął kilkukrotnie oczami i dopiero po chwili powrócił mu zarys przestrzeni przed nim. O krok od niego z założonymi rękoma stała Emma. Na jej widok chciał odetchnąć z ulgą, ale tylko mocniej zacisnął usta. 
- Wiesz która jest godzina?! - Uniosła się na tyle, aby nie obudzić reszty domowników. Ross z zakłopotaniem w oczach zaczął przeszukiwać kieszenie za swoją komórką. 
- Oh nie wysilaj się. - Napomknęła ironicznie. - Jest trzecia nad ranem. - syknęła, mrużąc oczy. Na twarzy Rossa malowała się dezorientacja, a po chwili rozpacz. 
- To nie jest tak, jak myślisz. - Podniósł ręce i zbliżył się do dziewczyny na odległość nie mniejszą niż dwadzieścia centymetrów. Widząc gniewną minę blondynki, otworzył szeroko oczy i położył dłoń na biodrze nastolatki. - To naprawdę nie tak, jak myślisz. -szepnął, będąc już o wiele bliżej niej. 
Pod wpływem jego dotyku rozluźniła mięśnie, a jej ramiona opadły bezwładnie po obu stronach jej sylwetki. Wpatrywała się w jego brązowe oczy, które nachylały się nad nią coraz bardziej. Jego oddech był szybszy niż jej. Nie wiedziała dokładnie, co chciał zrobić, ale zatrzymała go. Położyła dłoń na jego piersi. 
- Wytłumacz mi jedno - szepnęła z zamkniętymi już oczami. Chłopak cały czas uważnie jej się przyglądał. - Dlaczego nie ma ciebie w domu? Dlaczego tak znikasz? - Zadała te pytania prawie niesłyszalnie. Poczuła ciepłą dłoń Rossa na swoim prawym policzku. Jego palce delikatnie go dotykały. Jego ruchy były niepewne.
- Dowiesz się w swoim czasie skarbie. - Odpowiedział. Otworzyła oczy i ujrzała go. Centralnie przed sobą. - Ale - zawahał się na moment, by ledwie dotknąć jej górnej wargi. - nie robię nic, co by ciebie zdenerwowało lub zasmuciło. Mam nawet nadzieję, że bardzo ci się to spodoba. - Ostatnie zdanie wymruczał jej do ucha. 
Przez ciało dziewczyny przeszły przyjemne dreszcze. On przeniósł drugą rękę na drugie biodro i mocno przyciągnął ją do siebie, otulając ją swoimi ramionami. Wdychała jego zapach. Mieszankę perfum, wiatru i lekkiej wilgoci. 
- Tęskniłam za tym. - szepnęła, ściskając materiał jego kurtki na plecach. - Te kilka dni spowodowało, że urósł między nami dystans. Nie rozmawialiśmy ze sobą prawie w ogóle. Jadłeś z nami śniadanie, a potem znikałeś. Wracałeś gdy byłam zmęczona i kładłam się spać. - Zacięła się na chwilę. - Co się dzieje Ross? Niby nie robisz nic, co by mnie zasmuciło, ale właśnie teraz się smucę. Nie ma ciebie obok mnie od kilku dni. - Przerwała nagle. Uniosła wzrok do góry i napotkała jego spojrzenie. Te ciemne oczy działające na nią tak hipnotyzująco. 
- Przepraszam cię, ale naprawdę nie mogę powiedzieć... - odpowiedział przejęty. Przejechał prawą dłonią po włosach, a potem zjechał za szyję. 
- Dlaczego? - Dociekała. 
Zacisnął usta i ściągnął brwi. Serce zabiło mu szybciej i próbował je uspokoić głębokimi oddechami. 
- Po prostu nie mogę. - jęknął, dalej trzymając rękę za szyją. Dziewczyna odsunęła się od niego z otwartymi szeroko oczami.
- Nie możesz - powtórzyła po nim łamiącym się głosem. Ross przytaknął. Nagle gwałtownie chwycił ją w pasie.
- Hej, to... - Wstrzymał oddech. - Nie mogę powiedzieć, ponieważ to... to - Nie potrafił się wysłowić. - To niespodzianka. - sapnął, wykrzywiając uśmiech. 
- Czyli... - Zaczęła, ale on jej przerwał. 
- Nie zdradzam ciebie, ani nic z tych rzeczy. Naprawdę. - Posłał jej szeroki uśmiech, jednocześnie założył pasmo włosów za jej ucho. - Nie potrafiłbym tego zrobić, kotku. 
Westchnęła. Odeszła od niego na kilka kroków i już chciała wejść po schodach, ale on ją zatrzymał. Wziął na ręce i dopiero wtedy zauważyła, że ściągnął skórzaną kurtkę, którą jeszcze przed chwilą miał na sobie. Cichutko wszedł po schodach na górę i otworzył drzwi od pokoju. Wydały one głośny zgrzyt. Otworzył szeroko oczy i zagryzł wargę w uśmiechu. Dziewczyna zachichotała, po czym stanęła z powrotem na miękkim dywanie w ich pokoju. Przyległa do niego znowu, obejmując go w pasie, tuż nad jego biodrami. 
- Kocham cię skarbie. - szepnął cicho Ross. Miała wrażenie, że się rozpływa. Za każdym razem, gdy wyznawał jej miłość, ona po prostu tonęła. Zabrakło jej tchu i nawet nie zauważyła, że nie oddychała przez dobre dwadzieścia sekund. Stała i przytulała go. Przytulała kogoś, kto był dla niej najważniejszy. 
Kogoś, kto był przy niej cały czas, na kogo czasami się denerwowała bez powodu. On mimo to, dalej ją kochał i wspierał. 
Stojąc w pokoju w jego objęciach, zdała sobie sprawę, jak bardzo go kocha, jak bardzo jej go brakuje, gdy nie ma go koło niej. Jak bardzo za nim tęskniła, gdy ten znikał bez słowa. I jak bardzo go potrzebuje. Poza nim ma tylko swojego brata, którego też nie widuje często. Tylko on poświęcał jej tyle czasu. Tylko on kochał ja tak mocno. 
Dłońmi sunęła po jego piersi, aż po obojczyki. Delikatnie ujęła jego twarz w swoje drobne dłonie i podskoczyła na palce, by na jego ustach złożyć delikatny, jak wiatr pocałunek. 
- Też ciebie kocham skarbie. Nie wiesz, jak bardzo ciebie kocham. - szepnęła. 
Poczuła jego ramiona wokół siebie i powstrzymując swój nagły przypływ paraliżu, pociągnęła go za koszulkę. Znalazła się zaraz pod nim na łóżku. Szybko ściągnął z siebie biały T-shirt i oparł łokcie po obu stronach jej głowy. Nachylił się i musnął ustami dolną wargę dziewczyny. Jej oddech przyspieszył dwukrotnie. Zarzuciła ręce za jego szyję i przyciągnęła do siebie. Całował ją z początku delikatnie, ale potem bardziej namiętnie, chaotycznie. Oderwał się od niej, by zaczerpnąć powietrza, a ona już zatęskniła za smakiem jego ust. Szybko podniosła się i ponowiła pocałunki, przez które rozpalała się. Poczuła gorąco przepływające przez jej ciało. Nie mogła zapanować nad sobą tak samo, jak Ross, który starał się trzymać ją, jak najbliżej siebie. 
- Kurwa - Przeklął, biorąc głęboki wdech. Dotknęła jego piersi. Poczuła, jak mocno i szybko bije jego serce i jak bardzo jest rozpalony. - Kurwa - powtórzył, przejeżdżając dłońmi po swojej twarzy. Dalej ciężko oddychał. - Tak cholernie cię kocham. Jezu, nie potrafię wyrazić tego, jak bardzo cię kocham. - wysapał, będąc tuż przy jej ustach i wpatrując się jej głęboko w oczy. 
- Fajnie, załapaliśmy wszyscy. Kochacie się bardzo. Możecie już iść spać? - Na dźwięk tych słów oderwali się od siebie. Zobaczyli w drzwiach Rocky'ego i Rikera w samych bokserkach. Oboje przyglądali się im bez żadnych skrupułów. 
- Co wy tutaj do cholery robicie? - krzyknął zdenerwowały Ross. Rzucił w nich tym, co miał pod ręką. Niewielką poduszką. Ku swojemu zdziwieniu nie trafił. Poleciała za bardzo w prawo i uderzyła w komodę. 
- Próbujemy spać, ale wy za bardzo hałasujecie i zostawiacie zapalone światło w środku nocy. - Rocky nie ukrywał swojego zdenerwowania. On był jednym z tych chłopaków, którzy bardzo lubią spać. No i też jeść. Tak, to ten typ. 
- Wiecie, że włącznik do światła ma dwie funkcje? - Zaczął Riker. - Jeden: możecie nim włączyć światło. Dwa: możecie wyłączyć światło. - Wytłumaczył spokojnie, demonstrując na włączniku w pokoju Rossa. Emma z trudem powstrzymywała roześmianie się. Przytknęła kołdrę do ust, by udawać, że ją to nie bawi. Zarówno Rikerowi, jak i Rocky'emu nie było wcale do śmiechu. 
- Jasne, jasne. Już wiem. A teraz możecie wyjść? - Ponaglał ich Ross. W jego oczach widniał wyraźny gniew. Jak zawsze nienawidził, gdy ktoś przerywał mu chwilę sam na sam z jego narzeczoną. 
- Możemy, ale wy też macie iść spać. - Rozkazał Rocky. Riker mu tylko przytaknął z grymasem na twarzy. Ross pokręcił głową zaskoczony. 
- Tak jest TATO. - odpowiedział z naciskiem na "tato". Po tych słowach bracia zamknęli drzwi i zniknęli, gasząc za sobą światło w kolejnych pomieszczeniach. 
Blondyn zerknął na swoją narzeczoną, która w końcu mogła wybuchnąć śmiechem i nie mieć z tego żadnych konsekwencji. Śmiała się, ale dalej trzymała kołdrę przy ustach. On uśmiechnął się tylko i wstał. Powolnym krokiem podszedł do krzesła przy biurku i zdjąć z niego swoją piżamę. Emma obserwowała każdy, dosłownie każdy jego ruch. Przez to, że okna w pokoju nie były zasłonięte, do środka bezpośrednio padało światło z ulicznych lamp. Widziała dzięki temu całą sylwetkę chłopaka. Mięśnie jego pleców napinały się, gdy sięgał po piżamę. Zacisnęła usta i gdy się do niej odwrócił, zawiesiła wzrok na mięśniach zaraz nad bokserkami. W tym pomarańczowym świetle idealnie prezentowała się jego v-line. Rozbawiło go to, jak lustruje go i zagryza wargę bez własnej kontroli. Dopiero jego śmiech przywrócił ją do rzeczywistości. 
- Idę się myć. - powiedział nadal rozbawiony. Emma nieśmiało kiwnęła mu głową i okryła się kołdrą, lekko zawstydzona. Cieszyła się, że jest na tyle ciemno, że nie widział tego, jak się zarumieniła, gdy zdała sobie sprawę, że natarczywie mu się przyglądała. Ułożyła się wygodnie na poduszce przy ścianie i pogrążyła się w swoich przemyśleniach na temat Rossa. Próbowała wyobrazić swoje życie bez jego obecności, ale na marne. Nie potrafiła poukładać sobie wszystkiego bez niego. 
- Już jestem. O czym myślisz? - zapytał nagle. Podskoczyła na dźwięk jego zachrypniętego głosu. Poczuła jego dłoń na lewym ramieniu, a po chwili jego usta. Motylki w brzuchu znów się obudziły. Muskał delikatnie skórę jej ramienia, a potem szyi. Mruknął przy tym niejednokrotnie, co wywołało u niej cichy cichot. 
- Chodźmy już spać, co? - Zaproponowała szeptem, sięgając ręką za jego kark. Pocałowała go w policzek i położyła się na plecach. On wziął głęboki, głośny wdech. Tak jakby westchnął, ale uśmiech tkwił na jego twarzy. 
- Skoro tak. - chrząknął i położył się obok niej na wznak. Dziewczyna pokiwała energicznie głową i wtuliła się w niego, całując go w szyję. Przeniósł jedno ramię za jej plecy i oparł czoło o głowę. Usnął krótko po tym. Ona tak samo. 

- Nareszcie koniec!! - Krzyknęła Magda, wbiegając do salonu z wielkim uśmiechem na twarzy. Była tak naładowana pozytywną energią, że przeszła ona na resztę domowników. 
- Rozumiecie ludzie?! Koniec egzaminów! Ko-niec! Koniec!! - Cieszyła się i skakała po salonie. Riker nie mógł opanować swojego uśmiechu, który powstał po prostu na widok radosnej dziewczyny.  Dopiero po chwili było słychać trzask drzwi wejściowych i przed nimi stanęła Emma, która nie była aż tak zadowolona, jak jej przyjaciółka. Rozejrzała się tylko po twarzach i skierowała się do kuchni. Była zła. Po prostu zła. Zawaliła jeden z ostatnich testów, na który uczyła się najwięcej. Podczas rozwiązywania zadań miała kompletną pustkę w głowie. Nie pamiętała nic, czego uczyła się dzień wcześniej. Nawet Rydel ją z tego odpytywała. 
W kuchni zastała właśnie Rydel. Ta spojrzała na nią z politowaniem i podała kubek ze świeżo zrobioną kawą rozpuszczalną lub jak to nazywa ją Mark "kawą puszczalską". 
Blondynka usiadła na stołku przy blacie i położyła głowę tuż obok kubka, po czym zakryła ją rękoma. Wydała z siebie cichy krzyk. 
- Chyba nie za ciekawie ci poszło, co? - Zapytała dwudziestolatka. Ta tylko mruknęła "Mhmm". - Ale przecież umiałaś to. Umiałaś wszystko z czego ciebie pytałam. Jak to się stało? - Dopytywała zaskoczona. Cały czas pamiętała jak to Emma recytowała jej wszystkie definicje i tłumaczyła wszystko, jakby czytała to prosto z podręcznika. Nawet wiedziała co powiedzieć po kolei, bez jakiejkolwiek pomocy czy pytań pomocniczych. Jej zachowanie i determinacja podczas uczenia się do egzaminów zaimponowały nie tylko Rydel, ale i także całej rodzinie. W szczególnym szoku tak naprawdę był Ross, którego noga nigdy nie przekroczyła progu liceum. Całe rodzeństwo uczyło się w domu, znaczy "uczyło". Więcej uwagi przywiązywali do tańczenia, a później do tworzenia muzyki. Sporo wysiłku i skupienia kosztowało Rossa przygotowanie do testu na prawo jazdy. Nie obyło się bez narzekania "mi się nie chce uczyć", "pójdę na żywioł. Po co mam się uczyć" i tym podobne. Rydel nie dziwiła się więc, że ten zapał Emmy do nauki i chęć napisania tych egzaminów jak najlepiej, zbudził taki podziw między jej rodzeństwem.
- No ja już nie wiem! - krzyknęła załamana Emma. Upiła łyk kawy, siorbiąc ją głośno. - Ajć, gorące. - jęknęła. - Tak czy inaczej, zawaliłam to, ale zdam. Tylko... - Przerwała na chwilę.
- Chciałaś aby to nie było "zdałam", tylko "miałam prawie sto procent", prawda? 
Rydel tym pytaniem trafiło w sedno. Na tym właśnie zależało nastolatce. Zawsze była ambitna i zawsze stawiała sobie wysokie progi, które musiała osiągnąć. Wszystko przez jej mamę, która od najmłodszych lat jej to wpajała. Chciała żeby jej córka była najlepsza. Z wiekiem Emma jednak coraz mniej się starała i więcej czasu poświęcała swoim zainteresowaniom i spędzaniu czasu z przyjaciółmi. Nie żałowała tego ani razu. 
- Znaczy... Nie że sto procent, ale na pewno więcej niż siedemdziesiąt pięć procent. - odpowiedziała z wykrzywionym uśmiechem. 
- Myślisz, że ile będziesz miała? - Dopytywała blondynka. Starała się jakoś poprawić humor swojej przyjaciółce, ale nie wiedziała, co dokładnie zrobić. Podsunęła jej więc pod nos miseczkę ciasteczek z kawałkami czekolady. Oczy Emmy przez ułamek sekundy się zaświeciły, ale potem znów odwróciła wzrok. 
- Może z sześćdziesiąt - odpowiedziała niepewnie. - A i do twojego ślubu nie jem słodyczy. Jeszcze przytyję i co wtedy? Nie mogę na to pozwolić. 
- Emma nie załamuj się. Przesadzasz pewnie, jak zwykle. - powiedziała Magda, wchodząc z Rikerem do kuchni. Usiedli oboje przy dziewczynie. - Na pewno przez stres wydawało ci się, że nic nie umiesz, a tak naprawdę znałaś odpowiedź na każde pytanie w teście. - Magda przytuliła ją i pocałowała w policzek, po czym sięgnęła po ciastko z czekoladą. Widząc wzrok reszty, uniosła wysoko brwi. - No co? To że Emma się odchudza przed weselem, nie znaczy, że ja też muszę. - Zaśmiała się. Klepnęła jednocześnie przyjaciółkę po plecach. - Przypominam, że jestem również w ciąży i nie mogę sobie pozwolić na jakieś diety czy coś. - powiedziała wielce rozbawiona. 
Riker wywrócił oczami, słysząc słowa swojej narzeczonej. Jednak od pewnego już czasu, gdy do jego uszu docierały słowa "jestem w ciąży" miał przed oczami obraz siebie w roli rodzica. Moment, gdy bawi się ze swoim synkiem, a Magda siedzi obok niego i czesze włosy córce. Ciepło robiło mu się na sercu, gdy tylko o tym pomyślał. Takiego życia właśnie chciał. Nigdy nie marzył o staniu się kimś sławnym i rozpoznawalnym na każdym kroku. Chciał założyć rodzinę i tworzyć muzykę. Po prostu. Niczego więcej nie oczekiwał. Pojawienie się Magdy w jego życiu tylko mu pomogło w realizacji tej wizji swojej przyszłości. Nie zdawał sobie sprawy, że przyjdzie to tak szybko, że stanie się ojcem w wieku dwudziestu trzech lat. Nie bał się, że sobie z Magdą nie poradzą, ponieważ wiedział, że w każdej chwili może liczyć na swoje rodzeństwo i rodziców. Może liczyć na ich pomoc, nieważne co by się działo.
- Riker! Riker? - krzyczała na przemian Rydel, Emma i Magda .Chłopak totalnie odpłynął w swoje przemyślenia. Dopiero dotyk jego narzeczonej na jego ramieniu, ocucił go. - No jesteś. - Zaśmiała się. 
- Tak? Co się stało? - zapytał zdezorientowany. Spojrzenie brunetki miażdżyło mu brzuch od środka. Tak. Słynne motyle. 
- Pytałam, czy już coś sobie przygotowałeś na nasz wyjazd? - Miał wrażenie, że czas zwolnił. Magda kilkukrotnie zamrugała oczami, a on widział, jak powolnie trzepocze rzęsami. Potrząsnął głową, by opuścić ten dziwny stan.
- Tak. Przygotowałem paszport. - Założył rękę za kark i potarł nią w tamtym miejscu. Magda cmoknęła tylko pod nosem i dalej wróciła do rozmowy z dziewczynami. 
- A ty? - spytał nagle blondyn, kładąc swoją dłoń na odkryte kolano dziewczyny. Miała ubrane dżinsy właśnie z dziurami na kolanach, dlatego mógł to zrobić. Po plecach dziewczyny przeszły przyjemne dreszcze. 
- Znaczy już sobie cos przyszykowałam, ale jako tako, to się jeszcze nie pakowałam. - odpowiedziała. - ale myślę, że dzisiaj już wszystko spakuję. 
- No przydałoby się. Jutro już macie samolot. - Dodał Ross, który ni stąd ni zowąd pojawił się w kuchni przy lodówce. 
- O patrzcie kogóż to do nas przywiało. Szanowny Pan Lynch pokazał się we własnym domy. Jakże nam miło. - powiedział arogancko Riker. Ross zmierzył go gniewnym spojrzeniem. 
- Stary tłumaczyłem Ci, dlaczego jest tak, a nie inaczej. - syknął młodszy. Podszedł do brata naprawdę blisko. Ich twarze dzieliło kilka centymetrów. 
- To jemu powiedziałeś dlaczego, a mi nie? - oburzyła się Emma. Ross już miał coś powiedzieć, ale opuścił ręce i w tym samym momencie do kuchni wszedł Ellington. Podszedł i jakby nigdy nic otworzył lodówkę. Załamał się, gdy zobaczył, że nic ciekawego tam nie ma. Odszukał wzrokiem swoja narzeczoną i posłał jej spojrzenie pełne rozpaczy i bólu. 
- Moglibyśmy coś zamówić na obiad. - zaproponował Ross, widząc wzrok swojego kumpla. Wyglądał, jak wygłodniały szczeniaczek. 
- Może chińskie żarcie? - Zarzucił Rocky, nalewając sobie do szklanki Coca-Coli. - Dawno nie jedliśmy. - Dodał po wypiciu połowy szklanki. 
- W takim razie po co zamawiać, skoro możemy pojechać do chińskiej restauracji. - Odezwała się Magda. Rozejrzała po wszystkich. Wyglądali na przekonanych co do jej propozycji. Riker chwycił ją za dłoń i delikatnie masował miejsce między kciukiem a palcem wskazującym. Odwróciła się do niego, a on posłał jej znaczące spojrzenie. Zachichotała cicho. 
- Komu w drogę temu czas! - krzyknął zadowolony Ellington. - czy jak to tam szło. - Dodał po chwili zmieszany. - Dobra, nieważne! Jedźmy, bo głodny jestem! - wydarł się i już go nie było. Wyleciał szybciej niż struś pędziwiatr. Ross i Rydel jednocześnie wywrócili oczami i gdy tylko to zauważyli, przybili sobie żółwika.
- Ale ja prowadzę, Ell! - krzyknął Riker i pobiegł od razu za brunetem. 
Wszyscy zapakowali się do vana i po pół godzinie byli już na miejscu. Ryland wysiadł zaraz przed restauracją, aby zamówić stolik, a reszta pojechała samochodem na parking. Miejsce w restauracji otrzymali bez żadnych komplikacji. Głodni i podekscytowani chłopcy od razu dorwali się do kart i zaczęli je przeglądać, by jak najszybciej zamówić jedzenie i je zjeść. Dziewczyny patrzyły na nich z rozbawianiem w oczach. Zachowywali się jak dziesięcioletnie dzieci, które właśnie wróciły z placu zabaw głodne i spragnione. 
Po niecałych pięciu minutach przyszedł kelner, aby zebrać zamówienie i dopiero po tym, jak chłopcy powiedzieli co chcą, dziewczyny mogły przejąć karty. 
Wszystko byłoby super. Obiad z rodzinką w restauracji. Dzień bez dramatów. Bez kłótni. 
Było minęło.
- Możemy porozmawiać? - Do uszu Emmy dotarł znajomy, zachrypnięty, basowy głos. Odwróciła się i za sobą zobaczyła Gavina. W tym samym momencie spadł sztuciec, którym Ross bawił się od pewnego czasu. Jego ciśnienie podskoczyło, natomiast Emma próbowała wydobyć z siebie jakieś słowo. W jej gardle urosła gula wielkości mandarynki. Wstała bez słowa i oddaliła się od stolika. Wyszła bocznymi drzwiami przed restaurację. Ani ona, ani Gavin nie odezwali się do siebie przez chwilę. 
- Co tam? - Zaczął niepewnie chłopak. Stał z rękami w kieszeniach. Jakby się garbił. Na głowie miał nałożony kaptur od bluzy, którą miał pod kurtką. Nie patrzył się na nią. Wzrok miał wbity w swoje trampki. To było korzystne dla Emmy. Gdyby spojrzał się na nią, kompletnie straciłaby trzeźwe myślenie.
- U mnie dobrze. A u ciebie Gavin? - odpowiedziała lekko skrępowana.
- Wiem. Nie odzywałem się przez większość czasu. Przepraszam. - szepnął niepewnie. - Miałem pewien problem z...z moją dziewczyną i musiałem to jakoś naprawić. - Mówiąc to, odruchowo poprawiał swoje włosy, które tym razem nie były w ogóle ułożone. Kilka kosmyków wystawało spod kaptura na jego czoło, przysłaniając mu oczy. 
- O, a co się stało? - Zaciekawiła się. Gavin zacisnął usta i uniósł wzrok do góry. 
- Oskarżyła mnie o to, że ją zdradzam. - szepnął cicho. Dziewczyna zagryzła wewnętrzną część policzka. - Wiesz, co jest najśmieszniejsze w tej sytuacji? - Pokiwała głową na boki. - To, że oskarżyła mnie, że zdradzam ją z Tobą. 
Krzyczała. Krzyczała wewnętrznie. Coś w jej brzuchu przewróciło się. Miała wrażenie, że wszystkie organy wywróciły jej się na drugą stronę. Nie mogła uwierzyć. Dziewczyna Gavina myślała, że to on zdradza Lydię z nią. Potrząsnęła energicznie głową i chwyciła się za nią.
- Co? Ale jak to? Dlaczego tak uważała? - wyszeptała zdruzgotana. Nie wierzyła w to. Nie mogła tego pojąć. Miała zamknięte oczy i zaciśnięte pięści na skroniach. - Ale - Wzięła oddech. - ale jesteście ra-razem tak? - zapytała drżącym głosem.
- Nie. - odpowiedział sucho i beznamiętnie. Wstrzymała oddychanie. Bicie właśnego serca dudniło jej w uszach. 
- J-jak to? D-dlaczego? - wyjąkała przerażona. Nie zdziwiłaby się, gdyby miała oczy trzy razy większe, niż zazwyczaj. 
- Odpowiedź jest bardzo prosta. - szepnął. Ręce miał już wyciągnięte z kieszeni. Przeniósł jedną z nich na policzek dziewczyny. 
"Pamiętaj o oddychaniu. Wdech, wydech, wdech wydech" myślała Emma. 
- Ja... - zająknęła się, ale Gavin ją uciszył. Oczy miał przepełnione bólem. Miała wrażenie, że widzi w nich łzy. 
- Zerwaliśmy, bo ja dalej jestem w tobie szaleńczo zakochany. - wyszeptał. Ich twarze dzieliły milimetry. Oparł czoło o jej. Druga ręka objęła jej drugi policzek. 
Serce biło jej jak oszalałe. Jedyne co miała w głowie, to zdanie:
"To się nie dzieje naprawdę"

~*~

Hej! Haj! Heloł!
Witam wszystkich bardzo serdecznie w wakacje! Jejku, ileż na nie czekałam. Teraz mam tyle czasu. (taka ciekawostka: od początku wakacji przeczytałam już cztery książki haha)
Rozdział jest długi. Nawet bardzo. Bardzo długi. Mam wrażenie, że nawet jest jednym z tych najdłuższych. Mylę się? 
Napiszcie co o nim sądzicie. Męczyłam go już od kilku dni. Nie mogłam go skończyć. Szczególnie przez to, że nasza reprezentacja wygrywała mecze na Euro. Jezus Chrystus. Gdybyście mnie widzieli podczas ostatniego meczu Polska-Portugalia. Tak sobie zdarłam gardło, że nie mogę mówić do dzisiaj. Miałam w domu niezłą strefę kibica. Z resztą, chyba jak całe osiedle. Podczas meczu miałam otwarte okno w pokoju i słyszałam, jak sąsiedzi się wydzierają. A przypomnę, że mieszkam na osiedlu domków jednorodzinnych, haha xD
Tak czy siak. Jestem dumna z naszych chłopaków. Co prawda nie wygraliśmy, ale zyskaliśmy drużynę. Piękną drużynę, która spowodowała nieraz przerażenie na twarzy Ronaldo xD Oj tak, te zdjęcia w internetach rozwalają system :D
Co by tu jeszcze... Może wrócę do rozdziału
Gavin wrócił. Tak wiem, kochacie go. Ja to wiem. 
Trochę mi go nawet brakowało. On świetnie potrafi namieszać w umyśle Emmy.
A i jak myślicie, co to za niespodzianka, którą szykuje Ross dla Emmy? Jakieś propozycje? Hmm? (Ja wiem co to jest, a wy nie-e, hehe. Mam nadzieję, że i wam się ona spodoba)
Mam też dobre wieści. Przygotowałam już listę bohaterów mojego nowego opowiadania, które ruszy zaraz po tym. Oj, jak się nie mogę doczekać :)
To chyba wszystko ode mnie w tym poście. 
Trzymajcie się i do napisania :**
~Wasza Julia